you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Jaskinie w górach
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-01-13, 00:30   Jaskinie w górach [Cytuj]

JASKINIE W GÓRACH

Ciemne, wilgotne jaskinie, które ciągną się w górach. Co chwilę widać nacieki krasowe, wokół których latają nietoperze. Z oddali dobiega echo kapiącej wody. Łatwo zgubić się w plątaninie niezbadanych korytarzy, do tego nigdy nie wiadomo, czy w którejś z jaskiń nie zrobił sobie legowiska jakiś dziki zwierz. W jaskiniach bardzo często rozchodzi się echo.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-11, 17:03   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Danielowi nigdy do głowy by nie przyszło, że zostanie jaskiniowcem.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że sens tego określenia teraz a kilkaset milionów lat temu jest zupełnie różny, jednak fundamentalnie wszystko sprowadza się do jednego – jaskini. Za dzieciaka bał się ciemności, a przynajmniej na tyle, że w życiu nie mógłby tutaj zasnąć. Teraz również nie może, jednak nie dlatego, że przeraża go, co może na niego czyhać w ciemności. Day jest już na tyle dorosły, żeby zdawać sobie sprawę, że prawdziwe zagrożenie wcale się nie ukrywa, tylko dumnie siedzi skąpane w świetle dnia, legalnie tańcząc między ludzkimi życiami, jednym ruchem palca decydując kto dożyje następnego dnia. Napawało go to o wiele większym lękiem niż potwory z szafy.
Dochodziła piętnasta i słońce nieśmiało muskało granicę jaskini. Było jednak za słabe, żeby oświetlać całe pomieszczenie, dlatego Daniel pieścił mały płomień na swojej ręce. Nie było mu zimno, jednak rzadko kiedy tak naprawdę było mu zimno. Czasami zapominał już jakie to było uczucie. Przyłapał się na tym, że gdy myślał o chłodzie, to myślał o Summer. Zaraz po tym czuł się jak parszywa świnia.
W jaskini był tylko on i Rina, reszta poszła na mały zwiad. Może jak będą mieli szczęście, to wrócą z jedzeniem. Może nie. Przywyknął już do wiecznej głodówki, szczególnie, że zazwyczaj jadł ostatni. Nie potrafił nic przełknąć, gdy jego przyjaciele patrzyli na niego pustymi brzuchami.
Zimno ci? – zapytał, a jaskinia rozniosła jego słowa echem po całym pomieszczeniu.
Wzdrygnął się, gdy jego głos odbił się od ścian i wrócił do jego uszu. Brzmiał obco, jakby ktoś po drodze go zabrał i uczynił swoim własnym.
_________________


 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-11, 19:49   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Nie można było powiedzieć, że Rinę cieszyło takie życie. Wręcz przeciwnie. Ciągłe ukrywanie się w mroku i cieniu nie służyło jej psychice. Czerwoni to mają życie. Westchnęła, wyciągając się do momentu trzasku kręgosłupa. Rzuciła przelotne spojrzenie na Daniela. Wystarczy spojrzeć tylko na niego. Sam sobie rozświetli mrok nocy i nawet się nie zmęczy. Ona? Mogła pobawić się w Zeusa i trzasnąć piorunem w jakieś drzewo, robiąc z niego płonącą pochodnię. Tyle, że usłyszał i zauważyłby to każdy w promieniu kilku kilometrów, zwłaszcza w momencie, gdyby z ogniska powstał pożar. Podciągnęła kolana pod brodę i otoczyła je rękoma. Nudziło jej się, więc też postanowiła się pobawić. Unosiła kolejne palce, pojedynczo, przerzucając małą iskierkę między nimi, która nagle spadła na ziemię i zniknęła, pochłonięta głosem chłopaka.
- Nie - odparła krótko. A nawet jeśli zimno, to co? Rina kochała swoje włosy. Brwi i rzęsy. Wolałaby je zachować i nie bawić się z czerwonym w "złap płomyczek". Ale dzięki za troskę. Dopowiedziała w myślach, wiedząc jak Daniel pomaga im wszystkim utrzymać dobrego ducha, mimo że sam często miał dość szary wyraz twarzy.
- Myślisz, że rozniecenie ogniska w głębi jaskini, zwróci czyjąś uwagę? - zapytała dość naiwnie, wpatrując się w nikłe promienie słońca, które wkrótce znikną. Otuchy dodawała jej jedynie obecność mężczyzny. Sama zapewne dawno by zwariowała. Ziewnęła niemo, przymykając oczy. Ciekawe kiedy wrócą pozostali. I oby nie wpakowali się w żadne kłopoty po drodze.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-11, 20:27   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Płomień przeskakiwał mu między palcami, delikatnie łaskocząc jego skórę. Jednak poza tym, nie czuł nic – nie paliło go, nie bolało. Ostatni raz, gdy ogień go zranił był podczas pożaru jego domu. We wspomnieniach wydawało się to tak odległe, jakby przydarzyło się komuś zupełnie innemu.
Uśmiechnął się, gdy odparła mu krótko i bez krzty sympatii w głosie. Znał już ją na tyle, żeby wiedzieć, że nie kryło to za sobą żadnych negatywnych emocji. Po prostu w ten sposób Rina funkcjonowała i kto mógł ją za to winić? Przeszła przez swoje prywatne piekło, jak każdy inny PSI. Zasłużyła sobie na bycie gburem.
Mam nadzieję, że nie – odparł z ciągle obecnym na ustach uśmiechem.
Raczej bycie w centrum uwagi znajdowało się daleko na ich liście priorytetów. Uwaga oznaczała niebezpieczeństwo, a tego starali się unikać. No cóż, przynajmniej Day się starał. Ale nawet on potrafił nie myśleć przed podjęciem decyzji, szczególnie, gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo jego przyjaciół. Potrafił wbiec za nimi w ogień, nawet w taki, który go parzy. Nie były to tylko puste słowa, bo ci gamonie potrafili wpakować się w największe gówno w jakie się tylko dało.
Podniósł na nią wzrok i zwiększył trochę płomień na swojej dłoni, żeby widzieć ją dokładnie.
A jeśli masz na myśli naszych, to spokojnie... Znają drogę – odparł z charakterystycznym dla siebie optymizmem, chociaż doskonale wiedział, że to nie brak orientacji w terenie jest tutaj problemem.
_________________


 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-11, 21:21   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Przyglądała się płomieniowi i zachodziła w głowę, jak Daniel to odczuwa. Później jej myśl spoczęła na ubraniu. Nie zapali się? Byłoby niezręcznie. Jej iskry i zlepki piorunów bardziej... szczypały. Choć przywykła do tego na tyle, że ignorowała to uczucie. Rozluźniła się bardziej, widząc uśmiech na jego ustach. Próbowała to odwzajemnić, lecz zamiast promiennego wyszedł kwaśny. Nie mogła się przemóc do optymizmu z racji na zmęczenie i bóle mięśni, choć w głębi duszy liczyła na to, że wkrótce opuszczą jaskinię i rozprostują nogi, może prześpią się pod gołym niebem, albo znajdą jakieś... bardziej ludzkie schronienie. Przysunęła się bliżej, korzystając z ciepła, jakie dawał większy ogień.
- Dzięki - powiedziała, ciskając małe iskry w stronę ognistych 'ramion'. Po chwili jednak zrezygnowała, uświadamiając sobie, że przecież mogą mu lądować na skórze. Osunęła ciało do tyłu, opierając je na dłoniach. Rozchmurzyła się dość szybko, aż dziw, że wystarczyła odrobina światła.
- Nie powinniśmy znaleźć lepszego schronienia? Jaskinie raczej nie są dobrym miejscem na dłuższe biwakowanie - zważywszy na drapieżniki. Kuguary zawsze mogły ich najść, a moce nie są dobrym rozwiązaniem każdego problemu. Uniosła prawą brew w pytającym geście. Co prawda musieli się ukrywać, ale Rina, jako nad wyraz energiczna żółta, nie potrafiła usiedzieć długo w jednym miejscu. Nim spotkała Daniela, prowadziła iście koczowniczy tryb życia, którego korzenie często dają się we znaki.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-11, 22:04   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel posiadał smoczą skórę, która chroniła go nie tylko przed własnymi mocami, ale częściowo również przed mocami żółtych, dlatego skaczące w jego stronę iskierki mu nie przeszkadzały.
Nie boli mnie to – powiedział, gdy odsunęła swoje iskierki z daleka od jego dłoni.
Miała jednak słuszną intuicję, że ubrania nie mają już tyle szczęścia, co jego skóra. Kiedyś w Lidze dostawał wdzianko, które w jakimś stopniu potrafiło to wytrzymać, ale dawno już szlag je trafił. Dlatego często bywało tak, że chwilowy brak kontroli przypłacał drobną golizną. Całe szczęście, że hipotermia raczej mu nie groziła.
Jak Kaine wróci, to trzeba będzie znaleźć coś innego – powiedział dalej bawiąc się ogniem. Delikatnie go zwiększał i zmniejszał, ćwicząc tym samym precyzję oraz skupienie. Oczywiście uważał na brwi Riny. Szkoda ich by było, takie ładne.
Day również nie lubił bezczynności, ale nauczył się ją tolerować. Czasami bezczynność była znacznie lepsza od nadczynności. Ta doprowadzała plecy Daniela do granic wytrzymałości, w dodatku worki pod oczami krzyczały wręcz o chwilę snu. Chociaż fakt, że siedzieli tutaj już niecałe dwie doby wcale nie sprawił, że Day był jakiś bardziej wypoczęty. Wręcz przeciwnie. Ciągle z niepokojem czekał, aż ktoś ich wreszcie znajdzie.
A co? Boisz się nietoperzy? – zażartował.
_________________


 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-11, 22:41   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Położyła się na plecach, podkładając dłonie pod głowę. Byłaby zaczęła coś nucić i pomrukiwać, ale jaskiniowe echo było zbyt peszące, by poczynić cokolwiek w tym kierunku. Szturchnęła łokciem jego kolano w ramach zaczepki, lecz wzrok wciąż miała utkwiony w sklepieniu.
- Albo zadbać o to, by jaskinia była bardziej przytulna - było to może i lepsze rozwiązanie. Trochę siana z opuszczonej stodoły, którą widzieli kilka dni temu u podnóża gór, może wypad do jakiegoś miasta po coś cieplejszego. Zwierząt ze skóry obdzierać nie chciała.
- Na gołej skale nigdy nie wypoczniemy - zwróciła uwagę na jego dość widoczne wory pod oczami - A to może odbić się na naszej mobilności i umiejętnościach - co było niebywale groźne. Ciągle rozważała ewentualne plany ewakuacji i to, co mogliby zrobić, gdyby zostali zaskoczeni przez służby. W pełni sił wybroniliby się z palcem w... nosie. A teraz? Rina sama by sobie krzywdę zrobiła, sierota. Parsknęła, usłyszawszy żartobliwą zaczepkę.
- Ja? Nietoperzy? - podniosła prawy kącik ust w lekkim uśmiechu i szturchnęła Daniela - Może trochę - posłała mu zadziorne spojrzenie, kierując je po chwili tam, gdzie było pierwotnie - Jednak z Tobą obok nic mi nie grozi - większość stworzeń boi się ognia, a Daniel zawsze mógł zrobić z nich żywe pochodnie. W sumie... pieczone nietoperze nie brzmią najgorzej.
- To co? - podniosła się, biorąc głęboki wdech - Może porobimy coś... ciekawszego? Założę się, że też masz dość odmrażania sobie pośladków - liczyła szczerze na to, że ten przyjmie propozycję i będą mogli w końcu wyjść na zewnątrz, choćby po to, by pozachwycać się górskimi chabaziami. Zwariować można, nie widząc nieba tak długo!
- Oczywiście nie oddalając się zanadto... - wtrąciła niechętnie i wbrew sobie. Sama poszłaby z takim towarzystwem na koniec świata, ale nie mogli zapominać o pozostałych. Z drugiej strony... trzeba sobie jakoś radzić i umilać czas, prawda? Nie można siedzieć na tyłku i pozwalać pesymistycznym myślom zakrywać obrazu. Mogli wyruszyć po wodę, w górach jest jej dużo. Mogli zebrać trochę drewna, by w nocy skryć się głębiej i rozniecić ogień na dłużej, gdyż mróz dawał się we znaki. Mech też brzmiał sensownie, był miękki, a z racji na brak deszczu, również suchy. Idealny, by odciąć się od chłodu skał.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-12, 00:03   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Wizja Riny ozdabiającej jaskinię kwiatkami, poduszkami czy rodzinnymi zdjęciami wydawała mu się kompletną groteską i pewnie nie to dziewczyna miała na myśli mówiąc, żeby jaskinia była przytulna, jednak dokładnie takie wpadło mu do głowy skojarzenie. Roześmiał się na tyle głośno, że jaskinia poniosła echem jego dobry humor.
Spokojnie, nie będziemy tutaj na tyle długo, żeby zapuścić korzenie – powiedział, a pod uśmiechem ukrył fakt, że dotarła do niego aluzja o niewyspaniu. Nie była to jednak kwestia podłoża, raczej nieustannie nawiedzających go nocami wyrzutów sumienia, których nieważne jak bardzo próbował, nie był w stanie wyrzucić z głowy.
Miała jednak rację. Niewyspany PSI to martwy PSI.
No tak – powiedział dalej się uśmiechając. – z osobistą ludzką pochodnią nie masz się czego bać.
Daniel lubił czuć się potrzebny. W końcu kim byłby altruista, gdyby nie miał dla kogo się poświęcać? Debilem. Nie, żeby Day nie był teraz debilem. Był nim w pewnym tego słowa znaczeniu. Bo kto o zdrowych zmysłach przekładałby własne zdrowie nad zdrowie innych? I nie ma tutaj mowy o żadnej matczynej, obowiązkowej miłości, a zwykłym frajerskim przywiązaniu to rzeczy tak nietrwałych jak ludzie.
Przez chwilę patrzył na nią, gdy stała nad nim wyczekująco. Ostatecznie wypuścił powietrze, zgasił ogień na dłoni i podniósł się z ziemi. W jaskini zapanował półmrok, jednak Daniel nie potrzebował wiele światła, aby odnaleźć swój plecak. Nie miał zamiaru zostawiać swojego skromnego dobytku całkowicie bez nadzoru.
Możemy udawać, że to totalnie nie dla tego, że boisz się ciemności – zaśmiał się i ruszył w kierunku wyjścia z jaskini.
_________________


 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-12, 07:13   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Uniosła brew w niemym zainteresowaniu. Osobista, powiadasz? Skrzyżowała ręce na piersi i czekała. Najwidoczniej mu się nie spieszyło, gdyż przez chwilę wgapiali się w siebie głupkowato. Rina niestety przegrała zabawę w "kto dłużej" i pierwsza odwróciła wzrok, ściągając wargi. Dopadła ją krótka konsternacja, którą, na szczęście, czerwony przerwał. Boi się ciemności? Ona? A skądże! Przecież dziewczyna jest jedną z najbardziej odważnych i pewnych siebie! Nie straszne jej jakieś... cienie!
- Nooo... cóż... - zaczęła, wyraźnie poszukując jakiegoś logicznego wytłumaczenia, by wyjść z sytuacji z twarzą. Chyba się jednak na to nie zanosiło. Wyjście za potrzebą? Samej to niebezpieczne. W tym momencie zrobiło jej się gorąco, z racji na własne myśli. Przecież nie poszłabym przy kimś w krzaki, głupia! Podrapała się po żuchwie, marszcząc brwi. Może uda mi się wyminąć podejrzliwość za sprawą sarkazmu? Flirtu? Żartu? Cyk cyk, czas leci, a cicha przepaść, która się właśnie otworzyła, była raczej nie do załatania. Nawet jeśli wymyśliłaby coś wielce prawdopodobnego.
- Nie boję się ciemności - wybąkała w końcu dość oczywistą odpowiedź w sposób iście nadąsany. Rzuciła mu przelotne spojrzenie, chcąc sprawdzić, czy patrzy się w jej stronę, ale tak szybko, jak wzrokiem powędrowała do Daniela, tak szybko powróciła do skalnych ścian. Chrząknęła głośno, gdy w końcu wyszli na zewnątrz. Kilka kroków wprzód i ciekawskie spojrzenie w dół. To co, Daniel, kto pierwszy się sturla? Nie było tu może jakoś niebotycznie wysoko, ale stromo, a ostre krawędzie skał nie niwelowały zagrożenia. Przeszła obok niego, ciągnąc go lekko za materiał.
- Zapraszam Pana na wycieczkę po górskich zboczach. Zapewniamy kojące chwile i niezapomniane wspomnienia, prosto z łona natury - powiedziała melodyjnie, próbując zmienić swój głos. Nieopodal była niewielka górska łączka, może znajdą tam coś ciekawego.
- Po prawej widzimy górę. Po lewej miniaturową przepaść - rozejrzała się, poszukując wzrokiem wysłanych przedtem zwiadowców, aby po chwili znowu zwrócić się do turysty - Proszę trzymać się blisko - zaleciła, prostując się dumnie.

Łączka była kilkadziesiąt metrów od jaskini, tyle że znajdowała się nieco wyżej, więc czas podróży wydłużał się do kilku minut. No i co teraz? Zapytała samą siebie. Złapała zatem pierwszy lepszy palec Daniela.
- Przekazuję Ci pałeczkę. Teraz Twoja kolej. Wymyśl coś ciekawego - oparła się po chwili o drzewo, unosząc prawą brew. No. Śmiało. Zastanawiała się, czy kumpel podchwyci humor, pociągnie ich podróż dalej, wyjmie imbryczek i filiżanki, czy może zacznie ją traktować jak kosmitkę. Nie dbała o to. Lubiła powracać do tych bezsensownych wygłupów z wycieczek szkolnych, by móc rozluźnić się choć na chwilę.
 
 
Jay Shuttherland



Wysłany: 2018-02-12, 10:13   
   Multikonta: Pravi/Nicki/MG
   GG/DC: 61448064/FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Mistrz Gry - Jack


Podczas gdy Daniel wraz z Riną zwiedzali tereny wokół jaskini, a ich koledzy zajmowali się poszukiwaniem pożywienia, wśród zarośli ukrywał się mężczyzna. Jack, starszy facet po czterdziestce o siwych włosach, zmarszczkach wokół oczu i ust, jednak o umięśnionym ciele i żywych błękitnych oczach. Polował na PSI od ponad trzech lat. Na swoim koncie miał już kilkunastu mutantów i zamierzał złapać ich wszystkich. Obserwował zgraję z jaskini od dłuższego czasu, doskonale wiedział kto był w jaskini a kto wyszedł. Teraz czekał na pozostałą dwójkę, która prędzej czy później musiała opuścić ciemne i wilgotne wnętrze skał. Jego plan był prosty. Poczekać aż zbliżą się na wystarczająca odległość by móc włączyć emiter białego szumu i schwytać dwójkę PSI.
Daniel i Rina powoli zbliżali się do łowcy, kiedy znaleźli się w odległości zaledwie pięciu metrów Jack włączył emiter. Na szczęście dla Riny, a może nieszczęście, łowca ustawił Biały Szum na częstotliwość, która blokowała moce czerwonych. Daniel padł na ziemię całkowicie sparaliżowany. Jack, nie tracąc czasu na zmienianie ustawień emitera wyskoczył z zarośli i rzucił się na dziewczynę w zamiarze unieszkodliwienia jej.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-12, 10:57   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Złap je wszystkie! Niczym pokemony. Cóż, jeżeli uważał, że on sam, stary pomarszczony dziad, ma szansę z dwoma PSIami to... Mógł mieć niestety rację. Rozmawiali niedawno o zmęczeniu, czyż nie? Zabawny jest fakt, że mężczyzna był akurat w górach. W dziczy. I magicznym trafem ich spotkał. Na terenach, rozciągających się przez dziesiątki kilometrów. Jak pech to pech.
Nie można powiedzieć, że Rina była zaskoczona. No dobra, może trochę, ale nie bała się. Jakimś cudem wciąż mogła używać swoich mocy i nie zamierzała ich oszczędzać. Odskoczyła w bok, odpychając Daniela, lecz zmęczenie dało się we znaki i miała opóźnione ruchy, więc facet ją dorwał. Nikt Ci nie powiedział, zboczony skurwibąku, że bliskie starcie z żółtym to samobójstwo? Nie chciała jednak używać pełni mocy, ze strachu, że wyczerpie całą swoją energię i skończy nieprzytomna. Chwyciła straucha za głowę obiema dłońmi, wyginając przy tym zwinne ciało. Może i był wielki, ale Rina zgrabna jak rybka. Iskry wystrzeliły z palców, tworząc gałęzie prądu. Chciała go sparaliżować. Nie ranić. W najgorszej sytuacji skorzysta z bardziej zabójczych środków. O ile... Magicznie nie pojawi się kolejny zapocony knurem. Zawsze miała w zanadrzu kolejne plany. Znała dobrze sztukę walki z silniejszym przeciwnikiem. Potrafiła przełożyć jego siłę tak, by go zgubiła. Szlag. Szkoda, że szybciej o tym nie pomyślała... W tym momencie mogła przekreślić wszystko.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-12, 16:56   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel z radością obserwował starania Riny, gdy wiła się i męczyła, żeby jakoś zapewnić im rozrywkę. Nie musiała. Przychodziło jej to dość naturalnie i pewnie sam spacer w całkowitym milczeniu byłby dla Daniela zadowalający.
Uśmiechnął się szeroko, gdy nakazała mu przejąć stery, jednak uśmiech szybko zastąpił grymas bólu, a do uszu dobiegł boleśnie znajomy dźwięk. Zanim zdążył ostrzec Rinę, już leżał na ziemi, wyginając się w agonii. Bolało go wszystko – każdy skrawek jego skóry, każda komórka, każda kość, każdy staw. Gdyby włosy miały nerwy, to pewnie też by go bolały. Próbował skupić wzrok na Rinie i tajemniczej postaci, która pojawiła się znikąd, ale nie potrafił nawet skupić wzroku na dłużej niż kilka sekund.
Biały szum, biała śmierć.
Poczuł w ustach znajomy, metaliczny smak krwi i usłyszał krzyk. Chyba swój, ale nie był do końca pewny. Jego myśli pędziły zbyt szybko, żeby mógł się jakiejś złapać. Udało mu się jednak jedną rozpoznać jako "moja wina". Rina poprosiła go o zapewnienie rozrywki, to zapewnił.
Nie ma, kurwa, za co.
_________________


 
 
Pravi Yuriev



Wysłany: 2018-02-12, 18:08   
   Multikonta: [MG]/Nicki/Jay
   GG/DC: FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Mistrz Gry - Jack


Nie było tu mowy o przypadku. Jack nie robił tego po raz pierwszy. Swoje poszukiwania psioników zaczynał od porządnego studiowania map i szukania potencjalnych kryjówek dla uciekających dzieciaków. Następnie długo obserwował teren. Często zdarzało się, że czekał na darmo, nie raz jednak okazywało się, że jego przypuszczenia okazywały się trafione. Tak było i tym razem.
Nie można jednak powiedzieć, że był doskonały w swojej profesji. Niektórzy sądzili o nim, iż jest samobójczym wariatem, który za wszelką cenę musi osiągnąć cel. Niejako tak właśnie było. Tym razem odrzucił rozsądek na bok, napędzany chęcią złapania dwójki psi. Nie dbał jakimi kolorami byli, jakie umiejętności posiadali.
Przypłacił niekompetencję porażeniem ze strony żółtej. Odskoczył od dziewczyny i zamroczony potknął się.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-12, 19:03   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Nie miała wiele czasu na reakcję, lecz nie musiała długo myśleć. Szare komórki pracowały sprawnie, choć kłóciły się między sobą. Mogła na śmiecia zesłać grom z jasnego nieba i pomalować łąkę krwią, lecz jej priorytety wyglądały nieco inaczej. W sumie to na 99% ten piorun uderzyłby w Daniela, znając jej niebywałe szczęście. Poczuła skręt w żołądku, widząc jaki ból teraz przeżywa, więc to w jego kierunku pomaszerowały jej dalsze plany. Obrzuciła dziadka od góry do dołu dociekliwym spojrzeniem. Korzystając z okazji, spróbowała kopnąć go w głowę, konkretniej w skroń, ot dla rozładowania napięcia i umilenia sytuacji. W jej oczach roziskrzyły się małe kurwiki. Szybko skoczyła w stronę krzaków, w których siwobrody kolekcjoner dzieci na nich czyhał. Na jej szczęście, lasy Idaho nie miały zbyt bujnego podszytu w tych rejonach, w końcu nie znajdowali się w dolinie, więc szybko zlokalizowała to piekielne pudełeczko. Skierowała na nie dłoń, próbując wywołać jakiekolwiek spięcie, lecz... nie udawało się. Najwidoczniej jej iskierki nie były w stanie poradzić sobie z czymś takim. Chwyciła zatem pierwszy lepszy, górski kamień i rozbiła urządzenie. Zastygła w bezruchu na kilka sekund. Bała się wyściubić nos z powrotem na polanę. W końcu to przez jej głupią chęć spaceru stało się to, co się stało. Nie bała się przeciwnika, w przeszłości kroczyły za nią większe kłopoty. Bardziej obawiała się widoku Daniela, przecież nie spojrzy mu w oczy przez następny rok. Pokręciła głową na boki. Głupia! Syknęła na siebie. Chwyciła ten cholerny kamień i powróciła do mężczyzny. Aport! Krzyknęła w myślach, by nie alarmować przeciwnika i rzuciła w jego stronę kanciastą skałką, licząc na to, że trafi. Nie mogła być jednak tego taka pewna - w końcu nie wiedziała, jak bardzo ogłuszyło go to kopnięcie prądem. Mogło się okazać, że był sprawny jak jeleń w porze godowej.
 
 
Pravi Yuriev



Wysłany: 2018-02-12, 23:00   
   Multikonta: [MG]/Nicki/Jay
   GG/DC: FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Mistrz Gry - Jack


*Pominięcie Daniela w uzgodnieniu z autorką.*

To nie był fatowny dzień łowcy Jacka. Rinie udało się skorzystać z chwilowego zamroczenia mężczyzny i ten dostał celnego kopniaka w głowę, jednak nie był on mocno szkodliwy. Dziewczyna zdobyła jednak cenny czas i udało jej się rozwalić piekielny emiter a Daniel znowu był wolny. Niestety na tym nie kończyły się problemy z mężczyzną. Żółtej nie udało się trafić w niego kamieniem, jedynie przeleciał obok jego głowy, na co ten szybko odwrócił się w jej stronę, ignorując chłopaka i ruszył w stronę Riny. Z boku paska miał przyczepioną gumową pałkę, którą teraz wyciągnął i uderzył dziewczynę w bok.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-13, 07:38   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

/ zakładam, że dziadzia trzyma pałę w prawej ręce /

Próbowała odskoczyć od przeciwnika, który właśnie się do niej zbliżył, lecz oberwała jakimś przedmiotem. Mogła się cieszyć, że typ dzierżył w dłoni 'gumowe dildo', a nie pałkę teleskopową, która zapewne mogłaby poradzić sobie z jej żebrami. Matce z sypialni ukradłeś? Syknęła w myśli. Siniak i tak pozostanie. Nie mogła wyprowadzać sama swoich ciosów, gdyż nie znała żadnych ruchów, które polegałyby na ofensywnie.
Zaczekała zatem na kolejny cios siwego mężczyzny i wysunęła prawą dłoń, łapiąc nią jego prawy nadgarstek, w którym trzymał ten... przedmiot. Mężczyzna miał po części unieszkodliwione to ramię, lecz wciąż posiadał drugie - na które tylko czekała. Lewą ręką złapała jego lewy nadgarstek, splatając swoje ręce tak, że ta pierwsza była pod drugą. Nie mógł jej teraz uderzyć głową, ale wciąż mógł kopnąć - nie chciała mu jednak dać takiego pola manewru. Szarpnęła lewą ręką, zbliżając go do siebie, by następnie unieść ją i zgrabnie przesunąć nad głową, cofając się gwałtownie i obracając jednocześnie.
Dzięki temu zabiegowi trzymała dwie jego ręce w uchwycie, nad sobą, a na plecach czuła obecność jego ciała. Wiesz, jak uparty koń zrzuca jeźdźca? Zapytała w myśli z przekąsem, uginając kolana. Przechyliła gwałtownie całe ciało do przodu, szarpiąc mężczyznę, który w tym momencie stracił oparcie. Rina była mała, więc mogła uniknąć sytuacji, w której gość zawiesi się na jej plecach. Skuliła ciało bardziej, kierując głowę do kolan, tak, jakby chciała zrobić jakąś formację żółwia. Próbowała użyć mocy, by sparaliżować oponenta, jednakże poza trzaskiem elektrycznych wiązek nic się nie stało. Szlag. Zapewne dalej będą musieli z nim walczyć. Nie była pewna, czy w ogóle uda jej się przerzucić mężczyznę, więc po udanej (bądź nie) akcji, postanowiła po prostu odskoczyć do tyłu.

Rzut: link
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-13, 19:57   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel nigdy nie czuł się tak dobrze jak w momencie, gdy Rina zniszczyła emiter. Pamiętał, gdy w obozie po białym szumie nastawała głucha, błoga cisza, która była przez nich traktowana jak niemal wybawienie. Chociaż wszystko go bolało, to nie był to jego najdłuższy taniec z szumem, dlatego zmotywowany widokiem drobnej Riny próbującej powalić dziada, podniósł się z ziemi, wziął rozbieg i zapalając po drodze swoje ramię zaczął biec w kierunku mężczyzny z zamiarem uderzenia go prosto w ryj naruto style.
Niestety, jego moce nie były jeszcze w olimpijskiej formie, szczególnie po dawce białego szumu, którą przed chwilą został potraktowany, dlatego gdzieś pomiędzy miejscem swojej agonii a twarzą mężczyzny, ręka Daniela zgasła, pozostawiając po sobie tylko wypalony rękaw.
Postanowił jednak nie poddawać się tak łatwo i – przypomniawszy sobie bójki na parkingu za szkołą – chwycił go drugą ręką za koszulkę, żeby przypadkiem mężczyzna mu nigdzie nie spierdolił po prawym sierpowym w twarz, i kopnął go z całej siły kolanem w brzuch. Był wściekły, a wściekłość dodawała mu sił. Ten jebany dziad chciał zaatakować Rinę swoją pałką? Not on my watch.


rzut
_________________


 
 
Pravi Yuriev



Wysłany: 2018-02-14, 16:35   
   Multikonta: [MG]/Nicki/Jay
   GG/DC: FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Mistrz Gry - Jack


Na niekorzyść Jacka, Rina była od niego niższa i skutecznie udało jej się przerzucić przeciwnika. Łowca jednak zwinnie przeturlał się po ziemi i szybko odzyskał pionową postawę, gotowy na kolejne ataki. Nie spodziewał się ataku ze strony chłopaka, o którym zapomniał, pewny iż szum dalej na niego działa. Oberwał w twarz a następnie w brzuch, tracąc oddech i utykając do tyłu. Może jednak nie był tak doskonałym łowcą, jak o sobie myślał. Wyglądało na to, że zaczynał się wycofywać. Przed wszystkimi zawsze zgrywał niepokonanego, ale szczątki rozsądku podpowiadały mu, by ten wycofał się póki mógł. Zaczął cofać się, wciąż gotowy na atak.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-14, 18:55   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Odskoczyła niemrawo, widząc przed oczami gwiazdki i mroczki. Nie spodziewała się, że Daniel tak szybko dojdzie do siebie po tym, jak kilka minut temu trwał w agonii. Wolała jednakże nie stawać między młotem (pięścią), a kowadłem (siwym prosiakiem), zwłaszcza że czerwony miał niemałą krzepę. Krzyczała w duszy, niczym rodzony wiking, wciąż powtarzając "Dowal mu, dowal! Mocniej!", gdyż sama niewiele mogła zrobić, poza przyglądaniem się. Przydałaby się co najwyżej do podgryzania kostek, ot.
Przywdziała jadowity wyraz twarzy, widząc jak napastnik zaczyna się wycofywać. A może zrobimy sobie z niego niewolnika? Zastanowiła się, obrzucając dziadka spojrzeniem. Tortury, podpalanie, zrzucenie z klifu... brzmią fajnie. Mogliby równie dobrze zrobić z niego psa i prowadzać na łańcuchu. Nie... Wiem! Zjedzmy go! Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. No co? Przecież problem z pożywieniem był dość powszechny. Co prawda takie mięso byłoby dość żylaste i twarde, ale nie można narzekać.
- Nabijmy go na pal i upieczmy - powiedziała iście poważnie, chowając sarkastyczny grymas. Daniel raczej wiedział, że Rina stroi sobie żarty, choć nie rzucała mu żadnych porozumiewawczych spojrzeń i znaków tego dotyczących. Chwyciła sosnowy patyk, przypominając sobie mecze baseballa, na które za młodu uczęszczała z ojcem. Co będzie piłką, no co? Zapytała samą siebie, iskrząc z dumy. Twoja głowa. Dokończyła, otaczając powoli mężczyznę z prawej strony. Wciąż jednak zachowywała dystans, by móc odskoczyć. Zresztą... niech tylko podejdzie. Wsadzi mu tę gałąź głęboko w gardło, tak, że wyjdzie dupą.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-14, 19:24   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel pewnie sam by się zdziwił, że stoi na nogach, gdyby miał czas się nad tym zastanawiać. Jednak jego daddy instynkty zwyciężyły małą bitwę w jego głowie i aktualnie chłopak myślał tylko o tym, żeby obronić swoich przyjaciół. W tym przypadku była to tylko Rina. Lub Rina, zależy jak na to spojrzeć.
Bardzo musiał ze sobą walczyć, żeby nie wybuchnąć śmiechem na groźbę dziewczyny, jednak ostatecznie adrenalina pomogła mu zachować kamienną twarz. Stał w pozycji bojowej, uważnie obserwując ruchy mężczyzny, a wzrokiem kazał mu spierdalać, gdzie pieprz rośnie.
Wiesz, od tego białego szumu zrobiłem się głodny – powiedział ostro, a z jego nozdrzy wyleciał agresywny dym, mający jeszcze bardziej podkreślić jaki to Danny jest groźny i niebezpieczny.
Tak naprawdę w duchu modlił się do wszystkich bóstw i sił nieczystych jakie tylko przyszyły mu do głowy, żeby mężczyzna się wycofał. Musieli szybko stąd uciekać, jeśli mężczyzna sam tego nie zrobi. Gotowy był użyć swoich płonących stópek i wynieść się stąd wraz z Riną, jednak coś takiego mogłoby go kosztować ostateczną utratę przytomności, a tego przecież by nie chcieli.
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons