you don't need to be a hero.
Dziękujemy Wam za wspólną grę! Forum zamykamy 13.05.2019.
Więcej informacji oraz podziękowania w ogłoszeniu. Do zobaczenia w przyszłości! <3
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Gorące źródła
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-01-13, 00:28   Gorące źródła [Cytuj]

GORĄCE ŹRÓDŁA

Zbiorniki wodne, w których średnia temperatura wody wynosi 18 °C. Znad ich tafli unosi się para wodna. Jaskinie otaczają gęste lasy sosnowe, a w podszyciu lasu jest pełno krzewów, na których w sezonie można znaleźć dzikie jagody i jeżyny. Jeśli dobrze się poszuka można również znaleźć w okolicy przydatne zioła.
 
 
Petra Wiggin


Wysłany: 2018-02-24, 22:35   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

/poczatek

Petra nie wiedziała czego nienawidzi bardziej, gorącego lata czy zimy. W związku z aktualną datą teraz skłaniałby się co do tej drugiej opcji. Nawet i po latach spędzonych na nieustannej tułaczce, gdzie nie rzadko zdarzało się spać gdzieś pod gołym niebem w lesie, dziewczyna wciąż znajdywała chęć, by po marudzić sobie na pogodę. Być może był to trywialny problem, który nie dorównywał problemom, z którymi zmagali się ludzi w dzisiejszych czasach, ale stanowił dobry temat do rozmyślania, podczas podróży. Albo bardziej jeden z tematów, bo jej umysł zwykle wolał myśleć o kilku rzeczach naraz. Oczywiście Wiggin wolała już zmagać się z warunkami atmosferycznymi niż trafić na przykład z powrotem do obozu.
Aktualnie przemierzała lasy Idaho w celu znalezienia miejsca, gdzie mogłaby trochę odpocząć. Tak naprawdę Petra zdecydowała się już na kryjówkę, wystarczyło tylko tam dotrzeć i upewnić się, że nikogo tam nie ma. Nie miała ze sobą mapy, jednak to nie był dla niej problem. Jako Zielona wystarczyło, że już raz ją widziała, by ją zapamiętać. Dzięki temu nie musiała jej ze sobą tachać w jej plecaku. Niby za dużo nie waży, ale jednak.
Nie minęło długo, gdy dotarła do skraju lasu. Wyostrzając swoje zmysły przeczesała pobliski teren, upewniając się czy oby nikt się tu nie kręci. Gdy nie wyczuła ani nie zobaczyła żadnej innej duszy, wyszła spoza linii drzew, kierując się do jednej z pobliskich jaskiń. Gorące źródła może nie wydawały się najlepszą kryjówką, jaką można było znaleźć na terenie Idaho. Petra nie miała w zamiarach brać kąpieli, wystarczyło jej, że w jaskini będzie cieplej, dzięki wyższej temperaturze wody. Ściągnęła z pleców oraz odłożyła wątpliwej już wytrzymałości kij baseballowy, który znalazła kiedyś w opuszczonym domostwie. Broń nie wytrzyma zapewne zbyt długo w czasie potyczki, ale zawsze lepsze to niż nic. Dziewczyna siadła oparta o ścianę jaskini i wyciągnęła z plecaka ostatnio znalezioną książkę.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-03, 16:53   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Zaraz po tym, jak Petra przeczesała teren za pomocą swoich wyostrzonych zmysłów i straciła czujność, całkiem niedaleko przechadzkę urządzał sobie... Wilk. Rosły, brunatny basior, który wyczuł czyjeś ślady. Jak wiadomo- dzikie zwierzęta raczej nie atakują bez powodu. Chyba, że są chore na wściekliznę, albo dokucza im głód. No właśnie.
Zwierz włożył nochal w świeże ślady Petry i podążył za nią, prosto do jej kryjówki. Dźwięk wielkich łap odbił się od ścian jaskini. Dziewczyna w ostatnim momencie mogła ujrzeć cielsko, które rzuciło się na nią z pazurami, rozwarło szczęki i chwyciło ją za ramię, wbijając zębiska.
_________________
 
 
Petra Wiggin


Wysłany: 2018-03-05, 01:05   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

...Ciasto wyłożyć do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 24 cm i piec przez...
Petra nigdy wybrzydzała, jeśli chodziło o książki, jednak musiała przyznać, że czytanie przepisów kulinarnych było trochę głupie, kiedy prawdopodobnie nigdy ich nie użyje, nie mówiąc już o tym, że zdobywanie jedzenia nie było najłatwiejszym zadaniem w tych czasach. Czytanie kolejnego przepisu na ciasto nie poprawiał nawet fakt, że Wiggin nigdy nie przepadała za słodyczami. Uparcie jednak kartkowała kolejne strony przepiśnika, a przynajmniej do czasu rozbrzmienia dźwięku łap.
Dźwięku, które usłyszała za późno, a swój godny pożałowania wolny, nie tylko jak na Zieloną, czas reakcji przypłaciła zębiskami wilka wbitymi z jej ramię. Petrę momentalnie przeszył ból, który błyskawicznie pobudził jej mózg do szybszego działania, aby nie zostać kolacją dla zwierzęcia. Zepchnęła chwilowo ból na dalszy tor myślenia, po to by skupić się na własnej wiedzy. Musiała jednak działać szybko, zanim ranne ramię przestanie być ignorowane przez jej mózg. Spróbowała użyć umiejętności pozwalającej jej na czasowe złamanie limitów jej ciała, jednak nie zadziałało. Petra przeklęła w myślach, po czym postanowiła działać. Mówi się, że podczas walki z psem, uderzenia zwierzęcia w większość z miejsc, które pierwsze przychodzą na myśl człowiekowi, zrobią więcej złego niż dobrego. Ale podobno nos to czuły punkt psa, a ten to rodzina wilka więc można spróbować to wykorzystać. Zdrową ręką uderzyła zwierzę z całej siły w okolicę narządu węchu, równocześnie wyprowadzając kop kolanem w jego żebra. Była świadoma, że nie załatwi to sprawy, jednak miało to poprawić trochę jej szanse w tym starciu. Chwyciła kij do ręki, by móc go użyć do obrony.


kostki
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-05, 08:19   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Wilk nie odpuszczał, cały czas trzymał jej ramię w ścisku żelaznych szczęk, wydając z siebie warkot, rozchodzący się głuchym echem.
W momencie, kiedy Petra uderzyła zwierza w nos, ten zaskowyczał cicho, puszczając jej rękę ze swoich zębisk, a potem wydał z siebie kolejny pisk, odczuwając ból po kopnięciu w żebra.
Już miał nacierać po raz kolejny, gdy strzepał z siebie cały ten ból, ale...
-Zostaw!- Czy naprawdę usłyszała kobiecy głos, dobiegający z wejścia do jaskini? Ciemność przeszyło delikatne, pomarańczowe światło, tańczące po nierównomiernych głazach. Ogień. Ktoś trzymał pochodnię. Dziewczyna nie wiedziała dokładnie co to takiego mogło być, bo obraz rozmazał jej się nieco po starciu z dzikim zwierzęciem.
Po kilku chwilach dało się zauważyć zarys delikatnej sylwetki drobnej osoby. Miała rozpuszczone włosy, a na jej twarzy widniały kolorowe malunki. Wpatrywała się z przerażeniem i wyraźnym smutkiem w ofiarę jej kompana.
-Wszystko w porządku? Przepraszam za niego. Szukaliśmy jedzenia...- Wytłumaczyła się, podchodząc parę kroków w jej stronę. Oczywiście nie podchodziła zbyt blisko. Widziała, że Petra jest przerażona. Miała zaokrągloną sylwetkę. Nie wykazywała żadnej agresji. Wręcz przeciwnie- pokazywała, że jest uległa i ma dobre zamiary.
-Pozwól, że opatrzę ci rękę.- Dodała cichym, spokojnym głosem.
Gdzie był teraz wilk? Siedział grzecznie u boku nieznajomej, wlepiając w Wiggin wielkie, brązowe oczęta.
_________________
 
 
Petra Wiggin


Wysłany: 2018-03-06, 22:36   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Gdy tylko wilczysko uwolniło jej ramię, Petra zasyczała z bólu. Od złapania się za ugryzione miejsce, powstrzymywał ją fakt ciągłego zagrożenia ze strony zwierzęcia, które szybko otrząsnęło się po jej ataku. Klęcząc z kijem basebolowym w ręce, obserwowała ruchy wilka. Udało jej się nieco wyrównać szanse, ale na jak długo?
Wzdrygnęła się na dźwięk głosu dochodzącego ze strony wejścia do jaskini. Ciągle mając w zasięgu wzroku zwierzę, które najwyraźniej zaniechało ataku, spojrzała w kierunku źródła głosu. I światła pochodni, które w połączeniu z lekko rozmazaną wizją dziewczyny, skutecznie uniemożliwiło jej dokładniejsze zobaczenie postaci, a przynajmniej do czasu aż podeszła bliżej.
Pięknie, najpierw wilk, teraz Pocahontas robi się coraz lepiej... Przemknęło jej przez jedną z myśli, gdy zobaczyła ładną dziewczynę z malunkami na twarzy.
-Och, zawsze szukacie jedzenia w postaci ludzkiego mięsa? Nie polecam jednak ludzkiego mózgu. Kuru to naprawdę gówniana choroba. Niekontrolowane napady śmiechu, które później kończą się śmiercią? Szczerze nie polecam.-Rzuciła z siebie potok słów wskazując głową na własne ramię. Jak zwykle nie przemyślała słów, zanim wybrzmiały w jej ustach. Świadoma była, że dla głodnego zwierzęcia, posiłek z dwudziestoletniej dziewczyny mógł stanowić dobrą i łatwą przystawkę, co jednak nie zmieniało jej uczuć w stosunku do wilczyska. - A ogólnie to oprócz ramienia wszystko w porządku.
Nieznajoma postępowała wobec niej jak wobec rannego zwierzęcia, co nie umknęło uwadze Wiggin. Jednak język ciała ma jedną wadę. Jest bardzo łatwy do podrobienia, gdy ktoś ma o nim większe pojęcie. Ze sceptycznym wyrazem twarzy przechyliła lekko głowę, jednak opuściła kij w dół, jako pozwolenie dziewczynie na pomoc.
-Jesteście niecodziennym widokiem, nieczęsto spotyka się w lesie kobietę z wilkiem. Nie licząc czerwonego kapturka.- Wyrzuciła z siebie chwilę potem, ciągle obserwując dziewczynę. Co jak co ale było to intrygujące, szczególnie dla niej. I zapewne ciekawsze niż czytanie książki kucharskiej.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-03-06, 23:35   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Kiedy nieznajoma podeszła bliżej, Petra mogła uważniej się jej przyjrzeć. Była... Niezwykle urodziwa. I do tego biła od niej taka pozytywna aura, która od razu wprowadzała miłą atmosferę. Delikatny uśmiech na twarzy kolorowej nie schodził ani na moment. Ciemne oczy wpatrywały się w zieloną ze spokojem, ale też dało się zauważyć w nich nutę współczucia.
-Schlebiasz mi.- Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy usłyszała jej myśli. -Ale... Muszę cię zmartwić. Nie jestem Pocahontas.- Wzruszyła ramionami, drapiąc wilka za uchem, który uniósł łeb w górę i wydał z siebie pomruk zadowolenia.
A więc pomarańczowa, co, Petro?
-Chyba lepiej umrzeć ze śmiechu, aniżeli z głodu czy z wycieńczenia, nie sądzisz? Ewentualnie śmierć przez utopienie... Słyszałam, że to jedna z najgorszych opcji.- Choć temat poruszyły niezbyt przyjemny, dziewczyna nadal się delikatnie uśmiechała, nie odrywając od Petry wzroku. Na pierwszy rzut oka mogła mieć wrażenie, że ta próbuje jej wejść do głowy, ale w praktyce wychodziło inaczej.
Czyżby kolorowa szanowała to, co znajduje się w umyśle Wiggin? Najwidoczniej tak. Przynajmniej wszystko na to aktualnie wskazywało.
Kiwnęła głową słysząc jej stwierdzenie dotyczące ramienia i podeszła doń dopiero wtedy, kiedy opuściła kij. Kucnęła przy zranionym ramieniu, uprzednio kładąc pochodnię gdzieś na głazie, coby nadal dawała lekkie światło.
Opiekunka rozsiewała wokół siebie woń ziół i mokrej ziemi. Była jakby przesiąknięta wolnością i niezależnością. Miała na sobie ubranie ze skór zwierząt- co prawda mało zasłaniało, ale było wygodne i praktyczne. Ponadto posiadała też dużą torbę, w której aktualnie zaczęła grzebać. Wyciągnęła z niej szmatkę, w którą zawinęła zieloną papkę.
-Receptura mojej matki. - Wyjaśniła, nakładając mazidło na poharatane ramię.
Była jakoś tak... Wyjątkowo blisko. Petra mogła poczuć gorący oddech dziewczyny na swoim policzku.
Zaśmiała się, słysząc jej żart.
-Tylko nieliczni mają zaszczyt nas spotykać, Nieznajoma.- Wyszeptała, próbując nawiązać z nią kontakt wzrokowy. -Niecodziennym widokiem jest również spotykanie tak pięknej istoty.- Przechyliła głowę na jedną stronę, dając sobie chwilę na pochłanianie jej urody wzrokiem.
A wilk? Wilk położył się gdzieś dalej, oblizując swój zakrwawiony pysk długim jęzorem.
_________________
 
 
Heather O'Connel


Wysłany: 2018-06-02, 23:55   
   Multikonta: Meh
[Cytuj]

Plecak Heather pacnął ciężko na kamienną posadzkę wzbudzając delikatne echo zlewające się z odgłosem znajdującej się obok wody. Dziewczyna rozejrzała się po jaskini i westchnęła ciężko, opierając ręce na biodrze, odpływając myślami. Od ostatnich wydarzeń minęło zaledwie parę dni wypełnionych jedynie szybkim marszem i spaniem na zmiany w obawie przed ewentualnym pościgiem. Zmęczenie i wieczny burdel w głowie zaczynały powoli acz sukcesywnie odbierać rudej resztki jakiegokolwiek zdrowego rozsądku. Pare ostatnich godzin dziewczyna spędziła praktycznie na autopilocie wdrapując się do jaskini, sprawdzając czy nikogo w niej nie ma (bo przecież bywa różnie, a ona i Bogowie chyba wciąż jeszcze się nie dogadali), rzucając okiem na o dziwo wciąż idącą obok Alex. Na każdym kroku Heather upewniała się, że teraz już jest dobrze, że teraz (przynajmniej z pozoru) są już jako-tako bezpieczne i wreszcie uda się jej wypocząć. A przynajmniej pomyśleć i wypieprzyć z głowy przynajmniej połowę rzeczy, które tam były.
Jej piwne spojrzenie raz jeszcze przesunęło się po wilgotnych ścianach, szukając czegoś, czegokolwiek właściwie, co powinno wzbudzić jej czujność lub zainteresowanie. Mały, dość oryginalnie wykonany nóż wciąż jeszcze tkwił w jej dłoni gotowy siłą pamięci mięśniowej odeprzeć atak z zaskoczenia lub skutecznie posłać kogoś w objęcia piekieł. Minęła minuta.
-Okej...-Mruknęła sama do siebie, oddychając głębiej. Nigdy nie lubiła jaskiń. Już jako dzieciak unikała jak ognia wszelkich zamkniętych przestrzeni i niepewnych ścieżek. Teraz, jako simsowa "młoda dorosła" wpędzona w uniwersum godne niemal The Walking Dead wiedziała już, że niesprawdzonych dróg uniknąć się zwyczajnie nie da. Podobnie z resztą jak tychże właśnie pieprzonych jaskiń. Dziur w skale, które oczywiście oferowały niemal luksusowe spokój i schronienie, a te tutaj nawet świeży zapas wody na drogę, jednocześnie będąc świetnym miejscem na pułapkę, potrzask i wreszcie przerażająco trywialną śmierć. -Wdaje się być okej.-Oceniła w końcu, rozluźniając spięte w gotowości mięśnie i sięgając do plecaka by odwiązać od niego karimatę, rozwinąć ją i posadzić na niej tyłek. Oparła się plecami o plecak opaty z kolei o jakąś wystającą ze skały skałę (to był stalagmit czy stalaktyt? Może tylko zwykły kamień?) plecami w stronę jaskini, twarzą do wciąż jeszcze jasnego świata zewnętrznego prezentującego się na horyzoncie wejścia, skrzyżowała nogi i oparła na nich ręce. Przymknęła na chwilę oczy, wypełniając płuca nowym, solidnym oddechem, pozwalając by cichy szum wody i pogłos wlatującego wiatru odbijały się echem w jej świadomości. Wiedziała, że zanim się ściemni, trzeba będzie nanieść chrustu. Poszukać drewna, rozejrzeć się trochę po okolicy. Znaleźć punkt orientacyjny, rozłożyć mapę, pilnować się, by nie udusić Alex i nie wybuchnąć własną frustracją, strachem, gniewem i zwykłą pogłębiającą się paranoją. Może spróbować coś upolować. Mogłyby tu zostać na dzień lub dwa, odnowić siły. Poczekać, może Hel uda się jakoś do nich dołączyć, wrócić. Twarz blondynki śmignęła przez świadomość Heather wywołując na jej twarzy brzydki grymas. Pieprzona Hel. Pieprzona dziura w skale. Pieprzone kule ognia. Pieprzone poczucie winy.
Wypuściła powietrze i wzięła kolejny oddech prostując plecy. Narastający w niej gniew, ten najgorszy i najgłębszy gniew zranionego perfekcjonizmu i nasączonego strachem poczucia winy odbił się od ścian jej umysłu burząc dopiero co poukładane myśli. Dziewczyna zaczęła jeszcze raz.
Tylko nie wybuchnij, Heather. Tylko nie wybuchnij...
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-06-06, 22:08   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko
[Cytuj]

Mistrz Gry


Przez parę dni nie napotkały na swojej drodze żadnego stworzenia, zapewne dlatego, że stanowcza większość uciekła w górę przed pożarem. W dodatku sezon zimowy nie sprzyjał znajdowaniu smacznych owoców leśnych czy grzybów, dlatego musiały polegać na własnych zapasach pożywienia i wody. Do jaskini dotarły bezpiecznie, znajdując schronienie wystarczająco duże dla dwóch osób wraz z dobytkiem. Powietrze było ciepłe i wilgotne z powodu pary wodnej unoszącej się nad źródłami. Jaskinia była tak umiejscowiona, że nie groziło im ewentualne zalanie przez deszcz, niemniej para wodna skraplająca się na zimnych skałach sprawiała, że podłoże było mokre. Rozpalenie ogniska w takich warunkach nie należało do rzeczy najłatwiejszych, niemniej Alex postanowiła pójść po drewno. Dała jasno do zrozumienia, że nie ma ochoty na towarzystwo i po prostu zniknęła z pola widzenia Heather. Na zewnątrz było coraz ciemniej a Alex nie wracała. Do uszu Heather w pewnym momencie dotarł chrzęst kamieni, jednak nie były to dźwięki charakterystyczne dla człowieka idącego po ścieżce. Bo też stworzeniem, które w następnej chwili ukazało się w wejściu do jaskini nie był człowiek. Był to spory, dorodny, biały królik. Zatrzymał się w połowie drogi i stanął na tylnych łapkach, jakby próbował przyjrzeć się Heather uważniej. Zastrzygł uszami w zdenerwowaniu i poruszył szybko noskiem. W następnej chwili skoczył znów na ścieżkę i tyle go widzieli. Z jednej strony zaczynało zmierzchać, więc nie była to najlepsza pora na polowanie, z drugiej... to mogła być jedyna szansa na uzupełnienie zapasów. Albo królik albo łyko okolicznych drzew, herbatka z igliwia sosnowego i od czasu do czasu jakieś ślimaki nad rzeką.
 
 
Heather O'Connel


Wysłany: 2018-06-08, 00:01   
   Multikonta: Meh
[Cytuj]

Kiedy Alex zniknęła za progiem jaskini Heather westchnęła z ulgą i przewróciła oczami. Na wszystkich Bogów, jeśli ta laska nie była odpowiednim znakiem z niebios, aby ruda wstąpiła na dawno już zapisaną jej ścieżkę brutalnych mordów i krwawych jatek, to trudno powiedzieć, co było.
Nie wiedzieć czy to buzujące hormony, nademocjonalność czerwonych czy może zwykły urok osobisty Alex, jednak coś w niej sprawiało, że Heather miała ogromną ochotę rzucić się na nią z całym swoim impetem i roztrzaskać dziewczynie czaszkę o podłoże jaskini. Najlepiej kilkukrotnie.
Pozostawanie na czyjejś łasce i nie łasce nigdy specjalnie nie leżało w naturze dziewczyny, jednak w obecnych warunkach, wydawało się łatwiejsze niż podjęcie zbiorowej wędrówki prowadzącej zapewne w stronę zatracenia resztek kręgosłupa moralnego, jakimi w ogóle dysponowała.
Dlatego też czekała. I czekała. I czekała. W międzyczasie czekając. Po upływie paru nieszczęsnych godzin przebywania samej ze sobą (tu warto zaznaczyć, ze zwykli randomowi przechodnie mieli z nią problem już po paru minutach i to bez wglądu w jej myśli, więc ona sama, z pełnym do nich dostępem miała nie lada problem nie uciszyć siebie samej dla własnego domniemanego pośmiertnie spokoju) heather podjęła męską decyzję uznając, że po pierwsze Alex zapewne nie wróci, po drugie, wyjście teraz groziło poważnymi konsekwencjami, a co za tym idzie, zarówno z ogniska jak i ciepło przespanej nocy cienki chuj i wreszcie po trzecie, że jeśli Megara nie pojawi się do dnia następnego dając tym samym wcale sugestywny dowód swojej jakże nieodżałowanej śmierci, przykładem błogosławionego Sandora Clegane'a znanego również jako Ogara, Heather bezczelnie i z premedytacją poczęstuje się jej plecakiem i wszelkimi dobrami materialnymi. Ostatecznie, martwej Alex sie już na niewiele zdadzą.
W pewnej chwili jej czekanie, a co za tym idzie, wewnętrzne rozkminy o tematyce wszelakiej przerwało pojawienie się wścibskiego (pragnącego szybkiej śmierci?) i niezbyt rozgarniętego królika. Ruda zamarła na chwilę na swojej karimacie i z niedowierzaniem wpatrywała się najpierw w zwierzę, a następnie w miejsce, w którym zniknęło.
W jej umyśle na nowo rozgorzała burza. Królik oznaczał mięso. W dodatku całkiem dobre mięso. Jeśli uda jej się go zwęglić to już ciepłe mięso, od którego wcale nie tak daleko od pełni szczęścia. Zwłaszcza, ze miała w plecaku jeszcze puszkę z groszkiem, która jak nic idealnie skomponowała by się z tym małym samobójcą-flirciarzem. Z drugiej strony zaś zanim dziewczyna zdążyłaby się zebrać, spakować i załadować (bo zostawiać rzeczy w jaskini stanowczo nie zamierzała) malec zapewne byłby już pół mili w którąkolwiek ze stron. A z jej umiejętnościami tropienia, królik równie dobrze mógłby zdecydować się na podróż na hawaje. Co więcej, robiło się coraz ciemniej, a przedłużająca się nieobecność Alex w subtelny choć okrutny sposób dawała jasno do zrozumienia, że na zewnątrz coś jest mocno nie tak. Nawet nie wspominając o tym, że uzbrojona jedynie w nóż raczej nie dałaby rady zabić gnojka na odległość. Nie posądzała się też o to, by z plecakiem na grzbiecie udało się drania dogonić. Heather westchnęła tylko i machnęła mentalną ręką, uznając, że jeden nieuchwytny królik nie jest wart takich poświęceń. O wstawaniu nie wspominając.
Zamiast tego dziewczyna przeniosła się z Karimatą w najdalszy kąt jaskini i zaczęła powoli szykować do płytkiej namiastki snu, którą przyszło jej ładować baterie odkąd podróżowała sama.
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-06-08, 21:05   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko
[Cytuj]

Mistrz Gry


Nie minęło wcale dużo czasu, godzina, dwie najwyżej, gdy na nos Heather zaczęły skapywać zimne krople wody w nieregularnych, kilkusekundowych odstępach. Po sklepieniu płynęły strużki wody zbiegając się w paru miejscach. Na zewnątrz była definitywna noc, a zbliżająca się pełnia już dawała się we znaki. Księżyc odbijał światło słoneczne tak silnie, że oświetlał okolicę niczym lampka nocna. Panowała nienaturalna cisza, przerywana tylko szumem płynącej wody. Wiatr nie szeleścił liśćmi, brakowało odgłosów nocnych zwierząt, świat wydawał się być całkowicie pogrążony w swoistym letargu. Tym większym kontrastem był nagły ryk z wnętrza jaskini. W miejscu, które można było uznać za koryto podziemnych, ciepłych strumieni, coś zaczęło sapać, mruczeć i przeciągać się po długim, zimowym śnie. Heather nie miała za wiele czasu na reakcję, jeśli nie chciała spotkać się oko w oko z rozespanym niedźwiedziem, który właśnie budził się do życia. Jeśli chciała wziąć ze sobą rzeczy Alex, nie mogła tego uczynić z jednej, prostej przyczyny - dziewczyna wzięła je ze sobą, gdy szła po drewno.
Jedyną drogą ucieczki pozostawało wyjście z jaskini i próba zejścia w dół, w kierunku lasu, tą samą drogą, którą się tu dostała, zanim miś uzna, że pora na przekąskę.
 
 
Heather O'Connel


Wysłany: 2018-06-08, 22:23   
   Multikonta: Meh
[Cytuj]

Obudziła ją woda.
Zimna, mokra, irytująco nie rytmiczna, natarczywa woda. Dziewczyna poderwała się do siadu, odruchowo sięgając po leżący obok niej nóż i rozejrzała gwałtownie, próbując wyłapać, co się dzieje. Kolejna kropla spadła jej tuż za kołnierz, spływając leniwie po kręgosłupie. Heather wzdrygnęła się z obrzydzeniem.
Jeśli była na świecie rzecz znajdująca się w top 5 znienawidzonych przez Heather O'Connel zjawisk poniekąd atmosferycznych, to kapiąca znikąd zimna woda znajdowała się na zaszczytnym, pierwszym miejscu. -Kurwa!- Ruda rozejrzała się raz jeszcze i mlasnęła niesmakiem orientując się, że Alex wciąż nie wróciła. Cóż. Szkoda plecaka. Zerknąwszy w stronę wyjścia z jaskini dziewczyna westchnęła ciężko, przewracając oczami i marszcząc brwi z niezadowoleniem. Skoro mogła zobaczyć, że Megary nie ma w jaskini, wolała nie wiedzieć, jak jasno jest na dworze. Cholerna pełnia.-Przeklęła w myślach, doskonale wiedząc, że zaśnięcie w jasnym otoczeniu przyjdzie jej z dużym trudem. A przecież powinna być wypoczęta. Następnego dnia powinna ruszać dalej w stronę Arkadii. Być może Hel już tam była.
Heather skrzywiła się ponownie na wspomnienie blondynki staczającej się gdzieś w stronę lasu. Jebane trzęsienie ziemi. Jebane kule ognia. Jebana Heather.
Z letargu wyrwał ją niespodziewany, mrożący krew w żyłąch ryk. O ile wcześniejsza cisza pozostała kompletnie nie zauważona przez wciąż nie wyspany umysł dziewczyny, o tyle pieprzony odgłos budzącego się do życia niedźwiedzia trudno było jakkolwiek zignorować. W Pierwszej chwili Heather zamarła przerażona nie bardzo wiedząc, co zrobić. Zanim zdążyłaby zebrać rzeczy, miś zapewne zdołałby ją znaleźć. I poczęstować się bez większych wyrzutów sumienia. Zostawienie plecaka, śpiwora i karimaty też nie wchodziło w grę. Nie po tym, co musiała przejść, by je dobyć. Oczywiście walka nożem z pieprzonym niedźwiedziem nawet nie wchodziła w rachubę. Szanujmy się trochę. Ruda poderwała się z miejsca i rozejrzała w popłochu nie bardzo wiedząc, co dalej. No rzesz jasny chuj, kurwa mać, ja pierdolę!Przemknęło przez jej umysł.-Na wszystkich Bogów, czemu ja!?-Dodała zaraz, skupiając myśli.
A jeśli tam były młode? Co prawda nie słyszała ich jeszcze ale też spójrzmy prawdzie w oczy, nigdy nie była specjalnym specem od niedźwiedzi i ich młodych. Może one były cicho? -Żeby to nie była matka z dziećmi!- Pomyślała błagalnie, zerkając w stronę stropu. W odpowiedzi, jej żołądek zaburczał głośno i bezwstydnie, jakby odpowiadając niedźwiedziowi. Heather popatrzyła w stronę wnętrza jaskini. I jak to często miała w zwyczaju, ruszyła przed siebie, nie myśląc wiele więcej.
Gdy tylko znalazła się dość blisko by zobaczyć swojego niepożądanego współlokatora skupiła myśli i bardzo, bardzo postarała się wytworzyć kulę ognia dość silną by ( w jej mniemaniu) upieprzyć dziada, jednak nie tak silną jak ta, którą posłała parę dni wcześniej by rozpieprzyć klif. Ostatecznie, zepsucie podarowanego przez Bogów (nie ważne w jakiej intencji...) niedźwiedzia, jego piękne futo i zapewne pożywne mięso byłoby czystym bluźnierstwem. Następnie, odganiając z umysłu scenę, w której Kenai zabija matkę Kody Heather zebrała całą potrzebną do tego siłę i rzuciła kulą ognia wprost w pysk niedźwiedzia, o dziwo trafiając.

Czy Heather uda się trafić Misia morderczą (miejmy nadzieję) kulą ognia?
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-06-09, 23:14   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko
[Cytuj]

Mistrz Gry



Świat jakby zwolnił, gdy kula ognia wielkości piłki nożnej poszybowała wprost w paszczę niedźwiedzia. W ułamku sekundy Heather miała szansę przypomnieć sobie obraz kawałka pizzy pędzącego w kierunku rozespanej twarzy pewnej rudej dziewczyny. Zwierzę znajdowało się w o tyle gorszej sytuacji, że futro na pysku zajęło się, parząc skórę, oślepiając przynajmniej chwilowo i powodując oczekiwaną po takim ataku dezorientację. Niedźwiedź zaczął na oślep machać łapami, próbując walczyć z niespodziewanym przeciwnikiem.
Ostre pazury przejechały po boku Heather, rozcinając skórę na jej żebrach oraz dotkliwie raniąc jej rękę. Miała o tyle szczęścia, że ilość adrenaliny w jej ciele pozwoliła na, przynajmniej chwilowe, nie odczuwanie bólu. Uszkodzony nerw łokciowy objawił się całkowitym bezwładem lewego przedramienia, czyli od łokcia w dół. Siła uderzenia ciężkiej, niedźwiedziej łapy posłała Heather w tył, więc miała szansę uniknąć kolejnych ciosów oraz kłapnięć, gdyż zwierzę wciąż miotało się w amoku.
Miała jednak bardzo niewiele czasu na ucieczkę, jeżeli nie chciała w ciągu kolejnych paru sekund zostać rozszarpana lub stratowana przez żywą masę trzystu kilogramów.


_________________
Modyfikator do umiejętności: - 3 ze względu na obrażenia

Zwinięty Tekst:

Brązowa gwiazdka - niedźwiedź
Czerwona gwaizdka - Heather
Niebieska linia - strumyk
Czarne linie - ściany jaskini

 
 
Heather O'Connel


Wysłany: 2018-07-11, 02:21   
   Multikonta: Meh
[Cytuj]

- O żesz chuj!- Dziewczyna zaklęła soczyście, kiedy uderzenie niedźwiedziej łapy pizgło nią w tył. Zwierze, które do zeszłej chwili był zaledwie nieokreśloną kupą futra stanąło teraz przed nią w pełnej, wkurwionej, zdezorientowanej, 400 kilowej, przypalonej na pysku krasie, skutecznie dając jej do zrozumienia, że kula ognia była jednak złym pomysłem. Nie myśląc wiele ruda zabrała nogi za pas, obiecując sobie, że bohatersko zgładzi niedźwiedzia jakoś przy innej okazji. Przy gwałtownym ruchu zarówno bok jak i ręka zabolały skurwysyńsko, mrocząc ją na moment. Heather dopadła do plecaka i zacisnąwszy zęby zarzuciła go sibie na zdrowe ramię, chwytając w zdrową rękę śpiwór (karimaty już nie zdążyła) i pognała przed siebie ile miała sił w nogach.
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-07-11, 14:00   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko
[Cytuj]

Mistrz Gry


Zwierzę miotając się w dzikim amoku, oślepione i całkowicie zdezorientowane nie zdołało wyrządzić Heather więcej szkód, więc dziewczyna zdołała wybiec z jaskini. Plecak musiał ciążyć dziewczynie niesamowicie, a śpiwór trzymany w ręku po pewnym czasie zaczął stanowić poważną przeszkodę, jako że zajmował jedyną sprawną dłoń Heather. Musiała w końcu przystanąć, ocenić szkody wyrządzone przez niedźwiedzia, opatrzyć się i upakować rzeczy tak, żeby mogła w miarę wygodnie je nieść. W oddali było słychać szum wody, która w obecnej sytuacji mogła się dziewczynie przydać. Ukształtowanie terenu nie sprzyjało znalezieniu solidnej kryjówki, dlatego jeśli chciała się schować chociaż na parę godzin dzielących ją od świtu, musiała ruszyć dalej przed siebie.
 
 
Heather O'Connel


Wysłany: 2018-07-12, 14:17   
   Multikonta: Meh
[Cytuj]

Heather biegła do chwili, w której wydawało jej się to jeszcze wykonalne. Potem szła szybkim tempem, który po jakimś czasie osłabł i przerodził się w uparte stawianie kroku za krokiem przy akompaniamencie jęków, przekleństw i ciężkiego oddechu. Niedługo potem i to zostało poza jej zasięgiem. Dziewczyna westchnęła ciężko i rozejrzała się niepewnie by następnie zrzucić z siebie plecak i oprzeć się plecami o jakieś drzewo. Nogi odmówiły posłuszeństwa i ruda osunęła się po pniu na zimną glebę, odpływając na chwilę od świata rzeczywistego. Wiedziała, że słabnie i sytuacja jest raczej gówniana, jednak nie zamierzała ulegać presji wiszącej nad nią kostuchy. Otworzyła plecak i wyciągnęła latarkę, zaraz świecąc na swoje ramię i bok. Oba wyglądały paskudnie i raczej pesymistycznie. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę skupiając myśli i chwyciła latarkę w zęby, ponownie zaglądając do plecaka. Wyciągnąwszy z niego piersiówkę, Heather przymknęła na chwilę oczy, by przekonać żołądek do współpracy i upewniwszy się, że ten nie zamierza odpieprzać niczego nadprogramowego, pociągnęła parę pokrzepiających łyków, uprzednio wyjmując z ust latarkę. Odstawiwszy piersiówkę na bok dziewczyna wygrzebała z plecaka nóż i zaczęła rozcinać ubranie, by jak najszybciej odsłonić ranę i przyzwoicie ją opatrzyć. Chłód uderzył o jej nagą skórę jednak stosowna ilość wódy w organizmie sprawiła, że nie był tak upierdliwy, jak mógłby na trzeźwo. Heather wzięła jeszcze łyk, by upewnić się, że ręce nie zatrzęsą jej sięw razie gdyby musiała coś wyjąć albo ciąć, ponownie chwyciła latarkę w zęby by poświecić na rany i powoli zaczęła wylewać zawartość piersiówki na bok i przedramię. Rany zapiekły żywym ogniem (badum - tsss) wyciskając z oczu rudej sporą ilość słonych łez. Dziewczyna zaciskała zęby starając się wylewać wszystko w miarę równo i nie marnować wódy nad której stratą i tak ubolewała. Ostatnie jej resztki wylała sobie na dłoń by ją również odkazić i odczekała nieco, aż przeschnie. Spróbowała wytworzyć mini kulę ognia, którą podpaliłaby wódę na ranie i wypaliła wszystkie cholerstwa w pizdu, jednak, ból zmęczenie i o ironio, wóda w organizmie sprawiły, że chuja z tego wyszło.Dziewczyna warknęła sfrustrowana i sięgnęła do plecaka po apteczkę. Dopiero wtedy zorientowała się, że przecież dopiero co odkaziła rękę wódą. Zaklęła pod nosem i wygrzebała z wnętrza plecaka wodę utlenioną i wszystko, co miała do opatrywania. Zacisnęła na chwilę oczy, próbując odzyskać koncentrację i otworzywszy je z powrotem, przejrzała swoje zapasy. Odkaziła rękę i nóż wodą utlenioną i odpakowała gazę opatrunkową, zaraz przyciskając ją do rany na boku. Dołożyła do tego jeszcze część bandażu, by zatamować krwawienie. Kolejną jego częścią obwinęła się na tyle starannie, na ile umiała, by nie zsunęło się jej podczas marszu. Następnie w bardzo podobny sposób zajęła się ręką, zużywając parę kompresów z gazy i resztę bandażu. Wykonawszy z chusty trójkątnej temblak na rękę, dziewczyna zajęła się ponownym spakowaniem plecaka, przy okazji przekładając leki przeciwbólowe do jednej z bocznych kieszeni by w razie mającej zapewne niedługo nadejść, silnej potrzeby miała do nich szybki dostęp. Spakowawszy się (i wrzuciwszy śpiwór do plecaka) dziewczyna naciągnęła na siebie koszulkę by choć częściowo chronić się przed chłodem, podniosła się wspierając na drzewie i ruszyła dalej przed siebie, świecąc latarką pomiędzy drzewami. Nie, żeby wędrówka dokądkolwiek była w tej chwili jej głównym marzeniem, jednak sądząc po ilości krwi pozostawionej za sobą, pozostawało jej to, albo robienie za ciepłego kebsa dla leśnych stworzeń. Krok za krokiem, z nożem przy pasku i latarką w ręce, psiocząc na siebie i swoją porywczość, niedźwiedzia i jego niefortunne umiejscowienie, wreszcie na pierdolone kule ognia, które potrafią rozpieprzyć kamień, ale widocznie nie działają na nic żywego (kurwa ich mać), dziewczyna wolno acz sukcesywnie zaczęła oddalać się od miejsca swojego postoju w bliżej nieokreślonym kierunku.




Czy Heather uda się odpalić wódę na ranie mini kulą ognia zbliżoną do rany?
 
 
Hel Woods


Wysłany: 2018-07-19, 03:04   
   Multikonta: Marley White, Scar Cadwalader
   GG/DC: 23652378 / koala#1141
   Mów mi: Piekiełko
[Cytuj]

Mistrz Gry



Sprawna i opanowana reakcja dziewczyny z pewnością opóźniała zgon, choć Heather po spojrzeniu śmierci w oczy nadal mogła odczuwać jej zimny oddech na karku. Wódka i prowizoryczny opatrunek musiały wystarczyć, jednak chłód, głód i zmęczenie z pewnością już zaczynały się dopominać o swój udział w przygodzie. Dzięki przepakowaniu się łatwiej było jej ruszyć w drogę, choć zostawiała za sobą wyraźny ślad, jak każde zranione zwierzę w takiej sytuacji. Potrzebowała przeć przed siebie w poszukiwaniu schronienia przynajmniej do świtu, kiedy będzie w stanie w świetle dnia obejrzeć jakich dokładnie szkód dokonał niedźwiedź.


_____________
zt do Skraj lasu, możesz od razu pisać lub poczekać na post Marleya jutro do godziny 20
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons