you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Rzeka Snake
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-03-06, 20:05   Rzeka Snake [Cytuj]

RZEKA SNAKE

Jedna z większych rzek w Idaho, ma długość 1674 km a jej średni przepływ wynosi 1550 m³/s. Swój początek ma w Parku Yellowstone, a następnie przepływa przez Idaho, Oregon i Waszyngton. Jest łatwym środkiem transportu, jeśli jest się w posiadaniu łódki bądź tratwy – prądy rzeki są dość łagodne. Stanowi się jednak wtedy dość łatwy cel dla SSP czy łowców, gdy rzeka nie jest dobrze ukryta pomiędzy drzewami. Głównie otoczona jest zielonymi polami, pagórkami czy nawet skarpami. Przepływa też przez niektóre mniejsze miasta.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 00:53   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Minął tydzień. A może więcej? Daniel nie potrafił już liczyć. Czasami zdarzało mu się nawet zapominać, że upłynęły lata od kiedy ostatni raz widział swoją siostrę. Miał wrażenie jakby to jeszcze wczoraj narzekał na jej włosy, których plaga znajdowała się pod ich prysznicem. Z każdym dniem jednak, kawałek po kawałku, zapomniał. Były to szczegóły, jednak coraz częściej łapał się na tym, że trudność sprawiało mu pamiętanie jaki kolor włosów miała ich matka albo jakie piwo ojciec lubił pić po pracy. Z każdym brakującym szczegółem wzrastały jego wyrzuty sumienia oraz frustracja. Coraz częściej przeklinał się w duchu, że nie był zielonym.
Jego siostra na pewno nie zapomniała. Ona nie zapomniała niczego.

Usiedli nad brzegiem rzeki, skryci pomiędzy krzakami. Chociaż woda była lodowata, to Daniel zamoczył ręce i przemył sobie twarz. Poczuł pod opuszkami palców, że jego twarz zrobiła się szorstka. Czyżby miał zarost? To odkrycie tak go zszokowało, że zawiesił się na chwilę i wpatrywał w dal nieco tępym wzrokiem. W dzieciństwie marzył o zaroście. Godzinami potrafił dotykać brody ojca, zachwycać się nią, czasami nawet brał grzebień i zaczynał ją czesać. Miał z ojcem taką zabawę – on udawał, że śpi, a Daniel palcem dotykał jego brody. On wtedy otwierał buzię i próbował ugryźć palec syna.
Teraz broda nie była już marzeniem dzieciństwa, a narzędziem do przeżycia. Z brodą wyglądał na starszego, mógł się względnie swobodnie poruszać po miastach, może nawet wejść do jakiegoś sklepu – nie żeby miał za co coś kupić, jednak sama myśl, że może znaleźć się blisko cywilizacji napawała go ekscytacją.

Musiał jednak w takim razie pomyśleć nad zmianą ubrania, ponieważ dalej miał na sobie kurtkę ze spalonym prawym rękawem. Ciężko było jednak wybrzydzać, gdy przez ostatni miesiąc mieszkał w jebanym lesie. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu znaleźli się w pobliżu jakiejś cywilizacji – jeszcze jakieś półgodziny drogi wzdłuż rzeki i będą mogli zobaczyć domy, markety, a może nawet i asfaltową drogę.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 03:38   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Dumania o dziewiczym zaroście, powinien przerwać dźwięk silnika samochodu, który po chwili rozbrzmiewał w całej okolicy. Stary jeep, przejechał po drewnianym moście znajdującym się kilkadziesiąt metrów od Gangu, po czym się zatrzymał. Daniel mógł z łatwością dostrzec, wychodzących ze środka dwóch mężczyzn. Zupełnie nieświadomi obecności intruzów, okrążyli bagażnik i wyciągnęli ze środka ciała dwóch dziewczyn. Każdy przerzucił po jednej pani przez ramię, po czym ruszył nieco głębiej w las, wreszcie znikając z pola widzenia chłopaka.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 03:58   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Turkot silnika był dla Daniela jak mocny plaskacz w twarz z dwóch powodów. Po pierwsze, nie słyszał tego dźwięku od naprawdę długiego czasu, gdyż wyjęty był spod ciepłego płaszczyka cywilizacji. Po drugie, zawsze oznaczał on kłopoty. Nawet jeśli za kółkiem siedzieliby inni PSI, co raczej rzadko się zdarzało, to i tak prawdopodobieństwo, że by go nim nie przejechali, było małe. Dlatego odruchowo zasłonił Rinę i skulił się bliżej ziemi, żeby ów mężczyźni nie mogli ich zauważyć.
Oddychał szybko, gdy wyglądał zza zielonych źdźbeł trawy. Gdy wyciągnęli z bagażnika dwa martwe ciała, zmarszczył brwi w nieprzyjemnym grymasie. W pierwszym odruchu miał ochotę za nimi pójść, może dowiedzieć się czegoś więcej. Nie potrafił też zdusić myśli, że martwe ciała mogły nie być takie martwe. Z tej odległości ciężko było stwierdzić to z całkowitą pewnością. Nie mógł jednak podejmować niepotrzebnego ryzyka. Nie, gdy Rina była tuż obok.
Dlatego ze ściśniętym sercem po prostu ich obserwował.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 04:22   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Nastąpiło kilka minut ciszy. Wreszcie, zza drzew wyłonił się tylko jeden z mężczyzn - łysy, grubokościsty chłystek. Gwiżdżąc pod nosem wyciągnął z bagażnika kolejne ciało - chłopaka z rudą czupryną. Wyglądał łudząco podobnie do Oscara, choć na tę odległość mógł być to jedynie bezlitosny psikus umysłu. Mężczyzna rzucił nim o ziemię i jakby nigdy nic, zaczął wypakowywać w bagażnika resztę skarbów. Wypełnił kieszenie spodni puszkami z jedzeniem, a przez ramię przewiesił trzy karabiny. Na sam koniec, włożył do buta wielki nóż myśliwski, by wreszcie chwycić nieprzytomnego rudego za nogę i zacząć go ciągnąć w stronę lasu.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-25, 04:38   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Wszystko szło dobrze, może nawet wręcz zajebiście. Mężczyźni w ogóle nie zwrócili na nich uwagi, jedynym minusem było to, że właśnie chyba kogoś zabili, czego Daniel nie był fanem, ale nie można mieć wszystkiego. Jednak gdy jeden z nich wrócił i wyciągnął następne ciało, to serce Daniela stanęło w miejscu i uparcie nie chciało ruszyć do przodu. Oscar. A przynajmniej ktoś, kto wyglądał jak on, co dla Danny'ego było już wystarczającym powodem, żeby kazać Rinie zostać w krzakach i samemu ruszyć śladem Łowcy. Bądź zwyczajnego mężczyzny, który lubił nosić sobie ciała martwych/nieprzytomnych PSI.
Odczekał jednak aż mężczyzna odejdzie kawałek, zanim ruszył jego śladem.
Kusiło go, żeby sprawdzić (a może nawet i ukraść) samochód, jednak nie było na to czasu. Łysy chuj uciekał właśnie z jego najlepszym przyjacielem przewieszonym przez ramię. Dlatego jedyne, co zrobił, to szybko przeszukał samochód pod kątem jakiejś broni lub czegokolwiek innego, co pomogłoby mu w ewentualnej walce z napastnikiem. Jeśli coś znalazł, to to zabrał i ruszył w las za miłością swojego życia (ale #nohomo, nie?). Cały czas trzymał bezpieczny dystans i starał się iść chowając się za drzewami, ukrywając swoją obecność.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-03-27, 19:21   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

MG - Oscar




Facet nie zorientował się o obecności innych Psioników. Co więcej, nawet nie raczył rozejrzeć się po okolicy w poszukiwaniu jakiejś obcej pary oczu. Po prostu pogwizdując pod nosem Marsz Imperialny i ciągnąc Oscara za nogę, szedł w stronę domku.
Przeszując samochód, Danny znalazł noż myśliwski ukryty w schowku i resztki po apteczce (tj. bandaż i kilka zużytych gaz). Reszta broni została zabrana przez mężczyzn, którzy taszczyli ciała Psioników.

Pomysł ciągnięcia cała Oscara po ziemi, okazał się czystym idiotyzmem. Po kilku razach, gdy głowa chłopaka uderzyła o wystające korzenie drzew, czy kamienie, ten zdołał odzyskać przytomność. Trochę trwało zanim zorientował się w jakim położeniu się znajduje, ale ostatecznie doszedł do siebie w połowie drogi do domku. Zaczął się szarpać i krzyczeć, oczywiście z marnym skutkiem. Nagle, po chwili szamotaniny zupełnie niespodziewanie zamarł w bezruchu.
Usłyszał Daniela. A raczej jego myśli.
Zebrała się w nim jakaś niewypowiedziana siła - miłość, czy coś (no homo) - a jego wolna stopa ugrzęzła w twarzy faceta. Mężczyzna zaklnął siarczyście, puszczając Pomarańczowego i lekko się zataczając. Oscar wykorzystał ten moment by przeturlać się na brzuch i przeczesać teren, w poszukiwaniu Daniela.
- Wypierdalaj stąd! - krzyknął w myślach do chłopaka, gdy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały. Jednak zanim zdążył dodać coś więcej, łysy imbecyl go dopadł i zdzielił kolbą broni po głowie. Oscar stracił przytomność.
- Pierdolona dzieciarnia - mruknął facet, znów chwytając Pomarańczowego za nogę i kontynuując marsz.


/in case - bez kostek
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-28, 18:31   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel z radością godną Summer zwinął nóż, jednak od brudnej gazy trzymał się z daleka. Zbyt wiele razy wpadał na zużyte chusteczki czy inne, niezbyt higieniczne artykuły pozostawione dla niego przez siostrę. Nauczył się już, żeby takich rzeczy nie tykać. Bandaż jednak zabrał do kieszeni, bo wyglądał na całkiem zdatny do użytku.
Szedł śladem mężczyzny i swojego ukochanego... przyjaciela, aż ten nagle się obudził. Gdy tylko usłyszał jego wrzaski, przyspieszył kroku. Próbował dostać się bliżej chłopaka, jednak dalej pozostać niezauważonym, co nieco utrudniło cały proces. Gdy wreszcie znalazł się na tyle blisko Oscara, żeby móc dla niego coś zrobić, to ten zauważył czerwonego i wrzasnął mu w głowie, żeby spierdalał. Daniel tylko wywrócił duchowo oczami i odpowiedział mu z równą miłością "Chyba cię, kurwa, pojebało".
Danny nigdy nie zostawia swoich przyjaciół w potrzebie. Chociażby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobi (a miał nadzieję, że jednak tak nie będzie), to uratuje go z kiełbasianych palców Łowcy.
Z ogromnym trudem powstrzymał się przed rzuceniem w Łowcę kulą ognia, gdy ten zdzielił jego najlepszego przyjaciela po mordzie. Zacisnął zęby i pięść na rękojeści noża, aż jego knykcie zrobiły się białe. Szedł dalej za Łowcą, czekając aż doprowadzi go do celu podróży. Pewnie tam też zabrał te dziewczyny, które – sądząc po jego najnowszych odkryciach – jednak nie były takie martwe. Atakowanie Łowcy teraz w ciemno byłoby głupie, nie wiadomo ilu ich było oraz czy zaraz nie zleci się na niego cała armia. Z jednej strony żałował, że nie było przy nim Riny, która byłaby genialną dywersją w takiej sytuacji, jednak z drugiej strony cieszył się, że siedzi bezpieczna nad rzeką.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-07, 18:07   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry
Po kilku minutach podróży, Daniel dotarł do ściany lasu. Przed nią, rozciągała się niewielka polana, na środku której znajdowała się stara chatka z powybijanymi oknami. Na jej ganku stał mężczyzna z karabinem myśliwskim, nikt więcej nie patrolował okolicy. Palił papierosa, wyraźnie bagatelizując swoje zadanie. Chłystek ciągnący Oscara, dotarł do kryjówki, wymienił z gościem na czatach kilka zdań, po czym zniknął wewnątrz chatki. Daniel miał kilka opcji. Mógł swobodnie obejść polanę i zakradać się do chatki od tyłu. Chroniony ścianą lasu, nie miał szansy na zostanie dostrzeżonym. Istniała też możliwość, żeby zaatakował mężczyznę od frontu - chatka znajdowała się na tyle blisko, że kule ognia mogły dosięgnąć przeciwnika - choć wiązałoby się to z koniecznością bezpośredniej walki.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-04-08, 12:02   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Całe szczęście, że Daniel nie był w gorącej wodzie kąpany. Znaczy się, owszem, potrafił być porywczy, jednak póki co ogień nie wyjadł mu reszty szarych komórek, więc potrafił jeszcze przemyśleć sytuację. Przy samochodzie widział dwóch łowców, jednego z nich śledził później w lesie, a teraz doszedł jeszcze jeden. O ile dalej pamiętał jak się liczy, to w sumie dawało to trzech. Trzech przeciwko jednemu, bo nieprzytomny Oscar oraz jego dwie koleżanki na nic mu się nie przydadzą.
Stał tak, ukryty w zaroślach, przez dobre piętnaście, może nawet i dwadzieścia minut, próbując obmyślić plan działania. Na pewno jednego z nich musiał się pozbyć, jednak bezpośrednia walka nie wchodziła w grę. Gdyby miał przy sobie Oscara, to najzwyczajniej w świecie dałby się złapać, żeby chociażby przekazać mu jak sytuacja wygląda w środku. Odczuwał dotkliwy brak swojego najlepszego przyjaciela, co zmotywowało go do szybszego podjęcia decyzji. Zamknął oczy, wziął głęboki wdech i strząsł ręce podskakując lekko, jakby przygotowywał się do biegu. Odszedł kilka kroków głębiej w las i dotknął gałązek krzaczka, z zamiarem wzniecenia opóźnionego pożaru. Potrzebował piętnastu minut, góra dwudziestu, żeby wszystko ładnie zgrało się w czasie, dlatego o takim przedziale czasowym mniej więcej myślał.
Zaraz po tym zaczął biec wzdłuż polany, oczywiście cały czas ukrywając się w cieniach drzew. Okrążył chatkę i czekał, aż łowca na czatach zauważy rozpalony przez niego pożar. Jeśli tak się stało i łowca odszedł ze swojego stanowiska, to Daniel próbował zakraść się do środka.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-09, 11:36   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Daniel zdążył znaleźć się na drugim końcu polanki, a pożar coraz bardziej się rozprzestrzeniał. Jednak mężczyzna na czatach wydawał się na niego ślepy. Gdy wreszcie zauważył płomienie, zaciągnął się mocniej, trzecim już z kolei papierosem, mrucząc z podziwem.
A później, zorientował się, że dziś niczego nie brał.
Otworzył szerzej usta, a pet spadł na podłogę.
- Kurwa, o kurwa! - wykrzyczał, a następnie podszedł do drzwi wejściowych i zaczął walić w framugę. - Elias, kurwa! Pożar, kurwa jego mać! - Nie czekał na pojawienie się kolegi, tylko jak ostatni idiota wybiegł w stronę lasu. Po chwili, na ganku zjawił się i drugi facet. Zaklął pod nosem, po czym ruszył w ślady pierwszego gościa. Znajdowali się jakieś dwadzieścia metrów od domku.
Daniel, wykorzystał okazję i pozostając niezauważonym, zniknął za drzwiami frontowymi domku.
Budynek świecił pustkami. Korytarz na którym znalazł się Daniel, prowadził do trzech pomieszczeń. Po prawej stronie znalazło się coś, co prawdopodobnie miało służyć za salon. Przez uchylone drzwi, chłopak mógł zobaczyć kanapę i chrapiącego na niej chłystka, który wcześniej targał Oscara. Po przeciwnej stronie, znajdowała się kuchnia, wyposażona jedynie w blat i lodówkę. Pomieszczenie miało jakieś cztery na cztery metry, a drzwi które niegdyś do niego prowadziły, stały oparte o ścianę.
Na samym końcu korytarza, znajdowały się ostatnie drzwi - tym razem zamknięte.
_________________
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-04-09, 14:12   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Niczym ćmy do ognia, mężczyźni wylecieli z domku, prosto w stronę pożaru. Daniel zaśmiał się pod nosem, na szczęście na tyle cicho, że śpiący łowca nie powinien go usłyszeć. Czerwony dalej ściskał w ręku nóż i przez ułamek sekundy przemknęło mu przez myśl, żeby najzwyczajniej w świecie poderżnąć mu gardło. Szybko jednak odpędził od siebie te satanistyczne myśli.
Zerknął do kuchni oraz salonu i gdy znalazł tam jedynie śpiącego mężczyznę, przeniósł swój wzrok na zamknięte drzwi. Przechadzając się po domku cały czas krzyczał w myślach imię przyjaciela, na wypadek, gdyby mógł go teraz swoimi supermocami usłyszeć. Jeśli Oscar gdzieś był, to na pewno tam. Nie mógł jednak tak po prostu tam wejść – co jeśli ktoś jeszcze jest w domku?
Dlatego najpierw postanowił dokładniej się rozejrzeć w poszukiwaniu broni, którą wcześniej łowcy wyciągnęli z samochodu. Musiał się jednak spieszyć, nie miał raczej zbyt wiele czasu. Jeśli coś znalazł, najlepiej broń palną, to wraz z nią podszedł do drzwi, próbując je otworzyć. Jeśli mu się udało, to ostrożnie, lufą przodem, wszedł do środka.
_________________


 
 
Summer Dawson


Wysłany: 2018-04-12, 16:51   
   Multikonta: Oscar, June, Tate, MG
   GG/DC: ziemniak#8395
[Cytuj]

Mistrz Gry


Cisza radiowa. Oscar nie odpowiadał, najwyraźniej wciąż był nieprzytomny, albo nawet gorzej.
Natomiast, co do tematu broni - Daniel mógł dostrzec tylko jedną sztukę karabinu myśliwskiego, spoczywającego na piersi strażnika, który leżał na kanapie. Ściskał go mocno w dłoni, czyniąc niemożliwym do przejęcia. Jednak, szczęście uśmiechnęło się do Dawsona, bo na jednym z kuchennych blatów, mógł zauważyć rewolwer. Starą kupę żelastwa, bez nabojów w bębnie. Jednak, zawsze lepsze to niż nic, prawda?
Z rewolwerem w dłoni, Daniel otworzył drzwi do piwnicy. Jak się okazało, skrzypiały niemiłosiernie, a hałas rozniósł się po całym pomieszczeniu.

/ zt - http://caledonia-pbf.pl/v...highlight=#6950
_________________
 
 
Charlotte Carpentier


Wysłany: 2018-05-10, 19:27   
   Multikonta: brak
   GG/DC: atómica#9771
   Mów mi: Szarlotka
[Cytuj]

Po ataku łowcy, Charlotte miała oczy szeroko otwarte. To znaczy, zawsze miała je otwarte! Ale teraz tak jakby bardziej. Czy obwiniała się w myślach o śmierć mężczyzny? Nie do końca. Musiała go zabić, jeśli chciała przeżyć. Prawdę mówiąc miała sporo szczęścia - gdyby facet miał pełny magazynek, to już dawno fruwała by z aniołkami. Ale tak się nie stało.
Carpentier nie rozstawała się z pistoletem swojego ojca, nawet w tak - pozornie bezpiecznym - miejscu. Trzymała go mocno i pewnie, będąc gotowa do ewentualnego użycia broni przeciwko komukolwiek. Kto wie, co może ją tu czekać? Nie wiedziała zbyt wiele o tym, co żyje i co znajduje się w Parku Yellowstone. Mapa jaką znalazła przy łowcy była obszerna, ale równie dobrze Charlotte może się tułać wte i we wte. Naprawdę chciała znaleźć już kogoś żywego... normalnego.
W końcu dotarła do celu swojej podróży - rzeka Snake. Dziewczyna była nieco spragniona po dłuższej podróży, a wypadało też się umyć. Może i wszystko wydawało się być w należytym spokoju, ale pozorny zawsze ubezpieczony. Charlotte Carpentier rozejrzała się jeszcze raz po okolicy, finalnie podchodząc do koryta rzeki i napełniając butelkę wodą. Jakoś trzeba było sobie radzić, a jeśli dała sobie radę sama przez cztery lata, to da sobie radę i teraz. Prawda?
Ciemnowłosa wzięła kilka łyków z butelki cieczy, napełniając ją ponownie: dopiero potem trafiła do plecaka, w którym Charli chowała najpotrzebniejsze rzeczy do przetrwania. Magazynki do broni, puszka z jedzeniem, woda... nie było tego zbyt wiele, ale to dobrze. Zbyt duży bagaż by ją obciążał.
Nastolatka przysunęła teczkę do koryta wody, jednak na bezpieczną odległość, żeby przypadkiem nie wpadła do środka. Po prostu wolała uważać. Zawsze ktoś mógł znikąd się pojawić, a tego na pewno nie chciała! A skoro mowa już o chceniu i nie chceniu... chciała się choć trochę oczyścić. Wypadało wykorzystać w końcu te szamańskie specyfiki do kąpieli. Bądź co bądź, w Yellowstone było całkiem sporo roślin wykorzystywanych niegdyś przez jej przodków do robienia olejków czy perfum. Dzikie róże i tak dalej. A to ciekawostka!
Charlotte wyciągnęła małą, zakorkowaną buteleczkę i ułożyła ją obok siebie. Finalnie zaczęła pozbywać się swoich ciuchów, rozbierając się aż do bielizny - nie chciała się jej pozbywać, no bo... pływały tu ryby, a tak poza tym to zawsze mógł ją ktoś najść. Carpentierowa zgarnęła buteleczkę z własnoręcznie stworzonym specyfikiem do kąpieli i zaczęła się obmywać, natomiast jej spocone ciało zaczęło w końcu przybierać przyjazny dla nosa aromat kwiatów.
Rozglądała się na lewo i prawo, aby upewnić się, że nikt jej nie obserwuje. Ponadto szukała czegoś ciekawego - jakiejś jaskini, może tratwy? Zawsze mogła popłynąć rzeką, tylko gdzie? Nie było żadnego planu. Jedynym planem było znalezienie żywych osób.
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-10, 22:54   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

Pistolet ojca był w tej chwili niestety tylko bezużyteczną zabawką. Naboje w nim dawno były na wykończeniu, aktualnie został tylko jeden w komorze, a te z rewolweru nie pasowały do tego typu broni. Rewolwer zaś miał jeszcze tylko 6 naboi, co może i wydawało się, że jest dużo, jednak na dłuższą metę była to mierna ilość.
Rzeka, jak to rzeka zimą toczyła się leniwie, zamarzając przy brzegach. Żeby nabrać wody Lotka musiała najpierw przebić się przez lód na brzegu. Zmrożona woda może i uspokoiła pragnienie, jednak niezbyt przyjemnie drażniła gardło mrożąc je od wewnątrz. Czerwona mogła czuć przez jakiś czas zimną wodę w żołądku, co samo w sobie było irytującym odczuciem. Sama okolica zalatywała delikatnie spalenizną, a gdzieś w widocznym nurcie rzeki dryfował popiół i kilka nadpalonych gałęzi. Coś niedaleko niedawno płonęło, albo nawet i dalej stało w ogniu. Chociaż druga opcja była mniej prawdopodobna, nad drzewami nie było widać dymu.
Chłodny porywisty wiatr od razu zaczął chłostać w skórę dziewczyny natychmiastowo wywołując u niej gęsią skórkę. Zimna ciecz z buteleczki tylko potęgowała odczucie chłodu, a dziewczyna musiała jeszcze przecież przejść głębiej do lodowatej rzeki, żeby spłukać z siebie ziołową mieszankę. Aktualnie nad głową wisiało jej ryzyko hipotermii. Temperatura ciała powoli zaczynała jej spadać do normalnej dla zwykłego człowieka.
Dziewczyna była sama. W okolicy nie było nikogo widać, a krzaki i drzewa nie dawały aż tyle schronienia, żeby nie zauważyć, że ktoś, lub coś się zbliża. Sama okolica była raczej przerażająco cicha nawet jak na końcówkę zimy. Z jednej strony mogło to być naturalne, jednak czy aby na pewno?
____
Twój aktualny ekwipunek:
* Pistolet ojca z jednym nabojem.
* Rewolwer łowcy z pełnym magazynkiem - 6 naboi.
* Aktualna mapa stanu i parku.
* Puszka z jedzeniem.
* Butelka wody prosto z rzeki.
* Plecak.
* Specyfiki domowej roboty.
* łuk i 3 strzały.

* Magazynków do broni nie akceptuję - nie ma o nich mowy w karcie postaci.
* Fabularnie mamy początek marca.
* Jeśli zapomniałam o czymś w ekwipuku proszę o informację na pw/dc/gg.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Charlotte Carpentier


Wysłany: 2018-05-10, 23:11   
   Multikonta: brak
   GG/DC: atómica#9771
   Mów mi: Szarlotka
[Cytuj]

Było o wiele zimniej, niż mogłoby się zdawać. Może i odstawiłaby kąpiel na czas, gdy zrobi się cieplej, ale podróżowała na tyle długo, że pot oraz inne nieprzyjemne tego skutki stawały się uciążliwe. Jeszcze raz zerknęła na pistolet swojego ojca, w którym praktycznie skończyły się naboje. Cóż, musiała pocieszyć się rewolwerem łowcy.
Czuła, jak staje się zimniejsza. Okolica ogólnie była niepokojąco cicha i spokojna, a w powietrzu unosił się zapach dymu, jakby coś tu niedawno płonęło. Cóż. Może nie była pierwszą czerwoną, która się tutaj znalazła. Kto wie, co jeszcze może się kryć w obrębie rzeki?
Nieprzyjemny wiatr wywoływał gęsią skórkę u Charlotte, na co ta zareagowała ciężkim wzdechnięciem. To nie była pogoda na kąpiel, ale nie mogła się już z tego wycofać. Co nie oznacza, że będzie pakować się do lodowatej wody - o nie, nie, nie! Nie ma nawet takiej opcji.
Od czasu "wypadku", kiedy siedem lat temu objawiła się pełnia jej mocy, zaczęła jakoś nad nią panować i ćwiczyć. Umiała może nawet więcej niż podstawy, a przyczynił się do tego inny PSI, który jednak zniknął bez śladu.
Dziewczyna dotknęła lekko zmrożonej trawy, chcąc wywołać niewielki pożar na jej obszarze; wpatrywała się dokładnie w miejsce, w którym chciała, aby pojawił się ogień. Musiała nieco ogrzać siebie, jak i wodę, jeśli chciała spłukać z siebie szamańskie perfumy i przyrządy do kąpieli. Na szczęście im bardziej wsiąkną, tym lepiej będzie pachnieć. Hehe!
Ogień też nie stanowił dla niej przeszkody. Mogła szybko się ogrzać, dotykać płomienia i tak dalej. Rozglądała się również za jakimiś pomniejszymi gałązkami, ale jeśli nic nie znajdzie, to pozostanie przy ognisku i spróbuje się ogrzać, dosłownie igrając z ogniem. Jeśli ognisko powstało poprawnie, dziewczyna ułożyła butelkę z zakorkowaną wodą tuż obok płomieni.
Na szczęście plecak znajdywał się na tyle daleko, że nie mógłby raczej zostać ofiarą niekontrolowanego wybuchu mocy dziewczyny. Chciała tylko zmyć z siebie specyfiki i ruszyć dalej w drogę, tylko oczyszczona z brudu i smrodu, jaki wyniosła z lasu.
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-11, 22:57   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

Wiatr w najlepsze dmuchał sobie wesoło zarzucając co jakiś czas drobinki śniegu w czerwoną i przyprawiając ją o dygotanie. Szczękanie zębami i drżenie całego ciała było naturalną reakcją ciała na gwałtowny spadek temperatury.
Ogień oczywiście dała radę przywołać, jednak czy to aby na pewno dobre wyjście, żeby wywoływać pożar niedaleko miejsca, które niedawno już płonęło? Dziewczyna na pewno musiałaby pilnować ognia, żeby się za mocno nie rozprzestrzeniał, ani nie dotarł do pożywki w postaci krzewów i drzew nieopodal. Nagrzewanie wody z płynącej rzeki przez rozpalenie ogniska też mijało się z celem. Woda ciągle w ruchu nie dawała się ogrzać w taki sposób, a tej z butelki było na tyle mało, że nie dałaby rady spłukać się cała. Butelka nie mogła też być zbyt blisko ognia, bo najzwyczajniej w świecie zaczęłaby się topić i odkształcać.
Igranie z ogniem było dobrym pomysłem na rozgrzanie się, jednak okazało się też nie do końca dobre jeśli chodzi o specyfiki, którymi natarła się Lotka. W procesie ich spalania coś poszło nie do końca tak i skóra dziewczyny była zaczerwieniona przez podrażnienie, a po chwili podrażnienia zaczęły ją swędzieć. Jeśli zaczęła się drapać, na jej ręce zaczęły pojawiać się niewielkie krosty, a sama ręka zaczęła trochę puchnąć.

Jednocześnie zza drzew wyłoniła się dziewczyna. Miała twarz wymalowaną czarną farbą. Przez plecy przewieszony miała miecz oraz dwa związane za łapki martwe króliczki. W rękach trzymała łuk, i jak tylko zobaczyła siedzącą na brzegu Lotkę od razu w nią wycelowała. Gdzieś z cholewki wysokiego buta błyskała jeszcze rękojeść noża.
- Kim jesteś i co Cię tu sprowadziło? - Chłodny spokojny głos, strzała na cięciwie, jednak nie naciągała jej jeszcze do strzału. Wiedziała co robi, zbyt długie trzymacie napiętej cięciwy było ryzykowne i męczące. Nie chciała przez przypadek wystrzelić strzały, w końcu widziała, że dziewczyna była mniej więcej w wieku psioników. Do tego dziewczyna była tylko w bieliźnie, co tylko podsuwało Leksie myśli o tym, że dziewczyna jest nie do końca zrównoważona. Sama wolałaby chyba śmierdzieć niż wskakiwać w środku zimy do lodowatej rzeki. Z resztą, przecież byli w parku Yellowstone, poszukanie gorących źródeł wydawało jej się logicznym wyjściem, ale cóż. Nie każdy był zielonym, żeby o tym pomyśleć. W każdym razie Aleksandra stała spokojnie obok drzewa gotowa w razie potrzeby wskoczyć za nie i czekała na odpowiedź, jednocześnie wypatrując u pytanej dziewczyny oznak kłamstwa.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Charlotte Carpentier


Wysłany: 2018-05-12, 03:48   
   Multikonta: brak
   GG/DC: atómica#9771
   Mów mi: Szarlotka
[Cytuj]

To naprawdę nie był dobry pomysł.
To znaczy... pot i brud zaczął sprawiać problemy, nie robiła tego z własnej zachcianki. Poza tym, nigdy nie słyszała o parku Yellowstone do czasu, aż się w nim nie znalazła. W końcu uciekła z domu mając dziesięć lat. Co takie dziecko mogło wiedzieć o parkach narodowych? Cóż. Ale warto było próbować! Dziewczynie finalnie udało się wzniecić ogień, a ta zerknęła po sobie i mimo wszystko, odczuwając podrażnienie, zmyła szamańskie specyfiki z miejsc, na które je nałożyła - czyli tych, w których nieprzyjemne zapachy były najsilniejsze. Pachy, tors. Powinno wystarczyć.
Dziewczyna zaczęła zmywać specyfiki z poszczególnych partii swego ciała aby nie podrażnić siebie jeszcze bardziej. Ponadto unikała naturalnego ludzkiego odruchu, jakim było drapanie: wiedziała, jak to się skończy. Jej przyjaciel Carlos niegdyś włożył rękę w bluszcz i drapał ją przez najbliższy tydzień. Biedak nie mógł ją nawet ruszać. Na szczęście Charlotte miała jakieś w tym doświadczenie i potrafiła się powstrzymać. Poza tym, znała się na leczeniu ran i podrażnień. Gdy znajdzie... bezpieczniejsze miejsce, to na pewno zajmie się zaczerwienionymi miejscami.
Po zmyciu specyfików ze swojego ciała, zaczęła narzucać na siebie ubrania i finalnie, gdy zapięła już swoje spodnie, poczuła jakiś dziwny tik. Jakby ktoś na nią patrzył. Było tu pusto i bezpiecznie. Wydawało się jej? Czy to już to zimno zaczęło dziwnie wpływać na umysł? Cóż... zarzuciła kurtkę i już miała ją zapinać, gdy jej uwagę odwrócił... głos. Dziewczyna powoli odwróciła się w kierunku obcej. Mimo uprzedzenia przed nieznajomymi, odpowiedziała dosyć spokojnie.
- Nazywam się Charlotte. Podróżuję, szukam miejsca z... podobnymi do mnie - odwróciła głowę, wymownie zerkając na wzniecony bez podpałki ogień. Wzruszyła ramionami, wracając wzrokiem na kobietę. Jakoś miała przeczucie, że jest do niej podobna. W psionicznym sensie.
- Wczoraj zostałam zaatakowana. Jakiś mężczyzna chciał mnie zabić - spojrzała na swoje rzeczy - I... wiem jak to wyglądało, jeśli obserwowałaś mnie przez dłuższy czas. Ale byłam na tyle zdesperowana, że lodowata rzeka była chyba jedyną opcją. Nigdy wcześniej tu nie byłam. Szlajam się bez celu tak naprawdę - westchnęła, zawiesiła oko na łuku pomalowanej dziewczyny.
- Nie musisz do mnie celować. Nie jestem groźna.
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-13, 00:05   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

-Jestem Leksa. Sama ocenię, kiedy będę mogła opuścić łuk. - Rzuciła tylko i przekręciła głowę dalej wpatrując się bez mrugania w dziewczynę. Oceniała, czy nadaje się do tego, żeby zdradzić jej informacje, w jakich posiadaniu była zielona. Myślała, czy dziewczyna jest na tyle rozsądną jednostką, żeby spróbować ją prowadzić do Arkadii. Samo to wpatrywanie się mogło być dosyć nieprzyjemnym doświadczeniem dla czerwonej. W końcu to trochę przerażające jak ktoś gapi się na ciebie non stop bez mrugania.
- Co sądzisz o rządzie i jego działaniach? Gdybyś mogła zrobić w sprawie rządu co chcesz bez żadnych konsekwencji, co byś zrobiła? - Te pytania wydawały się wytrzaśnięte z choinki, jednak zielona była naprawdę ciekawa podejścia dziewczyny. Nie była też pewna, co do tego, czy wspominać o tym, że ziemski raj, kraina pełna szczęścia była w zasięgu ręki dziewczyny. Nie chciała szczuć psioniczki możliwościami, póki nie miała pewności, co z nią zrobić.
- Opanuj ognisko, zaraz przeskoczy na drzewa, a nikt nie chce tutaj kolejnego pożaru. - Zwróciła uwagę Lotki na ogień, który korzystając z nieuwagi czerwonej zaczął podpełzać już do krzaków i wyciągać ku nim chciwie swoje pomarańczowo-czerwone macki.
Zielona tymczasem dalej stała w tym samym miejscu i obserwowała Charlotte. Może wydawała się aż nazbyt ostrożna, jednak nie chciała dopuścić, żeby do Arkadii dostał się ktokolwiek, kto mógłby zagrozić grupie. Póki co miała dosyć nieustannej przemocy, a te pół roku, które udało jej się spędzić w grupie były dla niej niczym mały raj. Nie musiała polegać tylko na sobie, miała go kogo otworzyć gębę i nie musiała panicznie bać się, że zaraz ktoś ją zaatakuje i znowu będzie musiała kogoś zabić we własnej obronie.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Charlotte Carpentier


Wysłany: 2018-05-13, 00:17   
   Multikonta: brak
   GG/DC: atómica#9771
   Mów mi: Szarlotka
[Cytuj]

- Leksa. W porządku - Charlotte przytaknęła na słowa dziewczyny, jakoś akceptując to, że ta łuku nie zamierza opuszczać. W pewien sposób ją rozumiała. W końcu skąd miała mieć pewność, że Charli nie jest jakąś niepoczytalną dziewczynką? Wszystko na to w sumie wskazywało. Kąpiel prawie że w lodowatej rzece. Na szczęście zdążyła się ubrać i oczyścić, więc nie gadała z nią jak plażowiczka. Chociaż Lotka musiała przyznać, że to spojrzenie było świdrujące i całkiem nieprzyjemne. Nastolatka podrapała się po głowie, jakby rozluźniając atmosferę. Odchrząknęła, gdy usłyszała pytanie. Aleksandra mogła łatwo zauważyć złość w oczach dziewczyny, gdy ta wspomniała o rządzie.
- Musiałam uciekać przed rządowymi agentami, gdy miałam dziesięć lat. Zostawiłam swoich rodziców, siostrę. Bóg jeden wie, czy ją zabrali. Też była "chora" - westchnęła Charlotte, gdy opowiadała krótko swoją historię - Uciekłam do lasu. Z bronią ojca i łukiem. Nie przetrwałabym gdyby nie Carlos, którego spotkałam jakiś tydzień po ucieczce. Tułaliśmy się kilka lat, aż w końcu... zniknął. Nie wiem, czy odszedł, czy coś mu się stało - wzruszyła ramionami.
- Rząd zniszczył moją rodzinę. Moje dzieciństwo. Gdybym mogła coś zrobić i miała pewność, że się to uda, to powybijałabym ich co do jednego. Od samej góry - powiedziała, zerkając ukradkiem w niebo, mając na myśli oczywiście ex-prezydenta, który to wpadł na pomysł izolowania psioników od życia innych ludzi. Bez słowa ruszyła do ogniska i zaczęła je opanowywać, ugaszać. Nie potrzebowała już ogrzewania.
- A Ty? Jesteś tutaj całkowicie sama, jak ja? Masz jakąś grupę? - spytała podczas opanowywania płomieni. Finalnie zapięła swoją kurtkę i zerknęła na swój plecak, którego jednak nie podnosiła. Nie warto było ryzykować walki z kimś kto był gotowy do ewentualnego ataku. Poza tym, chyba całkiem dobrze się dogadywały jak na absolutnie obce osoby.
- Wybacz, że tak wypytuję... ale skoro już rozmawiamy, to wypada choć trochę się o sobie dowiedzieć. Szukałam tutaj jakiegoś schronienia - rozejrzała się po okolicy.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons