you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Jem O'Mara
Autor Wiadomość
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-02-14, 21:47   Jem O'Mara
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście


CIEKAWOSTKI
» Jest w obozie od dziesięciu miesięcy i jedenastu dni.

» Potrafi czytać w myślach, ale nie z kartek. Przez wzgląd na dorastanie w patologicznych warunkach, nigdy nie nauczyła się czytać i nigdy też nikt nie postanowił jej tego nauczyć. Nie jest to coś, do czego Jem chętnie się przyznaje, dlatego im dalej w las, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek się nauczy. Zna jednak cyfry.

» Co za tym idzie, nie potrafi też pisać. Jest jednak w stanie przepisywać, ale niekoniecznie zdaje sobie wtedy sprawę ze znaczenia tego, co pisze.

» Pomimo braków w edukacji nie należy do osób głupich – zwyczajnie niewykształconych. Posiada bardziej "życiową wiedzę", potrafi dobrze rozszyfrować ludzi (czasami nawet bez pomocy mocy) czy przewidzieć skutki pewnych działań.

» W dzieciństwie zadawała dużo pytań, które zazwyczaj dorośli w jej otoczeniu całkowicie zlewali lub odpowiadali jej bzdury, żeby się odczepiła. Dlatego przez długi czas wierzyła w takie rzeczy jak to, że Słońce kręci się wokół Ziemi. Prawdę o otaczającym ją świecie stopniowo zaczęła poznawać z umysłów innych, aż wreszcie dotarła do względnie prawidłowej wersji. Dalej jednak pozostają małe "smaczki", które jej umknęły.

» Na skutek wielu niedociągnięć w jej opiece medycznej jest bezpłodna.

» Bezwzględnie wpierdoli każdemu, kto spróbuje skrzywdzić jej brata. Nie jest jednak głupia, więc czasami używa innych metod obronnych niż pięści.

» Chodzi za Joyce'm niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę, bo bez tego jej brat już dawno wszedłby w ogrodzenie pod wysokim napięciem lub uderzył tacką strażnika na stołówce.

» Jej rodzeństwo to jedyne osoby, dla których Jem jest w stanie coś poświęcić. Cała jej egzystencja opierała się na własnym przetrwaniu, jednak swoje klony traktuje po prostu jak część siebie. Kończynę, której nie może stracić.

» Jest drobna i wychudzona, a jej włosy są krzywo ścięte. Na ciele ma dużo blizn, które pozostają jednak dobrze ukryte pod ubraniami.

» Chodzą o niej różne plotki po obozie, żadna jednak nie została póki co potwierdzona. Niektórzy twierdzą, że była agentem Ligii, stąd ma taki dobry prawy sierpowy, a inni mają teorię, że dziewczyna tak naprawdę nie zna angielskiego, dlatego tak mało mówi.
PIERWSZE DNI
Wpatrywała się w kawałek ciastka, który dostała z okazji urodzin. Był to pierwszy "prezent" jaki otrzymała od bardzo długiego czasu.
Nienawidziła go. Cisnęła nim na drugim końcu pokoju grupowego. Ciastko uderzyło w kalendarz i pokruszyło się na kawałki, a papier na ścianie lekko się zachwiał. Jem przez chwilę wpatrywała się w datę zaznaczoną na kalendarzu – trzydziesty września. Kończyła dzisiaj dziesięć lat. Dziesięć lat to dekada. Dekada od kiedy rozerwała wraz ze swoim rodzeństwem matkę na strzępy. Lekarze próbowali przyszyć do siebie dwie połówki, które po niej zostały, ale nawet oni nie byli tak uzdolnieni.
A tak przynajmniej wmawiał jej ojciec, gdy nad butelką topił swoje smutki. Chociaż może nie były to wcale smutki, może coś zupełnie innego. Może zwykła nienawiść do małych potworów, które mu zostały. On nigdy nie składał im życzeń z okazji urodzin – jedynie upijał się mocniej.
Usłyszała za ścianą ktoś głośno kaszle. To pewnie Veronica. Dwa tygodnie temu zaczęła chorować, a zaraz po niej na to samo skarżyła się Rebbeca. Wszyscy myśleli, że kłamie, bo Rebbeca była atencyjną kurwą i denerwowała się, gdy ktoś inny był w centrum uwagi. Przedwczoraj pojawił się jednak niepodważalny dowód jej choroby, bo w nocy przekręciła się na drugą stronę i teraz wącha kwiatki od spodu. Jem zapytała jednej z opiekunek czy będą musiały zakopać jej ciało w ogródku i wbić łopatę, żeby nikt przypadkiem na nie nie wbiegł. Opiekunka stwierdziła, że dziewczynka ciągnie z niej bekę, więc kazała jej wracać do swojego pokoju i na oczy się już nie pokazywać. Tyle że Jem naprawdę sądziła, że tak powinno się postępować z martwym ciałem, gdyż usłyszała to podczas jednego z pijackich monologów ojca. Dlatego gdy jacyś panowie przyjechali po ciało, Jem kopała i krzyczała coś o łopacie, ale nikt nie potrafił dokładnie jej zrozumieć.
Jem sama nie czuła się najlepiej. Nie mówiła jednak nic nikomu, bo kolejna rzecz, w którą uporczywie wierzyła, to że dopóki czegoś nie powiesz, to nie jest to prawdą. Dlatego od pięciu dni ukrywała gorączkę, co nie było specjalnie trudne, gdyż nikogo tak naprawdę tutaj nie obchodziła. Dziś jednak czuła się lepiej. Jakby zarazki sobie od niej poszły i zostawiły w spokoju, bo ma urodziny.
Otworzyła drzwi i przeszła się długim korytarzem aż do schodów. Zatrzymała się w półkroku na ich szczycie, bo nagle usłyszała rozmowę. Rozmowa jednak nie miała za bardzo sensu, nawet dla niej. Jedna z opiekunek mówiła o czymś zupełnie innym niż druga. W dodatku mówiły w tym samym czasie, kompletnie się nawzajem nie słuchając. Zdaniem Jem było to wyjątkowo niegrzeczne zachowanie, dlatego gdy tylko zjawiła się na dole to spojrzała na opiekunki krzywym wzrokiem.
Jedna z nich mówiła o Rebbece. Jem przysłuchiwała się z zainteresowaniem, aż opiekunka stwierdziła, że może to lepiej. I tak nic by z niej nie było.
– Wcale nie – krzyknęła Jem, chociaż wcale specjalnie nie lubiła zmarłej koleżanki. Po prostu czuła, że nie powinno się tak mówić.
Opiekunka odwróciła się w jej stronę zdziwiona i dopiero teraz do dziewczynki dotarł bardzo ważny fakt – żadna z nich nie poruszała ustami. Nie wiedziała kto był w tym momencie bardziej zdezorientowany – ona czy one. Przez dłuższą chwilę wpatrywały się w siebie nawzajem, aż w końcu opiekunka, która przed chwilą obgadywała Rebbecę w swojej głowie, rzuciła się w kierunku telefonu. Chociaż Jem nie wiedziała czym jest OMNI, to wizja panów w czerni, których opiekunka chciała tutaj wezwać, przestraszyła dziewczynkę na tyle, żeby próbować zatrzymać kobietę przed wykonaniem telefonu. Dobiegła do niej i złapała ją za rękę.
– Poczekaj!
Kobieta, niczym zamrożona, stanęła w miejscu z jeszcze większym przerażeniem wpatrując się w dziewczynkę. Jem słyszała tylko przeraźliwy krzyk z ust kobiety, jednak ona wcale nie poruszała. Druga opiekunka, która do tej pory jedynie obserwowała całe zajście, postanowiła ratować koleżankę przed niebezpieczeństwem i złapała Jem za ramię.
"Świr, potwór, psychopata" – rozbrzmiewało w jej myślach.
– Nie jestem świrem – krzyknęła Jem, zaciskając mocniej uścisk na pierwszej opiekunce. – Nienawidzę was! Mam was dość, mam dość. Uciekam stąd i nie próbujcie mnie zatrzymać, bo was... bo was...
Przez długą chwilę Jem przeszukiwała odmęty swojej pamięci w poszukiwaniu odpowiedniej groźby. Przeleciała przez wiele kłótni z ojcem lub bójek w barze, których była świadkiem, aż wreszcie trafiła na odpowiednie słowa. Tak jej się przynajmniej wydawało, bo nie do końca znała ich znaczenie.
– Wyrucham was dildosem waszej starej! Tak zrobię! Więc lepiej trzymajcie się z daleka.
Ku swojemu zaskoczeniu, opiekunki zrobiły dokładnie to, o co je poprosiła. Dlatego gdy ona wybiegała z domu, one tępo wpatrywały się w ścianę nie bardzo wiedząc, co się dzieje.
HISTORIA
DETROIT

Można powiedzieć, że Jem i jej rodzeństwo przyszło na świat z przytupem. Czworaczki są niemałym obciążeniem dla kobiety, nic więc dziwnego, że rozerwali ją na kawałki. A przynajmniej tak całe życie słyszała Jem. Do ósmego roku życia żyła w brudzie, ubóstwie i patologi. Jedyna wartościowa rzecz w jej życiu to jej rodzeństwo i więź, która się między nimi wytworzyła. Jednak nawet to zostało jej odebrane, gdy ojciec postanowił pójść o krok dalej i nie tylko najebać się jak szmata, ale również przy okazji złamać prawo. On trafił do więzienia, a oni zostali rozesłani na cztery różne strony świata.
Z początku Jem trafiła do naprawdę miłej rodziny zastępczej. Ubrali ją, umyli, nawet dostała własny pokój, którego z nikim nie musiała dzielić. Problemem okazał się ich biologiczny syn, którego nie spodobała się uwaga skierowana w stronę jego nowej "siostry". Nieustannie jej dokuczał, wyzywał, jednak w momencie, w którym wspomniał o jej matce, dziewczynka wpadła w szał i wbiła mu widelec w nogę. Wraz z tym widelcem została spakowana i odesłana do domu grupowego, gdzie trafiały takie śmiecie bez przyszłości jak ona.
Zza krat uwolniła ją epidemia i bardzo szybko wpakowała w ramiona nowych.

EPIDEMIA OMNI 2016

Niektórzy w życiu mają cholerne szczęście, inni nazywają się Jem. Uciekając z domu grupowego nie trafiła na żadnego rycerza na białym koniu ani nawet na przyjazną staruszkę, która zaoferowałaby jej pomoc. Zamiast tego wpadła do studzienki i złamała sobie nogę. Nie mogąc z niej wyjść ani nawet zawołać o pomoc, leżała w niej przez trzy dni i jedyne co miała do roboty, to słuchanie myśli przechodniów, który chodzili nad jej głową. Po tych nieszczęsnych trzech dniach, gdy była już u kresu własnych sił fizycznych jak i psychicznych, postanowiła zawołać o pomoc. Pech (jak się później okazało) chciał, że znalazł ją pewien mężczyzna.
Był to Bertty Watson, człowiek niezbyt bogaty, ale za to z dużą ambicją, żeby to zmienić. Nigdy specjalnie nie potrafił funkcjonować jako praworządny i uczciwy obywatel, dlatego jego pierwszym odruchem było sprzedanie dziewczyny do odpowiednich służb w zamian za jakaś nagrodę pieniężną. Szybko jednak dostrzegł w małej, pyskatej dziewczynce żyłę złota i jako niskobudżetowy człowiek biznesu wymyślił, że jednak ją zatrzyma. Wywiózł Jem do swojej chatki z daleka od miasta, gdzie przez następne tygodnie leczyła swoją nogę, a on podsycał jej syndrom sztokholmski.
To nie było tak, że znalazła w nim ojca, którego nigdy nie było. Był raczej katem, który nieustannie nad nią wisiał, niewypowiedziana groźba, że jeśli nie spełni oczekiwań, to podzieli los dzieci, które pomagała łapać. Stopniowo zaczęła to akceptować, przestała dostrzegać jakąkolwiek szansę na ucieczkę, obwiniała siebie za porażki łowców, którzy ją trzymali. Zaczęła podzielać ich zdanie – ci PSI nie mają znaczenia. Można ich oszukać, zwodzić, łapać i sprzedawać. A w tym była właśnie najlepsza. Dzięki swoim pomarańczowym umiejętnościom bez problemu oszukiwała samotnych, zdesperowanych PSI. Łatwo jest udawać kogoś innego, gdy wiesz dokładnie, czego twój rozmówca oczekuje. Ironia nie została przez nią przeoczona, gdy pewnego dnia łowcy zdecydowali, że już jej nie potrzebują i oddali ją w taki sam sposób, w jaki oddawali poprzednie dzieciaki – bezwzględny. Krzyczała, błagała, żeby pozwolili jej ze sobą zostać. Ofiara, która kurczowo trzyma się nogi kata, bo perspektywa życia bez niego jest zbyt bolesna.

OBÓZ REHABILITACYJNY 2022

Pewnie gdyby nie to, że każdej swojej ofierze usuwała wspomnienia o sobie, to już pierwszego dnia w obozie zostałaby zlinczowana. Do obozu trafiła trzeciego kwietnia dwutysięcznego dwudziestego drugiego roku, cudem wyślizgując się z rozkazów, które zabijały wcześniej takich jak ona. Po miesiącu wiedziała już jak należy działać, żeby przeżyć – rozpoznała mechanizm, bo niewiele różnił się od tego, w jakim dotychczas żyła. Słuchała strażników, nie sprawiała problemów, wręcz przeciwnie – donosiła, sprzedawała innych PSI tak samo jak robiła to wcześniej. Nie integrowała się, nie mówiła o sobie, po prostu żyła obok, czekając na śmierć. Czasami prosiła strażników, żeby wrzucili ją do izolatek, żeby tylko nie musiała z nikim rozmawiać. To była jej "nagroda" za wzorowe sprawowanie.

JOYCE

Wszystko się zmieniło, gdy do obozu trafił jej brat. Poznała go od razu, chociaż nie widziała go od kiedy mieli po osiem lat. Ciężko jest jednak nie rozpoznać swojego brata bliźniaka. Stali się niemal nierozłączni, głównie dlatego, że Joy nie potrafi przetrwać na własną rękę, co idealnie udowadniają jego protezy zamiast nóg. Jem syczy i warczy, na każdego, kto spojrzy krzywo na jej brata jednocześnie próbując trzymać go z daleka od kłopotów. O ile wcześniej jej zachowanie było uwarunkowane własnym przetrwaniem, to teraz robi to dla brata. Gdyby tylko mogła mieć pewność, że on nie zabije się, gdy jej zabraknie, to mogłaby nawet poświęcić dla niego swoje życie.
Jem O'Mara
siedemnaście lat
160,5 cm / 45,8 kg
obóz rehabilitacyjny
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-03-04, 18:38   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;


Witaj na Caledoni v 2.0!

Trzymaj akcepta! Życzę miłej zabawy na forum ♥

_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons