you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro Coeur d'Arlene
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-01-13, 00:32   Jezioro Coeur d'Arlene [Cytuj]

JEZIORO

Wielkie, sztucznie spiętrzone jezioro polodowcowe otoczone masywami górskimi. Dookoła niego znajduje się las pełen darów natury oraz zwierząt. Poszycie jest średnio zagęszczone, można przez nie bez problemu przejść, jednak warto uważać na niebezpieczne drapieżniki, kryjące się w głuszy. Na jednym z brzegów jeziora leży urocze miasteczko o tej samej nazwie, co jezioro. Niegdyś wspaniałe miejsce na spędzenie wolnego czasu, dzisiaj popadło prawie w ruinę. Niewiele domków w ty miasteczku pozostało zamieszkanych.
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-15, 20:35   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Jaqueline zmierzała w kierunku ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Coeur d'Alene. W porzuconym miasteczku zwinęła z jednego z domów mapę, a raczej plan miejscowości. Dzięki temu mogła spokojnie przemierzać las starym szlakiem. Na jednym z ramion miała dość wyświechtany wojskowy plecak, w którym miała trochę jedzenia oraz najpotrzebniejsze rzeczy, które przydawały się w lesie. Brakowało jej tylko latarki, na którą zwyczajnie jej nie było stać, a nie chciała okradać tych nielicznych ludzi, którzy pozostali w tej okolicy.
Nie była pewna, czy wchodzenie do środka jest najlepszym pomysłem, ale powietrze stawało się coraz bardziej wilgotne, no i było dość chłodno. Nie chciała moknąć na zewnątrz, więc postanowiła zaryzykować. Jaqueline weszła do środka budynku od strony jeziora, więc nikt nie mógł jej zauważyć, jeśli znajdował się od frontu byłego ośrodka wypoczynkowego.
Naiwnie nadal miała nadzieję, że któreś z jacuzzi będzie działać. Bardzo naiwnie, cieszyła się, że nie nastawiła się na to. Za to zaplanowała, że zimno, nie zimno jutro wykąpie się w jeziorze albo przytarga stamtąd wodę do mycia.
Przytargała skądś stary leżak i ustawiła go tak, żeby widzieć możliwie najwięcej pomieszczenia. Wyciągnęła z plecaka koc, w który zawinęła się dla zachowania ciepła. Jaqueline czekała ciężka noc.
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-16, 00:11   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Minęły trzy lata od kiedy Jane odeszła z Ligii Dzieci i dziewczyna zdążyła się w tym czasie nauczyć czterech rzeczy. Zawsze bądź gotowa atakować albo uciekać. Zapamiętaj jak najszybciej dostać się do wyjścia. Nigdy nie ufaj dorosłym.
A zima to najbardziej chujowy okres w roku.
I co Jane miała na to poradzić? Na zewnątrz było zimno, o kurtki w jakimś przyzwoitym rozmiarze było cholernie trudno, wszystko trzeba było podgrzewać, ale ognia nie można było zapalić, bo łowcy bez problemu dotarliby do nich po dymie. Plus był taki, że jako czerwona mogła robić za kaloryfer, ale co z tego, skoro musiała się powstrzymywać, kiedy w pobliżu był ktoś obcy. Ufała Glendzie, ale nie innym dzieciakom, a w końcu bycie jednym z nielicznych żywych czerwonych to nie byle sekret. Jane strasznie tego nienawidziła, ale w towarzystwie innych musiała udawać zieloną i co gorsze, nie mogła im dać do zrozumienia kto tu tak naprawdę rządzi. Gdyby tylko chciała, to by ich wszystkich spaliła... ale nie chciała. Gorzej, że takiej grupce tego nie wytłumaczysz, bo od razu zaraz będzie "o nie, czerwona, wszystkich nas pozabijasz, blabla blabla". Poza tym, gdyby łowcy się dowiedzieli że jakiego jest koloru, to chyba by nie miała życia.
Cóż, jak na razie Jane nie musiała się tym martwić, bo z Glendą nie miały żadnych pasażerów na gapę. Dzięki temu Wiggin mogła robić za żywy i chodzący kaloryfer, ale to nie zmieniało faktu, że ciągle potrzebowały jakiejś kryjówki. Ośrodek wypoczynkowy wydawał się być całkiem przyzwoitym miejscem na spędzenie nocy (albo i dwóch). Oczywiście, trzeba było go najpierw przeszukać, żeby potem w nocy nie zostać niemiło zaskoczonym. Żeby nie tracić czasu Jane i Glenda się rozdzieliły, nie było potrzeby sprawdzać każdego pomieszczenia we dwójkę.
I tak oto Jane Wiggin przemierzała kolejne korytarze gotowa w każdej sekundzie podpalić potencjalnego przeciwnika, przerzucić go przez ramię, a potem kopnąć w jaja. Z ex-agentką Ligii się nie zadziera!
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-16, 11:00   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Spanie w ośrodku od strony jeziora jednak nie należało do najlepszych pomysłów. Wybite szyby w oknach nie stanowiły przeszkody dla zimnego powietrza, które wpadało do pomieszczenia. Marny koc nie stanowił na tyle dobrej izolacji, żeby Jaqueline mogła przynajmniej trochę odespać wędrówkę. Nie chciała zostawiać tutaj leżaka, bo pewnie innego mebla, na którym mogłaby się położyć już nie znajdzie. Poza tym nabyta paranoja nie pozwalała Jackie tak po prostu zasnąć. Ośrodek był ogromny, a ona nie wiedziała, co się właściwie w nim czai. Należało, więc go przeszukać. Niestety w niemal całkowitych ciemnościach, ale czego nie robi się dla własnego bezpieczeństwa.
Zwinęła i schowała koc do plecaka. Nie chciała go tutaj zostawiać, bo jeszcze nie znajdzie drogi powrotnej. Nie chciała się też nim owijać, bo tylko krępowałby jej ruchy. Plecak zarzuciła na plecy i ruszyła na zwiedzanie ośrodka.
Idąc jednym z korytarzy usłyszała kroki. Mogła co prawda użyć widzenia, ale nie miała pewności, czy nadchodząca osoba jest oddzielona od niej jedną, czy większą ilością ścian. Jackie schowała się w najbliższym pomieszczeniu i nasłuchiwała kolejnych kroków.
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-16, 11:23   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Jane uważnie się rozglądała, na wypadek jakby jakiś wróg miał pomysł ukryć się w cieniu. Nie miała zamiaru wyciągać swojej latarki, nie chciała marnować baterii, ale też dlatego że natychmiast stałaby się super widoczna, a w zwiadzie jednak chodzi o to, żeby zauważyć kogoś zanim zostanie się zauważonym. Jeżeli będzie im brakować światła, to kiedy już wszystko sprawdzą i zaczną się jakoś urządzać, to mogą sobie coś zorganizować. Ale nie za mocnego, jeszcze ktoś by zwrócił uwagę, że w opuszczonym pensjonacie świeci się światło.
Jane miała wrażenie że usłyszała coś z przodu, więc niczym przykładna bohaterka z horroru poszła w tamtym kierunku. Przykleiła się do ściany i starała się wydawać jak najmniej dźwięków, żeby sama nie zostać wykryta. Wydawało jej się, że dźwięki które słyszała dochodziły z tego pokoju, ale w końcu nie była zieloną, nie dałaby sobie odciąć głowy. Stanęła przy drzwiach w taki sposób, że jakby ktoś wyszedł nie zobaczyłby jej, a przynajmniej nie od razu. Z rękami cały czas gotowymi do podpalenia kogoś przyłożyła ucho do ściany i spróbowała coś usłyszeć.
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-16, 11:37   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Kroki ucichły mniej więcej na wysokości drzwi do pomieszczenia gdzie postanowiła się ukryć. Zamarła bez ruchu na tyle, ile mogła. Jednak zimno bijące od ściany wprawiało jej ciało w drżenie, którego nie mogła opanować. Jednocześnie zastanawiała się, co mogłaby zrobić. Użycie bariery? Ryzykowne, a na dodatek nie utrzymałaby jej zbyt długo. Widzenie? Przecież wiedziała, że szła jedna osoba wnioskując po krokach. Ewentualnie dwie idące dokładnie w tym samym rytmie. Znalazła się w impasie, a należałoby coś wymyślić.
- Nie musimy walczyć, wiesz? - Nie miała pojęcia do kogo mówi, ale nie miała innego pomysłu. Na walkę była zbyt zziębnięta, obolała i zmęczona. Mogła za to spróbować przemówić temu komuś do rozsądku. Szkoda, że nie było tutaj Viktora. Jemu z pewnością gadka szła lepiej, niż jej. Jaqueline nigdy nie ukrywała, że była pierwsza do bójki, a nie do subtelnego rozwiązywania problemów.
- Ośrodek jest wystarczająco duży dla naszej dwójki, żeby nie wchodzić sobie w drogę. - Dalej próbowała przekonać ukrytego za ścianą osobnika, do polubownego rozwiązania sytuacji. Miała nadzieję, że mimo okropnego braku daru przekonywania uda jej się wyjść stamtąd bez walki. Nienawidziła mieć nadziei, już dawno przekonała się, że to do niczego nie prowadzi. Teraz Jackie pozostało zdać się na rozsądek osoby za ścianą.
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-16, 12:42   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Okay, obcy głos był świetnym dowodem na to, że jednak się nie pomyliła, że ktoś faktycznie był za ścianą. Zamarła spięta, gotowa do ataku. Właściwie nie chciało jej się słuchać tego, co mówił ktoś z pokoju obok - Jane nie była głupia, wiedziała że kimkolwiek był, chciał jej zrobić papkę z mózgu. "Wcale nie chcesz ze mną walczyć" znaczyło tyle co "nie chcę żebyś ze mną walczyła", a "możemy podzielić się zapasami" można było stosować wymiennie z "w sumie nie mam zapasów, może dasz mi coś do jedzenia?". W sumie mogłaby tam wejść, stłuc tego kogoś, zabrać mu to, czego koniecznie nie potrzebował i sama sprawdzić, czy faktycznie ten człowiek miał takie pokojowe zamiary. Nigdy nie wiadomo czy to nie była jakaś pułapka łowców, którzy liczyli że ma miękkie serce.
Rzecz w tym, że ten głos brzmiał dziwnie znajomo. Jane potrzebowała kilku sekund, żeby go skojarzyć.
- Jaqueline? - spytała zbita z tropu.
Opuściła ręce, ale zaraz znowu je podniosła, gotowa do zadania ciosu albo do przypalenia kogoś. Może to jakiś pomarańczowy bawił się jej głową? Przecież to było niemożliwe, żeby tak o, na siebie wpadły po kilku latach nad jakimś losowym jeziorem... prawda?
Tyle że jeśli to była jakaś sztuczka jakiejś pomarańczy, to Jackie sama rzuciłaby jej się na szyję, tak? Przecież mogła nie rozpoznać głosu czy coś takiego i cały plan poszedłby się... Nie to, że Jane nie chciała zobaczyć swojego oddziału z powrotem, bardzo chciała, ale to był wręcz podejrzanie szczęśliwy zbieg okoliczności.
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-16, 14:24   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Jackie w napięciu czekała na odpowiedź tajemniczej osoby, która czekała przyczajona w pobliżu pomieszczenia. Wiedziała, że jej zapewnienia o braku konieczności walki w tym miejscu, i w tym czasie brzmiały dość absurdalnie. Żyli w dziwnym świecie, gdzie jedynie najsilniejszy mógł przetrwać, więc dlaczego ktoś miałby pozwolić jej odejść w jednym kawałku? Mogła przecież przeczekać tę noc w ośrodku, żeby następnie donieść na tego kogoś służbom rządowym.
Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, że usłyszy ten dość znajomy głos. Przez chwilę myślała, że to jakiś pomarańczowy próbuje ją oszukać na podstawie jej własnych wspomnień, ale co jeśli w końcu odnalazła kogoś z ich oddziału? Bardzo chciała wierzyć, że to była prawda.
- Jane? - Nie była pewna tego, czy to naprawdę była czerwona, czy jednak pomarańczowy, który próbował ją wywabić z kryjówki. Po chwili bicia się z własnymi myślami Jaqueline wyszła z pomieszczenia prosto na osobę, która czaiła się na korytarzu.
- To naprawdę ty? - Nawet, gdy miała dziewczynkę przed sobą, to paranoja nie dawała jej tak po prostu w to uwierzyć. Oby tylko Janet nie postanowiła jej spalić, czy coś...
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-16, 18:18   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Kiedy tylko drzwi się poruszyły, Jane była już gotowa zaatakować jakiegoś przebrzydłego pomarańczowego, który z jakiegoś powodu chciał jej namieszać w głowie. Problem w tym, że chyba był cholernie dobry w tym co robił, bo zza drzwi wyłoniła się różowowłosa mulatka z twarzą Jackie. Jedyne co się nie zgadzało, to była stanowczo za niska, ale Jane mogła to zrzucić na fakt, że sama sporo przez te trzy lata urosła. Pomarańczowy nie mógł aż tak jej namieszać w głowie, tak? Nie byli przecież aż tak potężni. Jakimś cudem to musiała być Jackie. Nie było innej opcji.
- Nie, na niby - wykrztusiła prze ściśnięte gardło, ciągle nie dowierzając w to co widzi.
Stała tak może sekundę, próbując przetworzyć to co się dzieje przed jej oczami, aż można było usłyszeć jak różne trybiki wskakują w jej głowie na swoje miejsca, a potem zabrała się za przytulanie Jackie. Przez te wszystkie emocje, które się w niej kotłowały to był naprawdę ciepły przytulas, ale chyba nie na tyle, żeby poparzyć niebieską. Chyba.
Jane nie mogła się zdecydować czy bardziej się cieszy, że w końcu trafiła z powrotem na Jaqueline, czy bardziej jest na nią zła, że w ogóle się rozdzieliły. Jak w ogóle mogła na to pozwolić?! Przecież mieli się trzymać razem, a żadne z nich na nią nie zaczekało i gdyby wtedy nie wymyśliła gdzie może znaleźć Glendę, to zostałaby zupełnie sama. Ale i tak, omójborze, orajuśku, ocholera, jakim cudem Jackie się tutaj znalazła?
- Gdziebyłaśprzeztencałyczas? Jakwogólesiętutajznalazłaś? - zaczęła trajkotać podekscytowana. - Jesteś cała? Wszystko w porządku? Cały czas was szukałyśmy! I, i... - tutaj już zaczęła przechodzić na inne tony - ...i dlaczego w ogóle nie było cię na miejscu zbiórki?! Czekałam na was tyle, że cud, że mnie łowcy nie złapali! Myślałam, że mnie zostawiliście!
Inna sprawa, że sama dotarła na miejsce sporo spóźniona, ale shhh...
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-16, 19:31   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Czy bała się wychodząc na korytarz? Nie, nie bała się. Najwyżej będzie musiała stanąć do walki z jakimś pomarańczowym. To szło jakoś wygrać, dzięki temu, że sporo czasu spędziła z Viktorem i zrozumiała jak działają ich umiejętności. Jakoś mogłaby się bronić, na przykład zwiększając dystans. Kontakt wzrokowy w takich ciemnościach jej niemal nie groził.
Całe szczęście natknęła się na osobę, której długo szukała. Pierwsze, co rzuciło się w oczy Jackie było to, że Janet urosła. Oczywiście powinno być to dla niej oczywiste, ale i tak się dość zdziwiła. W końcu zapamiętała ją, jako dużo niższego dzieciaka.
- Widzę właśnie. - Nie mogła się nie uśmiechnąć na widok czerwonej. Trzy długie lata ich szukała, a teraz znalazła przynajmniej ją. Bardzo się z tego cieszyła. W końcu nie będzie sama, gdyby tylko Viktor jeszcze się znalazł. To pewnie byłaby pełnia szczęścia dopóki pomarańczowy nie zacząłby działać jej na nerwy.
Jaqueline poczekała, aż Janet skończy zalewać ją potokiem słów. Dopiero wtedy zaczęła się zastanawiać, jak odpowiedzieć na zadane pytania. W tym najcięższe... Dlaczego nie zaczekała.
- Szukałam was. Na tyle długo, ile mogłam zostać na tym samym obszarze. Wszystko ze mną w porządku. Nie zostałam tam, bo musiałam odciągnąć pomarańczowego. Gdybym została na miejscu zbiórki to zdążyliby zrobić zasadzkę. - Naprawdę chciała zaczekać na Janet, na Cheolmina, na Glendę... No i na Viktora. Niestety ten ostatni się spóźnił, a Jackie nie mogła pozwolić, żeby z powrotem wpadli w ręce Ligii albo rządu.
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-16, 22:13   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Dobry humor Jane zaczął się ulatniać równie szybko, co się pojawił.
- To chujowo nas szukałaś - burknęła.
Okay, dobra, miała świadomość że była trochę niesprawiedliwa, ale była zła. Jackie na pewno mogła coś zrobić, przez co by się nie rozdzielili, a nawet jeśli, to z powrotem by się zraz znaleźli, a nie zajęłoby to im całe cholerne trzy lata. Pewnie nawet więcej, bo Jackie chyba nie miała bladego pojęcia co się działo z resztą.
Tymczasem, Cheo i Viktora gdzieś wcięło, może nawet trafili do obozów, a Ed był martwy. I jak niby Jane miała się nie wściekać? Gdyby nie dali się wtedy tak głupio rozdzielić, to wszystko cały czas by było w porządku. Z resztą, nawet nie musiało być w porządku, wystarczyłoby znośnie! Skoro Ed już nie żył, to wystarczyłoby, żeby nie pozwolili, żeby reszta z tych rzeczy się wydarzyła, wystarczyłoby to zatrzymać, póki jeszcze się całkiem nie rozpadli. I jak ona niby miała do tego doprowadzić mając jedenaście lat?! To oni, właściwie dorośli powinni o to zadbać! To, że ostatnia rodzina Jane, która była w całości rozpadła się na kawałki, to była ich wina - Cheolmina, Glendy, Viktora i właśnie Jackie. I możecie sobie mówić że to co Jane myślała było niesprawiedliwe, ale jeszcze bardziej niesprawiedliwe było to, że jej rodzina się rozpadła po raz drugi. Z resztą, to wszystko to była sama prawda, a fakty nie mogą być niesprawiedliwe.
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-17, 16:53   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Nie była zdziwiona reakcją Janet. Ona też była nieco rozgoryczona, gdy jako jedyna pojawiła się w umówionym miejscu o czasie. Co prawda zaraz później musiała robić za przynętę, żeby reszty nie złapano, ale to szczegół.
- Przepraszam. - Może była niesprawiedliwa, ale Jaqueline rozumiała czerwoną. W końcu sama jej obiecała, że w końcu będą wolni. Nie będą musieli się bać tego, co zrobią z nimi agenci Ligii, jeśli coś im by się nie udało.
Obiecała i zawiodła. Straciła trzy lata oraz zaufanie, którym Janet ją obdarzyła. Nie mogła sobie tego darować.
- Więcej cię nie zostawię. - Nie miała pojęcia, jak Janet na to zareaguje, ale przytuliła ją. Mała Jane była dla niej, jak młodsza siostra, której nigdy nie miała. I nie miała zamiaru dopuścić, żeby stracić ją ponownie.
- Sama tutaj dotarłaś? - Oby, chociaż nie wędrowała sama. Wiadomo miała umiejętności, ale nie chciałaby, żeby Janet musiała taki kawał czasu podróżować w pojedynkę. Tego nigdy by sobie nie wybaczyła.
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-17, 18:44   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

Kiedy Jaqueline zaczęła ją przepraszać, Jane się zrobiło trochę głupio. Ciężko jest się na kogoś złościć, kiedy ten przyznaje ci rację i jeszcze cię przeprasza, a na dodatek masz świadomość, że w sumie ta osoba nie do końca jest winna. No bo przecież co innego mogli zrobić, kiedy Liga ich znalazła? Gdyby się wtedy nie rozdzielili, to teraz pewnie byliby równie martwi co Ed, a Jackie nie mogła dłużej na nich poczekać przez jakiegoś pomarańczowego. Pewnie gdyby została tę chwilę dłużej, to Jane znalazłaby na miejscu jej ciało, może przy okazji jakąś pułapkę.
Dała się przytulić, choć było po niej dosłownie czuć, że ciągle jest rozemocjonowana - była trochę cieplejsza niż powinna być. I jak niby się miała gniewać na Jackie, która nagle się znikąd zmaterializowała w środku tego ośrodka? Dużo łatwiej by było gdyby ta zrobiła coś głupiego, zamiast bez sensu przyznawać Jane rację. Bo, mimo wszystko, Wiggin nie miała zamiaru tak całkiem odpuszczać, tam w środku ciągle była zła. Choć to może była po prostu złość na tę całą przebrzydłą Ligę i jej agentów.
- Niedługo po tym jak się rozdzieliliśmy znalazłam Glendę. - I tak, słowo "znalazłam" było kluczowe. Jane sama wymyśliła gdzie będzie mogła ją znaleźć i sama tam poszła. Gdyby nie miała takiej pamięci do szczegółów, to pewnie nigdy by się nie odnalazły.
 
 
Viktor Kirov



Wysłany: 2018-02-17, 20:17   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Na całe szczęście dla dwójki dziewczyn cierpiących na ciężki przypadek niewygodnego spotkania po latach i ledwo powstrzymywanych łez, ktoś zmierzał na ratunek. Viktor co prawda wiedział, że tylko jednej z nich mógł tu szukać, ale cóż to wystarczyło, aby porzucić swoje chwilowe plany i udać się do ośrodka nad jeziorem. Zwłaszcza, że jego nogi pracowały wyłącznie na pedałach gazu i hamulca w Ciemnoniebieskim BMW serii 3, który został mu oczywiście dobrowolnie oddany przez byłego właściciela, jeszcze z uśmiechem na ustach. Co prawda paliwa tylko ubywało, ale wciąż zdarzały się stacje przy większych miastach, które nie poddały się jeszcze deterioracji niegdyś dumnego państwa jakim były Stany Zjednoczone. Póki co, mógł robić objazdy.
Jak się tu znalazł a co ważniejsze dowiedział o obecności różowowłosej telekinetyczki? Bardzo proste. Pewien przesadnie pewny siebie Czerwony próbował go zatrzymać na drodze, myśląc, ze trafił na łatwy łup w postaci nieostrożnego dorosłego, zapuszczającego się w niebiezpieczny teren. Ogniomiot pewnie jeszcze wykonywał psioniczny rozkaz tańczenia baletu na środku drogi, z jakim rozstawił go Viktor po wyciągnięciu wszelkich ciekawych informacji z jego głowy. A tych miał zadziwiająco dużo, zwłaszcza niedawne zauważenie różowych włosów w okolicy ośrodka wypoczynkowego.
Im bardziej zbliżał się do opuszczonych budynków tym więcej echa myśli w nim krążących do niego docierało. Jaqueline usłyszał pierwszą, ale ku jego zaskoczeniu, była tam też Janet. Prawie cała rodzinka w komplecie i nikogo innego, kogo mógł wyczuć. Na taką okazję trzeba było wjechać godnie i jeszcze zanim dwójka dziewczyn mogła usłyszeć samochód, ich uszu mógł dosięgnąć bass.
BMW zaparkowało pod ośrodkiem jakby nigdy nic, Viktor zgasił silnik i bezceremonialnie wyszedł z auta, rozglądając się po opuszczonym budynku. Wyglądem odstawał od tego, jak miały okazję go zapamiętać, mogąc się pochwalić granatową marynarką i porządnymi jeansami. Kogokolwiek okradł z tych rzeczy, ewidentnie miało to miejsce niedawno i ten ktoś miał gust i pieniądze.
Czy musiał znaleźć dziewczyny w budynku, czy wyszły na przeciw nadjeżdżającemu samochodowi, nie zmieniało to sposobu w jaki miał zamiar się przywitać.
- Mały czerwony ptaszek zaśpiewał, że was tu znajdę. - Zaczął, w typowym dla siebie lekceważącym sytuację stylu, wnosząc zupełnie inną atmosferę niż dziewczyny między sobą stworzyły. Jego uśmieszek jednak szybko stracił na złośliwości, przechodząc w coś co rzadko się pojawiało na jego twarzy a nazywało się szczerym zadowoleniem.
- Dobrze was widzieć. - Miał zamiar dodać, jeśli wszyscy panowali nad swoimi emocjami. Znając Jaq jednak, pewnie spróbuje zrobić coś głupiego, jak wymierzenie mu liścia, bądź kopnięcie tam, gdzie nie powinno się kopać. W takim przypadku, po prostu zablokuje jej atak i korzystając z chwili zbliżenia cmoknie ją w usta.
Czy
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-18, 22:40   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Jaqueline nie przytulała długo Janet. Jednak po latach w obozie i potem w Lidze nie była skłonna do większych wybuchów uczuć lub emocji. Już i tak dużo się odsłoniła, a zrobiła to tylko, dlatego że mała Jenny naprawdę dużo dla niej znaczyła.
- Glenda jest z tobą? - Jackie zdziwiła się. Akurat tego się nie spodziewała. Myślała, że prędzej spotka tutaj Cheolmina albo Viktora... ale nie Glendę. Cóż, zawsze ktoś potrafi ją zaskoczyć. Ludzie zawsze zaskakiwali.
Jaqueline zamarła, gdy usłyszała coś, czego w opuszczonym miejscu nie powinna była usłyszeć. I wkurzyła się. Co za debil był w stanie tak głośno afiszować się swoją obecnością? Raczej nie żaden łowca, bo ci pracowali w ciszy, żeby ofiara nie mogła ich usłyszeć. Psionicy też woleli nie obnosić się ze swoją obecnością, co pokazała Jackie oraz Janet nie używając latarek, ani innych źródeł światła.
- Słyszysz? - Jackie powstrzymała odruch podbiegnięcia do najbliższego okna. O to mogło właśnie chodzić z tymi durnymi basami, żeby wywabić potencjalne ofiary do otworów okiennych, gdzie byłyby doskonale widoczne. Nie czekając na odpowiedź Jackie pociągnęła Janet za drzwi pomieszczenia, z którego wcześniej wyszła.
Niestety to im nie pomogło, bo usłyszały kroki, a następnie w drzwiach pojawiła się obca sylwetka. A wraz z nią niesamowicie denerwująco zadowolony z siebie głos.
- Właśnie w niezwykle donośny sposób oznajmiłeś wszystkim, gdzie należy szukać idioty. Gratuluję. - Rozsierdzona Jackie stanęła na przeciwko Viktora. Dlaczego zawsze jest taki... taki... lekkomyślny? W końcu kiedyś go złapią. A ich razem z nim.
- Równie dobrze mogłeś zawiesić na wejściu transparent z napisem: tutaj przebywa Viktor Kirov i spółka. Złapcie nas. - Z jednej strony cieszyła się, że jednak go nie złapali. Jednak z drugiej strony miała ochotę teraz go stłuc na kwaśne jabłko za tę głupotę albo zniszczyć ten cholerny samochód, albo jedno i drugie, albo stłuc jego za jego głupotę...
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-19, 22:53   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

W pierwszym odruchu chciała odpowiedzieć że nie, a na pytanie czy z kimś podróżuje odpowiada że z Glendą tak dla hecy, ale chyba mogła sobie dzisiaj odpuścić trochę sarkazmu, zwłaszcza że chyba nie za bardzo chciała być uszczypliwa względem Jackie. Była zła o te kilka lat rozłąki, ale w sumie koniec końców cieszyła się, że w końcu na siebie trafiły.
- Tak, gdzieś w drugiej części ośrodka - odpowiedziała Jane.
W pierwszym odruchu, kiedy usłyszała muzykę uznała to za strasznie zabawne, w końcu ta piosenka była tak tragicznie kiepska a przy okazji można było puszczać takie rzeczy zupełnie bezkarnie. Bo co? Policja ma niby kogoś oskarżyć o zakłócanie porządku i to na zupełnym odludziu? Może przed epidemią. Teraz każdy mógł robić co mu się żywnie podoba.
Dopiero reakcja Jaq ściągnęła Jane do rzeczywistości. Może i mogli robić co tylko chcieli, ale nie mogli zapominać, że zawsze ktoś na nich poluje albo chce im zabrać wszystkie cenne rzeczy. Znaczy no, mogli, ale wtedy kończyli martwi albo w obozie. Jane od razu zajęła w pokoju taką pozycję, żeby móc zgrillować potencjalnego napastnika, a potem skopać mu dupę. Plus był taki, że w przez tę muzykę nie usłyszy białego szumu... bo przecież nie mogli puścić go z tych głośników, prawda? Potrzebne były do tego specjalne urządzenia. I tak poruszyła się niespokojnie na myśl o tak silnym i głośnym białym szumie. Byłyby wtedy zupełnie bezbronne.
Kiedy w końcu ktoś otworzył drzwi Jane już zaczęła używać mocy, już miała podpalić potencjalnego wroga, ale zorientowała się że to był Viktor. Zdążyła się w porę powstrzymać, ale Kirkov pewnie poczuł nieprzyjemny gorąc na twarzy, może nawet mu się brwi albo broda trochę skręciły/stopiły od ciepła.
- Viktor! - ucieszyła się na jego widok.
I tak, Jackie miała rację, pewnie wszyscy w okolicy już wiedzieli że ktoś tutaj jest i pewnie ściągnęli sobie na głowę masę łowców, ale dziewczynka jakoś nie mogła się tym martwić. W końcu byli w komplecie, agenci Ligii, niebieska, pomarańczowy i czerwona (iiiii zielona gdzieś poza kadrem). Kto niby miałby im podskoczyć? Niech łowcy przychodzą, nie wyjdą stąd żywi.
- To było debilnie głupie - skomentowała wejście Kirkova po całym rage'u Jackie - Podoba mi się - wyszczerzyła się.
 
 
Viktor Kirov



Wysłany: 2018-02-20, 09:24   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Lekkomyślny. Phi. Prawda, Viktor uważał się za lepszego od wielu osób, ale znał dokładnie swoje limity. Wiedział na przykład, że organizacje, które były w stanie się przed nim ukryć miały środki, by wykryć jego zbliżanie się do ośrodka wypoczynkowego, nawet, jeśli czołgałby się przez błoto. SSP i inne pseudomilitarne organizacje miały dostęp chociażby do termowizji i podczerwieni. Organizacje wykorzystujące psioników natomiast na operacjach zwiadowczych/poszukiwawczych pewnie mieli własnych pomarańczowych. Pojedyncze jednostki natomiast nie były dla nich żadnym problemem.
- Każdy kto może się przede mną ukryć wykryłby mnie niezależnie co bym zrobił. - Przedstawił swoją o wiele dłuższą rozkminę w krótkiej wersji, posiłkując się jedynie wywróceniem oczami w kwestii mimiki i nutą rozczarowania w głosie. Aż tyle wiary w jego zdolności straciły? Widać Jaq odwykła od jego sposobu bycia przez okres ich rozłąki, ale cóż. Przynajmniej jej pędzące myśli na temat tego, co powinna z nim zrobić były zabawne. Na tyle, że nie mógł się powstrzymać od sarkastycznego uśmieszku.
- Jeśli tak bardzo chcesz mnie ukarać, musisz poczekać aż nieletni pójdą spać. - Rzucił do niebieskiej z mieszanką flirtu i humoru w głosie, jednocześnie przechodząc w stronę Janet, której rozczochrał włosy jak denerwującej młodszej siostrze, za którą mimo wszystko weszłoby się w ogień. - Przynajmniej jedna z was się cieszy na mój widok. - Dodał, tym razem już po prostu będąc okazem szczerego zadowolenia z sytuacji. W przeciwieństwie do nich, nie wydawał się chętny do rozpamiętywania ich rozłąki, wybierając skupienie się na dniu dzisiejszym.
- No, to opowiadajcie. Jak sobie radziłyście i jakie macie plany?- Zaczął ponownie po chwili, którą wykorzystał na przejście do resztek mebla, który kiedyś musiał być kredensem, tylko po to, by na nim usiąść, przodem do dziewczyn. Widać nie tylko jego tendencja do kontrolowanego ryzyka się nie zmieniła, ale też jego słabość do zwykłej rozmowy zamiast wyciągania odpowiedzi z czyichś głów wciąż była na miejscu. Cokolwiek działo się w czasie ich rozłąki, widocznie nie wpłynęło na niego szczególnie. Czy to dobrze czy źle, to już same musiały ocenić.
 
 
Pravi Yuriev



Wysłany: 2018-02-21, 18:02   
   Multikonta: [MG]/Nicki/Jay
   GG/DC: FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Mistrz Gry


Kiedy cała trójka radośnie trajkotała, rozpamiętując stare czasy po ośrodku krążyła wściekła dziewczynka. Niska, z ciemnymi długimi włosami, sięgającymi poza tyłek i zasłaniającymi twarz. Wyglądała na może dwanaście lat. Miała na sobie porwaną sukienkę, za krótką na jej chude ciało. Szła boso, dłonie miała zaciśnięte w pięści, które co chwila iskrzyły się ogniem. Wyglądała jak dziewczynka z horroru, tylko że to nie był horror. To było prawdziwe, a dziewczynka zbliżała się do grupki, idąc ciemnym korytarzem w ich stronę.
-Czemu tu weszliście!? - zapytała dziecięcym, ale zachrypniętym głosem jakby nie mówiła od dłuższego czasu.
 
 
Jaqueline Norton



Wysłany: 2018-02-21, 20:44   
   Multikonta: Kalina Pawliczenko, Suzy Kim
[Cytuj]

Nadal nie była przekonana, co do nieszkodliwości wyczynu Viktora. Właściwie to powinna była się tego spodziewać, gdyby wiedziała, że się tutaj pojawi. Większą urazę miała do niego za to, że nie szukał jej po ucieczce, tylko poszedł gdzieś w swoją stronę. Ona szukała ich wszystkich. A on jej nie... Nie wiedziała, co o tym ma myśleć.
- Mniejsza... jeśli kogoś zwabiłeś, to już i tak mleko się rozlało. Teraz wypadałoby poszukać Glendy, jest gdzieś w budynku. Z tobą nam pójdzie łatwiej. - Nadal nie była zadowolona z cyrku, który zrobił przed ośrodkiem, ale starała się nie okazać tego o sobie. Zresztą... długo nie mogła się na niego wkurzać. Nie po jego drugim tekście.
- Heh, żebyś wiedział, że nie omieszkam cię ukarać. - Uśmiechnęła się krzywo. Widocznie dawno żadna niebieska nie rzuciła nim porządnie o ścianę. Należało do nadgonić i miała nadzieję, że będą mieli na to naprawdę dużo czasu.
- Nic ciekawego. Unikanie większych grup zrobiło się trudniejsze. I nie mam żadnych planów. Słyszałam o obozie wolnych dzieci. Takim obozie od psioników, dla psioników, ale został zniszczony. - Myślała, że tam może znajdzie się schronienie, ale skoro OWD nie istniało to nie było sensu tam iść, a dalej oznaczało to, że nie miała żadnych planów.

Niestety prawie sielska atmosfera się skończyła w momencie pojawienia się małej dziewczynki, która wyglądała niczym czarci pomiot. Jaqueline spojrzała na Viktora z wyrzutem. Dlaczego nie powiedział, że się zbliża? Tak czerwona zastała ich w pomieszczeniu, z którego nie mieli innej drogi ucieczki.
- Jest to jedyne schronienie w promieniu kilku kilometrów. Niedługo nas tu nie będzie. - Starała się nie irytować, bo wtedy dziewczynka skończyłaby, jako rozgnieciona plama na podłodze, czy coś w tym stylu. Dlatego spróbowała innej strategii, którą było bycie miłym. Może akurat mała odpuści, a oni sobie stąd pójdą?
 
 
Janet Wiggin



Wysłany: 2018-02-21, 22:22   
   Multikonta: -
   GG/DC: @Kaczka#4211
[Cytuj]

- Ty pierdolony dupku, ja tutaj stoję - fuknęła na Viktora, kiedy tylko usłyszała komentarz o nieletnich. Z resztą, według prawa już nie była nieletnia, więc nawet jeśli chciał być zabawny, to był skończonym idiotą. Mimo wszystko, dała mu poczochrać swoje włosy i nawet, trochę, odrobinkę, prawie wcale się przy tym zaśmiała. Jakoś nie mogła się długo złościć, kiedy znowu byli (niemal) w komplecie.
- OWD to była jakaś skończona porażka, rozpadli się przez samych siebie - wtrąciła się. - Lepiej nie przyłączać się do takich grup, tylko przeszkadzają w działaniu. - Nie było tak? Im większa grupa, tym łatwiej dać się wykryć, a inni zwykle nawet nie potrafili walczyć. Mało kto miał wyszkolenie agenta z Ligi Dzieci, nie mówiąc już o tym, że połowa psioników miała absolutnie debilne pomysły.
I jak na zawołanie, przyszła do nich mała dziewczynka (nie żeby Jane była tylko dwa lata starsza) i zaczęła mieć do nich pretensje. Młody geniusz, prawda? Nie umiała liczyć? Nie wpadła na pomysł, że każde z nich potrafi lepiej walczyć niż ona i jest pięćdziesiąt razy lepiej przygotowane do życia w tym świecie? Dajcie spokój, nie mogła sobie nawet znaleźć pary butów czy czegoś lepszego niż za ciasna sukienka, a był środek zimy. Może gdyby ich grzecznie poprosiła, to by się zgodzili jej pomóc i pokazali jak sobie radzić. A tak? Niech spierdala.
- Bo mogliśmy - odpowiedziała, zupełnie ignorując pokojowe nastawienie Jackie. - A teraz spadaj. Shooo. - Zrobiła taki gest ręką, jakby właśnie przepędzała małe dziecko.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons