you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Stacja benzynowa
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-01-13, 00:31   Stacja benzynowa [Cytuj]

STACJA BENZYNOWA

Opuszczona, zaniedbana stacja benzynowa. Dystrybutory są oblepione kurzem, każda szyba, jaka kiedykolwiek była w okolicy została strzaskana tworząc na ziemi tęczowe kryształki odbijające rozszczepione w tęcze światło. W samym budynku stacji nie zachowało się nic, oprócz ścian, kilku poprzewracanych półek oraz lady, na której stoi zepsuta i pusta kasa fiskalna. Drzwi od zaplecza smętnie zwisają na zepsutych, cicho poskrzypujących przy każdym ruchu zawiasach. Całe miejsce wygląda smętnie i na pewno nie przypomina tego samego miejsca w jego najlepszych dniach.
 
 
Dreama Vin-Eurico


Wysłany: 2018-02-19, 22:27   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Przeklęte Idaho. Przeklęte połacie lasu, które przyszło przemierzać samotnej dziewczynie, przeklęta noga dokuczająca coraz uporczywej i niedająca nawet chwili westchnienia.
Z dnia na dzień czuła się coraz gorzej, ciągła podróż i przemieszczanie z miejsca na miejsce nie służyło nikomu, a tym bardziej osobie na co dzień borykającej się z dość paskudną infekcją. Chociaż od feralnego strzału minęły lata, rana dalej nie chciała się zagoić, właściwie to nigdy nie uzyskała pomocy medycznej, bo od kogo. Edmunda nigdy nie obchodził los jego podopiecznej, mogła wyć z bóli czy strachu, dopóki żyła i mógł dowolnie korzystać z umiejętności przez dziewczynę posiadanych, nie widział potrzeby w ulżeniu cierpienia swej"podopiecznej".
Wszystko odbiło się na zdrowiu dziewczyny, wszelkie podkłady energii i resztki sił, spakowała w ucieczkę i właściwie od roku, odkąd zaczęła samotną podróż, nie miała siły na prawdziwy i bezpieczny sen w dobrym miejscu. Marzyła o namiocie i ciepłym śpiworze, ale jedne co brunetce udało się zawinąć, właściwie w ostatniej chwili było starym i zdezelowanym, czarnym kocem.
Zmęczona czuła, że ciągnie na ostatkach sił; szukała schronienia, miejsca, w którym będzie mogła się skryć przed chłodem i wiatrem. Starą stację benzynową napotkała na swej drodze kilka dni wcześniej; na początku czuła strach i wolała nie ryzykować, przez kilka dni obserwowała ją z daleka, by upewnić siebie w tym, że nie jest zajęta przez przeklętych łowców czy innych psiaków, niezbyt dobrze nastawionych do osób postawionych w identycznej sytuacji.
Miejsce wydawało się bezpiecznie, chciała tam spędzić kilka dni, zregenerować siły, założyć nowe bandaże, a potem ruszyć dalej. Gdzie? Ona sama nie wiedziała. Najprawdopodobniej do lasu, bo tam czuła się najbezpieczniej i najlepiej, ale gdyby pojawiła się jakaś lepsza okazja, to skorzystałaby z niej w każdej chwili.
Na głowę narzuciła kaptur czarnej bluzy i podciągnęła do góry czarną bandamkę, dokładnie zakrywając nos i usta. Dzięki wysokiemu wzrostowi sprawiała wrażenie starszej, a brązowa, poniszczona skórzana kurtka powodowała, że wyglądała na masywniejszą, dopiero kiedy pokazywała skrawki ciała, wychudzone nogi i ręce, można było zauważyć zdecydowane braki w masie ciała. Musiała przyznać, że czasem i umiejętności przekazane przez ojca były bezużyteczne, szczególnie w porze zimowej, kiedy to większość zwierząt zapadała w sen. Musiała oszczędzać zapasy, bo nigdy nie wiedziała co się przydarzy, traciła na wadzę.
W okolicy nie zauważyła intruzów, przed ujawnieniem swej pozycji upewniła siebie samą pięć razy, ostrożność była podstawą, nauczona przez życie, że nie można ufać nikomu, nie mogła i nie mogła pozwolić złapać się łatwo. Przed śmiercią chciała sprawić swemu oprawcy krzywdę, tak by to do czego pomiędzy nimi doszło, zapamiętał na długie lata.
Do środka wejść nie było trudno, nie musiała wybijać okien, ani wyważać drzwi. Miejsce straszyło swym wyglądem, ale jej to pasowało. Nie spodziewała się tego, że ktokolwiek inny postanowi tam wejść, bo i po co. Wszystkie drogocenne rzeczy zniknęły ze stacji już dawno, pozostał tylko kurz i brud, i przeklęta kasa, swego rodzaju relikt przeszłości, świadczący o tym, że to miejsce mogło kiedyś tętnić życiem.
Na zapleczu nie spotkała żadnych niespodzianek, rozłożyła więc koc na brudnej podłodze i położyła się na nim, by po chwili usnąć. Nie spodziewała się, że dojdzie do tego tak szybko, ale nie potrafiła powstrzymać samej siebie. W środku było dużo cieplej niż na dworze i chociaż cztery ściany ograniczały drogę ucieczki, to nie potrafił powstrzymać opadających powiek.
_________________


when you say It's gonna happen now,
well, when exactly do you mean?
see I've already waited too long,
and all my hope is gone
 
 
Tobias Max Falkins


Wysłany: 2018-02-20, 18:26   
   Multikonta: Nie
[Cytuj]

#1

W poszukiwaniu spokoju podróżował bardzo dużo. Przemierzał stany od wschodu aż po zachód. Nie pamiętał jak znalazł się w Idaho. Przecież jeszcze nie dawno był w Michigan – w rodzinnym Detroit. Teraz miał dużo bliżej do Vegas. Głupie plotki wystarczyły by wyruszył w kierunku cholernej pustyni. Pragnął trafić do Miasta Aniołów, gdzie kryjówek było co niemiara. Chciał się ukryć, wyciszyć i odpocząć od popierdolonej codzienności. Bezsensownej codzienności. W końcu gdzie w niej sens, kiedy każdy chce Cię dopaść. Nawet pomimo swoich wyjątkowych zdolności, Pomarańczowych chłopak nie potrafił zrozumieć innych. Czy tak ciężko było pogodzić się z losem, który spotkał ludzkość? Nowe pokolenie stało się wyjątkowe. Kolejny przejaw zwykłej ewolucji, który był niezbędny by iść na przód.
Ciemność nadchodziła wraz z dwudziestolatkiem. Wielka nocna chmura poruszała się znacznie szybciej od młodzieńca i zmuszała go do znalezienia kryjówki. Przeczekania kilku godzin do rana, by o świcie znowu wyruszyć w niekończącą się podróż. Męczyło go to. Tak cholernie męczyło. Od dźwigania plecaka miał już czerwone odciski na barkach. Przetarcia, które piekły przy każdym dotyku. Miał problem nawet by ściągnąć ubrania. Chyba cieszył się, że nie było takiej potrzeby.
Stara stacja benzynowa wydawała się idealna do odpoczynku. Na totalnym odludziu, wydawała się być niezamieszkana. To dobrze, miał szansę by w spokoju zmrużyć oczy. Jakby to jeszcze było takie łatwe…
Pod osłoną nocy, ze spokojem wszedł do środka by się nieco rozejrzeć. W mroku niewiele było widać. Srebrzyste pajęczyny błyszczały się na opustoszałych półkach. Szkoda, tutaj też nie znajdzie niczego dobrego. Właściwie to nie miał czego się dziwić. Po tylu latach epidemii, ludzie już dawno zabrali to co najważniejsze, pozostawiając jedynie kurz. Palcem starł odrobinę półki. To trochę głupie, ale strasznie źle się czuł w takim syfie. Od razu miał gorsze samopoczucie. W poszukiwaniu spokoju poszedł na zaplecze, a tam bardzo mocno się zaskoczył.
Na podłodze z niezwykłym spokojem spała dziewczyna. Nic dziwnego, że nie poczuł wcześniej jej obecności. Pozbawiona zbędnych myśli mogła zwyczajnie odetchnąć. Mówiąc szczerze, to Max nieco zazdrościł jej. Sam nie potrafił się do końca wyciszyć. Zawsze czuwał.
Nie chciał jej budzić, ani przeszkadzać. Wiedział jak bardzo trudno jest zasnąć w dzisiejszych czasach. Nawet nie obchodziło go to, że mogła się okazać wrogiem. Dobre serce chłopaka znowu dało o sobie znać. Chciał jej zapewnić nieco spokoju. Pod nosem ciemnowłosej zostawił zamkniętą puszkę konserwy i wrócił opustoszałej części sklepu. Przysiadł tuż obok kasy na starym blacie, a czołem oparł się o brudną szybę. Czuwał by nic złego się nie stało, dopóki nie zasnął ze zmęczenia.
 
 
Dreama Vin-Eurico


Wysłany: 2018-02-21, 23:52   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Największy szmer nie był w stanie obudzić Dreamy; sen okazał się zbawieniem, wymęczony organizm właściwie pozbawiony snu przez ostatnie kilka dni był wykończony. Głupie sześć godzin całkowicie wyciągnięte z życia mogły zakończyć się tragicznie źle, ale nie potrafiła powstrzymać tego, co zaszło; przez chwilę poczuła, jakby znajdowała się w chatce, spała na najprawdziwszym materacu, a w pokoju obok znajdował się ukochany ojciec. Tak jednak nie było, najprawdopodobniej nie miała już nigdy zaznać spokoju i albo zginąć z rąk łowców, albo rządu.
W pierwszym momencie nie zauważyła puszki z konserwą znajdującej się właściwie obok nosa dziewczyny. Zmroczona snem znów poczuła ból i mruknęła niezadowolona. Powoli podniosła się do pionu, by rozejrzeć na boki, spojrzała w dół, a wzrok Vin-Eurico przykuło tak dawno niewidziane jedzenie. Zmarszczyła brwi i podniosła puszkę do góry by powąchać zawartość. Pachniało wyjątkowo normalnie, ale nie miała odwagi, by spróbować to, co było tak bardzo nieznanego pochodzenia. Dopiero po chwili oprzytomniała; ktoś odkrył to miejsce, ktoś tu był i nie poderżnął gardła przez sen. Dziwne, tego spodziewała się po każdym napotkanym człowieku. Taka śmierć wydawała się jej jednak wyjątkowo łaskawa i spokojna, dużo gorsze były przecież tortury serwowane przez rządowych w obozach.
Najciszej jak się dało, wstała, chociaż ból z minuty na minutę stawał się coraz większy. Zwinęła swój kocyk w kostkę, by schować go do plecaka; ostrożnie zbliżyła się do ramy drzwi i wstrzymując na chwile oddech, wyjrzała za nią, delikatnie, tak by nie zostać zauważoną.
Widok, jaki zastała był dziwny i całkowicie nieznany. Serce biło jak szalone, chociaż jeszcze przed chwilą organizm zachowywał się normalnie. Schowała się z powrotem, by na moment uspokoić spanikowane ciało. Czy był podobny do niej? Nie wiedziała. Zauważyła niewiele, lecz na pierwszy rzut oka wydawał się starszy... I chyba już dawno skończył 21 lat.. Więc czy był łowcą? Czy konserwa pozostawiona pod samym nosem była na szprycowana środkami usypiającymi? Paranoiczne myślenie tylko napędzało strach, czuła ogromny stres. Powietrze zgęstniało, zimny pot oblał wychudzone ciało Dreamy.
Zaczęła analizować. Okno dawało szanse na przeżycie, ale co jeśli na dworze czekała na nią reszta świty nieznajomego, co jeśli to była zasadzka? Zresztą wiedziała, że skok na chorą nogę nie był zbyt rozsądny, szczególnie że ta była już wystarczająco nadwyrężona. Nie mogła biec czy uciekać. Pozostało tylko jedno. Atak.
Zanim spostrzegła, już kierowała się na swego wroga, nie myślała o konsekwencjach, o tym, że może być dobrze nastawiony, chciała go uszkodzić, unieszkodliwić i zwiać na tyle szybko, na ile pozwoli obolała noga. Paraliż był najskuteczniejszy, działał za każdym razem, pozwalał skutecznie unieszkodliwiać zwierzęta, ale i kilku ludzi udało się Dreamie nim potraktować, tak miło być i w jego przypadku.
Dłoń miała schowaną za siebie tak, by nie mógł podejrzewać zamiarów dziewczyny, chociaż mina Vin-Eurico mówiła wiele za siebie. Błyskawicznie wysunęła ją do przodu, dotknęła policzek nieznajomego, a ten przebudził się, chociaż było już za późno. Posłała jedno skuteczne, ale dość delikatne porażenie i bez słowa ruszyła w stronę drzwi, by wyjrzeć na dwór i upewnić się w tym, że nikogo więcej tam nie ma.
- Jesteś tutaj sam? - rzuciła oschłym tonem w stronę chłopaka. Powinna się zabierać, ale coś nie dawało jej spokoju. Skoro spał to być może nie chciał jej skrzywdzić.. Wszystko było możliwe, a natura Dreamy nie pozwalała jej odejść, nawet jeśli wiedziała, że następny atak, kolejny paraliż może się nie powieść.
_________________


when you say It's gonna happen now,
well, when exactly do you mean?
see I've already waited too long,
and all my hope is gone
 
 
Tobias Max Falkins


Wysłany: 2018-02-23, 20:51   
   Multikonta: Nie
[Cytuj]

Nawet w tak nieprzyjemnej pozycji, spało mu się bardzo dobrze. Chyba zmęczenie wyraźnie dało się chłopakowi we znaki, bo mógłby tak spędzić jeszcze kilka kolejnych godzin. Niestety nie było mu dane odpocząć. Śpiąca dziewczyna z zaplecza w dosyć brutalny sposób obudziła Maxa. Chamstwo, bo przecież on jej nie przeszkadzał, a nawet okazał nieco dobrego serca oferując śniadanie – byle jakie, ale zawsze jakieś. Prosto do twardego łóżka…
Zaspany, z początku nieco spanikował. To straszne kiedy nie możesz się ruszyć, chociaż bardzo tego chcesz. Słysząc jakieś słowa, szybko się połapał, że to kolejny głupi psionki. Swoją drogą naprawdę głupi. Pytaniem mocno zaciekawiła Falkinsa. Jak to sobie wyobrażała, że kompletnie sparaliżowany człowiek jej odpowie? Gdyby tylko mógł, westchnąłby bardzo przeciągle. Czasem naprawdę zastanawiał się czy poza zielonymi nie było już rozsądnych ludzi. Świat może i zmienił się bardzo diametralnie, zdecydowanie cofnął się w rozwoju o dobrych kilkadziesiąt lat, ale czy był to wystarczający powód do popadania w jeszcze większy obłęd i napadanie wszystkich dookoła. Najgorsze w tym wszystkim były chyba dzieciaki, które nie potrafiły opanować swoich mocy. Niby rozumiał, że to kwestia doświadczenia, ale i tak trochę wkurwiały. =
Na całe szczęście, nie potrzebował kontroli nad własnym ciałem, by wejść w umysł dziewczyny. Tak bardzo nie lubił tego, kiedy mieszały mu się myśli. Dostawał wtedy jakiejś pierdolonej schizofrenii. Tym razem było chyba trochę łatwiej. Ciemnowłosa miała prawdziwą paranoje na punkcie zagrożenia. Panikowała jak jakiś głupi trzylatek, którego matka zniknęła za rogiem. Przecież to ona była tą straszną, to jej się bali zwykli ludzie – należała do nowego, wyjątkowego pokolenia. Zabawne, że nie potrafiła tego zrozumieć, chociaż spod sterty głupich myśli przebijał się zdrowy rozsądek. Chociaż go nie rozumiała, to instynktownie słuchała.
Czuł się dziwnie, bardzo dziwnie. Bał się, że jak zacznie szeptać jej w głowie, to ze świruje jeszcze bardziej. Gdyby tylko mógł, to spojrzałby na nią bardzo wymownie. Niestety przez paraliż jedyne co mógł zrobić, to przewrócić oczyma. Miał tego dosyć, więc jako cichy głos zdrowego rozsądku szepnął dziewczynie - wypuść go idiotko. Brzmiał bardzo przekonująco. Właściwie to był rozkazem, któremu dziewczyna nie mogła się oprzeć. Jeśli chciał, to potrafił być bardzo przekonujący. Głownie dzięki temu przeżył tak długo.
-Nie kurwa, są jeszcze Chip i Dale – odparł bardzo ironicznie i nieco zirytowany. Już wolny, wskazał gdzieś na pustą przestrzeń w pomieszczeniu. Miał nadzieję, że ciemnowłosa zrozumie ten głupi żart i że to jakieś wyimaginowane postacie, które akurat przyszły mu do głowy. Z drugiej strony mógł się po niej wszystkiego spodziewać, a w szczególności tego, że weźmie to za prawdę i zechce go zaraz zabić.
 
 
Elena Pagano



Wysłany: 2018-02-25, 18:16   
   Multikonta: -
   GG/DC: 39092037
   Mów mi: Ellen
[Cytuj]

Mistrz Gry - Italiana




Dreama szła, nie zauważała nikogo, owszem. Jednak czy to znaczy, że nikt nie zauważył jej? Kaptur, ubranie starające się zatuszować detale sylwetki. A prócz tego jeszcze - bandana. Tak oto, dzielnie podróżująca Dreama, przykuła uwagę krążącego tam... Jacka. W pierwszym momencie, mając podejrzenia że to jego nowy cel, miał ochotę przejść do rzeczy, dopóki nie pomyślał jednego: ona może iść do swoich znajomków. A im ich więcej tym lepiej, jeśli zostaną złapani, nie? Przynajmniej on tak uważał. Niczym cień, niezauważenie, bezszelestnie śledził dziewczynę. Kiedy dotarła do stacji, on się zatrzymał w ukryciu i czekał. Nie marzł jakoś specjalnie, był na to przygotowany. Ciepła kurtka z kożuchem, która go dobrze ogrzewała, do tego jeszcze rękawice. No i uszykowana broń. Przez lornetkę obserwował chwilę stację. Po jakimś czasie, gdy zapadał zmrok, zauważył kolejną osobę. Dla niego było to jak skumanie się po prostu.
Po jakimś czasie jak ten wszedł, ruszył, starając się być niewidocznym dla kogokolwiek za jej oknami. Akurat wtedy kiedy oboje spali. Po tym podszedł do budynku i zaczął szukać tylnego wejścia, cicho, jak kot ostrożnie robiąc kroki. Broń ze środkiem usypiającym była gotowa. W końcu zatrzymał się przy tylnych drzwiach i nasłuchiwał, starając się wstępnie określić ile jest osób w środku, już w trakcie ich rozmowy. Dziewczyna... Chłopak... Słysząc kroki czmychnął za śmietnik. Niezauważony, czekał aż dziewczyna wróci. Jedyne co mogło zdradzić obecność, to przypadkowe usłyszenie myśli przez Tobiasa
_________________
Elena
Pagano
Until forever ends
[mru]
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-05-11, 17:46   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

Kod:
Powyższa rozgrywka umarła. Więc się tu wpycham.


Czy słońce, czy deszcz Idaho wygląda jak cholerna pocztówka z wakacji. Nie istotne, że wiele osób teraz walczy o życie błąkając się po lasach by nie zostać kolejnym zwierzątkiem w klatkach obozu koncentracyjnego i ich jakże uprzejmych smutnych panach w czarnych mundurach. Z resztą ona robiła teraz to samo, a i tak w ten słoneczny wieczór wszystko wyglądało tak magicznie. Wreszcie wylazła z lasu, gdyż drogę blokowała jej sterta powalonych kamieni. Idąc po krawędzi lasu obserwowała otoczenie, ponieważ tylko tego jej brakowało, żeby gdzieś na horyzoncie poza nią pojawiły się oddziały, że tak powiem "pozyskujące" nowych członków obozu. Gdy tyle czasu uciekasz, a od pewnego czasu całkiem sama stajesz się przewrażliwionym kłębkiem nerwów, który śpi z jednym okiem otwartym i zaciśniętym palcem na spuście. Niczym raperzy w centrum getta. Idąc tak i uważnie skanując teren zauważyła jakieś budynki, a mieniące się na ziemi szkło wydawało się wołać ją niczym jakaś magiczna lokacja z gry RPG gdzie przeniesie się do fantazyjnej krainy lam-jednorożców i szalonych kapeluszników. Zbliżając się do niej Vic miała nadzieję znaleźć chociaż parę puszek konserw na dalszą drogę. Dotarła tuż przed drzwi i spojrzała na zniszczoną witrynę sklepową, ściany pomazane sprayami. Miejsce na odpoczynek dobre jak każde inne, a przynajmniej gdy schowa się w środku to nikt jej z zewnątrz nie zauważy. Weszła do środka trzaskając pod butami potłuczone szkło i przeszła za ladę. Pieniądze jej nie będą potrzebne, ale może jakieś baterie, butelki z wodą czy jakieś konserwy bardzo by ją ucieszyły. Zaczęła przeglądać pozostałości mimo wszystko starając się zachować pełną ciszę.
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-12, 23:16   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

Szkło na stacji benzynowej było częściowo widoczne z zewnątrz tylko z jednego powodu - zadaszenia nad dystrybutorami. Wszystko co było dookoła budynku, a nie znalazło się pod wiatą było przysypane skrzącym się śniegiem, gdzieniegdzie tylko naruszonym przez widocznie stare ślady jakichś istot, które się kręciły po okolicy. Ciężko jednak było stwierdzić, czy to jakieś zwierzęta, czy człowiek zostawił te tropy.
Budyneczek zaś był pełen przeciągów i raczej nie nadawał się na idealne schronienie. Było w nim piekielnie zimno, do środka co jakiś czas wraz z wiatrem wpadały drobinki śniegu. Szkło cicho zgrzytało pod butami Victorii. Po wejściu do sklepu przy każdym ruchu dziewczyna wzbijała w górę chmurę kurzu. Od dawna nikogo nie było w tym miejscu, a ono samo było już doszczętnie splądrowane ze wszystkiego, co potencjalnie mogło się kiedykolwiek przydać. Pod ladą jednak dziewczyna mogła znaleźć paczkę zapomnianych przez świat baterii AAA. Cała okolica wyglądała na opuszczoną od dawna, jednak nagłe ukłucie w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę było znakiem, że jednak ktoś oprócz Vic jeszcze w tej okolicy przebywał. Jeśli dziewczyna pomacała się po tyłku natrafiła na małą strzałkę ze ślicznym, jaskrawo pomarańczowym puszkiem na jej końcówce. Puszek z pewnej perspektywy mógł wyglądać w sumie nawet jak kwiatek. Póki co jednak, dziewczyna nie odczuwała żadnych efektów ubocznych postrzelenia strzałką. Jedynie jakby miała trochę więcej energii.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-05-13, 16:21   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

Przeglądała wszystko z wielką starannością bo nigdy nie wiedziała co może się przydać. Nie mogła jednak nieść tony rzeczy jak jakiś juczny wół. Wystarczyło jej kilka konserw, butelki z wodą i inne drobne rzeczy, żeby nie okazało się że utrudniają jej poruszanie się. Wbrew temu, że wiało tu cholernie to było to naprawdę urocze miejsce, niemal magiczne. Kontynuowała przeszukiwanie pomieszczenia, gdy wreszcie znalazła paczkę baterii. Baterie! Sprawdziła uważnie opakowanie, by być pewnym braku wylanego z nich kwasu, a gdy okazały się być sprawne wrzuciła je radośnie do plecaka. Dla wielu osób trzy paluszki AAA były kompletnie nie czym, ale gdy masz latarkę możesz nadrabiać drogę w nocy, gdy przez pół dnia się ukrywasz i przy, gdy jesteś w jakimś ciemnym pomieszczeniu to możesz z łatwością je przemierzać. Same plusy. Była okropnie dumna z siebie, gdy pierwszy raz ją znalazła. Leżała sobie w szufladzie w jednym z opuszczonych domów dawno temu, ale pierwsze działające baterie znalazła dopiero gdy przebywała z Flower i resztą.
Poprawiła rękawiczki, które w taką pogodę się naprawdę przydawały ogrzewając dłonie dziewczyny. Po chwili poczuła dziwne ukłucie jakby jakaś komarzyca na sterydach dziabnęła ją w pośladek. Zmrużyła oczy i zacisnęła zęby zasłaniając dłonią usta. Szeptem wyprzeklinała osobę, która zostawiła tutaj... Co właściwie? Pomacała się po tyłku i namierzyła strzałkę. Wyglądała jak te, którymi się poluje na łosie gdy chce się je oznakować. Widziała to kiedyś w podręczniku. Poderwała się i schowała za ścianą sięgając do plecaka. Pół magazynku, 8 naboi, więc w razie czego powinna dać radę się obronić. Ziewnęła cicho wypuszczając z ust chmurę pary. Jakoś ją to wszystko zmęczyło, cała ta podróż. Musiała się zdrzemnąć. Ale jeszcze nie teraz. Kto mógł polować na nią? Czy jej czarne spodnie przypominały ciało jakiegoś dzika, czy co?
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-14, 22:07   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

Na zewnątrz przez dłuższą chwilę Victoria nie mogła zobaczyć nikogo. Z zupełnie drugiej strony budynku jednak nadbiegały dwie osoby, których myśli mogłaby wyczuć, jeśli zamierzała użyć umiejętności pasywnej. Dwie osoby, całkowicie nie związane ze strzałką. Będą przyjaźnie nastawieni, czy jednak Vic powinna się schować?
Obojętnie od tego, co zamierzała zrobić Vic mogła poczuć jak poziom jej mocy niebezpiecznie się podnosi. Czuła się jakby dostała nagłego kopa i moce, które posiada stały się dziwnie silniejsze tak, że ciężko było jej je kontrolować. Serce zaczynało jej walić jak po szaleńczym biegu, a źrenice delikatnie zaczynały się rozszerzać pod wpływem tajemniczej substancji ze strzałki. Dla Vic wszystko się jakby wyostrzyło, irytując wyrazistością i jasnością. Do tego myśli osób podbiegających do stacji benzynowej nasilały się coraz bardziej, tworząc wewnątrz jej głowy kakofonię dźwięków.
____
Aktualnie w temacie są: Victoria, Ren i [NPC] Joker.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Baek Hyun Kim



Wysłany: 2018-05-14, 22:14   
   Multikonta: Ren Ryuu
   Mów mi: Cieniu
[Cytuj]

Początek trasy był łatwy i przyjemny nawet, jeśli skąpany w bielutkiej pierzynce zwanej śniegiem. Czerwony starał się nie odstępować towarzysza na krok, chociaż i tak skończyło się na tym, że biegł w zasadzie za nim. Dlaczego? Ponieważ mężczyzna znał te tereny o wiele lepiej, a poza tym łatwiej przemieszczało się po już udeptanej ścieżce niż tej nietkniętej i przyozdobionej grubą warstwą zimnego śniegu. Innymi słowy wygrał zdrowy rozsądek czerwonego, tudzież jego strzępki.
Ajć, zdaje się że minęła dobra godzina od momentu startu. Ups? Nie żeby czerwonemu było specjalnie przykro. Prawdę powiedziawszy dopiero po jej upływie, poczuł że żyje. Przepełniony energią chciał kontynuować bieg, gdy nagle…
Doprowadzony, a raczej wyprowadzony z leśnej ścieżki wprost do opuszczonej stacji benzynowej. Ulga dla stóp oraz chwilowy postój miały pomóc psionikowi złapać oddech. I być może to właśnie przez to lub przez zwykły przypadek, Baek Hyun spiął się nieznacznie, gdy (jeśli w ogóle) czarne ślepia zdołały wyłapać przedziwny ruch wewnątrz opuszczonej stacji.
Czyżby dziki zwierz? Nie zdziwiłby się zbytnio – z doświadczenia w trakcie życia jako niezrzeszony wiedział, że „czwórnogi” bardzo często opuszczały swoje kryjówki w poszukiwaniu jedzenia. Tutaj więc mogłoby być podobnie. Niemniej ciekawość wygrała – chłopak spojrzał porozumiewawczo na towarzysza. Nie pytał w przekonaniu, że dźwięk i echo ich głosów mogło skutecznie spłoszyć zwierza lub też intruza – jak zwał, tak zwał. Tak czy inaczej psionik zamierzał podejść bliżej budynku, a dokładniej okna, aby móc sprawdzić co faktycznie grasowało w jego wnętrzu. Dodam, że w pogotowiu miał broń, a także że zrobi to wtedy i tylko wtedy, jeśli otrzyma zgodę Jokera. W innym wypadku będzie asekurować mężczyznę.
Samo podejście zaś w razie zgody, odbędzie się następująco – każdy krok Baek postawi począwszy od palców przez śródstopie, a na pięcie kończąc. Dzięki temu nie narobi zbytniego hałasu, a przy okazji będzie miał szansę na wycofanie nogi w razie wdepnięcia w coś niepożądanego.

Ekwipunek:
* strój do biegania (odpowiedni do pory roku – początek wiosny jest cholernie zdradliwy)
* pistolet 9 mm w kaburze przypiętej do paska
* dwa zapasowe magazynki w pokrowcach przy tym samym pasie
* wojskowy nóz 10 cm w pochwie na pasku ulokowanym na udzie
* zapalniczka w kieszeni
* lekki plecak, a w nim butelka zimnej wody.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/Dvwds4U.gif" style="width:200px; height:115px">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px;text-transform:uppercase; line-height: 9px; font-size: 8px;font-weight:bold;color:#525252; text-align:justify; margin-bottom:2px; margin-top:5px;">Nie ma bólu, którego nie dałoby się znieść i przetrwać, nie ma przeszkody, której nie da się przezwyciężyć.
Gość zrób klik | Komunikator
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-05-15, 09:26   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

Gdy stała tak schowana z dala od okien, przyciśnięta do ściany czuła jak wszystko w niej chodzi, jak wtedy gdy dopiero zaczynała ze swoimi umiejętnościami, gdy po nią przychodzili, a ona musiała uciekać. Od tamtego czasu wiecznie uciekała rozwijając zdolności, teraz czuła że nie może nad nimi panować, jakby ktoś puścił smycz, na której ciągle utrzymywała się. Zaczęła w głowie słyszeć myśli Baeka i jego towarzysza, ale nie wiedziała czy są blisko, czy nie. Zaczynała się okropnie wkurzać, ponieważ jeżeli czegoś nie mogła kontrolować to ją to wkurwiało na maxa. Teraz było to samo. Próbowała się skupić na tym co miała robić, ktoś tu był, a ona raczej nie należała do super uzdolnionych strzelców. Potrafiła sobie poradzić z bronią, ale zapałki z czubka głowy muchy by raczej nie zestrzeliła. Próbowała opanować walące serducho, które zachowywało się jakby przyjęło dwa Monstery i pięć kaw poprawiając jeszcze amfetaminą. Wszystko było wyraźne, a śnieg atakował jej oczy niczym włączone reflektory na stadionie. Skup się Parker, skup się. Powtarzała w myślach i gdy już doszła do pewnego stopnia to zaczęła robić przegląd mózgu Baeka. Przyjaciel? Wróg? Bo na pewno nie było to dzikie zwierzę w postaci wkurwionego misia. Chociaż wolała by z takim walczyć niżeli z ludźmi. Nadal walczyła z oddechem wypuszczając raz po raz kłęby pary z ust.
 
 
Chloe White


Wysłany: 2018-05-16, 14:29   
   Multikonta: Frem
   GG/DC: Chlor #2300
   Mów mi: Chlor
[Cytuj]

Opuściła miasto kilka godzin temu. Od tamtej pory nie spotkała ani jednej żywej duszy. Czego tu się spodziewać? Podróżnych między miastami nie było zbyt wielu. Ludzie woleli siedzieć w bezpiecznych kątach. Wielu z nich bało się tego, co mogliby spotkać. Kogo. Chloe prychnęła cicho pod nosem, rozbawiona strachem co niektórych. Bać się nastolatków, którzy chcieli zwyczajnie przeżyć... Z jednej strony rozumiała to, z drugiej... Widziała, jak traktowane są te dzieciaki w obozach. Jak jakieś śmieci, nic warte monstra, które robią tylko za szczury laboratoryjne. Myśl, że jej mały braciszek mógłby być tak samo traktowany sprawiał, że aż w niej wrzało. Przed laty uwierzyła, że go straciła. Tymczasem on żył, przynajmniej miała taką nadzieję. Już jako dzieciak był twardym chłopcem i Chloe w głębi duszy wiedziała, że nie dałby się tak łatwo zabić.
Jechała drogą, która definitywne pamiętała swoje dobre czasy. Zaniedbana, popękana i oczywiście zasypana nieco śniegiem. Słabo widoczna, ale Chloe dawała radę trzymać się kursu. Jaki byłby z niej żołnierz, gdyby się zgubiła od tak? Z daleka zauważyła stację benzynową. Albo raczej to, co z niej zostało. Choć czuła, że niczego tu nie znajdzie i tak postanowiła się zatrzymać, prowadzona dziwnym przeczuciem. Nie widziała ani dziewczyny, która schowana była w środku stacji, ani dwóch chłopaków, czających się za stacją, z drugiej strony. Zapewne i tak usłyszeli warkot silnika, który nagle ustał tuż obok. Chloe zsiadła z motocykla, który był pojazdem i domem zarazem. Przez ostatni rok poruszała się na nim w tę i we w tę, szukając kolejnych śladów brata. Nie traciła nadziei.
Nie podejrzewając prawie nic, że ktoś może tu teraz być, podchodziła do dystrybutorów paliwa, sprawdzając je po kolei. Miała przy sobie broń, swoją Berettę 92, naładowaną, przy pasku. Była czujna, ostrożna, choć na taką nie wyglądała. I nie wyglądała też na łowcę. A przynajmniej do takiego wniosku mogła dojść Vic, jeśli zajrzałaby jej do umysłu. Nie miała złych zamiarów dotyczących psioników.
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-16, 16:51   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

BAEK
Bieg przez górskie szlaki był spokojny. Czasami ciężki, ale jednak do przeżycia. Baek był w stanie wyłapać jedynie ruch, nie widział dokładnie, kto znajduje się w środku, a wymiana znaczących spojrzeń z Jokerem doprowadziła do tego, że mężczyzna w ciszy skinął głową i oboje z bronią w rękach oboje podeszli do wybitego okna wystawowego i zajrzeli do środka. Joker sam w sobie był raczej zaciekawiony, co też się skryło w środku, nie miał złych zamiarów, nawet jeśli w budynku krył się psionik, ale był gotowy do samoobrony. Wiedział jak psionicy reagują na dorosłych i wolał mieć jakieś wyjście z sytuacji.
Wychylając się nieznacznie przez okno zarówno Joker, jak i Baek mogli widzieć kobiecą sylwetkę przyciśniętą do ściany. Było na tyle jasno, że stanie pod ścianą to był najgorszy pomysł dla osoby, która chce się ukryć. Baek widział dziewczynę lepiej, Joker ze swojego miejsca po przeciwnej stronie okna, widział jej tylko kawałek.
- Nie jesteśmy łowcami, nie chcemy Cię zaatakować. - Odezwał się spokojnym, stonowanym głosem Joker. Chciał jakoś uspokoić dziewczynę, może i ledwo ją widział, ale świadomość, że ktoś ją obserwuje mogła wpłynąć na nią i dowalić im agresją z jej strony. Osobiście wolałby tego uniknąć.
Oboje z Baekiem mogli usłyszeć zbliżający się warkot harleya, pisk opon, a nagle potem huk, zgrzyty i trzaski.

VICTORIA
Próby uspokojenia się i opanowania mocy nie wychodziły. Substancja krążąca w ciele Victorii odbierała jej możliwość kontroli na mocami, jednocześnie gwałtownie wzmacniając ich siłę, co było naprawdę złym połączeniem. Śnieg i światło dalej dawały o sobie znać utrudniając dziewczynie zrobienie czegokolwiek. Mogła oczywiście usłyszeć słowa Jokera, jak i to, że jego myśli pokrywały się z tym, co mówił, jednak oddzielenie tego od myśli Baeka było wręcz niemożliwe dla niej w tym stanie. Wraz z coraz większym brakiem kontroli przybył ból głowy, świat zaczynał wirować, przyprawiając dziewczynę o nudności. Nie traciła jednak przytomności, jedynie mogła chwiać się na nogach i powinna raczej dla własnego bezpieczeństwa zjechać po ścianie i usiąść, zanim zrobi sobie krzywdę próbami poruszania się. Od osób na stacji czuła jedynie zaciekawienie i ogólną niechęć do krzywdzenia jej , póki sama nie zechce ich zaatakować.
W pewnym momencie do jej biednej, bolącej głowy doleciał kolejny dźwięk nasilający wewnętrzną kakofonię. Ryk harleya, pisk hamulców, próbujących zatrzymać koła i nagle huk, zgrzyt, trzaski. Ogółem nic przyjemnego dla kogoś, kogo umysł pracował niczym na kacu. Do tego dotarły do niej myśli kolejnej osoby, wzmagając w jej głowie chaos wywołany zarówno myślami wszystkich trzech osób dookoła, jak i normalnymi dźwiękami dochodzącymi do biednej pomarańczowej.

CHLOE
Przy warunkach pogodowych jakie panowały na początku marca sama jazda samochodem po okolicznych drogach była ryzykowna. Jazda motorem była szaleństwem graniczącym z chęcią samobójstwa. Koła póki miały zaczepienie na asfalcie, dawały radę pchać maszynę w miarę bezpiecznie do przodu. Kiedy tylko Chloe zjechała na drogę, która odśnieżanie pamiętała jakieś 6 lat wstecz zaczęły się jej problemy z panowaniem nad maszyną, Koła ślizgały się przy każdym manewrze co chwilę tracąc przyczepność. Zwrócenie uwagi na stację benzynową, zamiast na drogę odbiło się Chloe czkawką. Opona motoru wpadła w dziurę w drodze wybijając motor z chwiejnej równowagi i zrzucając go na oblodzoną pod śniegiem część drogi. Jeśli Chloe próbowała hamować, nic jej to nie dało poza wydobyciem z klocków hamulcowych nieprzyjemnego pisku wwiercającego się w uszy. maszyna sunęła jednak dalej korzystając z tego, że wpadła na lód. Pojazd w końcu obalił się na bok wydobywając przy tym z siebie huk, a potem zgrzyt, kiedy lakier szorował o twardą powierzchnię, aż po trzaski, kiedy wpadł w pobocze i połamał gałęzie. Szczęście w nieszczęściu, że podnosząc wzrok Chloe była jednak u celu, gdzie i tak chciała się zatrzymać. Dobrze, że miała na sobie strój motocyklowy, który częściowo ochronił ją od większych ran. Nie zapobiegł jednak stłuczeniom i zniszczeniu stroju, oraz bólowi w kostce. Skręcenie, czy złamanie? Kto wie, w tych warunkach ciężko było to stwierdzić.
____________________
Następny odpis mg - jeśli odpiszą wszyscy, będzie jutro wieczorem, jeśli nie to dopiero w sobotę wieczór albo w niedzielę.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-05-16, 17:27   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

No tak. Brak jakiegokolwiek zdrowego myślenia przez tę dziwną substancję doprowadził do tego, że dziewczyna ukryła się niczym małe dziecko za patykiem. Zamknęła oczy i powoli zsunęła się po ścianie do pozycji siedzącej. Czuła się jakby chlała ostatnie trzy tygodnie, a teraz zostaje za to ukarana, bo gdy słońce świeci za jasno to naprawdę bardzo kiepska sytuacja. Westchnęła ciężko słysząc głosy, nie tylko te prawdziwe, ale też myśli. Swoje, chłopaków, ale teraz dołączyły w raz z hukiem i brzękiem części głos i myśli Chloe, która po równo przeklinała w myślach jak i na głos na stan dróg (nie polskich!), porę roku, odległość, motocykl i generalnie wszystko na czym świat jest zbudowany. To bolało i jedną i drugą dziewczynę, z tym że to nie White miała świder w głowie, a zasłaniająca teraz głowę rękami Victoria.
Udało jej się z tego całego szumu wydłubać głos Jokera, który przekonywał ją, że nie chcą jej zrobić krzywdy. Skąd mogła wiedzieć czy mówili prawdę? Przecież byli z Systemy, a oni raczej nie pytali grzecznie o zgodę na przetransportowanie do ich supermegatajnego bunkra. Wsunęła rękę do plecaka i wyciągnęła pistolet.
- Nie zbliżać się... Bo... Bo przerobię was na mielone!
Wydukała dziewczyna. Czuła, jak wszystko w niej buzuje, w głowie miała totalny mętlik, ale nie mogła sobie pozwolić na to, żeby ją zgarnęli. Co to, to nie! Poczuła jak zawartość żołądka podchodzi jej do gardła przez to wszystko. Otworzyła usta, ale tylko wypluła ślinę. Co jej było?

//se wymyśliła jakieś narkotyki, a ja nawet nie wiem co mam pisać skoro nic o nich nie wiem -.-
 
 
Baek Hyun Kim



Wysłany: 2018-05-16, 18:12   
   Multikonta: Ren Ryuu
   Mów mi: Cieniu
[Cytuj]

Gdyby tylko czerwonka wiedziała, z kim ma do czynienia. Wówczas postępowanie wobec intruza byłoby niemalże identyczne jak w stosunku do siostry psionika. Niestety Baek Hyun (po chiński Baek brzmi jak boczek lol) takowej wiedzy nie posiadał. Mimo to postanowił działać.
Na początek kolejna wymiana spojrzeń z Jokerem i pytanie – czy widząc dziewczynę mogli wywnioskować coś odnośnie jej stanu? A może przyciśnięta sylwetka do ściany świadczyła o strachu przed obcymi? Za zgodą towarzysza, chłopak skierował się powoli w stronę drzwi, rzecz jasna po uprzednim poinformowaniu o tym nieznajomej. Zabawa przypominała trochę spotkanie ludzi z zaszczutym zwierzakiem, któremu zamiast wiadra hejtu i potencjalnej ucieczki, należało pomóc.
W tym celu czerwony przemieszczał się tak, aby dziewczyna była w stanie go dojrzeć (w założeniu, iż opuszczona stacja miała całkiem duże okna jak w przypadku wielu typowych stacji), bądź słyszeć jego myśli – te nieustannie lawirowały wokół słowa „ciekawość”, a przy tym nie wykazywały żadnych wrogich zamiarów, przynajmniej do momentu podniesienia gardy w celu obrony własnej. Innymi słowy, czerwony nie rozmyślał na temat wciągnięcia Vic w szeregi Systemy. Raz – nie posiadał takich kompetencji, dwa – sam poniekąd podchodził do nich bardzo sceptycznie. Wszystko ze względu na ostatnie wydarzenia i kilka kolejnych, o których nie chciał zbytnio mówić.
Jeśli czerwonemu udało się dojść do drzwi (broń wylądowała z powrotem w kaburze), wówczas zatrzymał się centralnie w ich progu i uniósł obie ręce do góry.
- Nie chcemy Cię skrzywdzić. Byliśmy tylko cieka… - Przerwał…
Warkot harleya, pisk opon i huk – oho, czyżby kolejne kłopoty? Psionik z automatu odwrócił się przodem do poszkodowanej i maszyny – kuźwa biedny motor… W założeniu, że odległość między nimi była dość spora, czerwony zdecydował, że lepiej będzie, aby to Joker zajął się ranną, bo jak mówiło mądre przysłowie – gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść – sam psionik z dystansem podchodził do nieznajomych dorosłych, co zresztą towarzysz z Systemy powinien zrozumieć. Znów więc spojrzał na niego i poprosił o pomoc, by samemu powrócić wzrokiem do psioniczki. Byłoby jednak lepiej, aby ktoś miał na nią oko – ktoś, a najlepiej osoba w podobnym wieku.
To nic osobistego, to zwykły syndrom protekcjonalnego "brata".
_________________
<img src="https://i.imgur.com/Dvwds4U.gif" style="width:200px; height:115px">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px;text-transform:uppercase; line-height: 9px; font-size: 8px;font-weight:bold;color:#525252; text-align:justify; margin-bottom:2px; margin-top:5px;">Nie ma bólu, którego nie dałoby się znieść i przetrwać, nie ma przeszkody, której nie da się przezwyciężyć.
Gość zrób klik | Komunikator
 
 
Chloe White


Wysłany: 2018-05-16, 19:07   
   Multikonta: Frem
   GG/DC: Chlor #2300
   Mów mi: Chlor
[Cytuj]

Głupia była.
Czasami warto posłuchać od czasu do czasu innych. Tymczasem będąc w mieście, Chloe zlekceważyła poradę od Franka - bardzo miłego pana, który ostrzegał ją przed pogodą - aby założyć na koła łańcuchy, które poprawią ich przyczepność na ośnieżonej drodze. W końcu już jeździła w podobnych warunkach, więc co się może stać? Cóż, tego akurat nie przewidziała. Czasami była ślepa na podobne niebezpieczeństwa, gdy w grę wchodziło szukanie jej braciszka... No i jak widać, takie rzeczy potrafią się zemścić.
Próbowała opanować harleya, ale ni cholery nie chciał jej usłuchać, zwłaszcza gdy zjechał na lód. Jeszcze zanim spotkała się z białym puchem twarzą w twarz, zaklęła siarczyście. A potem przejechała tak jeszcze kawałek, sunąc obok motoru, z którego w ostatniej chwili udało jej się zeskoczyć, po zimnym podłożu. Osłaniała głowę rękoma chcąc się tak uchronić przed poważniejszymi szkodami nań. W końcu jednak zatrzymała się i ponownie przeklęła. Odważyła się rozejrzeć wokół. Była tuż przed stacją.
Dotarła? Dotarła. Na chuj drążyć temat.
Zaczęła się grzebać ze śniegu, stękając pod nosem. Lubiła mieć obolałe ciało, ale tylko po całonocnym seksie. Dopiero jak stanęła na nogi, syknęła z bólu, który rozprzestrzenił się po niej od kostki. Cholera, trzeba to obejrzeć. Oby była tylko skręcona...
Podniósłszy wzrok, zobaczyła dwóch mężczyzn przed wejściem do stacji.
- Hm... Cześć? - uśmiechnęła się niewyraźnie i machnęła do nich ręką na dzień dobry. - Trochę takie wejście smoka mi wyszło, co... - dodała żartobliwie, stojąc w miarę prosto. Cały ciężar ciała opierała na zdrowej nodze. Obejrzała się na motor. Z chęcią by go teraz kopnęła, ale nie uśmiechało jej się stanąć na ten krótki moment na obolałej stopie, tym bardziej użycie jej do tej czynności byłoby już czysto masochistycznym posunięciem.
- Pewno żaden z was nie jest mechanikiem? - rzuciła, powracając do nich spojrzeniem.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-05-21, 23:50   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


CHLOE
Joker skinął głową w stronę rekruta, dając mu do zrozumienia, że zajmie się "intruzem". Podszedł do kobiety, upuszczając na dół lufę broni, aby przypadkiem nie poczuła się atakowana, chowając ją przy pasku. Uśmiechnął się do kobiety, aby przypadkiem jej nie zaalarmować. Był w końcu w towarzystwie dzieciaka.
Mechanikiem nie, ale podpatrzyłem to i owo – powiedział podchodząc w jej stronę. Miał na myśli oczywiście zielonych w Systemie, a głównie Summer, którzy nieustannie coś naprawiali, a potem niszczyli, tylko po to, żeby naprawić ponownie. Sam wiedział o motorach na tyle, żeby być w stanie bezpiecznie się na nich poruszać.
Skupił się więc na kobiecie i jej stanie zdrowotnym, bo tutaj był w stanie coś faktycznie zdziałać.
Nic ci nie jest? Śnieg nie jest taki miękki jak mogłoby się wydawać – zażartował, próbując odwrócić uwagę kobiety od dziejącej się w środku stacji benzynowej psiej dramy. Jeśli była cywilem, to mogła się tylko niepotrzebnie wystraszyć, a jeśli kimś więcej, to mogłaby przysporzyć im problemów.

BAEK & VICTORIA
Czerwony sprawnie przemieszczał się w stronę Victorii, co pozwoliło mu na dokładniejsze zbadanie jej stanu fizycznego. Dziewczyna z pewnością czuła niebezpiecznie szybkie kołatanie serca oraz coraz trudniej było jej się skupić na jednej rzeczy czy jednej osobie. Podążanie wzrokiem za Baekiem mogło wywołać u niej zawroty głowy oraz większy światłowstręt.
Baek zaś mógł wywnioskować jedynie tyle, że coś z pewnością tutaj nie gra, a dziewczyna za bardzo nie radzi sobie z mocami. Nie wyglądała jednak zbyt młodo, więc nie mógł być to jej pierwszy dzień. Być może nigdy nie nauczyła się nad nimi panować? Powód nie był chyba teraz najistotniejszą kwestią, z pewnością priorytetem powinno być zabezpieczenie dziewczyny oraz jej otoczenia, aby nie zrobiła nikomu krzywdy.
Victoria nie była w stanie dokładnie wyczytać myśli jej towarzyszy, wszystkie głosy słyszała naraz, jakby zmieszane ze sobą w niewyraźnym wrzasku. Mogła wyłapać fragmenty, jednak z trzech różnych źródeł, więc połączenie ich w jedną układankę graniczyło z cudem.

____________________
Chwilowe zastępstwo, proszę się nie stresować, Lama powróci.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-05-22, 12:33   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

Plątanina myśli dziewczyny, wszystkich osób dookoła, głosów i innych hałasów była dla niej istną męczarnią, a walka z tym wszystkim przyprawiała ją o jeszcze większy ból głowy. Czuła jakby wbijały jej się ogromne gwoździe prosto w czaszkę, a za każdym razem gdy otworzyła oczy światło dokładało kolejne gwoździe. To było dla niej zdecydowanie za dużo, nie mogła sobie z tym poradzić, czuła się absolutnie bezradna przez co poza bólem czuła jeszcze ogromną wściekłość. Nie miała siły już z tym walczyć. Zasłoniła głowę rękami i wcisnęła ją między kolana. Niech się dzieje co chce, ma to już głęboko w dupie. Może przejdzie, a może zwyczajnie ją zastrzelą. Słyszała tak wiele, że nie słyszała nic tylko wielki szum jak na jakimś stadionie gdzie tysiące osób zaczynają jednocześnie krzyczeć. Ignorowała już Baeka i resztę towarzystwa. Mogą ją tutaj nawet nafaszerować ołowiem. Takie życie to nie życie.
 
 
Baek Hyun Kim



Wysłany: 2018-05-22, 13:12   
   Multikonta: Ren Ryuu
   Mów mi: Cieniu
[Cytuj]

Problem z pomarańczowymi był następujący – póki któryś z nich świadomie nie przypierdolił komuś ze swej mocy, ten sam ktoś nie miał bladego pojęcia o posiadaniu takowej. Bardzo podobnie było z Baekiem – pomijając kwestię gdybania, czerwony nie miał ZIELONEGO pojęcia o prawdziwym jestestwie intruza. Mógł więc jedynie podejrzewać, że dziewczyna w istocie była psioniczką, a i wówczas jej kolor pozostałby tajemnicą. Wszystko przez brak jawnej demonstracji zdolności.
To mu jednak nie przeszkodziło, aby powolutku zbliżać się do podkulonej pod siebie nieznajomej. Cel? Bardzo prosty – ot typowa psychologiczna zagrywka, w której funkcjonariusz policji podchodził i nieustannie mówił do drugiej osoby w celu zachowania kontaktu. I tutaj czerwony postąpił podobnie – zbliżał się, a przy tym non stop powtarzał, że nic dziewczynie nie grozi, że nie zrobi jej krzywdy, a chce jedynie pomóc. Efekt? W zasadzie zależny od jej reakcji.
Za zgodą, zapewne objąłby ją delikatnie i do siebie przytulił – w przypadku wystąpienia komplikacji, chłopak zatrzymałby się w miejscu i poczekał na kolejny dogodny moment.
Prócz tego dodam, że psionik przy odpowiedniej okazji odebrałby jej broń, o ile takową posiadała. Dodatkowo zaczął się rozglądać po wnętrzu stacji w poszukiwaniu czegoś podejrzanego.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/Dvwds4U.gif" style="width:200px; height:115px">
<div style=";font-family: arial; letter-spacing: 1px;text-transform:uppercase; line-height: 9px; font-size: 8px;font-weight:bold;color:#525252; text-align:justify; margin-bottom:2px; margin-top:5px;">Nie ma bólu, którego nie dałoby się znieść i przetrwać, nie ma przeszkody, której nie da się przezwyciężyć.
Gość zrób klik | Komunikator
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons