you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Park Yellowstone
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-01-13, 00:29   Park Yellowstone [Cytuj]

PARK YELLOWSTONE

Na terenie parku znajdują się słynne gejzery, gorące źródła, wulkany błotne, fumarole i wodospady. Park usytuowany jest na rozległym wulkanicznym płaskowyżu, który jest rozcięty głębokim wąwozem rzeki Yellowstone. Większość lasów pokrywających teren parku to lasy iglaste. Najpowszechniejszym drzewem w okolicy jest sosna wydmowa. Jest to niebezpieczna okolica obfitująca w wiele drapieżników. W wielu miejscach można znaleźć górskie strumienie jak i mniejsze wodospady. Są one przede wszystkim miejscem, w którym pojawiają się dzikie zwierzęta.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-17, 11:40   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Nie protestował specjalnie, gdy pisała kamieniem po ścianie sądząc, że taki system znaków będzie dla chłopaka raczej zrozumiały. Podniósł się ostrożnie z ziemi, a gdy żołądek nie zaczął protestować, poczuł się nieco lepiej. Moralnie, oczywiście, bo fizycznie dalej czuł się jak kupa. Posłuchał rady Riny i gdy znaleźli się z powrotem na zewnątrz zerwał trochę trawy, przeżuł ją i wypluł. Nie był to najlepszy smak w jego życiu, ale zdecydowanie lepszy od wymiotów.
Przez dłuższy czas szli we względnym milczeniu. Od czasu do czasu, któreś z nich coś powiedziało, ale nie było to nic znaczącego ani wartego uwiecznienia. Dopiero, gdy znaleźli się na terenie parku, Daniel poczuł się na tyle sobą, żeby przemówić.
Trzymajmy się może z daleka od rzek – powiedział, przypominając sobie swoje spotkanie ze wściekłym borsukiem kilka tygodni temu. Wciąż miał blizny na lewym przedramieniu.
Otoczenie wydawało się spokojne, jednak Day nauczył się już nie wierzyć w takie bzdury. Uważnie rozglądał się dookoła i nasłuchiwał jakiś podejrzanych dźwięków. W takich momentach, oraz w wielu innych, zazdrościł Summer bycia zielonym. Jej podzielność uwagi znacznie wykraczała poza jego poziom. Mogła zobaczyć, usłyszeć i poczuć znacznie więcej rzeczy niż on.
On mógł najwyżej coś spalić.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-02-17, 18:55   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Alissa ostanie dwa tygodnie spędziła w jakiejś opuszczonej szopie, delektując się wszechobecną ciszą i spokojem. Pewnie egzystowałaby tak dalej, gdyby nie fakt, że powoli zaczęły się kończyć jej zapasy jedzenia. Znalezenie pożywienia jest dla niej trudnym zadaniem. Jest kompletnie sama, więc obrabowanie spożywczaka to dosyć idiotyczny pomysł, a poza tym nie zamierza używać swoich mocy na niewinnych osobach. Pozostają jej dwie rzeczy - jedzenie kory z drzew lub kulturalne zakupienie jedzenia, tak jak robi to każdy normalny, cywilizowany człowiek. Problem w tym, że Alissa nie jest normalna, a jej portfel z tygodnia na tydzień robił się coraz chudszy. Fakt, że od dłuższego czasu nikogo nie spotkała zaczynał ją niepokoić. Jeszcze jakiś czas temu spędzenie samotnie tygodnia, wydawało jej się rzeczą niemożliwą, a teraz? Idzie już drugi, może trzeci dzień, a na swojej drodze spotkała tylko dwa dzikie psy. Może wybuchła kolejna epidemia i wybiła wszystkich ludzi? To by było całkiem zabawne, to znaczy - tragiczne, ale w pewnym stopniu nawet pozytywne. W końcu nie musiałaby martwić się o brak pieniędzy czy ścigających ją łowców. Zastanawiała się czy dobrze postąpiła, opuszczając tamtą grupę psionków. W prawdzie traktowali ją jak śmiecia, ale może przynajmniej nie chodziłaby teraz z pustym żołądkiem. Kopnęła pobliski kamień, który poszybował kilka metrów dalej, trafiając w pień obalonego drzewa. Nagle usłyszała głosy. Zatrzymała się i zaczęła się rozglądać dookoła, aż dostrzegła zbliżające się w jej stronę osoby. Wygląda na to, że jeszcze jej nie zauważyli. Zamarła zastanawiając się co dalej ze sobą zrobić. Ucieczka odpadała, bo na pewno zwróciłaby na siebie ich uwagę i wyglądałoby to co najmniej podejrzanie. Poza tym nie może każdej napotkanej osoby traktować jak potecjalnego mordercę. Wzięła głęboki wdech, odwróciła się na pięcie i skierowała w inną stronę. Może jej nie zauważą lub przynajmniej zignorują.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-18, 19:46   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Uśmiechnęła się szyderczo, widząc jak Daniel stał się kuzynem krów i postanowił żuć trawę. Nie mówiła tego na poważnie, ale chyba podziałało. Wzruszyła ramionami w rubaszny sposób, przeciągając się iście widowiskowo.
- Z dala od rzek? - powtórzyła, przeprowadzając chłodną kalkulację tego pomysłu. W ich obecnym stanie fizycznym, faktycznie, było lepiej unikać jakichkolwiek drapieżników. Z drugiej strony Rina wciąż poczuwała się do bojowego nastawienia i wcale by nie żałowała, gdyby dane jej było usmażyć w wodzie tysiące ryb na raz i może jakieś większe bydlę.
- W porządku - prychnęła, mimo swoich niecnych i niezwykle wielkich planów. Niemniej jednak z nich nie zrezygnuję. Już czuła świerzbienie dłoni na samą myśl o takiej zabawie. Wciąż nie wiedziała, jaki jest ich plan. Gdzie idą? Po co? Co dalej? Szli na południe. Po to, by uciec potencjalnym napastnikom. Nic więcej. Jej niecierpliwość wzrastała z chwili na chwilę, do tego stopnia, że zaczęła trzaskać iskrami na lewo i prawo w ramach "rozładowania napięcia". Nagle dostrzegła jakiś ruch między drzewami. O królowie nieba! W końcu coś się dzieje! Tak jakby chwilę temu nie zaatakował nas dziadek.
- Patrz! Sarna! - krzyknęła radośnie, choć była świadoma tego, że to nie była ani sarna, ani żaden inny zwierz. Rzuciła w stronę Daniela ironiczne spojrzenie, tak jakby nie załapał żartu. Postura dwunożna, a małpy w tych rejonach nie występują. Ciężko jej było z tej odległości stwierdzić czy osoba była młoda, czy też nie, lecz z pewnością samotna.
- To co, powtórka z rozrywki? - szturchnęła go łokciem zawadiacko i poruszyła brwiami, kierując się w stronę umykającej przed nimi persony. Mieliby niebywałe szczęście, gdyby trafili na "swoich" akurat po ostatnich wydarzeniach.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-18, 23:29   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel czasami miał wrażenie, że cała jego egzystencja polega na powstrzymywaniu Riny i Keina przed wpierdoleniu wszystkiemu, co się rusza. Było to tak bliskie prawdy, że ciężko było się z nim kłócić. Dlatego Daniel westchnął wymownie, gdy ta po zauważeniu kogoś na horyzoncie, nie odwróciła się w drugą stronę, tylko spojrzała na niego wzrokiem "Mogę? Mogę?".
Tak jakby chwilę temu nie zaatakował nas dziadek.
Nie sądzę – zaczął, a jego żołądek aż przewrócił się z nerwów, gdy tylko przypomniał sobie jak całkiem niedawno zwijał się na ziemi z powodu randki z białym szumem. Grymas momentalnie zagościł na jego twarzy. – żeby to był dobry pomysł. Ale pewnie i tak mnie nie posłuchasz, nie?
Danny przede wszystkim był realistą. Starał się, naprawdę się starał, ale czasami ich towarzystwo wpływało na niego bardziej, niż był gotowy przyznać. Dlatego zacisnął rękę, wokół której pojawiły się płomienie ognia i nieśmiało kiwnął głową w stronę Riny.
Jeśli to ktoś niebezpieczny, to lepiej jest wyjść mu na przeciw teraz niż zostać zaskoczonym.
A jeśli nie, to cóż... będzie miał zabawę z powstrzymaniem Riny od spuszczenia komuś wpierdolu.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-02-19, 03:25   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Alissa szła żwawo przed siebie, nie zwalniając tempa, mimo że głód i wyczerpanie powoli zaczęły dawać się jej we znaki. Chciała jak najszybciej oddalić się od tej dwójki, znaleźć jedzenie i zaszyć się w jakiejś dziurze na kolejne parę tygodni. Nie była to za ciekawa perspektywa, ale wolała żyć samotnie niż po raz drugi trafić do obozu. Zerknęła przez ramię, by sprawdzić czy jej genialny plan ucieczki się powiódł. Najwyraźniej się przeliczyła, bo oboje zmierzali w jej stronę. Zatrzymała się, by dokładniej przyjrzeć się ich twarzom. Nie rozpoznała w nich nikogo z obozu ani też z grupy, z którą dotychczas się trzymała. Wyglądali całkiem młodo, więc chyba nie mogli być też łowcami, ale kto wie. Pozory mylą. Na bieg było już za późno, bo dzieliło ich zaledwie parę metrów, a ona sama do najszybszych osób nie należy. Pozostała jej tylko konfrontacja, z której miała nadzieję wyjść żywo.
- Szukacie kogoś? - zapytała stanowczo, unosząc brew. Pytanie było idiotyczne. Nie są przecież zagubionymi turystami, szukającymi drogi do pobliskiego muzeum. Próbowała udawać twardą, ale w środku umierała ze strachu. Dawno nie korzystała ze swoich mocy, a przy obecnym stanie pewnie nie byłaby w stanie wykrzesać nawet małej iskry. Nerwowo przenosiła wzrok z dziewczyny na chłopaka, unikając przy tym kontaktu wzrokowego. Zdawała sobie sprawę, że niezależnie od tego czy tak jak ona rażą prądem, czy są zwykłymi ludźmi, mają nad nią ogromną przewagę. A jej nie spieszyło się do grobu.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-19, 07:21   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Położyła rękę na ramieniu Daniela, uśmiechając się na tyle jadowicie, że brakowało jedynie kołnierza i grzechoczącego ogona.
- Oczywiście, że nie - odpowiedziała z wyraźnym parsknięciem. Nawet jeśli miał rację, to mu jej nie przyzna, gdyż to zupełnie przekracza granice Rinowej natury. Pójdzie w ogień, zeskoczy z klifu, zawalczy z niedźwiedziem, a nawet da się zakuć tylko po to, by postawić na swoim - jak dziecko. Zawsze jednak, gdzieś w głębi, była mu wdzięczna za tę cierpliwość i wyrozumiałość, którą, chcąc nie chcąc, otaczał i ją i Keina. Niech się niebo łaskawe raduje, że płomyki dostał ktoś inny, gdyż znając temperament Riny, ta ma zadatki na piromankę. Poczęła kroczyć obojętnie w stronę nieznajomej i gdy już miała się zabawić w Zeusa, wykorzystując swą przewagę dystansu, byli przy niej.
- Co? - wypluła, wyraźnie zachłyśnięta zaskoczeniem, lecz słowa te bardziej kierowane były do powietrza, niż do któregokolwiek z nich. Jakim prawem? Najwidoczniej mieli takie samo szczęście jak łowca, wpadając pośrodku lasu na młodą dziewczynę. Zaczęła się zastanawiać... jak dużo takich tu można znaleźć?
Miała z dziesięć przygotowanych odpowiedzi na pytanie nieznajomej, z czego osiem było raczej groźbą, a dwa nieprzyjemnym znakiem, mówiącym "spieprzaj". Podrapała się po głowie, wbijając lodowate spojrzenie w dziewczynę. Nie miała na myśli niczego złego, ale... cóż. Samo przychodziło. Taka rola. Nie była z niej najlepsza "pokojowa" mówczyni, dopóki nie trzeba było wyperswadować komuś wchodzenia im w drogę - wtedy leciała pierwsza. Oparła się o drzewo, przywdziewając obojętny wyraz twarzy, czy raczej próbując to zrobić. Mimo wszystko była ciekawa i zniecierpliwiona, przez co wyszło coś z półki "gorzkie i znudzone". Przeniosła spojrzenie na Daniela, tak jakby wypychając go do rozmowy.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-20, 23:30   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Wolałby, żeby to był kolejny łowca.
Głównie dlatego, że wtedy wrogie nastawienie Riny byłoby całkowicie uzasadnione, a nawet pożądane. Teraz mogło stanowić potencjalnie niezręczną sytuację, na która Day nie miał teraz siły. Dlatego zerknął nieco nerwowo w stronę swojej żółtej, ale gdy stwierdził, że póki co piana jej z ust nie leci, to przeniósł swoją uwagę na drugiego żółtka.
Dziewczyna wyglądała jak gówno.
Nie powinien jednak jej osądzać, bo wyglądał dokładnie tak samo, a może nawet gorzej. O ile samo spotkanie PSI nie było jeszcze powodem do zmartwień, to gdyby napotkali czystego PSI, to należałoby brać nogi za pas. Chociaż czasami za brudem i głodem kryła się pierwotna agresja, która tylko czekała na moment słabości. Danny jednak nie był taki – owszem miał swoje obawy i to niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę – ale starał się patrzeć na plusy. Oraz pomóc biednej dziewczynie.
A... ty? – zapytał ostrożnie, zerkając na Rinę.
Zrobił krok do przodu, stając między dziewczynami niczym negocjator na polu bitwy. Nie wiedział czego ma się spodziewać, ale w sumie nie miało to znaczenia. Jeśli którakolwiek z żółtych zdecyduje się zaatakować, to Danny'ego pierwszym instynktem będzie chronienie drugiej.
Jak powie, że pierwsza spytała, to chyba się zastrzelę..., dodał w myślach.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-02-22, 01:46   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Uważnie obserwowała ich reakcje. Alissa może i była tchórzem, ale nie była głupia. Z resztą po ich zachowaniu można było z łatwością wywnioskować, że są tak samo zagubieni i bezbronni, jak i ona. Gdyby byli łowcami lub agresywnymi PSI, to ich rozmowa potoczyłaby się zupełnie inaczej. To sprawiło, że się trochę rozluźniła.
Zignorowała reakcję dziewczyny i zwróciła się w stronę chłopaka.
- Szukam jedynie ciszy i spokoju - wydusiła, dając im do zrozumienia, że ma pokojowe zamiary. - Nie chcę kłopotów.
Po cichu liczyła na to, że załapią aluzję i dadzą jej święty spokój. Ma przed sobą jeszcze długą drogę, a coraz bardziej opadała z sił. Właściwie, zastanawiała się czy na pewno idzie w dobrym kierunku. Jej orientacja w terenie jest beznadziejna, a w połączeniu ze zmęczeniem i głodem... Cóż, być może właśnie zatacza trzecie koło.
Splotła dłonie, posyłając przy tym drobne iskierki. Zrobiła to dyskretnie, tak jakby nie do końca chciała zdradzić swoje moce. Od razu tego pożałowała. Być może się pomyliła i w ten sposób dała zielone światło łowcom. Zrobiła dwa kroki do tyłu, gotowa do odwrotu. Bacznie obserwowała dwójkę, zastanawiając się przy tym co zrobić. Odejść? To wydawało się całkiem sensowne. Otworzyła usta, chcąc się pożegnać, ale szybko się rozmyśliła. Przecież dopiero ich spotkała, ma prawo odejść tak bez słowa. Niezależnie od tego jak niezręczne się to wydawało. Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Będzie musiała w jakiś sposób okrążyć teren, żeby znowu udać się w tym samym kierunku i przy tym na nich nie natrafić. Trudne i czasochłonne zadanie, ale za to wykonalne. Przeszła zaledwie parę kroków, gdy nagle coś ją tknęło. Może powinna jednak zostać? Fakt, już nie raz przejechała się na tego typu znajomościach, ale co lepszego jej pozostało? Nie może do końca życia chodzić samotnie i ukrywać się przed każdą żywą istotą. Czy chce tego czy nie, długo tak nie pociągnie. Wykończy ją dzikie zwierzę, choroba lub trafi znowu do obozu. Sama. Westchnęła i zawróciła.
- Wiecie może, gdzie znajdę najbliższy sklep? - spytała, łapiąc się za nadgarstek. - Nie musi być otwarty.

kobieta zmienną jest
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-22, 16:12   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Rzuciła uspokajające spojrzenie w stronę Daniela. Przecież nie była morderczą sadystką. Nie będzie rzucać się wszystkiemu do gardła bez wyraźnego powodu, a... Dziewczyny nie traktowała jako kogoś niebezpiecznego. Może i by mogła, lecz iskry, które nieznajoma wystrzeliła z palców, zaobserwowała od razu, czy raczej poczuła zmianę napięcia w powietrzu. Żółta? Pięknie, mogą się trzaskać piorunami do woli, w geście zabawy, chyba że dojdzie do starcia fizycznego, aczkolwiek na to się nie zapowiadało. Parsknęła w rozbawieniu, wzruszywszy ramionami. Już sobie idzie? Szkoda. Wywróciła oczami, odprowadzając nieznajomą spojrzeniem, lecz nagle ta zawróciła się i znów do nich podeszła. Rina uśmiechnęła się w rozbawieniu. Nie mogąc powstrzymać drwiącego wyrazu.
- Sklep? Idąc na południe, wzdłuż rzeki, na pewno jakiś znajdziesz - mruknęła spokojnie, łagodniejąc na twarzy - jednakże nie radzę wyściubiać nosa w tym momencie. Niedawno wpadliśmy na łowcę, mógł zwołać posiłki - z tej też racji takie stanie i rubaszne prowadzenie konwersacji było dla nich morderczo niebezpieczne. Musieli wciąż być w ruchu, przynajmniej dopóki nie zapadnie całkowita noc. Skinęła głową w stronę Daniela, ruszając tam, gdzie pierwotnie szli.
- Chodź z nami, jeśli Ci życie miłe. Zjeść możemy jakiegoś zająca. Akurat wychodzą w nocy, by się pożywić - stwierdziła dość chłodno, acz zupełnie realistycznie. Nie miała żadnych wyższych pobudek, by zawierać wielką przyjaźń z dziewczyną, lecz... skoro szli w tym samym kierunku? Teoretycznie. Mogła to sobie odpuścić i pożegnać ich tak, jak pierwotnie postanowiła. Najpewniej zginęłaby w paszczy jakiegoś niedźwiedzia - choć wszyscy to ryzykowali. Czasami brakowało jej życia, kiedy popadała w nielegalne i szemrane układy z jakimiś niebezpiecznymi organizacjami. Tworzenie dużych bomb i małych petard. Wyrównywanie rachunków, odłączanie fabryk, niszczenie pól. Naszła ją wielce ambitna myśl o tym, że musi uzupełnić chemikalia, lecz nie będzie w stanie tego zrobić w sposób legalny. Najłatwiej byłoby ponownie związać się ze starymi pracodawcami.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-22, 20:43   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Był zdziwiony, że Rina tak otwarcie przyjęła nową dziewczynę. Nie miał jednak zamiaru narzekać, bo przecież jego pierwszym odruchem było przytulanie każdego i przygarnięcie go do ich małego klubu cool PSI. Im więcej, tym weselej.
Danny uśmiechnął się szeroko do nowego żółtka.
Tak, lepiej trzymaj się z nami. – Jego entuzjazm mógł trochę przestraszyć nową koleżankę, bo przecież trzeba mieć cholernie nie po kolei w głowie, żeby tak cieszyć mordę na widok przypadkowo spotkanego człowieka w lesie. Być może była to kwestia tego, że brakowało mu reszty brygady i czuł swoisty syndrom pustego gniazda jako nieoficjalna matka tej drużyny.
Tak właściwie, to jestem Daniel, a to jest Rina – powiedział po chwili milczenia.
Miał nadzieję, że dziewczyna nie będzie miała mu za złe zdradzanie jej danych personalnych, jednak co tak naprawdę ich nowa towarzyszka mogła z tym zrobić? Przecież jej nie wygoogluje.
Las stawał się coraz gęstszy im bardziej oddalali się od głównych ścieżek i szlaków. Nie mogli jednak ryzykować ponownego spotkania Łowcy, który tym razem mógł pojawić się z posiłkami. I to nie takimi, o których Danny teraz myślał.
Raczej rozsądnie będzie teraz unikać wszelkich... oczywistych miejsc – powiedział głównie do nowej, bo Rina pewnie doszła do podobnych wniosków. – Jeśli będziemy mieć szczęście, to znajdziemy jakąś dużą wiewiórkę. Na zakupy nie ma co liczyć.
Czuł jak nogi powoli odmawiają mu posłuszeństwa. Monotonna bezsenność oraz niedawne starcie z Białym Szumem wcale nie dodawały mu sił. Marzył o jakimś miejscu na odpoczynek, najlepiej jeszcze kąpiel, chociaż tutaj nie robił sobie zbyt dużych nadziei.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-02-23, 03:35   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Dziewczyna nie spodziewała się, że zostanie tak po prostu przyjęta, a entuzjazm Daniela już całkowicie wybił ją z rytmu. Mogli jedynie podać jej namiary na pobliski sklep i odejść. Miłe zaskoczenie. Gdy usłyszała o łowcy, zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała. Wygląda na to, że miała ogromne szczęście, skoro natrafiła jedynie na nich. W pojedynkę z pewnością nie dałaby sobie rady.
Ruszyła za nimi, dalej milcząc. Nie widziała sensu w pogaduszkach i od zawsze była małomówna. Nie jest nieśmiała, chociaż pewnie sprawia wrażenie takiej osoby. Należy raczej do osób, które uważają pogaduszki za stratę energii i czasu, w szczególności teraz. Potrafiła otworzyć się jedynie przed kimś kogo dobrze znała i komu ufała. W obecnych czasach ciężko jest znaleźć taką osobę.
- Alissa - przedstawiła się, posyłając im drobny uśmiech. Teraz, gdy już znają swoje imiona, mogą uznać się za best friends forever.
Unikać oczywistych miejsc, tak jakby Alissa ciągle tego nie robiła. Kiedyś kupowanie w sklepie było jej działką. Ona wchodzi, kupuje, podczas gdy reszta stoi na zewnątrz na czatach. Podejrzewała, że w chwili zagrożenia pewnie wszyscy wzięliby nogi za pas i zostawili ją samą, ale nie miała nic do gadania. Z resztą jak zawsze. Ciekawa była jak zareagowali, gdy pewnego dnia obudzili się bez pieniędzy, zapasów i jednej żółtej.
- Lepiej znaleźć zająca, będzie więcej mięsa i pewnie łatwiej go złapać - stwierdziła całkiem poważnie, rozglądając się dookoła. W obecnej sytuacji byłaby w stanie zjeść dosłownie wszystko. - A tak właściwie to... jaki jest wasz kolor? - spytała, niepewnie zerkając na dwójkę. Pewnie powinna zacząć od tego pytania. Głupio by było, gdyby przez ten cały czas wyłapywali jej myśli. Poza tym przyda się ktoś, kto upiecze już upolowane zwierzę. Nie będą przecież jeść surowego mięsa.
Nagle w pobliskim krzaku dostrzegła ruch. Posłała dwójce krótkie spojrzenie, gdy przed nimi wyskoczył, a właściwie wykicał, zając. Zamarła w miejscu, starając się go nie spłoszyć. Kto by się spodziewał - marzenia mają jednak moc sprawczą. Zając nie był w prawdzie pokaźnych rozmiarów, ale lepsze to niż nic. Nie do końca wiedziała jak się zachować. Nie łapała jeszcze żadnego dzikiego zwierzaka. Liczyła na to, że jej towarzysze są już w tych sprawach doświadczeni i wiedzą co zrobić.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-02-23, 09:33   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Pierwszą jej myślą, gdy usłyszała imię dziewczyny, było wyobrażenie sobie jakiegoś azjatyckiego kwiatu. Uniosła brew, nie wierząc w swoje myśli. Najwidoczniej miała zadatki na wróżkę, lecz gdzie podziała się kryształowa kula? Co do łatwości złapania zająca... Nie mogła się zgodzić. Szarak najpierw widzi ruch, potem słyszy, a niezgrabne ludzkie sylwetki z pewnością nie pomogą im w zadaniu. Mogli użyć ognia Daniela, lecz zapewne skończyłoby się to pożarem. Uśmiechnęła się żmijowato. Ani trochę jej to nie przeszkadzało. Tyle, że rozsądek mówił, iż to samobójstwo.
- Żółty - rzuciła dziewczynie znaczące spojrzenie. Co dwie iskry to nie jedna, odporne na prąd mogły zrobić niezły chaos, lecz Alissa nie wyglądała na kogoś, kto byłby do tego chętny. Czasami lepiej pracować samotnie. Machnęła zbywająco dłonią, patrząc na zająca, który właśnie przed nimi stał.
- Nic z tego. Musimy znaleźć jego norę i zastawić tam pułapkę. Przestraszony ucieknie prosto w nią - a ta na pewno nie znajdowała się daleko, gdyż szaraki wolą nie oddalać się zanadto od kryjówki. Co jak co, ale miały większych przeciwników, niż ludzie - lisy. Kilka pierwszych myśli wpadło jej do głowy, lecz musieli poczynić przygotowania. Zniwelować swój zapach leśnym runem i skryć się pod gęsta ściółką.
- Ty będziesz łapał - wyznaczyła Daniela niemalże od razu. Złapanie biegnącego zająca, nim zniknie w norze, wymagało siły i szybkości. Poza tym... Wszędzie są mrówki, gąsienice i ślimaki. Zmarszczyła nos na samą myśl o zagłębianiu się w owadzi świat. Teraz musieli jednakże znaleźć tę cholerną dziurę w ziemi, co również było nie lada wyzwaniem. Ruszyła przed siebie, idąc w stronę z której przykicała ich ofiarą. Musieli się oczywiście rozciągnąć, by przeczekać jak największe połacie lasu. Problem polegał też na tym, że długie cienie powoli mdlały, zlewając się z ogólnym mrokiem. Była coraz negatywniej nastawiona do całego tego "polowania". Już łatwiej byłoby im wygiąć korę drzewa i upiec robaki.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-02-24, 20:01   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Na widok królika prawie się rozpłakał.
Niekoniecznie dlatego, że wizja zjedzenia takiego słodkiego zwierzaka go obrzydzała, bo od dobrych kilku lat już takich odczuć nie posiadał. Życie w dziczy go nauczyło jednego – gdy widzisz mamę Bambiego, to nie ryczysz, tylko ją jesz. Tutaj zajączek był na miarę złota. Danny już czuł jak skręca mu się z głodu żołądek, a po chwili mogły się o tym przekonać także dziewczyny, bo zaburczało mu w brzuchu jakby co-najmniej miesiąc nie miał nic w gardle.
Czerwony – odpowiedział jakby z lekkim opóźnieniem, gdyż jedyne, co miał teraz w głowie to kolacja.
Danny próbował sobie przypomnieć program, który w dzieciństwie oglądał z Summer. Niestety, wszystko zdawało się odgrywać w poprzednim życiu, do którego nie ma już dostępu. Jego siostra i jej idealna pamięć z pewnością nie miałaby takiego problemu. W każdym razie ów program opowiadał o sposobach na przeżycie w dziczy i chociaż Day miał już wiele okazji, żeby zweryfikować niektóre porady jako całkowicie nieprzydatne, to coś świtało mu w głowie a propos łapania królików.
Jego przypuszczenia potwierdziły słowa Riny, jakby żywcem wyciągnięte z jego głowy.
A co, boisz się wszystkiego co urocze i milutkie? – zażartował, jednak nie protestował za bardzo. Plan brzmiał sensownie. Ze wszystkich zebranych Danny miał również największe ręce, więc miał tez największe szanse na złapanie skurczybyka.
Zaczął rozglądać się za czymś, co mogło przypominać norę zwierzaka lub doprowadzić do niej.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-03-02, 02:14   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Żółta? Może Rina przekona ją do swoich mocy. W końcu po coś je ma. Daniel za to zostanie ich prywatnym kucharzem. Musi jedynie uważać, żeby nie spalić przy tym całego lasu, bo wtedy nici z obiadu.
Wydawało jej się, że jest w miarę przyzwyczajona do głodu, aż do teraz. Jej żołądek pewnie skurczył się do rozmiaru orzeszka i zjedzenia czegoś większego niż wafel ryżowy, byłoby samobójstwem. Jednak zjeść coś musi, a w takich momentach nie myśli się zbyt racjonalnie i gdyby mogła to pochłonęłaby całego zwierzaka na raz. Znalezenie nory o tej godzinie było praktycznie niemożliwe, ale mimo to zaczęła się rozglądać, szukając jakiegoś zagłębienia w ziemi. Jeśli się nie uda, będą jeść trawę.
Zając, kompletnie nie świadomy zagrożenia, pokicał w stronę następnego krzaku i niebezpiecznie zbliżył się do Alissy. Bez zastanowienia, dziewczyna zerwała się i chwyciła go za tylnie łapy, zanim Daniel i Rina zdążyli zareagować. Szybko okazało się, że była znacznie słabsza niż jej mały przeciwnik. Zając zaczął wyrywać się z ogromną siłą i szybkością. Przynajmniej tak jej się wydawało. Przez niedożywienie była znacznie spowolniona i wszelkie bodźce z zewnątrz docierały do niej ze znacznym opóźnieniem. Wystrzeliła iskry, chcąc sparaliżować zwierzaka, ale uspokoiła go na zaledwie parę sekund. Wyskoczył i zaczął uciekać, wyraźnie przy tym utykając. Cholera. Przynajmniej go spowolniła i złapanie go nie powinno być teraz aż tak trudne.
Poczuła nieprzyjemne pieczenie na prawym przedramieniu. Kto by się spodziewał, że tak urocze stworzenie ma tak ostre pazury?
- Świetnie - mruknęła, obserwując jak po jej nadgarstku spływała krew. Nie widziała na ile głęboka jest rana i nie zamierzała teraz tego sprawdzać. Właśnie uciekał ich obiad.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-03-02, 18:40   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Niemalże od razu po usłyszeniu słów Daniela, przywołała nad swą głowę kłęby czarnych, burzowych chmur, które oczywiście widzialne były tylko od strony mentalnej. To oczywiste, że należy bratać się z łowcą, nie z ofiarą, choć każdy medal ma dwie strony i wiedziała, jak je wykorzystać. Póki co nie było jednakże ku temu okazji.
- Czytasz mi w myślach - burknęła szorstko, marszcząc czoło w wyraźnym obrzydzeniu - Choć nie należy lekceważyć puchatej słodkości. To najbardziej zdradliwa maska - wycedziła przez zęby tak, jakby coś na ten temat wiedziała. Nikt przecież nie spodziewa się po króliku, że podrapie. Nikt nie spodziewa się po żółwiu, że pogryzie. Tak jak i nikt nie spodziewa się po dziecku, że zadźga nożem. Otaksowała okolicę lodowatym spojrzeniem, zatrzymując je na skaczącej na zająca Alissie. Jej twarz zalała się niecierpliwym gniewem, a nóż niemalże sam z siebie rozciął plecak i pobiegł, by ją zarżnąć. Ty cholerna pożywko dla planktonu. Pluła, syczała, fuczała i warczała przez następnych kilka minut, lecz wściekła napaść toczyła się tylko w głowie. Z zewnątrz wciąż zażarcie piastowała maskę obojętnej surowości, nie zdradzając swoich przesiąkniętych agresją i złością myśli, które były zapewne wynikiem niedoboru i snu, a nie awersji samej w sobie, żywionej wobec dziewczyny. Przesunęła dłońmi po twarzy w geście wyraźnej rezygnacji, kiedy nawet moc żółtej nie była w stanie jej pomóc.
- Boże... - wyrzuciła z siebie w wyraźnym zażenowaniu. Jakim cudem Alissa tak długo kisiła się na wolności, skoro nie potrafiła porządnie sparaliżować małego futrzaka? Człowieka to by zapewne co najwyżej połaskotała, zapewniając mu ubaw po pachy. Nie szukała już nory. Zając pobiegł w zupełnie innym kierunku. Pozostało mieć nadzieję, że zajęczak wpadnie na Daniela i ten przypiecze mu ogon. W innym wypadku czeka ich albo noc na głodzie, albo ryzyko zejścia do rzeki.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-02, 23:19   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel posiadał ogromną wiedzę z telewizyjnych reklam, szczególnie z jednej, która bardzo wpłynęła na jego życie – "bądź bohaterem we własnym domu" tak brzmiał jej slogan. Na potrzeby zaistniałych okoliczności Danny interpretował to bardziej jako bycie bohaterem we własnym lesie. Widząc nieudolne próby złapania ich obiadu oprócz głodu poczuł w środku również żal. Szczególnie, że pewnie będą jej teraz to wypominać do końca ich znajomości, czy będzie ona trwała następne kilka godzin czy może miesięcy. Postanowił wrócić do dyskusji z Riną na temat pozorów, bo teraz skupiał się na złapaniu tego cholernego kurczaka.

Królik faktycznie był ranny, może nawet już lekko podpieczony, dlatego śledzenie go – nawet jeśli oznaczało to zostawienie na chwilę dziewczyn w tyle – nie było wcale takie trudne. Cała wyprawa zajęła mu dokładnie osiem minut. Złapał zającowatego (gdyż zająć gryzoniem nie jest, więc nazywać go tak nie wolno) i sprawnym ruchem dużych, męskich rąk ukręcił mu kark. Gdzieś ukryty w głębokim środeczku Daniela chłopiec zapłakał, jednak duży Danny pozostawał niewzruszony.
Wrócił do swoich żółtków z miną pełną tryumfu i dumnie unosił zająca do góry niczym Rafiki trzymał Simbę na początku króla lwa.
Nie umrzemy z głodu – oświadczył im z szerokim uśmiechem. – Nie ma za co.
Martwego królika wysunął w stronę Riny, dając jej jasno do zrozumienia, że w jej obowiązku jest potrzymanie go. Był martwy, więc nie musiała go pocieszać ani być dla niego miła, dlatego wydawało się to idealnym zadaniem dla niej.
Możesz go oskubać, to ja rozpalę ogień – powiedział wyciągając z plecaka nóż myśliwski i – kierując go rękojeścią w stronę rozmówcy – podał jej.

Zaczął rozglądać się za jakimiś patykami, kiwając głową na Alissę, żeby mu pomogła. Z początku wydawało się to sprawą całkowicie straconą, bo większość była mokra od śniegu. Ostatecznie Danny wypatrzył drobny obszar, który korony drzew uchroniły przed opadami. Ułożył niewielki stosik, bo tak naprawdę ogień będzie podtrzymywany przez niego, nie ilość materiału i zabrał się do rozpalania.
Nigdy nie lekceważę puchatych, oni mają najbardziej kosmate myśli. – Swoje słowa skierował do Riny, mają głównie na myśli ich poprzednią rozmowę, którą martwy zając postanowił przerwać.
Przez dłuższy czas wpatrywał się w swoją rękę. I tak miał już spalony rękaw, więc nie bawił się w podwianie go. Po chwili ręka stanęła w ogniu, a on włożył ją do ułożonego przez nich stosu patyków, który zrobił to samo.
_________________


 
 
Alissa Dowell



Wysłany: 2018-03-03, 21:58   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Była zażenowana. I nie chodziło tu o pretensje Riny, pewnie zareagowała by podobnie, gdyby była na jej miejscu. Wiedziała, że jest słaba, ale żeby nie dać sobie rady z zającem? To dosyć żałosne, nawet jak na nią. Starła rękawem resztki krwi i ruszyła za Danielem w poszukiwaniu drewna. W głębi duszy cieszyła się, że nie przypadła jej rola oskubania zwierzaka. Nie to, że by tego nie zrobiła, ale zdecydowanie wolała trzymać się z daleka od takich rzeczy.
Zebrała kilka w miarę suchych patyków i ułożyła je w wybrane miejsce. Usiadła w bezpiecznej odległości od ogniska, obserwując przy tym Rinę i Daniela. Czuła się trochę jak piąte koło u wozu. Jak ten ktoś podpierający ścianę na imprezie, wokół grona obcych, dobrze bawiących się osób. Z tą różnicą, że tutaj nikt się nie bawił.
- Jak długo się znacie? - odezwała się lekko zachrypniętym głosem. Nie do końca ją to interesowało, ale może przynajmniej trochę przełamie lody. Jeszcze nie wie ile czasu razem spędzą, ale wypadałoby chociaż trochę ich poznać. Może przy okazji zapomną o jej małej porażce z królikiem. - Kiedy widzieliście tego łowcę? Jestem tu już od jakiegoś czasu i jeszcze żadnego nie spotkałam. Wygląda na to, że miałam szczęście - rzuciła, wpatrując się w płomienie. Musieli zrobić coś co zwróciło jego uwagę. Ognisko z pewnością jest jedną z takich rzeczy. Lepiej zjeść tego zająca zanim zrobi się całkowicie ciemno.
Ściągnęła z pleców mały, zniszczony plecak, który podwędziła parę tygodni temu. W środku miała jedynie parę centów i papierowe opakowanie po gumach do żucia, które dorzuciła do ognia. Najchętniej spaliłaby całą torbę. Nie jest już jej potrzebna i przynosi jej jedynie złe wspomnienia. Powoli robiła senna, ale nie było to najlepsze miejsce i czas na drzemkę. Poza tym nie przyzna się, że jest zmęczona. Wszyscy z pewnością są wykończeni i zaraz po posiłku pewnie pójdą szukać jakiegoś schronienia. Chyba, że wolą zostać tutaj, na otwartym terenie, wokół śniegu i czających się łowców.
 
 
Rina Arryn



Wysłany: 2018-03-04, 07:47   
   Multikonta: -
   GG/DC: 56929402/Hemoglobina#7936
[Cytuj]

Rozluźniła się odrobinę, zobaczywszy jak Daniel wraca z zajęczakiem. Nie poprawiało to jednakże jej i tak już paskudnego humoru, który przyprawiał ją o chęć mordu wszystkiego, co tylko miało czelność oddychać głośniej, niż bezdźwięcznie. Opuściła ponuro brwi na zmęczone ślepia. Skąd w Tobie tyle energii. Chwyciła królika w sposób zjadliwie zachłanny, nie mogąc się wręcz doczekać, aż urżnie gnojowi łeb i obedrze go ze skóry. Usiadła na ziemi, kładąc nóż obok swoich nóg. Chwyciła szaraka za przednie łapki i poruszyła nim w powietrzu. Kic, kic, kic. Już nie jest Ci tak wesoło, co? Uszaku? Wycedziła jadowicie, chwytając pewnie za rękojeść.
Przejechała ostrzem przez całą talię zwierzęcia, wokół poziomej osi, by nastęnie bezceremonialnie zacisnąć prawą pięść na jego grzbiecie, a lewą rozpocząć niezbyt humanitarne zdzieranie skóry od pasa w dół. Powtórzyła tę samą czynność w drugą stronę, ucinając ostatecznie zwierzęciu łeb i łapki.
- Przysłużysz się większemu złu - uśmiechnęła się gorzko - To znaczy dobru, pięknisiu - poprawiła się, wbijając ostrze, w jego mostek, i przesuwając je dalej przez brzuch aż do skoków. Kat oszalał, brodząc we krwi. Zrobiłabym to samo z wieloma ludźmi. Większość wnętrzności po prostu wyrwała, lecz to, czego nie mogła tak łatwo oddzielić za sprawą siły, wycięła, wspomagając się nożem. Wczas skończyła robotę, unosząc wzrok na powracającą dwójkę.
- Gotowe - uśmiechnęła się żmijowato, machając truchłem w powietrzu. Zaczekała, aż drewno zajmie się ogniem i podała Danielowi mięso z czystą obojętnością, nie przejmując się w ogóle zaschniętą krwią, którą teraz miała praktycznie wszędzie. Ups. Mówi się trudno.
- Masz rację. Diabeł tkwi w szczegółach. W tym zaś sensie za naczynie obiera względnie niewinne stworzenia - choć obecnie za szatańskie wcielenia uchodzili oni wszyscy, którzy siali popłoch wśród ludzi samą swoją posturą i nadnaturalnymi zdolnościami. Czyżby faktycznie mieli w sobie małą armię cieni? Nie. Uważała, że to wszyscy inni są piekielnym pomiotem, a oni, młodzi, niewinnym stadem owiec na które niegdyś opadł zły omen i teraz wcielił swe groźby w życie. Rzekomo zło się dobrem zwycięża, lecz prędzej wymorduje całe Idaho, nim nadstawi policzek za czyjeś grzeszki. Patrzyła się w hipnotyzujący płomień, który lizał jej brudną od juchy twarz. Destrukcyjna moc Daniela miała w sobie tyle niewykorzystanego potencjału... choć burzowy piorun, rozdzierający powietrze swym jestestwem, także potrafi rozniecić pochodnię, zajmując morderczym żywiołem Ziemię. Uniosła spojrzenie na Alissę, kiedy ta coś wymruczała.
- Kilka miesięcy. Było nas więcej, ale pozostali gdzieś zniknęli. Zapewne są już w obozie, albo ich zwłoki gniją pod jakimś krzakiem, rozciągnięte przez zwierzęta - wzruszyła ramionami, posyłając niezwykle pesymistyczną wizję, która - jak sądziła - była najbliższa prawdy. Nie było sensu, aby za nimi tęsknić i odprawiać żałobę, bo przez to sami rychło skończą w piachu.
- Zważywszy na to, że włóczysz się po lesie sama... - I biorąc pod uwagę to, jak panujesz nad swoimi mocami... - Tak, miałaś niebywałe szczęście. Widzieliśmy go kilka godzin temu, zatem... - Z bólem serca zasypała ognisko śniegiem, gdy tylko ich kolacja się upiekła. Podobno bez ryzyka nie ma zabawy, lecz rozrywkę mogli przełożyć na jutro, gdy w końcu się wyśpią, choć na to się nie zapowiadało.
- Zjemy po drodze, nie możemy tu zostać - Ruszyła przed siebie, początkowo pewnie, lecz nagle się zawahała i stanęła w miejscu, popadając w chwilowe, acz głębokie zamyślenie.
- Alisso, gdzie ukrywałaś się przez cały ten czas? - zapytała w końcu podejrzliwie, obrzucając dziewczynę zaciekawionym spojrzeniem. Być może wcale nie musieli daleko szukać jakiegoś schronienia.
 
 
Daniel Dawson


Wysłany: 2018-03-04, 16:17   
   Multikonta: alannah, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Daniel miał wrażenie, że zna Rinę znacznie dłużej niż te kilka miesięcy. Niekoniecznie dlatego, że mieli ze sobą jakąś głęboką, niewyjaśnioną więź, po prostu gdy żyjesz z dnia na dzień, to tydzień wydaje się wiecznością. Nie mówiąc już o miesiącach.
Jest jeszcze jeden – powiedział dopiekając mięso do końca.
Nie chciał jednak wgłębiać się w temat swojego nieobecnego tutaj przyjaciela, o którego martwił się niemiłosiernie. Wiedział, że sobie poradzi i ich znajdzie. Tylko kiedy?
PSI PSI wilkiem. Chyba tylko Daniel w tym stadzie rozszalałych psychopatów zachował resztki człowieczeństwa. Chociaż nawet to nie było całkowitą prawdą. Rzeczy, które robił w obozie najlepiej zostawić nienazwane. Być może dlatego tak chętnie przygarniał każdego, nawet jeśli po kilku dniach na nowo znikał z ich życia. Ciekawe jak będzie z Alissą? Zostanie z nimi czy zniknie zakopana pod śniegiem?

Podał każdej po kawałku mięsa, a resztę wrzucił do reklamówki do plecaka. Przez następne kilka godzin będą mieli zapasy, przynajmniej dopóki się nie zepsuje. Już miał upomnieć się o swój nóż, jednak ostatecznie stwierdził, że równie dobrze ona może go nieść. Oby tylko nie wpakowała go nikomu w plecy.
Jakbyś tak całkowicie przypadkiem miała klucze do willi z basenem, to z pewnością byśmy się nie obrazili – stwierdził uśmiechając się krzywo.
Wstał z ziemi, otrzepał się z drobnych gałązek i innych gówien, które mogły się do niego przyczepić, a potem wgryzł się w zająca. Nie jadł nic lepszego od tygodni.
_________________


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons