you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
St. Anthony
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-03-06, 20:14   St. Anthony [Cytuj]

ST. ANTHONY

Niewielkie miasteczko w stanie Idaho, siedziba administracyjna hrabstwa Fremont. Jest to raczej ciche, spokojne miasto o niewielkiej powierzchni – zaledwie 4,01 km², a szacowana ludność to 2542. Niegdyś szczyciło się mianem "rodzinnego miasta", dzisiaj zamieszkałe jest głównie przez starych ludzi oraz przejezdnych łowców, którzy polują na PSI poukrywane w Parku Yellowstone. Młodzi ludzie niezwykle rzucają się tutaj w oczy, dlatego najlepiej jest podróżować w ukryciu lub pod przebraniem. Miasto posiada nieczynne już lotnisko oraz starą szkołę przerobioną na hostel dla łowców.
 
 
Daisy Dickinson


Wysłany: 2018-03-11, 13:34   
   Multikonta: brak i niech ręka Bozi broni
   GG/DC: ŚMIERĆ SZCZURÓW#8291
[Cytuj]

Autostrada międzystanowa nr 90, łącząca Boston ze Seattle ciągnie się w nieskończoność, nie bez powodu otrzymała zaszczytne miano najdłuższej w USA, a może powinna dostać najnudniejszej? Głośne dźwięki płynące z samochodowego radia, z trudem starają się przegonić zawieszoną w nim senność. Mimo wysiłków grupy Offspring, powieki stają się z każdą chwilą coraz cięższe, aż w końcu twarz Daisy wykrzywia się w przeciągłym ziewnięciu.
Co się wydarzyło? Dlaczego z minuty na minutę panna Dickinson postanowiła porzucić całe swoje dotychczasowe życie, spakować się i ruszyć przed siebie? Czy było to jakieś złe przeczucie, niekorzystny układ fusów z herbaty, a może coś tak prozaicznego jak słabo idący interes. Co było powodem? Jakaś ogólna atmosfera zagrożenia, która od kilku dni chodziła za nią jak cień, przypominając, że już zbyt długo przebywała w jednym miejscu i najwyższy czas było je opuścić.
Więc jedzie, ucieka przed jakimś trudnym do sprecyzowania złem czyhającym na nią za następnym rogiem. Oczy jej się prawie zamykają, jednak siedem godzin skręcania zegarków, późna pora i kilka godzin w samochodzie nie sprzyja zachowaniu światłości umysłu. Bolą ją zmęczone od ciągłej pozycji siedzącej plecy, chce jej się sikać i ma wrażenie, że jeżeli zaraz coś się nie zmieni na jej trasie to zaśnie. Kiedy więc dostrzega pierwszy od dawna zjazd z autostrady, bez zastanowienia wybiera go. Nowa droga jest węższa, ciemniejsza i dużo rzadziej używana, cała podziurawiona jak ser szwajcarski zdaje się prowadzić ku zgubie, zmusza więc Daisy do ostatniego wytężenia sił. Wizja śmierci w przydrożnym rowie, zdaje się być mało zachęcająca. Przemierzając nieznane w poszukiwaniu jakiejkolwiek cywilizacji, by poprawić sobie humor, kobieta bez zapału podśpiewuje pod nosem razem z Hollandem refren Why Don’t You Get A Job.
W końcu kiedy cała nadzieja na ocalenie się kończy i Dickinson zaczyna przyzwyczajać się do myśli, że będzie spać w szczerym polu pojawia się przed nią słaba łuna światła. Ten obraz napełnia ją nową nadzieją, przyspiesza więc trochę, na tyle na ile pozwala jej zniszczona trasa i pędzi. W końcu mija tabliczkę Witamy w St. Anthony, z ironicznym uśmieszkiem na ustach dopowiada.
- Witamy nigdzie.- Nie zamierza jednak marudzić, darowanemu koniowi nie powinno się zaglądać w paszczę, dlatego przejeżdża granicę miasteczka i z zapałem stara się wypatrzeć jakieś miejsce, gdzie mogłaby się zatrzymać na noc. W ostateczności zostanie w samochodzie, chociaż już słyszy krzyki bólu swoich pleców na ten pomysł. Zwalnia więc trochę i rozgląda się dookoła w poszukiwaniu jakiś autochtonów, którzy mogą polecić jej jakiś miejscowy motel.
 
 
Elena Pagano



Wysłany: 2018-03-11, 19:08   
   Multikonta: -
   GG/DC: 39092037
   Mów mi: Ellen
[Cytuj]

Mistrzy Gry - Italiana


Agathe tego dnia miała już za sobą nocowanie w jednym z opuszczonych sklepów, korzystała oczywiście z wybitej w nim szyby. Rankiem obmyła sobie twarz na zapleczu, na której do tej pory był zgromadzony kurz, na którym nieraz był pot, podczas całej jej podróży tutaj. Włóczyła się od miasta do miasta, polując na takie miejsca jak to, korzystając z konserw znalezionych. Czasem inne pokarmy jak ser czy wędlina nie wyglądały źle, ale wolała nie ryzykować. Konserwy uważała za najgodniejsze zaufania.
Potem zaś udała się na miasto, w luźnych spodniach i w za dużej jak na psionkę bluzie, której spory kaptur okrywał jej głowę. Szła, od czasu do czasu nerwowo się rozglądając dookoła, świadoma że ten świat jest pełen zagrożeń dla niej. Dobra, świat może nie, ale na pewno kontynent.
Akurat przechadzała się chodnikiem, z rękami w kieszeniach, kiedy samochód Daisy przejeżdżał w pobliżu. Zerknęła na niego chwilę, kosmyki jej blond włosów, długich, przetłuszczonych, wychodziły spod kaptura na obojczyki. Ilekroć to poprawiała, one i tak znajdowały się po chwili w tym miejscu, co ją szczerze irytowało.
Tak czy owak, samochód przykuł jej uwagę. Pamiętała jak kiedyś jeździło mnóstwo samochodów. Obecnie miała wrażenie, że jest ich już mniej na amerykańskich drogach.
_________________
Elena
Pagano
Until forever ends
[mru]
 
 
Barry


Wysłany: 2018-05-08, 22:47   
   Multikonta: Nie stwierdzono
   Mów mi: Glistnik
[Cytuj]

1 Marca 2023 AD

Słońce już dawno minęło zenit, gdy trzech funkcjonariuszy pakowało przydybane dziecko do przydziałowej furgonetki. Siedem lat temu Barremu pewnie nawet nie przemknęłoby przez myśl, że mógłby choć zbliżyć się do owego procederu, a właśnie z dłonią wędrującą koło kabury doglądał, czy aby opaska dobrze leży na głowie podrostka. Ach, te przewrotne ideały. Zagrał wzbudzony zastrzykiem paliwa silnik i czarna machina ruszyła, wzbijając za sobą chmurę z pyłu i zeschłego runa leśnego.

Jazda przebiegała dość standardowo. Carey dość dobrze prowadził, toteż właśnie ściskał kierownicę, zaś wujek Adams grzebał w radiu poszukując stacji nadającej coś, co by kojarzył. Ostatecznie wyjął ze schowka mały segregator i na chybił trafił wyciągnął jakąś dyskietkę, którą wsunął w szeroką szczelinę i do uszu podróżnych dotarła pierwsza pozycja z jakiejś starej składanki. Siedzący na tyle cichy lider drużyny chyba był kontent, gdyż co jakiś czas tarabanił palcami po udzie w rytm muzyki. Ta zaś miała jedną dodatkową zaletę - dawała powód do siedzenia cicho, bo przecież kto by chciał naradzić się nad dalszymi poczynaniami w zasięgu słuchu psionika? Czterdzieści minut jazdy krajową dwudziestką minęło Barremu na rozmyślaniach z kim właściwie mają do czynienia i cieszeniu się, że ma w zasięgu kolejną osobę, którą mógłby nieco wypytać. Tak też w myślach Carey planował już jak tu zostać z dzieckiem sam na sam.

Gdy zwalniał na wjeździe do St. Anthony, zaczął siąpić deszcz. W zasadzie typowa sprawa w tych rejonach. Z "I Wonder Why" mruczącym w głośnikach Barry zaparkował na wyznaczonym przez wujowskie skinienie brodą parkingu. Czyżby szkoła? Ciekawe, czy zachowały się może jakieś książki. Carey nigdy nie pogardziłby dodatkową literaturą. Nawet z czytanek dla przedszkolaków niekiedy można się pośmiać. W końcu piszą je dorośli i czasem dla własnej frajdy takowi autorzy chowają podteksty, na które dzieci nie zwracają uwagi, zaś ich rodzice szczerze dobrze się bawią czytając do snu. Trzaskając za sobą drzwiami, Barry dopiął kurtkę i poczekał, aż pozostali wykażą się inicjatywą. Może znają recepcjonistkę i będą chcieli uciąć sobie pogawędkę? A może wpakują się do byle pokoju, zostawiając za sobą odpłatne na ladzie.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-05-08, 23:32   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert Adams


To było dziecinnie łatwe – łapanie dzieciaków, ma się rozumieć. Większość z nich wcale nie zamieniła się w krwiożerce bestie, tajnych agentów czy wyszkolonych najemników. Kluczem do złapania PSI było pamiętanie, że tak naprawdę, w tym najbardziej podstawowym pojęciu, byli dalej dziećmi. Dziewczynka, którą złapali, nie mogła mieć więcej niż piętnaście lat. Z niewzruszonym wyrazem twarzy obserwował jak Ben poprawia opaskę zaciśnięta na jej rudych włosach, chociaż wspomnienia Adamsa powędrowały w niepożądanym kierunku. Resztę drogi spędził wsłuchując się w muzykę lecąca z głośników, co jakiś czas w lusterku obserwując smarka czy przypadkiem niczego nie kombinuje. W gruncie rzeczy był jednak wyluzowany.
W końcu robił to od dobrych pięciu lat, co się mogło stać?

Gdy zajechali pod szkołę, Robert przeciągnął się ziewając i wyszedł z samochodu.
Niech póki co tutaj zostanie – powiedział kiwając głową na drzwi furgonetki, a sam zniknął w drzwiach budynku. Wrócił zadziwiająco szybko, jakby na wejściu już go rozpoznali i wiedzieli dokładnie, czego szuka. Aktualnie szukał twardego łóżka, na którym będzie mógł się walnąć po długim dniu. Nagły sygnał jego telefonu wyrwał go z toku myślenia i skupił na sobie uwagę wszystkich zebranych. Zwiastował on długi wieczór dla długiego już dnia.
Potrzymaj – powiedział podając mu dwa pliki kluczy; jedne wyglądały całkiem zwyczajnie, jak normalne klucze od pokoju, drugie zaś były dziwnie archaiczne, jakby z kompletnie innej epoki.
Telefon, przez który rozmawiał teraz Adams, zdawał się zajmować go całkowicie, bo machnął tylko ręką na Barry'ego oraz ich drugiego towarzysza - Petera, aby zapakowali "młodą" do środka. Sam oddalił się od nich, aby nie mogli słyszeć treści jego rozmowy.
Trzeba ją zakwaterować na dole – wyjaśnił Peter, a jego wzrok powędrował na drugi, ten dziwny, zestaw kluczy. Wiedział, że Carey jest tutaj z nimi pierwszy raz, dlatego to Peter otworzył bagażnik, wyciągając małolatę za łokieć z furgonetki. Dłonie miała związane z tyłu pleców, a chociaż jej opaska przekrzywiła się lekko, to dalej uparcie tkwiła na jej czole.

Kiedy weszli do budynku, w oczy Barry'ego mógł się rzucić duży napis "PIWNICA" oraz strzałka w dół. Pokazywała ona na schody, które rozwidlały się w pewnym miejscu - opcji nie było za dużo, można było skierować się jedynie w dół i w górę. To pierwsze było chyba ich celem, bo Peter, pchając delikatnie dziewczynę, zaczął schodzić schodami. Minął po drodze stolik od recepcji, przy którym aktualnie nikogo nie było, co mogło wydawać się nieco osobliwe, skoro chwilę temu Adams tutaj z kimś rozmawiał. Reszta holu wyglądał całkowicie zwyczajnie - trochę jak szkoła, trochę jak hostel, a najbardziej jak dziwne połączenie obu. Nie było windy.
Jeśli Barry poszedł za nim, co było raczej przez drugiego SSP efektem pożądanym, to jego oczom ukazały się rzędy metalowych klatek, niczym w westernowym areszcie. W każdej klatce była mała, przenośna toaleta oraz prycza i nic poza tym. Jeśli uważnie rozglądał się po niezbyt dobrze oświetlonym pomieszczeniu, to mógł dostrzec emitery białego szumu poukrywane w ścianach. W klatkach nie było nikogo, najwyraźniej byli jedynymi gośćmi hostelu.
To chyba tu – powiedział stając przed klatką numer 13.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Barry


Wysłany: 2018-05-09, 01:12   
   Multikonta: Nie stwierdzono
   Mów mi: Glistnik
[Cytuj]

Tak też Barry dobrał się do kluczy. Widocznie rozmowa miała potrwać nieco dłużej, jeśli Robert przekazał mu oba komplety. Obracając w palcach interesujący klucz, spojrzał pytająco na Petera. "Na dole" wiele nie mówiło, toteż Carey po prostu otworzył tylne drzwi, aby towarzysz mógł zająć się rudą. Gdy przechodzili obok, odruchowo poprawił jej opaskę, a następnie zamknął samochód i ruszył wgłąb budynku. Brak recepcjonisty skwitował stwierdzeniem, że obsługa pewnie jest nieliczna i ten poszedł... zająć się swoimi obowiązkami.

Trio wreszcie udało się na niższy poziom, a oczom Barrego ukazał się niecodzienny, choć w pewnym sensie spodziewany widok. Po krótkim rozważaniu stwierdził, że nie powinno go dziwić iż ludzie postarali się przynajmniej na tyle, by więźniowie mieli jakieś warunki, a nie byli przykuwani na noc do słupa, czy coś w tym stylu. W końcu to były tylko dzieci. Często ich własne lub sąsiadów. Przynajmniej SSP mieli tą wygodę, że mogli pozostawić tu dziewczynkę i chyba nic nie powinno się stać. To skłoniło Barrego do przypomnienia sobie, czy sklasyfikowali już dziewczynkę kolorem. Pewnie tak, więc przywołał go z pamięci. Emitery wyglądały ciekawie, ale jaką miał gwarancję, że działały? Chyba trzeba zaufać na słowo. Carey wyciągnął z kieszeni archaiczny klucz i otworzył klatkę? celę? I czemu do cholery 13? Nie byłoby sensowniej dać numeru jeden? Niezbadane są wymysły recepcjonistów. Bo chyba ta jedna cela nie miała jakichś mankamentów, prawda? Barry na próbę chwycił za pręty i spróbował nimi poruszyć. Liczył, że nic się nie stanie, a jeśli jemu się nie uda, to co dopiero tej tutaj pod wpływem szumu. Wzrokiem odprowadził dziewczynkę do klitki i zamknął za nią, a klucz schował do kieszeni zapinanej na zamek. Miarkując na to co miała na sobie i jaka temperatura była w pomieszczeniu, zastanowił się tylko, czy aby nie wpaść tu później z jakimś kocem. W końcu chore dziecko to problem dla wszystkich wokół. Nie zwlekając bez uzasadnienia, panowie ruszyli ku schodom. Dobrze byłoby coś zjeść, a czy iść spać to już zależy kto i po co dzwonił do Roberta.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-05-09, 16:55   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


Barry mógł przypomnieć sobie jak dziewczyna nieudolnie próbowała rzucać w nich kamieniami, które latały wokół niej noszone jakby na sznurkach. Niebieska. Złapali ją w Parku, niedaleko rzeki Snake. Ubrana była (i dalej jest) w za duże, czarne spodnie, które najprawdopodobniej komuś ukradła, bo zdecydowanie nie były w jej rozmiarze. Miała też na sobie niebieską bluzę dresową. Obozową, niebieską bluzę dresową. Stąd teoria, że dziecko uciekło z najbliższego obozu, więc tam właśnie się udawali, żeby dostarczyć ją z powrotem. Czyżby tego dotyczyła rozmowa, którą odbywał właśnie Robert?

Numery we wszystkich klatkach były rozłożone randomowo, zaraz obok 13-stki była klatka numer 27, a później numer 3. Ciężko było doszukiwać się tutaj większej logiki czy porządku, najwyraźniej klatki były przenoszone z innego miejsca i ułożone tutaj, ale nie w takiej kolejności jak powinny. Barry mógł zauważyć, że również na kluczu znajdował się delikatnie wyryty numerek "13", co wcześniej musiało umknąć jego uwadze. Kraty były mocne i stabilne, PSI bez żadnego wspomagania się swoimi mocami nie będzie w stanie się z nich wydostać.
Dziecko wlepiało w niego wzrok swoich ciemnych, brązowych oczu, gdy wychodził wraz z Peterem po schodach. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Czyżby bała się powrotu do obozu? A może perspektywa spędzenia nocy samotnie w piwnicy nie napawała ją radością?
Kiedy mężczyźni zniknęli jej z pola widzenia, wybuchnęła głośnym płaczem, który roznosił się echem po schodach po których wspinali się aktualnie SSP. Czy wywołało to w Barrym jakieś ludzkie odruchy?
Niech ryczy – powiedział Peter, machając ręką. – Pewnie myśli, że weźmie nas na litość i ją wypuścimy.
Peter nie podzielał poglądu Adamsa, że PSI to wciąż dzieci. Dla niego było to irytujące robactwo, które należało złapać i pozamykać z daleka od normalnych ludzi. Może jak wreszcie przestaną biegać wolno po całym kraju, to ta zaraza minie, a oni jako ludzkość będą mogli w spokoju zapomnieć o tym niemiłym epizodzie. Peter był jednak prostym człowiekiem, niezbyt dobrze poinformowanym w biologicznym aspekcie epidemii. Dla niego sprawy były sielankowo proste – PSI źli, ludzie dobrzy.

Jeśli Barry zdecydował się kontynuować wspinanie po schodach, pomimo lamentu dziewczyny, to szybko mógł znaleźć się z powrotem na holu, gdzie stał Adams, opierając się ramieniem o blat recepcji. Po drugiej stronie stał młody chłopak, na oko rok, może dwa młodszy od Barry'ego. Rozmawiał z Robertem, wyraźnie podekscytowany tematem. Wyglądali jakby świetnie się dogadywali. Barry mógł usłyszeć, że rozmawiają o studiach. Adams radził, w bardzo rzeczowy i sympatyczny sposób, chłopakowi, żeby zapisał się do wojskowej akademii. Carey mógł przypomnieć sobie jaki Adams był szczęśliwy, gdy dowiedział się o planach chłopaka.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons