you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Domek jednorodzinny
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-03-25, 01:57   Domek jednorodzinny [Cytuj]

DOMEK JEDNORODZINNY

Oddalony o kilka kilometrów od miasta, zrujnowany dom. Wybite okna, zostały zakryte deskami, a zamiast drzwi frontowych, przewieszono koc. Spod szarego tynku, wystają pojedyncze cegły, a weranda zbudowana z niegdyś białego drewna, została niemal w całości pokryta grafitti.
W środku, dom jest zupełnie pusty. Wszystkie meble i sprzęty, zostały wykradzione przez okolicznych mieszkańców. Na samym końcu korytarza, łączącego kuchnię z salonem, znajdują się drzwi prowadzące do piwnicy.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 03:30   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

MG - Oscar



Amy jak i Lou, zaczynały się powoli budzić. Blondynka, mogła poczuć na policzku łaskotanie. Sprawcą był mały szczeniak, który upatrzył sobie w dziewczynie ofiarę i koniecznie, chciał zalizać ją na śmierć.
Dziewczyny znajdowały się w piwnicy. Dużym, choć słabo oświetlonym ceglanym pomieszczeniu. Przy wschodniej ścianie, znajdowały się cztery klatki - pierwsza stała pusta, w następniej znajdowała się Amy, następnie Lou, a w ostatniej Oscar. Wszyscy byli skrępowani sznurami, a na ich głowach znajdowały się opaski niwelujące moce.
Na przeciwko klatek - jakieś dwa metry od Lou - postawiono krzesło i stół. Na blacie leżało kilkanaście rodzajów noży, obcęgi, kilka pilników i sznur.
Oprócz szczeniaka i Psioników, w piwnicy nie było żywej duszy.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Summer Dawson 2018-03-27, 19:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Amy Johnson


Wysłany: 2018-03-25, 16:00   
   Multikonta: James, Leen
[Cytuj]

Uderzenie w twarz. Pamiętała jedynie uderzenie w twarz.
Było to dość niezwykłe, bo po raz pierwszy w życiu została w ten sposób potraktowana. Owszem, trenowała sztuki walki i niejednokrotnie się biła, jednak nigdy nie otrzymała bezpośredniego uderzenia. Unikała ciosów, czasem je kontrowała, wykorzystywała ich siłę przeciwko przeciwnikowi, ale nigdy nie przyjęła na siebie żadnego poważnego ciosu.
A teraz dała się uderzyć jak... No właśnie, jak kto?
Żadne adekwatne określenie nie przychodziło jej do głowy.
Nie pamiętała, jak się tu znalazła, ani co stało się po tym, jak przyjęła uderzenie. Kiedy poczuła łaskotanie, zaśmiała się i uchyliła powoli powieki.
Szczeniaczek!
-Hej, mały! - Powiedziała cicho podnosząc się do pionu. -Hej! - Powtórzyła, chcąc wyciągnąć rękę, by go pogłaskać. Dopiero wtedy zorientowała się, że jest związana.
Cóż za potworne tortury! Umieszczać słodkiego szczeniaczka w tym samym pomieszczeniu, a następnie związać ją i uniemożliwić jej zabawę z maluszkiem. Oh, nie przychodziło jej do głowy nic bardziej zwyrodniałego!
-Co tutaj robisz? - Zapytała, zbliżając do niego głowę. Przez chwilę patrzyła na niego tak, jakby rzeczywiście spodziewała się, że przemówi ludzkim głosem.
Dopiero po chwili uniosła głowę i rozejrzała się po miejscu, w którym się znajdowała. Prócz dziwnie wyglądającego krzesła nie widziała tu nic ciekawego. To był chyba czyjś warsztat, przynajmniej na to wskazywały leżące przy krześle narzędzia. Nie wyglądało na to, że ktoś tu był - w końcu nie widziała przez ściany, a ze swojej pozycji nie mogła stwierdzić, że jest tu więcej klatek - postanowiła więc kogoś zawołać. -Przepraszam?! - Krzyknęła. -Jest tu ktoś?! - W końcu jeśli ktoś ją tutaj zamknął, to zapewne czegoś chciał. Powinien więc być zainteresowany faktem, że dziewczyna odzyskała przytomność. -Jestem głodna! - Dodała po chwili słysząc burknięcie swojego brzucha.
 
 
Lounarie de Coudray



Wysłany: 2018-03-25, 22:32   
   Multikonta: Ceridwen
   GG/DC: 7123822/Lama#9514
   Mów mi: Lama
[Cytuj]

Jęki i krzyki postrzelonej nijak miały się do krzyków palonych żywcem, więc po prostu je ignorowała. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nie ogarnęła, że Amy ledwo ogarnia. Sama sprawdziłaby wtedy te cholerne drzwi i może nie oberwaliby wtedy. Pierwsze sekundy, gdy widziała kolejnego napastnika z bronią dłużyły się niemiłosiernie. Próbowała odskoczyć od granatu, jednak na niewiele się to zdało. Oberwała w szyję i dopiero po chwili poczuła, że to tylko strzałka. Chcieli je dostać żywe, co jej samej niezbyt się podobało. Samego Oscara i jego pretensje zlała ciepłym moczem. Gdyby pomarańczowy łaskawie się ogarnął to nie byliby w tedy w aż tak beznadziejnej sytuacji, a zamiast tego wolał macać się po jajach. Typowy facet, zamiast coś zrobić to najpierw dba o to, co ma w gaciach. Odleciała, a ostatnie co zapamiętała to pomieszczenie spowite duszącym gazem.
Obudziła się w nieznanym jej pomieszczeniu, z bólem głowy i do tego związana. Bardzo jej się to nie podobało. Spróbowała podnieść się do pozycji siedzącej i wybadać teren. Piwnic, na stole jakieś narzędzia, które nie wyglądały zbyt przyjaźnie i pies w klatce obok. Cóż, pies póki co był tutaj w najlepszym położeniu, w końcu nikt nie skrzywdzi szczeniaczka. Gorzej z psionikami.
- Zamknij się. Nie chcesz, żeby tu ktoś zszedł, pewnie jak tylko ogarną, że się obudziliśmy to znowu oberwiemy. - Syknęła wkurzona na blondynkę. Serio, jakim cudem jeszcze jej nikt nie zabił, albo nie wrzucił do obozu? Zamiast jednak tłumaczyć dziewczynie jak działa ten świat spróbowała zwinąć się tak, żeby móc głowę oprzeć na kolanach i próbowała jakoś ściągnąć z głowy opaskę niwelującą moce. Chciała puścić to miejsce z dymem, ale nie mogła, skoro miała zablokowaną swoją pirokinezę.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-03-28, 18:39   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

MG - Oscar


Szczeniak spłoszył się, gdy Amy zaczęła krzyczeć. Piszcząc pod nosem, uciekł pod ścianę i tam się położył.
Oscar wciąż pozostawał nieprzytomny, jeśli któraś z dziewczyn dokładniej się przyjrzała, mogła zobaczyć ślady krwi na jego głowie.

Wołanie faktycznie kogoś przyciągnęło. Dziewczyny mogły usłyszeć kroki, a następnie trzask zamka. Chwilę później, drzwi u szczytu schodów z piwnicy, się otworzyły. Do pomieszczenia wpadł strumień światła, a wraz z nim pojawiła się i kobieta. Wyglądała na nie więcej niż trzydzieści lat. Blondynka, ubrana w zdecydowanie za duży mundur SSP. Zeszła po drewnianych schodach, w ręku trzymając tacę z trzema talerzami ziemniaczanej papki z groszkiem.
- To zbędne, i tak mamy tu emitery. - Odezwała się, widząc poczynania Lou. Opaska na głowie dziewczyny lekko się zsunęła, ale było to wciąż zbyt mało, żeby jej moce przestały być blokowane. - Nie kombinuj. - Mruknęła, odkładając tacę na stolik. Wyciągnęła z kieszeni pęk kluczy i powędrowała do klatki Amy. Otworzyła ją, a następnie pomogła dziewczynie usiąść.
- Słyszałam, że zabiłyście Jeba. I dobrze, była z niego straszna kanalia. - Wyciągnęła z buta nóż i rozcięła więzy na rękach i nogach Amy. Następnie podłożyła dziewczynie bukłak z wodą pod nos. - Pij. Na stole masz jedzenie. - Wyszła z klatki, pozostawiając ją otwartą, po czym podeszła do Lou. - A ty, nie kombinuj, tylko wpędzisz się tym w większe kłopoty. - Drugiej czerwonej nie wypuściła. Uśmiechnęła się do niej zza krat, pozwalając patrzeć na następne kroki Amy.
- Jak długo się znacie?
_________________
 
 
Amy Johnson


Wysłany: 2018-03-28, 20:29   
   Multikonta: James, Leen
[Cytuj]

Spojrzała przepraszającym wzrokiem na szczeniaczka, którego w zupełnie niezamierzony sposób przestraszyła. Cóż, ponownie nie pomyślała o konsekwencjach swoich akcji... I ponownie wyszła na tym w miarę dobrze. Uśmiechnęła się do kobiety, która rozcięła jej więzy. -Oh! Dziękuję ślicznie! - Powiedziała kłaniając się lekko. Nie ruszyła swojej opaski. Jeśli miała być szczera, to nie szczególnie przeszkadzało jej to, że nie mogła używać mocy. -Nie wiem kim jest Jeb. - Stwierdziła zgodnie z prawdą, spoglądając na bukłak z wodą. -Naprawdę? Dziękuję! Jest Pani bardzo miła. - Powiedziała uśmiechając się do kobiety szeroko. Nie zadając więcej pytań wypiła kilka łyków, a następnie podeszła do stołu i zaczynając jeść papkę. Nie ważne czy była dobra czy nie - Amy obecnie była w stanie zjeść wszystko. Głód był najlepszą przyprawą - odpowiednio duży zmieniał nawet najbardziej ohydne potrawy w coś wspaniałego.
Kiedy już zaspokoiła pierwszy głód, skierowała wzrok na szczeniaka. -Hej mały? Jesteś głodny? - Zapytała podnosząc talerz. Zbliżyła się kilka kroków i usiadła na posadzce pokazując mu swój posiłek. -Przepraszam, że cię przestraszyłam... Naprawdę nie chciałam! - Stwierdziła cicho i pochyliła nisko głowę. -Wybaczysz mi? - Zapytała.
Cóż, rozmawianie z psem siedząc na posadzce w jakiejś piwnicy i zajadając się jedzeniem przygotowanym przez nieznajomą odzianą w strój SSP nie było chyba najlepszym pomysłem, jaki mógł przyjść komuś do głowy. Każda choćby średnio rozgarnięta osoba na miejscu Amy zareagowałaby trochę inaczej. Po pierwsze, zapewne szukałaby teraz możliwych wyjść i liczyła swoje szanse na ucieczkę. Po drugie, nie oferowałaby resztek ziemniaczanej papki w ramach przeprosin jakiemuś szczeniakowi, w momencie, w którym jej samej wciąż burczało w brzuchu. Po trzecie, nie jadałby zapewne nic podanego przez kobietę w stroju SSP. Po czwarte, nie siedziałaby na podłodze, bo od tego można przecież było dostać wilka.
Na (nie)szczęście Amy nie była nawet średnio rozsądna, nic nie stało więc na przeszkodzie, by nie zwracając uwagi na to w jakim miejscu i w jakiej sytuacji się znajduje, próbować przeprosić szczeniaka za swoje wcześniejsze krzyki.
Zignorowała też całkowicie pytanie kobiety, skupiając się obecnie tylko i wyłącznie na nawiązaniu kontaktu z tą małą istotką. W sumie obecnie nic więcej w jej świecie nie istniało. Tylko ona i ten piesek.
 
 
Lounarie de Coudray



Wysłany: 2018-03-31, 20:34   
   Multikonta: Ceridwen
   GG/DC: 7123822/Lama#9514
   Mów mi: Lama
[Cytuj]

Słysząc kroki przeklęła i jeszcze bardziej zaczęła się wiercić próbując ściągnąć opaskę. Jednak jej starania były na nic, kobieta która weszła do pomieszczenia od razu zauważyła, co kombinuje i poinformowała ją o szumach dookoła. Nie bardzo uwierzyła, w końcu po co mieliby w takim razie te przeklęte opaski, skoro mają tu puszczony szum? Ale zostawiła póki co w spokoju opaskę na jej głowie i tylko przewróciła oczami. Milczała, nie chcąc prowokować strażniczki i dając sobie czas na myślenie, jak wydostać się z tego bagna, w które wpadła. Nie chciała też ani potwierdzać, ani zaprzeczać zabiciu "kolegi" kobiety, bo to mogła być czysta podpucha. Mało ją obchodziła reszta psioników w pomieszczeniu, nie znała ich na tyle, żeby ich żałować. W ciszy obserwowała ruchy kobiety. Czując zapach jedzenia jej żołądek oczywiście musiał dać o sobie znać, jednak jej wrodzony upór kazał jej zignorować głośne burczenie dobiegające z jej kiszek i po prostu obserwować. Wyczekiwała jakiejkolwiek okazji do nawiania z tego miejsca, a jednocześnie przeklinała w myślach blondynę. Gdyby teraz dziewczyna łaskawie ogłuszyła strażniczkę, byłoby im dużo łatwiej zwiać, ale nie, musiała iść przymilać się do szczeniaka. Serio, lepsze momenty można by na takie akcje znaleźć.
- 5 minut? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Sama nie była pewna ile dokładnie czasu minęło w markecie. A jeszcze chyba wypadałoby dodać czas, kiedy byli nieprzytomni.
- Dodaj jeszcze może czas jak byliśmy nieprzytomni, to mniej więcej będzie się zgadzać. - Wzruszyła ramionami stwierdzając, że ta informacja za dużo kobiecie nie pomoże. Jedynie tyle, że będzie wiedzieć, że nie są zbytnio do siebie przywiązani, jak którekolwiek spróbuje torturować to i tak nic na tym nie zyska od innych. Przesunęła się przy tym w jak najdalszy kąt klatki, żeby nie być zbyt blisko wejścia do niej i strażniczki i skuliła się tam na tyle, a ile jej pozwalały więzy. Próbowała ułożyć się jakoś wygodniej, ale w jej sytuacji, to było jednak prawie niemożliwe, więc po chwili wiercenia się odpuściła i po prostu siedziała skulona w kącie wlepiając dwukolorowe spojrzenie w kobietę z SSP.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-07, 18:29   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry



Kobietę zaczęło irytować zachowanie Amy, więc bez zbędnych ceregieli podeszła do niej i wzięła szczeniaka na ręce.
- Prosisz się o to, żeby skręcić mu kark - rzuciła w stronę dziewczyny, głaszcząc szczeniaka. Po chwili zaczęłęła ciągnąć za jego obroże, stopniowo dusząc zwierzę. Pies zaczął skomleć, ale nie śmiał ugryźć kobiety. Uśmiechnęła się do Amy, czując że znalazła jej słaby punkt.
- A teraz ładnie mi odpowiedz, czy znasz jeszcze jakiś Psioników, którzy beztrosko chasają sobie na wolności. Imiona, kolory i lokacje. - Nie przestawała torturować zwierzęcia.
Kobieta nazywała się Lena. Nie była SSP, a byłym psychologiem wojskowym. Piekielnie dobrym. Od wybuchu epidemii, razem z grupką samozwańczych „łowców głów”, zajmowała się sprzedawaniem Psioników do Obozów. A że w swoim zawodzie była piekielnie dobra, to nie narzekała na brak pieniędzy. Nawet w czasach kryzysu.
- Postawię sprawę jasno. Obóz płaci mi od każdego Psionika. Jeśli dostarczycie mi odpowiednio użytecznych informacji i sprzedacie kilku swoich kumpli, może nawet będę skłonna puścić was wolno. Musi mi się to po prostu opłacać. - Wreszcie puściła psa, który z piskiem od niej odbiegł.
_________________
 
 
Amy Johnson


Wysłany: 2018-04-08, 01:30   
   Multikonta: James, Leen
[Cytuj]

Dziewczyna powoli przeniosła wzrok na kobietę, jakby dopiero uświadamiając sobie, że w pomieszczeniu znajduje się ktoś jeszcze. Chyba naprawdę zapomniała o istnieniu całego świata wokół niej.
Szczeniak nie zareagował na jej przeprosiny. Było jej z tego powodu niezwykle przykro. Zawsze chciała mieć psa, ale rodzice nigdy się nie zgadzali. Teraz, kiedy miała okazję pobawić się z jednym, całkowicie niechcący przestraszyła go i zniechęciła do siebie. Zaczęła obawiać się, że nie ma ręki do zwierząt.
Zareagowała dopiero, kiedy kobieta zaczęła przyduszać psa. Zerwała się na równe nogi. -Robisz mu krzywdę! - Krzyknęła. -Zostaw go! - Zawołała z zaskakującą jak na nią pewnością siebie, i ze złości tupnęła nogą, niczym rozwydrzona nastolatka. -Nie masz prawa go tak traktować! A co jeśli to ciebie ktoś by dusił?! - Zapytała. Na szczęście kobieta wkrótce wypuściła pieska, bo Amy gotowa była rzucić się na kobietę i użyć siły, by obronić szczeniaka, co zapewne skończyłoby się tragicznie.
Powiodła wzrokiem za psem, a potem znów przeniosła wzrok na kobietę.
-Nie znam nikogo więcej. - Powiedziała w końcu. -Podróżuję sama. Nie potrzebuję nikogo. Sama świetnie daję sobie radę! - To było oczywiste kłamstwo, ale nie wyglądało na to, że próbuje oszukać kobietę. Bardziej próbowała oszukać samą siebie. Chodziła głodna i spragniona, a teraz nawet trafiła do jakiejś piwnicy z kimś, kto prawdopodobnie zawodowo zajmował się łapaniem Psioników i wrzucaniem ich do Obozu. Cóż, chyba jej szczęście właśnie się kończyło.
 
 
Lounarie de Coudray



Wysłany: 2018-04-11, 22:47   
   Multikonta: Ceridwen
   GG/DC: 7123822/Lama#9514
   Mów mi: Lama
[Cytuj]

Siedziała cicho i bez większych emocji obserwowała poczynania kobiety. Nie zamierzała wsypywać Kelly, a inni... nie znała innych psioników, nie wiedziała, gdzie się chowają, ani czy w ogóle jeszcze gdzieś ktoś się chowa. Nie wiedziała nawet, czy jej brat przeżył omni, ani do końca nie orientowała się, jaka jest data. Siedziała więc po prostu i patrzyła.
- Minęło sporo czasu, odkąd widziałam innych psioników, nie licząc tej dwójki tutaj, więc po prostu rób co musisz i tyle. - Wzruszyła ramionami. Cóż, Kelly widziała dosyć dawno, pewnie ruda już się o nią martwiła. Po części więc mówiła prawdę, w końcu nie sprecyzowała ile to dla niej "sporo czasu". Było jej strasznie niewygodnie, ale nie zamierzała narzekać. Jeszcze się baba weźmie za duszenie jej, a tego wolała raczej uniknąć. Widząc wybuch blondyny trochę się załamała. Cóż, jedno jest pewne, skoro sama trzyma swój niewyparzony jęzor za zębami i stara się kontrolować to, co mówi, to blondyna zgarnie na siebie wkurwienie łowców. Świetnie jej szło pyskowanie, nawet by jej dopingowała na głos i podpowiedziała, żeby trzasnęła wredne babsko krzesłem w łeb, ale sytuacja w jakiej była i tak już była nieciekawa. Lepiej gryźć się w język i po prostu świdrować niezbyt przyjaznym spojrzeniem kobietę.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-12, 17:04   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Przewróciła oczami, słysząc lamenty blondyny. Zaczynała przyprawiać ją o ból głowy, a Lena z bólem głowy, należała do osób wyjątkowo nieprzyjemnych. Ruda też się nie popisała, ale akurat to było do przewidzenia - od początku wydawała się mieć wręcz za dużo oleju w głowie.
Jednak zanim zdążyła wyjechać z kolejną gadką, u szczytu schodów rozległo się skrzypienie. Stróżka światła wpadła do słabo oświetlonego pomieszczenia, a jeśli ktoś się lepiej przyjżał, mógł dostrzec męską sylwetkę. Lena spojrzała kontem oka na nowego przybysza, zupełnie nie uświadamiając sobie kim jest. W końcu kto, podejrzewałby, że jakiś dzieciak wkradł się do strzeżonego domu?
- Wypierdalaj, nie skończyłam z nimi - warknęła.

Dla Daniela sytuacja rysowała się następująco - znajdował się na samym szczycie schodów, prowadzących do betonowego pomieszczenia. Po lewej stronie, znajdowały się cztery klatki. Dwie puste, dwie okupowane przez związanych Psioników. Kobieta w mundurze SSP i jakaś blondynka, siedziały na środku pomieszczenia - starsza na krześle, dziewczyna na posadzce.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-04-12, 23:31   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Cholerne skrzypienie rozniosło się echem po pomieszczeniu. Dobrze, że znajdował się pod światło, więc kobieta nie dostrzegła od razu intruza. Nie mógł jednak ukryć faktu, że pomylenie go z jednym z tych grubasów trochę go uraziło. Nie był to jednak czas i miejsce na leczenie jego męskiej dumy.
Szybka analiza sytuacji. Nie poczuł żadnego spadku temperatury, żadnego ucisku w czaszce, więc szum nie był włączony lub był, ale nie dla jego koloru. Dobrze wiedzieć. Nie mógł jednak puścić z dymem tej piwnicy, gdy Oscar znajdował się zamknięty na dole schodów w jakiejś klatce. Od razu rozpoznał jego nieprzytomne ciało i coś zaczęło się w nim gotować. Całe szczęście, że jedynie metaforycznie. Następnie przeniósł wzrok na drugą klatkę i doznał dziwnego olśnienia. Rozpoznał te rude włosy oraz wkurwione spojrzenie. Nie sądził, że jeszcze kiedyś natrafi na Lou, a szczególnie już nie w takiej sytuacji. Przynajmniej jak dobrze to wszystko rozegra, to będzie miał szansę odwdzięczyć się jej za uratowanie sobie życia.

Ostatecznie skupił się na nieznanej sobie blondynce oraz kobiecie siedzącej przy krześle. Miała na sobie mundur SSP, co trochę go przestraszyło. Szybko jednak upomniał się w myślach, że był do tego przecież szkolony. W dodatku kobieta nie miała obok siebie żadnej broni, jedynie metalową tackę, a co można zrobić metalową tacką?
Myślę, że skończyłaś – powiedział niskim, poważnym głosem i wycelował w kobietę rewolwer. Wcześniej już zamknął za sobą drzwi, żeby ewentualne krzyki nie obudziły śpiącego łowcy. Zaczął schodzić po schodach, ciągle celując w kobietę bronią. Wyglądał poważnie, na wkurwionego i gotowego w każdym momencie ją zastrzelić. – Ręce do góry, majki w dół, wypuść ich, mała kurwo.
Jeśli kobieta nie nabrała się na jego małą sztuczkę, to zrobił w jej stronę kilka szybkich kroków. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, uderzył ją rewolwerem od dołu w szczękę, a następnie kopniakiem odrzucił do tyłu.
Jeśli zaś uwierzyła, że ma w środku jakiejś naboje, to nakazał jej grzecznie otworzyć klatki z pozostałymi PSI. A on w tym czasie szybkim ruchem zerwał z głowy Amy opaskę blokującą moc, mając nadzieję, że dziewczyna posiada jakieś przydatne umiejętności.
_________________


 
 
Amy Johnson


Wysłany: 2018-04-16, 00:36   
   Multikonta: James, Leen
[Cytuj]

Zwróciła uwagę na zmierzającego w ich stronę chłopaka, kiedy tylko usłyszała skrzypnięcie. Podniosła się z ziemi, spoglądając na jego pistolet. Broń. Nienawidziła broni.
Miała jednak nadzieję, że chłopak nie był ich wrogiem. Ta kobieta bowiem z pewnością była. Krzywdziła niewinnego szczeniaczka, musiała więc być przesiąknięta złem do szpiku kości. Należała się jej kara.
Przysunęła się bliżej kobiety wiedząc, że to ona zaraz będzie w centrum zdarzeń. W razie czego, gdyby coś poszło nie tak, zawsze mogła doskoczyć do niej i wykorzystać sztuki walki by przyprzeć ją do ziemi. Z pewnością była dużo lepsza niż tamten koleś którego powaliła ostatnio, ale to przecież nie oznaczało, że była dobra. Amy była przekonana, że jest w stanie ją pokonać, w walce jeden na jednego.
Choć ocenianie siły przeciwnika nigdy nie było jej mocną stroną.
Oczywiście, mierzyła też wzrokiem chłopaka, który może i wyglądał niewinnie, ale miał w ręku broń, co zdecydowanie jej nie pasowało. Musiała być więc gotowa, by w razie czego doskoczyć właśnie do niego.

Jeśli kobieta nie miała zamiaru współpracować i zrobić coś niespodziewanego, to Amy od razu, bez zastanowienia, rusza w jej stronę, starając się jak najszybciej założyć jej dźwignię, podciąć nogi i sprowadzić do parteru, blokując jednocześnie możliwość ruchu. Nie miała zamiaru pozwalać, by chłopak oddał strzał. Nawet, jeśli kobieta była zła, to Amy nawet przez myśl nie przeszło, że można by było ją zabić. Co najwyżej ogłuszyć. Dlatego też nie chciała żadnej strzelaniny.

Jeśli natomiast kobieta nie wykonała żadnych działań, to stała nieruchomo i czekała na rozwój wydarzeń, rozluźniając się trochę, i wzrokiem szukając szczeniaczka, który uciekł kilka chwil temu.
 
 
Lounarie de Coudray



Wysłany: 2018-04-16, 21:24   
   Multikonta: Ceridwen
   GG/DC: 7123822/Lama#9514
   Mów mi: Lama
[Cytuj]

Jej wzrok odruchowo powędrował w stronę skrzypienia. Jednak nie postąpiła tak jak strażniczka za kratami i nie odwróciła od razu wzroku od schodzącej postaci, więc po chwili ujrzała znajomą mordkę. Przez chwilę próbowała przypomnieć sobie skąd go zna, a potem doznała olśnienia. Czerwony, który nazwał ją kiedyś Sansą. Wyszczerzyła ząbki w uśmiechu, kiedy podłapała spojrzenie Daniela. Stwierdziła, że skorzysta z zamieszania i znowu zaczęła się wiercić i pocierać głową o kolana, próbując zdjąć bloker. Może i był tu szum, a może i nie, nie dowie się jeśli nie spróbuje, co nie? A chętnie przypaliłaby dupę tej suce, która zamknęła ją w klatce.
- Może darujmy sobie te majtki w dół, co? Raczej nie czeka cię tam jakiś miły widok, same pajęczyny i kurz. - Oj, wymsknęło jej się. Ale przecież już i tak długo wytrzymała siedząc cicho i gryząc się w język! Ciągle wierciła się, żeby ściągnąć opaskę, przecież to cholerstwo musi dać się w końcu ściągnąć. Nie poświęcała uwagi psu, a strażniczkę póki co ignorowała. Miała dwójkę "agresywnych" psi poza klatką, więc nie powinna się przejmować wiercącą się psioniczką bezpiecznie zamkniętą w klatce. A nawet gdyby to najpierw musiała zająć się tymi na zewnątrz, a do tej pory miała nadzieję pozbyć się upierdliwej blokady mocy i spróbować coś zrobić.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-19, 16:19   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry

Lena miała w głowie jedno pytanie:
Jakim cudem?
Tyle razy łapali psioników i zawsze wszystko szło jak po maśle. Żadnych ucieczek, czy nieudanych transportów. Jeszcze nigdy tej cholernej dzieciarni nie udało się przechytrzyć ich grupy.
Aż do dziś.

Daniel:
W Lenę celowano już nie raz, więc niespecjalnie przejęła się szczylem z bronią. Szczerze wątpiła, czy chłopak wie jak przeładować rewolwer, a co dopiero celnie strzelić. Mimo wszystko, grzecznie uniosła ręce do góry, na kilka sekund zatrzymując palce w okolicach uszu.
- Intruzi w piwnicy. - Nadała szybki komunikat, zanim Daniel zdążył się do niej zbliżyć. Nie była uzbrojona, a na tamat Białego Szumu najzwyczajniej blefowała. Nawet nie próbowała śpiewki "chcę wam pomóc", w końcu za sobą miała klatki ze związanymi Psionikami w środku. Z piersią wypiętą do przodu przyjęła cios Daniela na klatę, a raczej szczękę. Ostatecznie, skończyła nieprzytomna na betonowej posadzce.

Amy:
Daniel zdjął opaskę z głowy Amy, a dziewczyna znów była zdolna do używania mocy. Natomiast, jeśli chodzi o szczeniaka, to siedział wciśnięty w kąt, cichutko piszcząc. Jeśli dziewczyna do niego podeszła, piski zamieniły się w warkot, a sam piesek zaczął świecić kłami.

Lou:
Jeśli chodzi o wiercenie się Lou, to tym razem nie skończyły się one fiaskiem. Co prawda, dziewczyna dość poważnie obtarła sobie nadgarstki i kostki u nóg, ale za to zdołała ściągnąć z głowy opaskę. Plastik zaplątał się jej we włosy, ale przestał ograniczać jej moce.


Oscar wciąż pozostawał nieprzytomny. (#riposcar)

/bez kostek
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-04-19, 23:20   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Kurwa, zwijamy się – krzyknął, gdy kobieta upadła na ziemię. Szybko ją przeszukał jej mundur w poszukiwaniu czegoś czym mógłby otworzyć klatki, w których znajdowali się Lou i Oscar (klucze byłyby super) i jeśli mu się udało, to je otworzył.
Następnie przerzucił sobie nieprzytomnego przyjaciela przez ramię, z czułością myśląc jak mu za to wszystko skopie dupę. Uśmiechnął się do Lou, co miało być sygnałem, że ją pamięta i cieszy się, że znowu ją widzi. Nawet jeśli w takich nieciekawych okolicznościach. Następnie spojrzał na Amy, do której również się uśmiechnął, bo to w końcu Daniel.
Ruchy, po schodach! – krzyknął machając bronią w stronę schodów. Nie mieli pewnie zbyt wiele czasu zanim wsparcie się tutaj pojawi.
Jednak zanim wybiegł za nimi, to w jego oczy rzucił się skulony w kącie szczeniaczek. Oczy zaświeciły mu się jak pięć złotych i pognał do niego. Wyciągnął rękę, dając mu ją do powąchania, mając nadzieję, że fakt, że niedawno się umył przekona psa, że można mu ufać. Jeśli piesek nie zareagował na niego negatywnie, to złapał go i wrzucił do kieszeni bluzy, którą miał na sobie. Był teraz trochę jak taka mama kangurka. Jeśli zaś piesek nie chciał współpracować, to musiał mieć nadzieję, że sam z siebie za nimi poczłapie.
Następnie pobiegł na górę, pędząc prosto do wyjścia z domku.

Jeśli zaś nie udało mu się wydostać Lou i Oscara z klatek, to próbował siłą wywalić kraty lub znaleźć coś innego do pomocy, a do Amy krzyknął, żeby uciekała. Niech chociaż jedno z nich się stąd wydostanie.
_________________


 
 
Amy Johnson


Wysłany: 2018-04-21, 04:55   
   Multikonta: James, Leen
[Cytuj]

Przeprosiła cicho szczeniaka, spoglądając na niego ze smutkiem, i odsunęła się kilka kroków. Wyglądało na to, że zniechęciła go do końca. Było to dość przykre, przynajmniej dla niej, bo bardzo go polubiła. Gdyby mogła, zabrałaby go ze sobą, ale nie chciała go bardziej przestraszyć. Cóż, pozostało mieć nadzieję, że jakoś da sobie radę.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, spoglądając na Daniela. Jeśli nie udało mu się znaleźć klucza, postanowiła pomóc. Podeszła więc do klatki Lou i użyła podmuchu by stworzyć wybuch w okolicy zamka, który powinien skutecznie go rozsadzić. Temperatura nie powinna być na tyle wysoka by stopić metal, ale sam wybuch powinien zniszczyć mechanizm zamka, uwalniając dziewczynę. To samo zrobiła z klatką Oscara.
O Amy można było powiedzieć wiele złych rzeczy, ale nie miała zamiaru nikogo zostawiać za sobą.
A może zwyczajnie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia.
Jeśli natomiast Danielowi udało się znaleźć klucz i otworzyć klatki, ruszyła za nim posłusznie na górę. Nie pozostawało jej póki co nic innego jak trzymać się tej trójki - sama nie bardzo wiedziała gdzie w ogóle się znajduje ani co powinna zrobić.
Cóż, cała ta sytuacja jak zwykle, w pewien sposób, obróciła się na jej korzyść. W końcu się najadła. Nie o takie znalezienie pożywienia chodziło jej, gdy szła do marketu, ale narzekać nie mogła.
 
 
Lounarie de Coudray



Wysłany: 2018-04-23, 19:11   
   Multikonta: Ceridwen
   GG/DC: 7123822/Lama#9514
   Mów mi: Lama
[Cytuj]

- Danny! Miała klucze do klatki blondyny przy sobie, więc pewnie do reszty też ma. - Rzuciła tylko kontynuując próby oswobodzenia się i zaoszczędzenia chociaż odrobiny czasu. musieli się stąd zmywać, zanim przyleci wsparcie nieprzytomnej suki.
Opłaciło jej się obetrzeć sobie nadgarstki i kostki, zaraz jak tylko opaska zleciała i okazało się, że biały szum był gówno warty przywołała do rąk niewielką kulę ognia, która miała sięgnąć więzów. Po uwolnieniu rąk szybko przeszła do oswobodzenia nóg i przeszła pod wejście do klatki i poczekała, aż zostanie ono otwarte, po czym wyskoczyła z niej jak najszybciej i ruszyła ku schodom. W ręce już zaczęła pojawiać się kolejna kula ognia, a w głowie formował się plan awaryjny, w razie gdyby przeciwników na górze było już trochę za dużo. Nie obchodził jej zbytnio szczeniak, pies jak pies, nie byłaby w stanie go utrzymać, skoro sama często głodowała. Pies by tylko pogorszył sytuację, nawet jeśli był uroczy, to i tak wolała go zostawić w spokoju. Sprawi sobie psa, jak kiedyś to całe szaleństwo się skończy. Jak będą mieli normalne domy. Marzenia ściętej głowy. Nie zapowiadało się, żeby coś takiego w ogóle miało miejsce.

//gównopost na szybko, żeby was nie blokować do końca tygodnia :x
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-27, 02:23   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Okazało się, że Lena miała przy sobie klucze do klatek. Ba, oprócz tego, Daniel mógł natknąć się na kieszonkową mapę, z zaznaczoną lokalizacją domku. Chłopak bez problemu otworzył resztę klatek, Amy mimo dobrego pomysłu, nie musiała interweniować.
Lou pozbyła się więzów bez większych przeszkód.
Natomiast, jeśli chodzi o szczeniaka, to posłusznie dał się zabrać Danielowi, cicho popiskując w kieszeni jego bluzy. Co do Oscara, to ocknął się na chwilę, gdy Czerwony podnosił go z ziemi.
- Nawiasem mówiąc, panowem nad sytuacją. - Nie musiał widzieć twarzy przyjaciela, by wiedzieć kto przerzucił go przez ramię. Wystarczył jeden rzut okiem na jego tyłek, był go w stanie rozpoznać nawet do góry nogami. - Arkadia. Góry na zachód od Idaho. Tam nam pomogą. - Potem znów odpłynął.

Gdy wyszli z piwnicy, w samym domku panował zadziwiający spokój. Gość, którego widział wcześniej Daniel wciąż smacznie spał na kanapie, nie mając pojęcia o zaistniałej sytuacji. Był łatwym celem, jeśli którekolwiek z Psioników zadecydowało się go zlikwidować. Przez okno w kuchni było widać kawałek werandy i polanę, z dwoma uzbrojonymi strażnikami. Jeden z nich nadawał jakiś komunikat przez krótkofalówkę, drugi, po kilku minutach gapienia się na pożar, obrócił się na pięcie i zaczął wracać w stronę domku.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-04-30, 12:07   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel powinien się cieszyć z tak charakterystycznego tyłka, niestety nie był pomarańczowym, więc nie mógł wiedzieć po czym przyjaciel go rozpoznał. Na pewno nie po zapachu, bo niedawno się umył. Pokręcił głową na zapewniania Oscara, że "nad wszystkim panował".
Arkadia? – zapytał nie tyle Oscara, co bardziej dziewczyn, bo kolega już odpłynął. Sam oczywiście słyszał o Arkadii, ale bardziej w kontekście literackim, niekoniecznie jako faktyczne miejsce... Pomarańczowy był jednak na tyle konkretny, że dzięki znalezionej mapie mogli zlokalizować ów tajemnicze miejsce. Mapę wręczył Lou, sam miał trochę zajęte miejsce trzymając Oscara, szczeniaczka w kieszeni bluzy oraz stary rewolwer.
Na górze było cicho. Za cicho. Daniel zmarszczył brwi, wyglądając przez okno. Dwóch łowców sttało na polanie, jeden z nich nagle zaczął kierować się w stronę domku. Czerwony musiał szybko podjąć decyzję. Odłożył na chwilę Oscara na podłogę i z rewolwerem zaciśniętym w dłoni wszedł do salonu. Sprawnym ruchem podpatrzonym kiedyś od Summer, uderzył delikwenta bronią w głowę, upewniając się, że już się nie obudzi. A przynajmniej nie w najbliższym czasie. Następnie wyciągnął broń, którą zaciskał w dłoniach. Jeśli mu się udało, to rzucił ów broń w stronę Lou.
Umiesz strzelać? – zapytał, a jeśli potwierdziła, to machnął głową w stronę drzwi. – Zdejmiesz go jak wejdzie.
Czuł niemiły ścisk w gardle na myśl o zabijaniu. Nie chciał zmuszać do tego Lou, jeśli nie czuła się z tym pewnie, więc sam mógł to zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wystarczyło jedno spojrzenie na nieprzytomnego Oscara, aby upewnić się, że to było jedyne wyjście. Skrzywdzili jego przyjaciela, a on na to pozwolił.
Daniel – przedstawił się Amy, uśmiechając się krzywo. Pogłaskał szczeniaczka ukrytego w swojej kieszeni, trochę upewniając się, że nie zdechł tam ze stresu. Następnie podszedł do Oscara i ponownie przerzucił go sobie przez ramię.
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons