you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Polanka
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-03-18, 23:03   Polanka [Cytuj]

POLANKA

Niewielka polanka na wzgórzu w pobliżu wodospadu. Położona jest w małym lasku i przepływa przez nią wąska i wartka rzeczka. Zza drzew można na niej ujrzeć całkiem malowniczy krajobraz z wodospadem.
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-19, 01:01   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Gnała przed siebie z zawrotną prędkością, rozkoszując się mroźnym powietrzem wypełniającym płuca i wiatrem raz po raz smagającym zaróżowione policzki. W pogardzie miała tnące szpony mrozu, zaopatrzyła się bowiem w kilka warstw cieplutkiej odzieży i nieodzowną, sporo za dużą kurtkę. Spięte niedbale blond pukle ledwie trzymały się w ustalonych ryzach, powoli, lecz sukcesywnie przegrywając walkę z nierzemijającymi podmuchami. Nie przejmowała się aktualną prezencją, w przed-północnych ciemnościach mało kto zapuszczał się w tę okolicę, miała więc 82,7% szans na uniknięcie nieproszonych spojrzeń. Sunęła na rolkach w takt muzyki wydobywającej się ze słuchawek - zmyślnego miksu największych przebojów lat osiemdziesiątych. Nastrój miała iście szampański, co uzewnętrzniało się w niezgrabnych próbach tańca i ogólnej beztrosce. Nie miała się zbytnio czego bać, posiadając immunitet na polowania prowadzone przez SSP, poza tym był to jedyny dzień, w którym nie musiała zaprzątać sobie bystrej główki planami na temat stworzenia kolejnego, odgórnie narzuconego urządzenia, uzbrojona tylko we własny pomyślunek i szczęście, które już nieraz ocaliło jej egzystencję od całkowitej anihilacji w trakcie testowania nowego wynalazku.
Tej nocy chciała poczuć się wreszcie żywa. Nie tylko biologicznie.
W ponad kilkanaście minut dotarła na miejsce, znalezione kilka miesięcy temu i wybrane jako najlepszy, najbardziej urokliwy zakątek na powierzchni do wesołej prokrastynacji. Gęsto rosnące drzewa zapewniały namiastkę prywatności, a pobliskie wodospady były jakby żywcem zdjęte z obrazów osiemnastowiecznych mistrzów płótna. Ich widok napawał ją pewną melancholią i tęsknotą za dawno utraconymi latami, kiedy to nie musiała się ukrywać pod ziemią przed żądnymi krwi niegodziwcami, a jej największym zmartwieniem było wybranie odpowiedniego ubioru na wizytę dalekiej krewnej bliskiej znajomej królowej Anglii. Wpatrywała się w tę wodę, błyszczącą magicznie w świetle księżyca przez kilka kolejnych chwil, zanim nie przywrócił ją do rzeczywistości mało przyjemny ucisk na wysokości kostek. Przykucnęła i smukłym palcem przesunęła po tyle obuwia, powodując wsunięcie się kół w masywną podeszwę, w oka mgnieniu zmieniając je na zwykłe, ciężkie buty, idealne do chodzenia po wyboistym terenie. Wyłączyła również noktowizję w okularach, uznając, że przy tak ładnym, bezchmurnym niebie blask księżyca wystarczał w zupełności. Dysząc wciąż ciężkawo po wysiłku fizycznym upewniła się, że żadna żywa duszyczka nie czaiła się w pobliskich krzakach, po czym zaczęła kręcić się w kółko, próbując znaleźć najbardziej komfortowe miejsce do położenia nań kościstych czterech liter. Ostatecznie oparła się o drzewo, rosnące w pewnym oddaleniu od reszty - zupełnie, jakby znalazła bratnią duszę. Wygodnie usadowiona, zdjęła plecak i położyła na swoich nogach, przyciskając do piersi niczym najcenniejszy skarb. Wolną ręką sięgnęła po mp3 i zmieniła odtwarzaną piosenkę na tą od Cutting Crew, traktującą o umieraniu w czułych objęciach, swoją drogą - bardzo adekwatną do aktualnie rozgrywającej się sesji tulenia.
Wbiła rozmarzone spojrzenie w niebo, zatrzymując się na dłużej przy każdej gwieździe. Uwielbiała ich migotanie, które naprawdę nie było niczym innym, niż właściwością burzliwej, ziemskiej atmosfery; Uwielbiała ich widok w ogóle: poruszał romantyczną cząstkę jej wnętrza, jednocześnie sprawiając, że nie czuła się tak bardzo samotna. W pewnym sensie te ciała niebieskie były bliżej niej, niż jakikolwiek inny człowiek.
A najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że widziała tylko ich przeszłą wersję, więc na tę chwilę mogły być już martwe.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-19, 07:30   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Skrzypiące resztki śniegu i mroźne powietrze wydawały się wybawieniem, czyż nie? Zimę można było porównać do pewnego rodzaju... Wolności? W końcu biały puch potrafił zakryć każdy brud, który wydobywała z siebie ziemia.
Natrętne myśli jakoś tak mniej przerażały, a czarne scenariusze, kreowane w głowie jakoś tak mniej dokuczały i dawały na chwilę odetchnąć.
Choć wszystko wydawało się idealne, Maylene mogła poczuć pierwsze objawy hipoglikemii. Znajomy głód, delikatne nudności i uczucie niepokoju, pomimo tak uroczej otoczki świata zewnętrznego.

Blondynka wybrała sobie wyjątkowe miejsce- polanę, na której Vesper, będąc małym brzdącem, bawiła się z babką podczas jednego z gorących, letnich dni. Tutaj też znalazła swojego aktualnego podopiecznego- wiernego towarzysza, który był burym basiorem. A nazwała go Rain.
Dlaczego wilk dostał miano związane ze zjawiskiem pogodowym? Mały móżdżek wtedy kilkuletniej dziewczynki zarejestrował tego dnia nikłe opady deszczu. Ot, typowe, schematyczne imię, które do końca będzie jej się kojarzyło z małą, szarą kulką, którą wtedy wzięła na ręce po raz pierwszy. Teraz, gdyby Rain mógł, sam wziąłby ją na swe wielkie barki, bo kłębem sięgał jej do pasa.
Była tutaj. Tej nocy zjawiła się na polanie, choć z zupełnie drugiej strony. Będąc mistrzynią skradania, jak i znając tereny wolne niczym własną kieszeń, przeciskała się przez kolejne krzaki, mając przy sobie wiernego towarzysza, który zatrzymywał się co chwilę, by schować nos w resztki śniegu i wyczuć czyjeś ślady.
Przyspieszyła kroku, poprawiając skórzaną torbę i łuk, zarzucony swobodnie na plecach. Zaczęła biec, aż wreszcie zatrzymała się na skraju polany- jeszcze zasłonięta ciemnością, jeszcze niezauważona.
Maylene po chwili mogła ujrzeć drobną sylwetkę, okrytą grubym, brązowym futrem. We włosach nieznajomej dało się zauważyć mnóstwo kolorowych wstążek. Srebrzyste światło księżyca delikatnie oświetlało malunki na twarzy, choć i tak najbardziej z tego wszystkiego wyróżniały się oczy- błyszczące, pełne żywotności, wpatrujące z wyraźną uwagą w blondynkę.
Ciszę przerwał warkot wilka, którego zaraz uciszyła jednym ruchem ręki. Wyłonił się zza dziewczyny- wielki, potężny, strzygający uszami.
Nieznajoma ułożyła dłoń na jego futrze, przejeżdżając nią od kłębu aż po sam koniec puszystego ogona. Obserwowała, stojąc w tym samym miejscu.
-Nie mamy złych zamiarów.- Odezwała się wreszcie, przy okazji czytając jej w myślach, by upewnić się, że dziewczyna również nie będzie próbowała zrobić im krzywdy. A w zasadzie... Sobie. Rain bywał nieobliczalny w takich sytuacjach.
_________________
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-19, 15:54   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Przegląd uroczych światełek zawieszonych malowniczo na nieboskłonie trwał w najlepsze, a May ani myślała go zakończyć, nawet pomimo pojawiających się oznak hipoglikemii. W pewnym momencie odpłynęła myślami w stronę ojca i zadrżała lekko, bynajmniej nie z powodu przenikającego wskroś zimna. Lekko zachrypnięty głos, wyśpiewujący poruszającą balladę potęgował nastrój rozżalenia, zdradliwie piekąc w oczy. Zamrugała kilka razy, zażenowana przyziemnymi odruchami organizmu, a gdy to nie pomogło, zdjęła okulary i leniwie przetarła ślepia rękawem. Odkładając super-szkła na należyte miejsce, dostrzegła to, czego tak bardzo chciała uniknąć.
W towarzystwie nastrojowych saksofonów rozpoczynających najsławniejszy utwór George'a Michaela skąpana w księżycowym świetle dziewczęca sylwetka robiła oszałamiające wrażenie. Zapierała dech w piersiach - a gdy na scenę wkroczył basior, May naprawdę przestała oddychać. W pierwszej chwili instynkt uformowany latami życia w ukryciu kazał jej puścić kółka w ruch i powrócić do bezpiecznej kryjówki, korzystając z zielonych udogodnień, by w razie czego zwierzę nie miało szans jej dogonić. Potem jednak nieznajoma oznajmiła, że jest nastawiona przyjaźnie i zanurzyła dłoń w miękkim futrze towarzysza, jakby powstrzymując go przed zjedzeniem późnej kolacji. Dopiero wtedy May pokusiła się na wznowienie procesu wymiany gazów ze środowiskiem. Powoli uniosła ręce w geście kapitulacji, po czym niezgrabnie wstała, starając się zakryć plecak. Pamiętając o dobrych manierach, których pilnowała nawet w takich sytuacjach, przygładziła włosy i otrzepała kurtkę. Cały czas obserwowała wymyślną parę, pilnując się, by nie patrzeć drapieżnikowi w oczy, co było zadaniem arcytrudnym, zważając na to, że po raz pierwszy widziała go na żywo, a nie na szklanym ekranie. W kilka sekund oceniła jego płeć, wiek i potencjalne szkody, które mógł spowodować swoimi ostrymi zębiskami czy pazurami. Bardziej niż się go bała była zainteresowana tym, jak funkcjonował przy boku nieznajomej, bo miała dziwne wrażenie, że łącząca ich więź przypominała bardziej partnerską, niż tę na linii pani-sługa.
Ciekawe jak zareagowałby na jej robokota?
Po upłynięciu bardzo długich kilku sekund odważyła się przyjrzeć uważniej dziewczynie. Czując na sobie jej spojrzenie, zarumieniła się mimowolnie, a stres wywołany tą sytuacją poszybował jeszcze mocniej w górę. Zignorowała towarzyszące mu objawy - lekkie drżenie palców, nerwowe tiki - i z zachwytem upajała wzrok mocno specyficznym strojem nieznajomej. Wstążki we włosach były doprawdy urocze, a liczne malunki na twarzy? Przypominały nieco te stosowane przez Indian.
Odetchnęła mocniej, zbierając się na odwagę, po czym powiedziała:
- W porządku. - Jednak na tyle cicho i niewyraźnie, że sama ledwie się usłyszała. Odchrząknęła, posyłając dziewczynie misiowate spojrzenie, po czym zaczęła gestykulować w stronę plecaka, jednocześnie wskazując na swoje gardło. Mając nadzieje, że jej intencje zostały odebrane we właściwy sposób, sięgnęła do plecaka i wyjęła z niego nieduże, prostokątne urządzenie. Błyskawicznie wklepała tekst, który głosem Dartha Vadera ogłosił głośno i wyraźnie:
- Dobry wieczór. Z kim mam przyjemność? - Ponownie spłonęła rumieńcem, przeklinając się w myślach za swój brak profesjonalizmu - szybko przełączyła głos na podstawowy, kobiecy i czekała na odpowiedź dziewczyny.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-19, 16:53   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry



Dziewczyna zauważyła, że blondynka chce coś powiedzieć, jednakże nie wydała z siebie ani jednego dźwięku. Przynajmniej Vesper nic nie usłyszała, stojąc od niej parę metrów dalej w miejscu, jeszcze nie podchodząc. Łypała oczami to na dziewczynę, to na plecak, czekając w bezdechu na jej działania. Vesper nie usłyszała w jej głowie złych zamiarów. Prędzej dojrzała jakiś dziwny przedmiot, którego na oczy nigdy nie widziała.
Ciszę na polanie przerwał warkot wydobywający się z głośniczka, na który basior zareagował zdziwionym przechyleniem głowy. Nieznajoma w zasadzie zrobiła to samo. Nawet pokusiła się o krok w przód, ale zaraz zamarła w bezruchu, widząc rumieniec oświetlany przez srebrzystą taflę księżyca. Wtem do jej umysłu wpłynęła wiązanka przekleństw, na które zareagowała delikatnym uniesieniem kącików ust.
-Vesper.- Przedstawiła się, wypowiadając swe imię donośnym, pewnym, acz przyjemnym dla ucha głosem. -I Rain.- Poklepała psisko po głowie, a ono posłusznie usiadło, wyciągając pysk w górę, tym samym domagając się pieszczot. -A ty, nieznajoma? Co robisz o tak później porze samotnie w lesie?- Okej, można było spotkać samotników gdzieś w głębi puszczy, ale zazwyczaj nie wyglądali tak, jak blondynka. Nie byli zadbani. I chowali się gdzieś w zaroślach, a nie stali prawie na wyciągnięcie łapy wilka, niczym danie główne, dopiero co podane do stołu.
Vesper podeszła kolejnych parę kroków, przyjmując uległą postawę ciała- skulone ramiona, wzrok wbity w ziemię, opuszczone dłonie, które bezwiednie zwisały wzdłuż skór. Wreszcie pokazała się w całej okazałości, podchodząc... Zbyt blisko do blondynki. Cóż, panienka nie wiedziała co to przestrzeń osobista i bardzo często ją naruszała. Była na wyciągnięcie ręki, podczas gdy wilk został w tyle, uważnie obserwując poczynania dwójki.
Maylene poczuła, że zaczyna drżeć. Zdecydowanie nie było to spowodowane nieśmiałością i zachwytem, spowodowanym niecodziennym widokiem szamanki. Hipoglikemia. Zignorowana, mogła doprowadzić do szybkiego omdlenia. Czyżby widok stawał się podwójny? A serce nadmiernie przyspieszyło?
Vesper zmarszczyła brwi. Przechyliła głowę na jedną stronę, później na drugą, jakoby chcąc się upewnić, czy wszystko jest w porządku.
_________________
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-19, 18:15   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Uśmiechnęła się leciutko w odpowiedzi na komiczną reakcję dziewczyny i basiora na dźwięk dobywający się z głośników. Zupełnie jakby grali w kreskówce dla brzdąców, co trochę ją uspokoiło, choć wciąż zachowywała stałą czujność. Zauważyła nagły, niespodziewanie przyjazny wyraz twarzy nieznajomej i zaczęła się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie wyczytała z jej myśli rażąco niestosownej wypowiedzi. Choć były to na tę chwilę jedynie domysły, zrobiło jej się głupio, że niechcący sprezentowała tak rynsztokowy poziom. Ojciec byłby niezadowolony, nie tak ją wychował.
Vesper i Rain. Zwierzęca połowa duetu raz jeszcze przyciągnęła jej wzrok, łasząc się niczym najzwyklejszy kanapowiec do ukochanej właścicielki. Gest ten był tak słodki, że May nie mogła powstrzymać wewnętrznych ochów i achów, jednocześnie wbrew sobie i swojej nieśmiałości zdobywając się na wyklikanie zuchwałego pytania:
- Wybacz mi śmiałość, ale czy... mogłabym go dotknąć? - Sierść robokota pozostawiała wiele do życzenia - swoją drogą, to chyba najwyższy czas, by zainwestowała w lepszy design swojego czworonożnego przyjaciela - i mimo zachowań bardzo pasujących do mruczków wciąż pozostawała świadomość, że tak naprawdę jest tylko mechaniczną podróbką swojego żywego odpowiednika. Zawsze uwielbiała zwierzęta, przynajmniej te, które nie próbowały jej na dobry początek znajomości zagryźć, i w obecnej sytuacji łapki aż świerzbiły, by pogłaskać potężne psisko.
Przypominając sobie, że jeszcze się nie przedstawiła, dodała:
- Jestem May. Miło mi was poznać. - Odpisując na pytanie o cel wieczornej wycieczki, zawiesiła palec w powietrzu, kątem oka dostrzegając ruch Vesper. I to nie byle jaki, a w jej kierunku! Zamarła, bacznie obserwując wymuszoną mowę ciała dziewczyny. Nie miała raczej na myśli żadnych zbereźnych poczynań, ale podeszła zbyt blisko, by May mogła czuć się komfortowo. Cofnęła się o kilka kroków, utrzymując sensowniejszy dystans i powracając do pisania.
- Chciałam odetchnąć świeżym powietrzem. - Jakby nie patrzeć, była to prawda, a pozostałe szczególiki można było sobie odpuścić. Mimo pozornie przyjacielskiego zachowania dziewczyny jej postawa mogłaby się diametralnie zmienić, gdyby dowiedziała się o życiu May. Mając na uwadze to, że może być pomarańczowa, pilnowała się, by nie wracać myślami do mało przyjemnych aspektów własnej egzystencji.
Los jednak postanowił z niej zakpić i przypomnieć o nieodłącznej towarzyszce życia, tudzież chorobie. Choć drżenie mięśni, tachykardia i zamazane widzenie mogły w szybkim czasie doprowadzić do szybkiego zbratania się z drugą stroną, nie była zaniepokojona. Nie pierwszy raz miała do czynienia z objawami spadku cukru w organizmie i jak na profesjonalistkę przystało, doskonale wiedziała, co powinna zrobić.
W szaleńczym tempie wystukała "Przepraszam na chwilę", po czym sięgnęła do plecaka i nakłuła się glukometrem, wzdychając cicho po zobaczeniu niewesołej liczby. Dlatego właśnie na co dzień unikała zwiększonego wysiłku fizycznego - ale czasem po prostu noga się jej podwijała, była bowiem tylko człowiekiem. W dodatku młodym, który chciał od czasu do czasu trochę sobie pofolgować.
Łapczywie odkręciła butelkę soku pomarańczowego, wyciągniętą z otchłani plecaka i wypiła kilka sporych łyków, a potem uraczyła się jeszcze kostką cukru. Po załatwieniu formalności, zerknęła na trzymane jedzenie, po czym na Vesper i Rain - i tak kilka razy. W końcu uniosła wzrok i posyłając dziewczynie pytające spojrzenie, wyciągnęła w jej stronę butelkę oraz torebeczkę pełną słodkości. W tych czasach jedzenia zawsze było mało, wypadało więc podzielić się z innymi - tym bardziej w podzięce za trzymanie kłów zwierzęcia z dala od May.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-19, 19:37   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Zdziwiła się pytaniem dziewczyny. Czy naprawdę miała w sobie tyle odwagi, by pogłaskać... Wilka? Choć był oswojony, niezbyt ufał nieznajomym.
Na twarzy Vesper dało się zauważyć delikatny uśmiech. Pomarańczowa spojrzała w dół, na swojego kompana, a później znowu wlepiła jasne, świecące tęczówki w blondynkę.
-Tylko jeśli zgodzisz się na oprowadzanie po jego futrze moją dłonią.- Nawet wyciągnęła w jej stronę rękę, posyłając jej może nieco zbyt... Zalotne spojrzenie.
Słysząc jej imię, pokiwała ze zrozumieniem głową, zamykając na chwilę oczy. -May...- Powtórzyła, jakoby chcąc jeszcze lepiej zapamiętać miano, które przed chwilą usłyszała. -Nam również, jasnowłosa May.- Westchnęła głęboko.
Vesper nie była zwolenniczką grzebania komuś w myślach przez cały czas. Robiła to tylko wtedy, gdy musiała. Aktualnie nie czuła potrzeby, by w jakikolwiek sposób skupiać się na tym, by dopływały do niej informacje nie tylko z kwadratowego pudełka, ale też prosto z jej głowy. Starała się to oddzielić- postawiła grubą ścianę pomiędzy myślami a ich aktualną rozmową.
-Dość nietypowa pora jak na zwyczajny spacer.- Stwierdziła, śmiejąc się cicho pod nosem. -W zasadzie... Mówi to ta, która też kręci się w nocy po lesie.- Wzruszyła czym prędzej ramionami, znów spoglądając na Rain.
Zamilkła na dłuższą chwilę, widząc, że dziewczyna wydobywa kolejne przedmioty ze swojego plecaka. Oblizała usta na widok butelki z sokiem, a następnie zmarszczyła brwi, doglądając białej kostce cukru. Jak dawno ich nie widziała? Chyba wieki.
Pokręciła głową, kiedy May zaproponowała jej poczęstowanie się.
-Masz cukrzycę.- Ot, bardziej stwierdzenie, niż pytanie. -Będą ci o wiele bardziej potrzebne, zachowaj zapas na później.- Dodała czym prędzej. -Babka mi mówiła, że pokrzywa zwyczajna działa całkiem nieźle na takie dolegliwości. Ewentualnie żeń-szeń.- Rzuciła luźną uwagę od siebie.
Skoro dziewczyna zrobiła dwa kroki w tył, Vesper usiadła na trawie zaraz przed nią, unosząc głowę wysoko do góry, by mieć lepszy widok na jasną twarzyczkę. Wilk posłusznie ułożył się obok opiekunki, otulając puchatym bokiem biodro pomarańczowej.
_________________
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-19, 21:18   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Jeśli miała określić, co nią kierowało podczas wystukiwania prośby o pogłaskanie ogromnego futrzaka, była to zdecydowanie desperacja pomieszana z niepohamowaną ciekawością. Miała przed oczym konsekwencje, które mogłoby ją dopaść przez zastosowanie "złego dotyku", jednak podskórnie czuła, że przy zachowaniu podstawowych zasad bhp głaskanie będzie raczej doświadczeniem przyjemnym, aniżeli stratnym w kończynę. Na propozycję dziewczyny drgnęła, nie kryjąc zaskoczenia. Gdyby sama tego nie zaproponowała, mogłaby spodziewać się pułapki - a tak to właściwie nie wiedziała, co myśleć. Była mocno speszona obecnością uroczego duetu, a idea zainicjowania kontaktu fizycznego z innym człowiekiem powodowała u niej ciarki - przerażenia, ale i pewnej dozy ekscytacji, takiej samej, jak przed popełnieniem przestępstwa albo przynajmniej wykroczenia.
Zaryzykowała.
- Tak powinno być bezpieczniej, prawda? - Po czym podała drżącą dłoń dziewczynie i dała nią poprowadzić po futrze basiora. Tak jak podejrzewała, było to doznanie bardzo przyjemne i stresujące zarazem. Dziwne myśli nachodziły jasną główkę z prędkością światła, jednak wolała skupić się po prostu na odczuwaniu, niż nadmiernym analizowaniu i nasuwającym się, niepokojącym wnioskom, jakoby to dotyk dziewczyny zdecydowanie bardziej niż jej towarzysza tak na May działał.
Oderwała się od nich jak najszybciej po zakończeniu sesji głaskania i znów oddaliła na pewną odległość, chcąc się uspokoić. Wzruszyła ramionami na wzmiankę o dziwnej porze na przechadzkę, pisząc:
- Dopiero teraz miałam na to czas. - Nie wydawała się chętna do kontynuuowania pogawędki o sobie, znacznie mocniej zainteresowana nowo poznaną dziewczyną.
- To jaka jest twoja wymówka? Jeżeli to nie tajemnica. - Nie chciała naciskać, bojąc się, że Vesper poczuje się osaczona i ucieknie w siną dal, pozostawiając po sobie to, co wszyscy inni: niedosyt i rozczarowanie. Miała tyle pytań, które chciała jej zadać: jak i gdzie żyje, czemu ubiera się w ten sposób, co znaczą te malunki na twarzy...
Mały epizod hipoglikemii przywrócił ją nieco do pionu, toteż przestała się trząść jak osika na wietrze i powolutku zaczęła przypominać siebie z bunkra. Po odmowie poczęstunku włożyła butelkę i kostki na swoje miejsce, krzywiąc się lekko na dźwięk słowa "cukrzyca".
- A więc znasz się na medycynie naturalnej? - Gdyby wypowiedziała to pytanie swoim głosem, z pewnością dałoby się nim wyczuć pewną niechęć. Pamiętała tych wszystkich "szamanów" koczujących dnie i noce przed jej domem, chcących uleczyć trawiącą ją chorobę wyciągami z ziółek czy mało wiarygodnymi rytułałami. Uśmiechnęła się jednak leciutko, w niemym podziękowaniu za radę, której przecież nie musiała w ogóle dawać.
Kolejny raz tego wieczora poczuła się nieswojo, gdy dziewczę usiadło i wpatrzyło w jej twarz. Co ludzie robili w takich sytuacjach? Czy oczekiwała od niej, że zacznie rozmowę? Usiadła naprzeciw i próbowała stłumić ogarniającą ją z wolna panikę. W towarzystwie nie powinna zachowywać milczenia, prawda?
Nie potrafiła jednak uformować żadnego składnego zdania, popatrzyła się więc gdzieś w eter, odczuwając nagle przemożną chęć zakopania głowy w piasek, tudzież resztki śniegu.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-19, 22:11   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Chwyciła jej dłoń pewnie, acz wyjątkowo delikatnie. Ułożyła na głowie basiora, który cierpliwie czekał, aż obca dłoń wykona zaplanowaną wędrówkę po grubej, miłej sierści. Dotykając ją, czuła wszystko, co w tym momencie myślała dziewczyna. Blondynka przelała na nią dozę niepokoju połączonego z cichą ekscytacją. Vesper zamknęła na chwilę oczy, biorąc głęboki wdech. Zbyt często zdarzało jej się, że totalnie odpływała ze swojego ciała, zapominając kim jest. W tej jednej, maleńkiej chwili, była Maylene Day, dziewczyną, która przez wiele dni nie dotykała prawdziwego zwierzątka i tęskniła do kontaktu z nimi. Bo przecież mechaniczny kot nie wystarczał...
Otworzyła gwałtownie oczy, gdy podróż po Rain się zakończyła i dość niechętnie puściła jej dłoń, nie odrywając wzroku od jasnej twarzy.
-Poluję. A w zasadzie... Polujemy.- Wyjaśniła. -Choć to może za bardzo drastyczne określenie...- Zaśmiała się cicho, szukając innego odpowiedniego słowa. -Szukamy zagubionych dusz, by przygarnąć je do siebie. O, tak zdecydowanie lepiej brzmi.- Kiwnęła nawet głową na sam koniec, zadowolona z tego, że wymyśliła coś o wiele lepszego, niż wcześniej.
Pokręciła głową, słysząc jej pytanie.
-Nie mogę powiedzieć, że znam wszystkie tajemnice z medycyny naturalnej. Moja babka była w tym naprawdę niezła. Nauczyła mnie wielu rzeczy, dzięki którym choć trochę mogę pomagać swoim przyjaciołom.- Z jednej strony była skromna, bo posiadała sporą wiedzę dotyczącą ziół i ludzkiego ciała, a z drugiej... Jednak nie dorównywała tym wszystkim prawdziwym szamanom, którzy potrafili zdziałać cuda.
Siedziały tak na przeciwko siebie w ciszy, gdy Vesper wreszcie spojrzała na jej gardło. Zawiesiła tam wzrok na dłużej, w końcu pokazując na nie palcem.
-Dlaczego nie mówisz?- Prosto z mostu.
_________________
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-20, 01:29   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Słysząc o polowaniu, serce zabiło jej mocniej. Oczywistym było, że tak monstrualnego stworzenia nie oswajało się dla ozdoby, a do walki. W pierwszym odruchu May uznała, że ich upatrzoną zwierzyną nie była fauna leśna, a większe ssaki. Chociaż sama nie miała przyjemności spotkać się oko w oko z nawiedzonymi łowcami głów, oddziałami SSP czy innymi szaleńcami, nawet do podziemia docierały wiadomości o kolejnych, brutalnych atakach na psioników czy ich nie mniej krwawych odwetach, bo niestety najwidoczniej nie wszyscy przestrzegali mądrego motta, głoszącego, że z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Wszystkie nieciekawe wzmianki w połączeniu ze stresem wywołanym nieznaną sytuacją i nieograniczoną wyobraźnią musiały wywołać to dziwne wrażenie. Czy chodziło może o zwykłą, wpojoną ostrożność? W kolejnych słowach Vesper nie potrafiła wykryć czegokolwiek niepokojącego, wręcz przeciwnie, poczuła, że wewnętrzny niepokój gładko przeistacza się w coś na kształt nadziei.
Próbując opanować drżenie palców, wywołane pojawieniem się maleńkiego światełka w tunelu, zwanym też życiem, wystukała:
- Wy, czyli? Co ciekawego macie do zaoferowaia? - Skrzywiła się na dźwięk literówki, wpatrując się z zaintrygowaniem w ciemne oczy dziewczyny. Myśl, że gdzieś niedaleko ukrywała się gromada psioników, była otrzeźwiająca i nęcąca. Działali od dawna, czy wręcz przeciwnie? Jak udawało im się utrzymywać brudne, rządowe łapska z dala? I czy mogłaby... Odetchnęła głośniej, powstrzymując chęć schowania głowy w dłonie. Po co zapoczątkowała te rozważania, wiedziała przecież, że jej los był przesądzony. Nie była w stanie zakończyć swojej niewolniczej pracy, nie, kiedy mieli kartę przetargową.
Ignorując nieprzyjemne myśli, wsłuchała się w kolejną wypowiedź towarzyszki z przypadku. Nie odpowiedziała, bo każde kolejne zdanie, które przeszło jej przez myśl wydawało się z tego bądź tamtego względu nieodpowiednie. Najchętniej poprosiłaby o podzielenie się tajemną wiedzą w celu sprawdzenia, czy naprawdę działała, czy była tylko zwykłą szarlatanerią, taką, jaką uskuteczniali łasi na zarobek podrabiani szamani z dawnych lat. Nie zrobiła tego, bo nawet gdyby dziewczę się zgodziło, i tak nie zdążyłaby powiedzieć o wszystkim, a istniało duże prawdopodobieństwo, że nigdy więcej się nie spotkają. Głównie z tego powodu zachowywała milczenie - próbując oszczędzić sobie kolejnego rozczarowania.
Kątem oka dostrzegła, że Vesper wpatruje się niepokojąco w jej gardło. Mimowolnie przysunęła prawą dłonią w jego stronę, by chwilę później powrócić do wystukiwania tekstu.
- Nie jestem niemową, po prostu odwykłam od rozmów. Od mówienia. - Niemal zapomniała, jak brzmiał jej własny głos. Co prawda nie spędziła tych lat w zupełnej ciszy, przeboje z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ocaliły ją przed utratą zmysłów. Wbrew temu, co mówiono, tak długa cisza nigdy nie była dobra.
Nie znała bardziej irytującego odgłosu.
- Syntezator jest najlepszą alternatywą.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-20, 08:20   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry



-Chcesz się przekonać, May?- Zapytała z zadziornym uśmieszkiem na swej twarzy. -A co powiesz, jeżeli przedstawię ci to miejsce jako krainę wiecznego szczęścia- ziemski raj, symbol wyidealizowanej krainy spokoju, ładu, sielankowej, wiecznej szczęśliwości i beztroski?- Wyrecytowała niczym zdolna uczennica. Skoro była zieloną, zapewne wiedziała czego dotyczy ów opis.
Vesper pokręciła na koniec głową, spuszczając wzrok z jej twarzy i uśmiechając się smutno. Tak, cholernie chciała, by miejsce pomiędzy górami rzeczywiście tak wyglądało. Aby w tych słowach nie kryło się żadne kłamstwo.
To wszystko brzmiało dość... Bez sensu. W dzisiejszych czasach? Kiedy łowcy grasują w każdym miejscu, tylko czekając aż PSI zagubi się w środku lasu?
Cóż. Dla Vesper Arkadia była czymś wielkim. Dawała nadzieję na lepsze jutro. Nauczyła dbać o drugiego człowieka, a przede wszystkim żyć wśród innych- tych samych ludzi co ona. Łączyła ich chęć do walki. Choć byli młodzi, to wydawało im się, że mogą wiele. I właśnie to trzymało ich przy życiu.
Skoro May nie chciała rozmawiać na temat medycyny, Vesper odpuściła temat, nie chcąc zanudzać ją kadzidełkami i innego tego typu rzeczami. Wiedziała, że musi się hamować, bo gdy zaczynała o ziołach, mogła tak paplać całymi godzinami.
Pokiwała ze zrozumieniem głową, słysząc wyjaśnienie dotyczące tajemniczego kwadratowego pudełka, które co chwila czytało tekst wystukany przez palce May.
-A więc może czas najwyższy wrócić do mówienia?- Zażartowała, podnosząc się z miejsca.
Wilk również wstał, okrążył opiekunkę parę razy, a następnie skierował swój łeb w stronę miejsca, z którego przyszli, nastawiając uszy na sztorc.
-To jak? Chcesz kogoś poznać?- Uniosła głowę, wyprostowała się i ponownie wyciągnęła do niej rękę. -Zaufasz mi?
_________________
 
 
Maylene Day


Wysłany: 2018-03-20, 18:22   
   Multikonta: Billie, Saoirse
[Cytuj]

Dała się porwać przepięknym słowom Vesper niczym listek na wietrze. Oczami wyobraźni ujrzała nęcący obrazek rozległych, zielonych terenów skąpanych w blasku słońca, z morzem różnokolorowych kwiatów i buszujących pośród nich uśmiechniętych, młodych ludzi.
- Arkadia. - Zamiast jednak podążyć ślepo za dziewczyną w stronę lepszego świata, zapaliła jej się w główce malutka żaróweczka ostrzegawcza i ostudziła rosnący entuzjazm. Potrafiła sobie wyobrazić, jak mogły wyglądać próby stworzenia tej utopicznej krainy w rękach niedoświadczonych nastolatków, władających mocami żywcem zaczerpniętymi z wytworów kultury masowej. Idea była szczytna, ale nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że egzystencja w Arkadii bardziej przypominała tą propagowaną przez dzieci kwiaty, a z prawdziwym rajem niewiele miała wspólnego. Przynajmniej dla niej wizja taplania się w brudzie, współżycia z przypadkowymi osobami okraszona narkotycznymi odlotami nie jawiła się jako raj na ziemi.
- Nie jest tam aż tak pięknie, prawda? - spytała bardziej z grzeczności, bo potwierdzenie niewesołych przypuszczeń dostała w smutnym uśmiechu Vesper.
Tylko... nawet jeśli wytworzone tam mikro społeczeństwo nie działało poprawnie, wciąż istniała szansa na jego naprawę. May była zdania, że wadliwych wynalazków nie można spisywać na straty, wystarczy przysiąść nad nimi trochę dłużej, włożyć w nań serce i raz jeszcze wysilić szare komórki, by po wielu trudach osiągnąć wreszcie upragniony efekt. Z gromadą psioników musiało być podobnie, chociaż oczywistym było, że sprawne działanie całości było warunkowane przez wiele elementów, jednak wciąż najważniejszym pozostawali ludzie i ich chęci.
Czy inwestowanie w projekt, który upadnie z chwilą, gdy dowie się o nim rząd miało jakikolwiek sens? Wystarczy, że wyślą tam swoje siły zbrojne zaopatrzone w biały szum, a dzieciaki będą bezbronne. Jeśli się zlitują, wsadzą ich tylko do obozu, co samo w sobie musiało być koszmarem na jawie. Jeśli zdecydują, że buntowników nie warto pozostawiać przy życiu, zapoczątkują rzeź.
Z użyciem wynalazków, które sprezentowała im May.
Niedobrze się jej zrobiło.
Podążyła przygaszonym spojrzeniem za sylwetką Vesper, unikając jej wzroku. Po usłyszeniu propozycji poczuła się jak najgorsza ściera, która dodatkowo skopała parę szczeniaczków i kotków. Ignorując zdradliwe objawy stresu, napisała:
- Chciałabym. - Mocniej, niż czegokolwiek w ciągu ostatnich kilku lat. Wspaniale by było gdzieś przynależeć, zacząć korzystać z własnych strun głosowych, zamiast dobrodziejstw syntezatora, rzucić wyzwanie światu. Dać sobie szanse. Nic z tego nie miało prawa się spełnić, dopóki była marionetką rządu.
Co miała zrobić?
- Pierwsza wizyta będzie tylko demonstracją, czy po wejściu na wasz teren będę zobligowana do pozostania tam? Za kilka godzin muszę wrócić, by przyjąć insulinę. Mam też obowiązki, których nie mogę porzucić z dnia na dzień. - Zatrzymała się na chwilę, po czym kontynuowała wystukiwanie tekstu: - Będę potrzebować czasu na podjęcie ostatecznej decyzji.
_________________
isn't it lovely, all alone
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-20, 18:53   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry



Kiedyś te czasy nadejdą. Wszyscy będą rozkoszowali się szerokimi terenami zielonych łąk, na które będzie padało spokojne światło ciepłego słońca. Ucieczka pozostanie wspomnieniem, strach przed jutrem zostanie zamieniony w żart, z którego wszyscy będą się śmiali.
Kiwnęła z radością głową, kiedy May odgadła nazwę grupy. Mimo tego błogi wyraz twarzy jasnowłosej z każdą kolejną sekundą zmieniał się. Radość zgasła, a na jej miejsce wstąpiło zwątpienie.
-Prawda. Jeszcze nie jest. Walczymy o to. Walczymy o naszą Arkadię, do której mamy prawo.- Wyjaśniła nieco podniesionym głosem, w którym dało się wyczuć emocje. May mogła śmiało zauważyć, że Vesper naprawdę na tej grupie zależało. Oddała dla niej swoje serce.
-Będziesz mogła odejść.- Odpowiedziała, choć w jej głosie było słychać, że nie wyglądało to wszystko tak pięknie, jakby May mogła się tego spodziewać. -Wiedz tylko jedno: jeżeli nas zostawisz, wyczyszczę ci pamięć o lokalizacji Arkadii.- Nadal trzymała dłoń w górze, jakoby wierząc, że jasnowłosa jednak jej zaufa i za nią podąży.
Może gdy dotrze do ich siedziby, od razu zmieni zdanie?

Kiedy May wyciągnęła w jej stronę dłoń, dziewczyna ruszyła pewnym krokiem w stronę znajomych dolin, uważnie prowadząc ją poprzez ciemny, zimny last

zt. x2
_________________
 
 
Alex Jones


Wysłany: 2018-04-26, 18:38   
   Multikonta: x
[Cytuj]

start

Poderwała się z prowizorycznego posłania, zmieniając pozycję na siedzącą i rozglądając się po drzewach i polanie. Oddychając szybko, przeskakiwała spojrzeniem z miejsca na miejsce, nasłuchując odgłosów i wypatrując zagrożenia. Z dłonią na nożu, leżącym przy zwiniętym swetrze, powoli uspokajała myśli i zdenerwowanie, które pojawiło się wraz z koszmarem. Przeklętym wspomnieniem utraty rodziców, powracającym co jakiś czas i zawsze niespodziewanie. Alex ledwo zapominała o nawiedzającym ją śnie a on znowu się pojawiał. Nienawidziła go i tego jak za każdym razem dawała się mu nabrac.
Odsuwając dłoń od noża, westchnęła ciężko i odsunęła zamek śpiwora. Odrzucając śliski materiał, do którego dalej nie potrafiła się przyzwyczaić, ziewnęła i przeciągnęła się.
Wczorajszego wieczoru wybierając miejsce na skraju polany, nie chciała być na widoku tych, którzy mogą się na niej pojawić. Ciągle myśląc o wizycie w opuszczonym miasteczku o którym słyszała jakiś czas temu, następną noc wolałaby spędzić pod jakimś dachem.
Wstając, ściągnęła gumkę z włosów, rozpuszczając je i przeczesując palcami tylko po to, by na nowo związać.
- Dzień dobry, Alex.
Mruknęła sama do siebie i jeszcze raz wyciągnęła ręce w górę, odwracając się do plecaka. Przykucnęła przy nim i wyciągnęła opakowanie płatków śniadaniowych, zbyt puste, by mogło starczyć na długo. Tym jednak Alex na razie się nie martwiła, tylko zabrała za biedne śniadanie.
Popijając je wodą, bo o mleku mogła tylko pomarzyć, dziewczyna rozłożyła mapę okolicznych terenów i zastanowiła nad dalszą trasą do Coeur d'Arlene. Pragnąc zaliczyć jeszcze poranną kąpiel, Alex po skończeniu śniadania zabrała się za pakowanie swych rzeczy.
Wciskając śpiwór do plecaka, zatrzymała się nad zdjęciami rodzinnymi, którym nigdy nie potrafiła odmówić chwili uwagi. Tęskniła i żałowała tego nad czym przecież nie miała kontroli. Żałowała, że jej nie posiadała.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-27, 02:35   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

MG

Mały, szary płatek opadł na włosy Alex. Następny, wylądował na samym czubku jej nosa. Jeszcze inny na spodniach, kolejny na zdjęciu rodzinnym. Nie był to jednak śnieg, a coś zupełnie innego. W kontakcie ze skórą nie rozpływał się, a rozpadał na milion niedostrzegalnych kawałków.
Jeśli Alex rozejrzała się po polanie wystarczająco dokładnie, mogła dostrzec dym, dobiegający zza ściany drzew. Na oko, pół kilometra od niej. Nie trudno było się domyślić, że okoliczny las płonął, choć o tej porze roku było to zjawisko dość... nienaturalne.
_________________
 
 
Alex Jones


Wysłany: 2018-04-27, 20:58   
   Multikonta: x
[Cytuj]

Pierwszego płatka w ogóle nie zauważyła. Zmarszczyła czoło, czując kolejny na nosie i ze zdziwieniem przyjrzała się szaremu opadowi, zakrywającemu twarz jej brata.
Szybko zadarła głowę i spojrzała w niebo, musząc sprawdzić, czy dobrze widzi. Nie dało się nie zauważyć kolejnych płatków a Alex rozglądnęła się, zerknęła za siebie i dostrzegła dym w oddali. Podrywając się na równe nogi, przez chwilę przyglądała się ciemnej łunie. Nie pozwoliła sobie na dłuższe zagapienie. Pochyliła się nad plecakiem, wrzuciła do niego zdjęcie i na szybko zapięła zamki. Jeszcze złapała za czapkę z daszkiem i nałożyła ją na głowę, podnosząc plecak.
Ostatni raz rozglądając się w celu sprawdzenia, czy o nim nie zapomniała, narzuciła plecak na ramiona.
Nie zamierzała ryzykować spotkania z nadciągającym niszczycielskim żywiołem. Nogi same poniosły ją w drugą stronę. Biegnąc, Alex nie tylko zastanawiała się nad szybkością przenoszenia się ognia w lesie, ale także jak bardzo pożar utrudni jej dostanie się na wyznaczone miejsce.
 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-29, 02:14   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

MG

Pożar rozprzestrzeniał się zadziwiająco szybko, wkrótce ogarniając większość lasu otaczającego polankę. Wystarczyło kilka minut, by ściana ognia odcięła drogę ucieczki wybraną przez Alex. W tej sytuacji, jedynym sensownym wyjściem był bieg wzdłuż rzeczki przecinającej polanę. Dziewczyna mogła podążyć wraz z jej nurtem w stronę wodospadów Shoshone, albo iść pod prąd w kierunku nienaruszonej przez ogień części lasu. Którą drogę wybrała?

/dołączam wizualizacje w paincie :lol:

Zwinięty Tekst:

_________________
 
 
Alex Jones


Wysłany: 2018-04-29, 21:17   
   Multikonta: x
[Cytuj]

Serce podeszło jej do gardła, gdy po kilku minutach szaleńczego biegu, wcale nie oddaliła się od pożaru. Nawet przy swoim pesymistycznym nastawieniu, nie mogła uwierzyć, że można mieć aż takiego pecha. Zatrzymując się w przed ścianą ognia, Alex w myślach puściła wiązankę przekleństw i cofnęła, odwracając za siebie.
Pożar po drugiej stronie rzeczki wcale nie napawał optymizmem, ale Alex nie zamierzała zostać skwarką na tym cholernym ognisku. Myśl, Alex, myśl. Panika nie była sprzymierzeńcem i Jones nie chciała kolejny raz rzucać się do ucieczki na oślep.
Doskakując na brzeg rzeczki, w pierwszej chwili chciała biec w kierunku nienaruszonej części lasu, ale zatrzymała się, nim w ogóle ruszyła. Oddychając szybko, pomyślała o tym co zrobi, gdy ogień odetnie jej następną drogę. Przypominając sobie mapę okolicy, była prawie pewna, że wodospady okażą się lepszym schronieniem.
Porzucając więc pomysł ucieczki przez las, biegiem puściła się w stronę Shoshone, trzymając tuż nad brzegiem rzeczki i rzucając kontrolne spojrzenia na prawo i lewo.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-05-02, 14:06   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


Ogień gonił Alex, jednak konsekwentnie trzymał się z daleka od rzeki. Tym sposobem udało jej się dobiec do podnóża kanionu, którego opustoszenie mogłoby napawać przerażeniem, gdyby nie fakt, że za plecami ma bardziej śmiertelny żywioł niż samotność. Alex mogła albo zatrzymać się na platformie widokowej i mieć nadzieję, że ogień zdecyduje się zostawić ją w spokoju lub próbować dostać się na górę i stamtąd próbować ruszyć dalej, w kierunku gór. Aby dojść na górę musiała podążyć wąskim, lekko ośnieżonym szlakiem wzdłuż kanionu.

z/t do http://caledonia-pbf.pl/viewtopic.php?p=8045#8045
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-06-28, 19:40   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Piękna, bezchmurna noc. Zapalone ognisko i cisza która błogo obejmowała dwa przytulone do siebie ciała... Wszystko wskazywało na to, że Birdie ma przy sobie mężczyznę swojego życia. Kogoś, kto będzie chronił ją swoim ciałem podczas każdej sytuacji. Przecież zawsze mogła schować się za jego szerokimi ramionami, wyglądając nieśmiało zza umięśnionej sylwetki. Czy kiedykolwiek w jego towarzystwie się bała? Chyba tylko o niego. Drżała na każdy jego ruch, drżała o to, że może go stracić. Tak bardzo przejmowała się swoim słodkim Romeo, że tej nocy również o nim śniła, gdy położyli się spać do samochodu. A marzenie było piękne- o pastelowych kolorach kwiecistej łąki, skąpanej świeżymi promieniami wiosennego słońca. Śnieg zniknął. Błoto już nie sprawiało problemów, a wszystkie drzewa były przyozdobione zielonymi, soczystymi liśćmi.
Na samym skraju polany stał on. Romeo w samej osobie. Uśmiechał się, rozkładał ramiona i zapraszał do siebie, by ująć drobne ciałko w swoje potężne ramiona, które gotowe były objąć kruchą istotę i zamknąć ją już na zawsze, blisko siebie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons