you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Lokacja eventowa #3a
Autor Wiadomość
Cookie Pink



Wysłany: 2018-07-24, 20:29   Lokacja eventowa #3a
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly


Szpital.
 
 
Ren Ryuu



Wysłany: 2018-07-25, 18:08   
   Multikonta: Baek Hyun Kim
   Mów mi: Burak


/Eq zostało wpisane w podpis postaci. Z dodatkowych rzeczy, Ren Ryuu pozwolił sobie na zabranie niewielkiego towarzysza – ot śliczny dron latający z opcją przejścia na tak zwany tryb ziemny – witaj Wall-E. Zero broni, wmontowana kamera, której obraz jest przekazywany bezpośrednio do komunikatora Rena. Dobry zwiadowca nie ma co.

Kwestia wyboru szpitala, kwestią sporną. W założeniu, iż wciąż mieli chwilę na opracowanie planu działania… Osobiście zielony wybrałby większe miasto, gdyż w jego mniemaniu o wiele łatwiej było uniknąć kurwiszonów SSP niż borykać się z ciekawskimi Halinami i Kowalskimi z sąsiedztwa, którzy wnet mogliby sprowadzić na nich masę kłopotów. Decyzja? Pozostawmy do ro rozmówienia fabularnego drużyny zamachowców A. A jako, że post buraka idzie pierwszy, to będzie nieco z serii tych luźniejszych. Miejmy nadzieję, że nikt mu za to głowy nie urwie, tym bardziej przed… Wyruszeniem? Ciekawe kto z nich będzie kierował pojazdem, bo na pewno nie on – uwaga ślepota alert! Może lepiej, aby ktoś inny sięgnął po kluczyki?
W założeniu, iż mogło dojść do spotkania organizacyjnego w „garażu”, to do niego też Ren skierowałby swe kroki w pierwszej kolejności. Nic osobistego jak to mówią, zwykłe opracowanie planu i szybkie sprawdzenie sprzętu, co by nie doszło do awarii w trakcie trwania misji.
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-07-25, 19:42   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba


/poza tym eq z eventu Victoria wzięła jak zawsze swoje rękawiczki, z którymi się nie rozstaje

Wreszcie przybyła na miejsce zbiórki, bo przecież skądś musieli wyruszyć na tą wyprawę pełną niebezpieczeństw, wyzwań, przygód i... Szpitali? Ta, szpitale też będą w tej przygodzie. Rozejrzała się szukając jakiejś znajomej mordy, która by wydawała się czekać na coś tak jak ona będzie czekać na to samo coś. A w sumie to szukała osób, które widziała na spotkaniu. Może nie jest zieloną, ale pamięć ma dobrą, bo piła dużo tranu. Jeden z niewielu luksusów, na które sobie pozwalała będąc jeszcze wolną. Ile to już czasu minęło od ostatniego wyjścia na powierzchnię? A dokładniej bycia na powierzchni? Trzy miesiące? Dwa? Pięć? Nie liczyła czasu, ponieważ i tak tutaj nic nie znaczył. Nie było dnia, nie było nocy, a wielki blok betonu zatopiony na kilometry wgłąb ziemi nigdy nie spał. Jak Nowy Jork czy inne Los Angeles. Pierwsza osoba, którą namierzyła to był Ryuu. Pamiętała go, widziała na spotkaniu. Byli przydzieleni do tego samego zadania. Ciekawe gdzie jest reszta... Podeszła bliżej, ale nie odezwała się tylko kiwnęła głową. Nabrała już trochę tutejszej maniery. Postawiła plecak obok nogi i wsadziła ręce do spodni. Teraz czekali. Bardzo czekali.
 
 
Summer Dawson



Wysłany: 2018-07-26, 01:03   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395


/ oprócz uwzględnionego w poście mg, soczewka taktyczna na lewym oku, kurwie, zapalniczka żarowa i dwa papierosy zapierdzielone Ivanowi.

Dobra, może i ostatnimi czasy nie była najprzyjemniejszym stworzeniem pod słońcem, ale co takiego zrobiła Cookie, żeby ta wysyłała ją do szpitala? Szpitala! Trauma związana z ośrodkiem badawczym, nawet po tych kilku latach nie zmalała, a dziewczyna widząc jakiekolwiek strzykawki, czy czując zapach płynu dezynfekującego, wpadała w panikę. Nawet socjopaci mają swoje słabości. Owszem, Summer zdążyła już zaakceptować Systemową klinikę, ale nie przyszło to ani łatwo, ani bezboleśnie. I wciąż przekraczanie jej progu, przyprawiało ją o mdłości. A teraz Cookie, jakby nie miała pojęcia - a miała - o całej przeszłości zielonej, wesoło wysyłała ją na misję, do prywatnego piekła Dawson.
Dzięki Ciasko. Po prostu wielkie kurwa dzięki.
Przybyła na miejsce spotkania jako trzecia i tym razem, po raz pierwszy od kilku miesięcy, nie kulała. Jej rehabilitacje dobiegły końca, noga była oficjalnie w 87% sprawna. To dużo jak na uszkodzenia, których doznała. Kto by pomyślał, że głupia kulka w dupie, może tak zniszczyć życie? Tak czy siak, z nikim się nie przywitała, chociaż w kierunku Po pokazała środkowy palec. Sekundę potem sięuśmiechnęła starym, dobrym, sumowym wyszczerzem. Nie miała zamiaru przepraszać, że przez ostatnie tygonie zachowywała się jak baba z okresem. Z resztą, nie sądziła, żeby ktokolwiek tego od niej wymagał. Znali ją, wiedzieli jaka jest.
- Dam sobie uciąć rękę, że to skończy się jednym, wielkim wybuchem i latającymi kończynami. A potem Papa Stalin znów będzie groził nam paluszkiem i zleci czyszczenie kibli szczoteczkami do zębów. - Jeśli nikt nie zaczął omawiać planu, to usadowiła się na przednim siedzeniu koło kierowcy. Nie zamierzała prowadzić, w końcu nie miała całkowitego czucia w nodze.
 
 
Billie Anne Davis



Wysłany: 2018-07-26, 17:40   
   Multikonta: Mayday, Saoirse
   GG/DC: Billie#4617
   Mów mi: słodko


EQ: sprzęty od mg, zapalniczka żarowa, zielona soczewka stworzona przez Suma

Od pewnego czasu łaziła po korytarzach Systemy durnie wyszczerzona i przepełniona niewyjaśnionego pochodzenia euforią, strasząc wszystkich dookoła bardziej, niż zwykle. Wiadomym było, że nie uśmiechała się nigdy, chyba, że w iście Jokerowym stylu, a teraz zdawała się nadrabiać wszystkie lata przepełnione spojrzeniami spode łba i paskudnymi grymasami. Jeśli to niecodzienne zachowanie wzbudzało podejrzenia poważnego uszkodzenia mózgu, wejście w ostatnią, krańcową fazę choroby przypieczętowało powołanie na misje w terenie. Nie w śmierdzących klitkach chuj wie ile metrów pod ziemią, tylko na zewnątrz, w wielkim świecie. Pierwszy raz od podpisania cyrografu z ruskimi mogła wyściubić nos na dwór, pooddychać świeżym powietrzem, a co ważniejsze - skopać kilka rządowych, zakazanych dupsk. Miała okazję wypróbować nabyte podczas katorżniczych treningów umiejętności na żywym celu i czuła się tak, jakby dostała właśnie prezent pod choinkę. Dlatego też uparcie rozsiewała dookoła aurę ekscytacji i pobudzenia, okraszoną odrobinką nadziei, którą to myślała, że utraciła wraz ze zrównaniem z ziemią obozu. Tak bardzo się myliła i była z tego powodu cała w skowronkach, co stanowiła chyba ostateczny, obciążający argument, przemawiający za tymczasowym brakiem piątej klepki.
Bo przecież w błędzie zawsze byli wszyscy inni, nigdy ona.
Żwawym, ale dosyć lekkim krokiem kierowała się w stronę zbiórki, dziabiąc zachłannie batona, jednego z jej prywatnej kolekcji, na czarną godzinę. Prostą kobietą była, jeśli mogła zmaksymalizować przyjemność płynącą z powrotu do akcji, nie zamierzała myśleć dwa razy. Wlazła w końcu do garażu i nie witając się z nikim - wszak usta miała zajęte - oparła się leniwie o bok samochodu i niespiesznie dokończyła święty rytuał jedzenia. Obrzucała przy tym koleżków z przypadku pewnym i ledwie średnio nieprzyjaznym spojrzeniem, chcąc wybadać ich nastawienie. Ciszę przerywało tylko jej mlaskanie, a przynajmniej do momentu, gdy Summer przypomniała sobie o swojej zdolności wypowiadania sie.
- Spoko, załatwie ci pościgi i wybuchy, w tym jestem najlepsza - wyćwierkała radośnie, przełykając ostatnie kawałki przekąski bogów. - W końcu byłoby szkoda wbić do wielkiego miasta i nie zabawić się przy okazji trochę, co nie? - Bo że zmierzali w środek cywilizacji, a nie do pipidówy górnej rozumiało się samo przez się. Wtopienie się w tłum w małej, zgranej społeczności było jak stąpanie po bardzo cienkim lodzie, natomiast propozycja małego randez-vous z SSP brzmiała może nie tyle co bezpieczniej, a ciekawiej. W końcu byli przeszkoleni do radzenia sobie z oddziałami nieprzyjaciół ogniem i ołowiem, a nie pierwszorzędną grą aktorską.
Wychodząc z założenia, że wszystko zostało ustalone, bo jakoś nikt nie garnął się do zabrania głosu, zajęła miejsce obok zielonej, na przednim siedzeniu, po czym pozbyła się szeleszczącego, miłego wspomnienia po batonie. Czekając na ostatnią zagubioną owieczkę, przejrzała się w lustrze, nie mogąc wyjść z podziwu nad owocem sprawnych rączek Sum, tudzież kolorową soczewką. Idealnie kryła biel tęczówki sztucznego oka, przez co buźka wyglądała tak, jak przed figo fago z kulą.
Mimowolnie przeszedł ją jakiś dziwny dreszcz i szybko powróciła do poprawiania niesfornych kudłów.
_________________
tryna find my place, some place, oh
i drink a little more than recommended
this world ain’t exactly what my heart expected
but i still tryna find my way someway
 
 
Michael Mayers



Wysłany: 2018-07-26, 19:27   
   Multikonta: Lin
   GG/DC: Qna#3355


Zwinięty Tekst:


Ekwipunek: Kitel, glock 9mm wraz z kaburą, nóż przypięty do kostki, kluczyki do wozu, przenośny skaner dokumentów, pałka teleskopowa.



No tak, oczywiście musiał pojawić się jako ostatni. Prócz ekwipunku, który przekazała im Cookie, Michael zamarzył o pałce teleskopowej, którą mógłby trzymać nawet w kieszeni, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Nawet jeśli ktoś by ją zauważył, to przecież każdy obywatel miał prawo mieć coś takiego przy sobie. Szczególnie w czasach, w których na ulicach częściej można było znaleźć przestępcę, niż porządnego obywatela.
Po drodze wstąpił jeszcze do stołówki i wziął kawę na wynos. Miało pójść szybko, jednak wyszło jak zawsze. Zagadał się bowiem z jednym ze swoich znajomych. Kiedy w końcu oprzytomniał było już dość późno, ruszył więc na miejsce spotkania najszybszym marszem jaki mógł z siebie wydobyć, nie wylewając przy nim napoju.
Wpadł do garażu dość gwałtownie, prawie się wywracając, gdyż zahaczył butem o próg. Zdołał jednak w niezwykle popisowy sposób złapać równowagę, nie wylewając przy tym kawy. Rozejrzał się po wszystkich zgromadzonych.
-Witam. - Powiedział prostując się, tak, jakby nic się nie stało. -Widzę, że wszyscy już są. - Stwierdził, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ren, Victoria, Summer i Billie. Dwójka zielonych, pomarańczowa i czerwona. W sumie przydałby się im ktoś żółty, w razie gdyby w szpitalu były elektroniczne zabezpieczenia... No ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Cała czwórka była bardzo dobra, więc nie miał na co narzekać.
-Więc... Wybieramy się do mniejszego czy do większego miasta? - Zapytał upijając łyk kawy. W końcu to, że był tu jedynym dorosłym nie znaczyło od razu, że miał dowodzić całą operacją! Wręcz przeciwnie, wśród nich z pewnością były osoby, które znacznie lepiej sprawdzą się w takiej roli. -Bo plan możemy omówić po drodze. - Stwierdził wskazując na pojazd. W końcu i tak mieli kawałek do przejechania.
 
 
Ren Ryuu



Wysłany: 2018-07-26, 20:07   
   Multikonta: Baek Hyun Kim
   Mów mi: Burak


Jako, że Po miał robić za maskotkę teamu, uśmiechnął się pokrzepiająco do przybyłej Vic, a Summ potraktował cichym prychnięciem. O tak mentorko, też się cieszę, że Cię widzę – pomyślał, schodząc wzrokiem na jej nogę. No, no, przynajmniej już nie kulała – spory plus.
- Oby nie. – stwierdził z wyraźnym niesmakiem na twarzy. Wybuchy i latające flaki spoko, ale wybuchy? Z drugiej strony wszystko było lepsze od jojczącego Papy Stalina. Ren szczerze go „nienawidził”, co w jego przypadku serio oznaczało SZCZERĄ nienawiść, taką z głębi serduszka. Wzdrygnięcie i ostatnie sprawdzenie sprzętu, w tym małego szpiega aka zmodyfikowanego Wall’iego, broni i innych „rupieci”. Szkoda, że nie dano im czasu na upgrade broni – Ren z pewnością dodałby tam kilka ulepszeń.
- Pomimo ryzyka spotkania się z SSP, sugerowałbym jednak wybrać się do dużego miasta. Większe pole manewru i mniejsza szansa na czołowe zderzenie z miejscowymi. Takich o wiele trudniej przekonać.– stwierdził po szybkiej analizie potencjalnego „za” i „przeciw” wyborom poszczególnych lokacji. W ostatecznym podsumowaniu miasto mimo wszystko wygrywało. I nie żeby coś, ale może zdołaliby coś wyniuchać na ich temat?
Kwestia wyboru była otwarta – Ren rzucił propozycją. W oczekiwaniu na odpowiedź, podszedł do wozu z zamiarem wpakowania się do niego na tylne siedzenie. Przedtem jednak jeszcze raz zaczepił Michaela.
- Wygląda na to, że prowadzisz. – to absolutnie nie był przytyk, raczej zwykłe stwierdzenie faktu po przeleceniu wzrokiem po wszystkich zebranych.
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-07-27, 05:44   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba


- Powiedzmy sobie szczerze... I tak przy pierwszej lepszej okazji zaczniemy strzelać.
Wzruszyła ramionami i odepchnęła się od ściany przy której stała. Poprawiła pasek z pistoletem, nóż. Wszystko musiało być w jak najlepszym umiejscowieniu, ponieważ na ewentualnym polu walki nikt nie będzie czekał aż ona łaskawie sięgnie po pistolet albo zacznie dźgać. W tym towarzystwie czuła się jakoś tak dziwnie. A to jedna osoba ma protezę, inna jakieś soczewki. A ona? Ona miała możliwość czytania w myślach, której i tak nie używała bo po co. Jeszcze tego brakuje, żeby odkryła że ktoś sra w gacie przed tą misją. Zmierzyła każdą osobę spokojnym wzrokiem.
- Cóż, jesteśmy teraz drużyną czy tego chcemy czy nie. Postarajmy się tego nie spierdolić za bardzo. W sumie nawet lubię swoje życie.
Zaśmiała się lekko. Miała nadzieję, że nikogo nie będą musieli przywozić w plastikowym worku. Zajrzała do plecaka sprawdzając czy ma aby na pewno wszystko co jej będzie potrzebne. Kitel, fejk plakietka... Tak, wszystko jest. Wrzuciła więc plecak do auta, poprawiła rękawiczki i wsiadła na tylne siedzenie. Gdyby ona prowadziła to nie dojechali by nawet do bramy wyjazdowej.
 
 
Summer Dawson



Wysłany: 2018-07-28, 14:05   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395


Oczywiście, że coś spierdolą. Summer za długo chodziła po tym świecie i brała udział w zbyt wielu misjach, by łudzić się, że plan A miał zadziałać. Dlatego potrzebowali porządnego przedyskutowania sytuacji. W duchu odetchnęła, że miała przy sobie Po. Przynajmniej jedna trzeźwo myśląca głowa, pośrodku idiotów. Bez urazy.
- Duże miasto. - Zgodziła sięz Renem, nie trudząc się, by swój głos w jakikolwiek sposób uzasadniać. Jeśli dwójka zielonych podzielała to samo zdanie, to znaczy, że był to najlepszy wybór. Przynajmniej teoretycznie.
Michael przejął kluczyki - i dobrze, bo minimalizowali szansę, na zabicie się jeszcze przed wkroczeniem na teren jakiegokolwiek szpitala. Swojądrogą, Summer uznała za niesamowicie zabawne to, że mająw swoim gronie tylko jednąw pełni sprawną fizycznie osóbkę poniżej czterdziestki (czyt. smutnej starości). Stanowili swoisty oddział kalek i dziadków. Cookie, coś ty sobie myślała?
- Piękna, nie? - Wreszcie skierowała swoją uwagę na Billie, która przyglądała się soczewce.
 
 
Billie Anne Davis



Wysłany: 2018-07-30, 19:50   
   Multikonta: Mayday, Saoirse
   GG/DC: Billie#4617
   Mów mi: słodko


Siedziała na dupsku już parę dobrych minut, czekając, aż wszyscy wrzucą swoje odwłoki do samochodu i skończą kłapać ozorami. Rozumiała potrzebę ładnej, zgrabnej pogawędki, ale nie w momencie, kiedy czekała na nich akcja - w dodatku po tylu miesiącach posuchy. Starała się nie wyjść z siebie i stanąć obok, ograniczając się tylko do sporadycznego wywracania oczami. Czasem cieszyła się, że słyszała tylko na jedno ucho, bo gdyby musiała znosić takie paplanie dzień w dzień na podgłośnieniu, ktoś niechybnie stanąłby w płomieniach.
- Słowa nie mogą określić jej wspaniałości.. ale liczby tak, dwa na dziesięć. - Odpowiedziała zielonej, wciąż wpatrując się przez szybę w nieokreślony punkt na ścianie. Nie zwykła prawić komplementów, a choć zerówki miały zaszczytne miejsce w jej skostniałym serduszku, w tym wypadku nie były wyjątkiem od reguły. Poza tym Summer nie bez kozery była mózgiem ich dawnego oddziału, z pewnością wiedziała, że jej dzieło jest należycie docenione, tak jak i każde inne, choć tylko w myślach. Być może przez ten mały detal ona sama nie będzie skazana na wyhaczenie w tłumie przez SSP czy innych zwyroli, co za tym idzie - będzie mogła szaleć, ile fabryka dała. Oczywiście, gdy główne zadanie zostanie sukcesywnie wykonane, w końcu nie była na tyle szajbnięta, by przedkładać przyjemności nad rozkazy.
Przynajmniej przeważnie.
- Tak kurwa, jedziemy do miasta, w końcu nie jesteśmy jebanym legionem samobójców. Myślałam, że to dla wszystkich jasne. - Dodała, gdy z tyłu trochę przycichli. Tym razem ton głosu miała o wiele bardziej zdrowy, czyli dosyć niski i wysoce nieprzyjemny, co mogło znaczyć, że powoli wychodzi z choroby zwanej 'dobrym nastrojem'. Cenne sekundy mijały i gdy wydawało się, że już nigdy nie wyruszą, bezowocnego kiszenia się w samochodzie dobiegł kres wraz z przejęciem sterów przez Michaela. Przyjęła to z pewną ulgą - nie musiała uciekać się do poszkodowania któregoś z kompanów, co mogłoby przekreślić szansę na wykonanie misji zgodnie z planem. Nie miała nic przeciwko improwizacji, gdyby chodziło tylko o jej własną dupę, a że było wręcz przeciwnie, potulnie wtuliła się w siedzenie i jedynie wymruczała pod nosem z pewną ekscytacją "a chuj, przygodo".
_________________
tryna find my place, some place, oh
i drink a little more than recommended
this world ain’t exactly what my heart expected
but i still tryna find my way someway
 
 
Michael Mayers



Wysłany: 2018-07-31, 15:35   
   Multikonta: Lin
   GG/DC: Qna#3355


Michael wzruszył jedynie ramionami. Jeśli tak uważała większość, to nie miał nic do gadania. Choć nawet jeśli to do niego należałoby ostatnie słowo, decyzja pozostałaby taka sama. On także sądził, że w większym mieście ryzyko było mniejsze. Mimo wszystko, mniej będą się tam rzucali w oczy.
Widząc, że nikt nie palił się szczególnie do prowadzenia pojazdu, usadowił się na miejscu kierowcy i poczekał, aż wszyscy rozsiądą się wygodnie. Upewnił się, że wszystko zabrał, a także, że reszta też wszystko zabrała, po czym ruszył we wskazane miejsce.
Podróż przebiegła raczej bezproblemowo, w końcu Michael umiał prowadzić, choć nie można go było pewnie nazwać najlepszym kierowcą na świecie. Mimo to nie wpakowali się w żadne drzewo po drodze, więc tą część misji można było uznać za sukces.
Zapewne do tego momentu zdążyli już omówić jakiś plan. Sam Michael niewiele robił. Był znacznie lepszy w wykonywaniu poleceń niż w ich wydawaniu. Wierzył, że w tym samochodzie były osoby, które obmyślą lepszy plan działania, niż on sam.
Zaparkował gdzieś blisko szpitala, starając się ustawić samochód tak, by być gotowym do ewentualnej ucieczki, ale też tak, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń, po czym obrócił się spoglądając pytająco na resztę. Chciał się upewnić, że wszyscy są gotowi.
 
 
Cookie Pink



Wysłany: 2018-07-31, 16:16   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly


Mistrz Gry


Droga była dosyć długa. Kierowali się według wskazań na GPSie, który był zamontowany w samochodzie. Droga przebiegła bez żadnych niespodzianek, a zaparkowanie pod szpitalem było łatwe. Nie było tutaj zbyt wielu samochodów. Z miejsca postoju mogli zobaczyć główne wejście, które było dosyć spore i oblegane. Pacjenci z papierosami w szpitalnych piżamach, lekarze z kubkiem kawy w ręku wesoło dyskutujący na jakieś tematy. Zdecydują się wejść przez wejście główne i zacząć działać od środka czy może poszukać bocznego?
A co z przebraniem? Czy już wskoczą w swoje białe fartuchy czy wstrzymają się z tym dopóki nie przekroczą wejścia szpitala? A właściwie jak przebierali się lekarze? Czy mieli własny pokój? Czy nie wzbudzą zbyt wielu podejrzeń, jeżeli wysiadą z auta już przebrani?

Musieli działać szybko, jeżeli nie chcieli żeby zastała ich północ. Dochodziła jedenasta, więc to idealna szansa. Na oddziale zostało kilka pielęgniarek oraz lekarzy, którzy nocą jednak nie wykonywali obchodów, a sama kostnica czy magazyn były już dawno nieczynne.
 
 
Ren Ryuu



Wysłany: 2018-07-31, 17:06   
   Multikonta: Baek Hyun Kim
   Mów mi: Burak


Wbicie głównym wejściem mogło pomóc drużynie a równie dobrze mogło ich wszystkich zgubić. Późna pora nie ułatwiała sprawy, szczególnie gdy na holu głównym za ladą recepcyjną siedziała pani pielęgniarka.
- Jeśli możesz, zaparkuj na uboczu. Z tyłu szpitala powinno być wejście dla ratowników. – Ren rzucił luźną sugestią. Ciał w ten sposób zaproponować drużynie użycie tak zwanego kruczka prawnego – bocznych drzwi, z których korzystali kierowca karetki oraz towarzyszący mu ratownicy. Przez nie również miewano w zwyczaju przewozić rannych pacjentów. Proste? Możliwe. Z pewnością mniej rzucające się w oczy – tego typu przejścia zamiast na hol główny, prowadziły bezpośrednio do korytarza skąd czekało się na przyjęcie bezpośrednio przez lekarza, a mówiąc wprost – boczna furtka oszczędzała czasu i problemów z recepcją.
- Proponuję od razu nałożyć i schować pod ubraniem identyfikatory, z kolei sam strój nałożyć dopiero po wejściu do szpitala. – to była druga już sugestia Rena. Jej cel? Wzbudzenie jak najmniejszych podejrzeń. Mało który pracownik szpitala przychodził do pracy w stroju roboczym – nawet Ci ważniejsi jajogłowi musieli najpierw odwiedzić szatnię, przebrać się i dopiero szorować do pracy. Z kolei stażyści? Ci tym bardziej winni znać i przestrzegać pseudo zasady bhp - nie różnili się niczym od standardowych pracowników i jajogłowych, obowiązywały ich te same procedury.
Jeżeli drużyna miała inne sugestie, Ren był więcej niż otwarty na nie. Jeżeli nie, to chyba mogli ruszać dalej prawda?
Przy okazji chłopak zasugerował zasłonięcie wszelkich niechcianych dodatków - protez i symboli przynależności.

/ jeżeli coś zjebałam to dajcie mi na pw <3
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-07-31, 19:31   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba


Dotarli na miejsce. Czy stwarzało jej to jakąkolwiek różnicę? Odpowiedź brzmi nie. Zmierzyła wszystkich wzrokiem spokojnym, kalkulującym ich szanse i straty. Słysząc słowa Rena niemal zastrzygła uszami jak jakiś pies. Musiała dać do zrozumienia, że ma swoje zdanie.
- Na pewno nie możemy zatrzymać się tak, żeby blokować wjazd dla ratowników, bo wtedy będą szukać właścicieli, żeby przestawić auto. A co za tym idzie... Zjebiemy zadanie zanim wejdziemy. Gdzieś powinno być wejście do kostnicy. Nikt przecież nie przewozi przez cały szpital trupów.
Widziała takie rzeczy w wielu filmach, a poza tym było to logiczne. Już widziała oczami wyobraźni mieszkańców oddziału onkologicznego obserwujących jak przez ich piętro pędzi łóżko z gościem w foliowej torbie. Musiało być gdzieś wejście dla denatów.
- Czemu My kurwa nie mamy żadnych planów szpitala...
Mruknęła niezadowolona. Dupa ją bolała już od siedzenia, ale nie chciała wychodzić z auta bez niezbędnego planu, albo chociaż pijackiego zarysu "jak się nie dać zajebać na miejscu". Kontakt z ludźmi muszą ograniczyć do niezbędnego minimum, by nie wzbudzać podejrzeń. Jedną obcą twarz może i jeszcze zaakceptują, ale gdy jednocześnie pojawi się pięć to nawet takie debile jak zwykli ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że coś jest jednak nie tak. Spojrzała na Summer czekając na jej reakcję. Wydawała się być najbardziej ogarniętą z tej ekipy.
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-08-03, 22:44   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko


Mistrz Gry


Przy głównym wejściu dało się słyszeć jakieś zamieszanie, jednak żeby dociec co dokładnie się dzieje, musieliby podejść odrobinę bliżej. Tylne drzwi mieściły się około 400 metrów od miejsca, w którym się znajdowali. W pobliżu nie było widać żywej duszy, bo też nikt w tym momencie nie zajmował swojej uwagi wejściem służbowym, nad którym zamocowano kamerę. Nie było to jedyne zabezpieczenie, obok drzwi znajdował się czytnik kart, który z całą pewnością zezwalał na dostęp tylko upoważnionym osobom. Zdecydują się w takiej sytuacji próbować przemknąć bokiem czy skorzystać z zamieszania i głównego wejścia? Będą próbowali się włamać czy postanowią nie wyważać otwartych drzwi tak długo jak to możliwe?

_____________
Jak tylko Cookie przestanie mieć oczu ból to przybędzie być... sobą.
 
 
Summer Dawson



Wysłany: 2018-08-04, 00:35   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395


Summer słuchała wszystkich w spokoju, o dziwo nie pchając się do manifestacji swojego zdania. W czasie gdy każdy pierdolił o rosole, ona przeglądała w głowie plany wszystkich znanych jej placówek medycznych. Nie było ich zbyt wiele, ale dało się po nich wywnioskować podstawowe podobieństwa w architekturze szpitali.
- Po pierwsze, wejście dla ratowników odpada. Prowadzi prosto na ostry dyżur, a to ostatnie miejsce w którym musimy się znaleźć. - Równocześnie, główne wejście też nie wchodziło w grę. Nawet jeśli panowało jakieś zamieszanie, to raczej grupka plątających się dwudziestolatków, była dość mocno rzucająca się w oczy. - W większości przypadków, kostnice znajdują się pomiędzy strefą pracowniczą, a szpitalną. Ta pierwsza, jest zwykle słabo monitorowana, więc jeśli nie będziemy wdawać się w niepotrzebne interakcje międzyludzkie, powinno być okej. - Nie czekając na resztę opinii, uchyliła szybę i wyrzuciła przez nią jednego z KURWII. Muszka uniosła się w powietrzu i zaczęła trzepotać silikonowymi skrzydełkami, a obraz z jej kamery pojawił się przed okiem Summer. Przy pomocy prostych gestów (czyli, machała rękami i nikt nie wiedział co się dzieje), zielona skierowała robaka w stronę drzwi dla personelu. KURW usiadł na czytniku kart, a na potrójne mrugnięcie Dawson, zaczął cichutko pikać. Sekundę później wybuchł, unieszkodliwiając zabezpieczenie drzwi - przynajmniej w teorii mała detonacja powinna spalić urządzenie i odblokować zamek.
- Amatorzy. - Skwitowała, po czym wyszła z samochodu i odpaliła jednego z dwóch papierosów, zajumanych Ivanowi. Zaciągnęła się dymem, po czym zdenerwowana zapukała w szybę pojazdu.
- Idziecie, czy może mam zawołać Plemniki, żeby pomogły wam ruszyć dupy? - Odczekała aż wszyscy wyjdą, po czym znudzonym tonem zaczęła recytować resztę planu. - Jeśli mają czytnik przy wejściu, to znaczy, że takowe są zainstalowane w całym budynku. Co za tym idzie, musimy zaczaić się w toalecie na jakiegoś srającego idiotę, unieszkodliwić go i zwinąć przepustkę. Uwaga na stażystów - zwykle nie mają dostępu do wszystkich pomieszczeń, szczególnie tych istotniejszych. A że nie ma co zostawiać po sobie niepotrzebnych trupów, to celujcie w lekarzy specjalistów. Po zdobyciu przepustek, rozdzielamy się na dwa zespoły, tak jak to było w pierwotnym planie. Bułka z masłem. - Nie był to plan idealny, ale improwizowała. Znów jechali na akcję komando - bez planów i wcześniejszego przygotowania - nie można więc było liczyć na coś sensowniejszego. Choć prawdę mówiąc, od czasów Ligii Dzieci, nie pamiętała misji, która byłaby zaplanowana od A do Z.
Znów zaciągnęła się papierosem, wypuszczając dym prosto w twarz Billie. Czekała, aż reszta wtrąci swoje trzy grosze, po czym wreszcie będą mogli przystąpić do operacji "Gówniane Połowy". To wszystko i tak ciągnęło się już zbyt długo. Przy okazji, zdjęła jeszcze ortezę z kolana, przyznając w duchu rację Renowi - im mniej widocznego żelastwa, tym lepiej. Wrzuciła swoje dziecko do bagażnika i dokończyła papierosa.
 
 
Billie Anne Davis



Wysłany: 2018-08-08, 16:28   
   Multikonta: Mayday, Saoirse
   GG/DC: Billie#4617
   Mów mi: słodko


Wynudziła się jak mops podczas przejażdżki, zapewne dlatego, że wesoła kompania nie miała ochoty na swawole i zamiast rzucać się sobie do gardeł, siedzieli po prostu jak myszy pod miotłą. Gdy przystanęli pod szpitalem, wpatrzyła się w budynek z nieprzyzwoitą ekscytacją, całkiem zrozumiałą po spędzeniu miesięcy pod ziemią. Dowózka na miejsce ożywiła nie tylko ją i z tyłu podniosły się głosy na temat planu, który za chwilę mieli wdrożyć w życie - z niechęcią obróciła główkę tak, by zdrowe ucho wyłapało te ich trele morele. Musiała zgodzić się z Renem, przynajmniej z częścią o identyfikatorach i przebraniu się w prawie lekarskie fatałaszki w pustej sali czy łazience. Mimo wielu nieprzyjemnych wypadków, odniesionych w dzieciństwie nigdy nie trafiła do szpitala, a najwyżej do szkolnego konowała, mimo to zdawała sobie sprawę, że białe fartuszki zakładało się dopiero w miejscu pracy. Co do wejścia bokiem, jej osobiście ta opcja bardzo pasowała, głównie dlatego, że jeśli zostałaby skonfrontowana z koniecznością uprawiania gadki szmatki na recepcji, jej uliczne maniery sprowadziłyby na nich kłopoty.
Zanim jednak zdążyła coś wtrącić, Summer zanegowała opcję z wykorzystaniem wejścia dla ratowników, a potem skorzystała z dobrodziejstwa KURWII. Nie trzeba było czekać długo, a małe ustrojstwa zrobiły swoje czary, co dla Billie było wystarczającym znakiem, by w końcu rozpocząć akcje. Wyskoczyła z samochodu, unikając bliskiego kontaktu z dymem papierosowym, który przypomniał jej bar i pijackie psoty, które tam odstawiała - nie mogła się rozpraszać, stwierdziła więc rozsądnie, że będzie jeszcze czas na opijanie sukcesu.
- No to co... lecim do kibelka - mruknęła, wyciągając się nieznacznie, coby zminimalizować podróżne zdrętwienie. Nie miała właściwie nic do dodania, za czasów Ligii zawierzała pomysłom Summer i nie skończyła przy tym rozczłonkowana w pobliskim śmietniku, teraz więc miała zamiar uczynić tak samo. Co jednak nie oznaczało, że zielona mogła liczyć na ulgowe traktowanie - dmuchnięty w twarz dym, chociaż nie wyrządził żadnych szkód, uznała za wyzwanie. Z niewesołą miną pokazała jej środkowy palec i w tym samym czasie spopieliła papierosa, pozostawiając szanowną koleżankę bez zabaweczki.
- Ruszacie dupy? - dodała jeszcze do towarzyszy, ździebko się niecierpliwiąc, nie mieli w końcu całej nocy na pierdolenie.
_________________
tryna find my place, some place, oh
i drink a little more than recommended
this world ain’t exactly what my heart expected
but i still tryna find my way someway
 
 
Michael Mayers



Wysłany: 2018-08-08, 21:28   
   Multikonta: Lin
   GG/DC: Qna#3355


Michael bez dyskusji wykonał polecenie Rena, parkując na uboczu. W końcu to zieloni byli tu od myślenia.
W sumie zgadzał się z pomarańczową. Przydałyby się plany szpitala. Nie miał pojęcia jak w zasadzie mieli zamiar działać nie posiadając takich planów. Ale cóż, jak zwykle, zostawiał obmyślanie strategii mądrzejszym od siebie, nie wtrącając się specjalnie w ich dyskusje. A raczej monolog, bo Summer zdecydowanie przejęła rolę głównego stratega. Zaczęła nawet działać. Naprawdę, zieloni z Ligii byli... Z zupełnie innej ligi.
Zaśmiał się pod nosem z wymyślonej przed chwilą gry słów, jednak zrobił to na tyle dyskretnie, by nikt się nie zorientował. No chyba, że ktoś by mu się bardzo uważnie przyglądał, a w obecnej sytuacji to chyba nie było możliwe. Choć kto ich tam wiedział. Te dzieciaki cały czas go zaskakiwały.

W przeciwieństwie do innych dorosłych, Michael nie czuł się jak dowódca, tylko dlatego, że był starszy. Wiek nic nie znaczył, a on był tu tylko jako część zasobów. Ta część, która miała wyważyć drzwi i ewentualnie przenieść coś ciężkiego. W końcu nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że mężczyzna mógł bez większych problemów włamać się do systemu szpitalnego, uruchomić alarm przeciwpożarowy który wygnałby wszystkich z budynku i otworzył wszystkie drzwi, wejść do środka, zabrać co potrzebne a następnie ulotnić się w stroju lekarza i wmieszać w tłum, który z pewnością zgromadziłby się przed samym szpitalem. A na deser wgrałby do systemu wirusa, który usunąłby wszystkie ślady ingerencji, a także dane na temat osób, których dokumenty ukradł.
Uwielbiał takie rozwiązania, które nie wymagały użycia siły. Ale niestety, były żołnierz, którym obecnie był, nie znał się na technologii, a jedyne co potrafił, to używać właśnie siły.

Wyszedł z samochodu i wciągnął powietrze. Dawno nie był w mieście. Atmosfera tutaj była zupełnie inna. Ciekawe, jakby potoczyło się jego życie gdyby nie epidemia.
Zapewne tak samo. W końcu epidemia wybuchła już po tym, jak został agentem.

Skinął głową na słowa Summer. -Młodzi przodem. Będę zabezpieczał tyły. - Stwierdził spokojnie. Nie miał zamiaru w żaden sposób ingerować w ich plan. W końcu zieloni i tak zapewne już wiedzieli wszystko, co by chciał powiedzieć... A nawet dużo więcej. Pozostało tylko działać zgodnie z planem.
Bez kolejnych zbędnych komentarzy ruszył za nimi.
 
 
Cookie Pink



Wysłany: 2018-08-11, 12:32   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly


Mistrz Gry


Muszka zniszczyła czytnik kart powodując spięcie w całym systemie zabezpieczeń. Plastik stopił się, a pod nim iskierki błyskały co chwile wydajac charakterystyczny trzask. Jednak system zabezpieczeń nie był w żaden sposób połączony z całą resztą, co mogli zauważyć podczas, gdy kamera odwróciła się w stronę czytnika. Ktoś monitorował wejście i właśnie teraz chciał sprawdzić co się stało. To na pewno nie umknęło uwadze zielonych, bo reszta pewnie nawet nie zauważyła drgnięcia soczewki kamery. Wszyscy ruszyli w stronę gmachu.

Zamieszanie było spowodowane przywiezieniem przez jakąś kobietę swojego dziecka, które właśnie dostało ataku padaczki pod samym wejściem. Zbiegli się gapie oraz sami ratownicy medyczni, którzy udzielali pierwszej pomocy w oczekiwaniu na lekarza.

Co z kamerą nad drzwiami? Czy Summer użyje kolejnej Kurwii? A może będą próbowali innej opcji?
 
 
Ren Ryuu



Wysłany: 2018-08-12, 08:04   
   Multikonta: Baek Hyun Kim
   Mów mi: Burak


Skoro już mieli wchodzić do szpitala, to byłoby dobrze, aby posiadali zabezpieczenie z zewnątrz. W tym miejscu sprawdzić się mógł towarzysz Rena niegdyś znany pod nazwą Wall-e. Robot nie miał kompletnie żadnego uzbrojenia, niemniej sprawdzał się wyśmienicie w roli zwiadowcy ziemnego bądź powietrznego. Niewielki rozmiar maszyny stanowił atut – w końcu kto przy zdrowych zmysłach zwróci uwagę na niewielkie latające coś, co równie dobrze w okryciu mroku nocy, tudzież smogu – heh – przypominało bardziej ptaka niż statek UFO.
Ren nie negował zdania Sum – miała rację. Podąży za nią do wejścia pracowniczego, a przedtem pozwoli sobie na wypuszczenie zwiadowcy. Korzystając z faktu, że stali gdzieś z boku, nikt nie powinien zwrócić na to szczególnej uwagi. Obraz z kamery był przekazywany bezpośrednio do komunikatora, podobnie jak dźwięk. Przy odrobinie szczęścia drużyna zdoła dzięki temu wyłapać wszystko, co się będzie działo na zewnątrz.
Co do ubioru – Ren nie przebrał się w „fartuch”, gdyż wzbudziłoby to nadmierne podejrzenie, o czym już zresztą rozmawiali.
- Dobrze mieć przynajmniej jednego „lekarza specjalistę” na drużynę. – dodał przed wyjściem – znów zmniejszona szansa na wzbudzenie podejrzeń. Poza tym stażyści powinni mieć opiekuna czyż nie? W takiej sytuacji najlepiej, aby jednak najstarzej wyglądający za takowych się podali.
Kamera – świetnie. Należało zatrzymać się tuż przed zbliżeniem do drzwi - i zatrzymał. Dzieląc się wiedzą o ruchu urządzenia z innymi (resztą teamu), zielony chciał przy pomocy tabletu (komunikator) spróbować włamać się do szpitalnej sieci, aby stamtąd utorować sobie drogę do systemów zabezpieczeń. Chwilowe zakłócenie obrazu powinno dać reszcie czas na bezpieczne przejście – lub części.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons