you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Rzeka Snake
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-13, 17:39   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

Ciągle nie była przekonana co do Charlotte. Wydawała się mówić szczerze, jednak miała zbyt... agresywne podejście. Z drugiej strony już takie osoby mieli w Arkadii, a rada jakoś to ogarniała. Może nie będzie aż tak źle? Nie miała pojęcia co z tą dziewczyną zrobić, więc uznała, że zrzuci ten problem po prostu radzie na głowę i tyle. Mogła jedynie być pewna tego, że dziewczyna nie współpracuje z rządem, a to w sumie było najważniejsze. Opuściła póki co łuk, jednak dalej miała go w rękach.
- Stary prezydent nie żyje, a Lara wydaje się bardziej przychylna psionikom. Jestem w dosyć sporej grupie, która chce spróbować podejść dyplomatycznie do problemu i przekonać rząd do wyznaczenia nam terenu na którym moglibyśmy w spokoju żyć. Chcemy spróbować pokojowo stworzyć Arkadię, mały raj dla psioników. - Poinformowała dziewczynę. Wątpliwości musiała odsunąć już na bok, nieważne jak bardzo zaczęłyby ją męczyć, było już za późno, żeby zmienić zdanie.
- Mogę Cię zaprowadzić do osoby, która ostatecznie zdecyduje, czy będziesz mogła dołączyć do nas. - Zaproponowała, bo nie chciała podejmować decyzji za dziewczynę. W końcu mogła nie chcieć dołączać do tak wielkiej społeczności po kilku latach spędzonych z jedną osobą, a potem samotnie.
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Charlotte Carpentier


Wysłany: 2018-05-13, 22:35   
   Multikonta: brak
   GG/DC: atómica#9771
   Mów mi: Szarlotka
[Cytuj]

Dziewczyna czuła się dosyć komfortowo jak na rozmowę z obcą osobą. Cztery lata w praktycznej samotności sprawiły, że cieszyła się na jakiekolwiek kontakty międzyludzkie. Czy to było dziwne? Raczej nie. W końcu do dnia dzisiejszego jedyne znajomości jakie zawarła, to wyłącznie natura. Chcąc lub nie chcąc miała przeczucie, jakoby Leksa coś ukrywała. Może była zwiadowczynią jakiejś grupy? A Lotka wlazła na ich teren? Cóż, wiele pytań, a więc i wiele odpowiedzi. Niekoniecznie prawidłowych. Ale wkrótce jej wątpliwości się rozwiały.
- Chciałabym wierzyć, że mówisz prawdę. Rząd to wszystko zaczął. Skoro jest nowy prezydent, to jest i nowy gabinet, który mógłby w przeciągu miesiąca odwołać kongresowo to, co zarządził tamten idiota - powiedziała - Oni nie podchodzili do nas dyplomatycznie, tylko podjeżdżali czarnymi samochodami pod domy i wyrywali dzieci z objęć matek. "Raj" to też chyba niezbyt odpowiednie określenie. Wyobraź sobie to tak - powiedziała, zasuwając plecak i zarzucając go na plecy, gdy Leksa opuściła łuk.
- Była sobie Bozia z brodą w powietrzu na chmurce, która stworzyła raj, ogród Eden, dla pierwszej dwójki ludzi: Adama i Ewy. Kiedy Adam i Ewa złamali boskie nakazy, Bozia wyrzuciła ich z raju. Co to znaczy? Jeśli będziecie chcieli załatwić to wszystko dyplomatycznie i, jeśli jakimś cudem rząd się na to zgodzi, to Arkadia będzie miała z góry narzucone zasady od dziadków zapiętych w garnitury za kilka tysięcy. A kiedy coś im się nie spodoba, to jedną ustawą mogą zlikwidować wszystko, o co walczycie. Czy jest to warte tej farsy? - spytała - Wszystko może skończyć się tak szybko, jak prowizorycznie się zacznie.
- Może i jest. Ale trzeba trzeźwo myśleć. Mogę z Tobą iść - przytaknęła, poprawiając swój bagaż i oglądając się po okolicy, aby upewnić się, że niczego nie zostawiła. Finalnie ruszyła w kierunku Aleksandry.
- Słyszałam o tej Arkadii już dawno temu. Którędy?
 
 
Ceridwen Murray



Wysłany: 2018-05-14, 22:13   
   Multikonta: Lounarie
   GG/DC: 7123822 / Lama#9514
   Mów mi: Lama; Ceri; Lu; Lou;
[Cytuj]

Mistrz Gry

- To nie takie proste. Nie mogą wypuścić psioników od tak, ani przyznać racji lidze, którą obalili. Ludzie by się z buntowali przeciwko nim, a to wprowadziłoby jeszcze większą anarchię w kraju. Mimo wszystko nienauczeni kontroli nad mocami psionicy są niebezpieczni dla otoczenia, w tym mają całkowitą rację. Jeśli już mieliby coś zmieniać to to, jak w ogóle wyglądają obozy. Gdyby poprawili jakość życia w nich, gdyby zamiast znęcać się nad dzieciakami tam, pomogli im rozwijać swoje moce i pomogli je kontrolować, a potem dopiero wypuszczali z powrotem do rodzin, to ten system działałby 100 razy lepiej. Owszem, zostałoby się rozdzielonym z rodziną na jakiś czas, jednak gdyby można było zachować z nimi kontakt? Gdyby to było rozwiązane w dużo łagodniejszy sposób? Jeśli trafi się na odpowiednie osoby, można by przepchnąć projekt restrukturyzacji obozów na coś, co byłoby dużo lepsze dla psioników. Do tego nie mogliby zlikwidować tego jedną ustawą. Normalni ludzie boją się nas, dzieci które przeżyły i dostały moce. Poparliby projekt, żebyśmy mieli swoje małe państwo w państwie. Rozgrywając to dobrze i zdobywając poparcie dorosłych mielibyśmy chronioną dupę, bo jednak nikt nie będzie chciał narażać się na ogólnokrajowy bunt likwidacją naszego państewka. Ludzie są straszni, kiedy chcą chronić siebie. - i chyba po tym wywodzie już było wiadomo, że osoba, która celuje do Lotki to zielona, która dogłębnie analizowała sytuację Arkadii. Gdyby nie to, że widziała szansę na powodzenie pokojowych działań, to pewnie by nie trzymała się z Arkadią. Była z natury bardzo nieufna, miało to swoje podłoże w jej dotychczasowych przeżyciach.
- Idź przede mną, chcę Cię mieć na oku, będę mówić którędy iść. Nie bierz tego do siebie, do każdego kogo nie znam podchodzę z zerowym zaufaniem. - Poinformowała jeszcze i ruszyły razem zgodnie z jej wskazówkami. Leksa tylko co jakiś czas rozglądała się dookoła, a kiedy były bliżej to musiała raz zatrzymać Lotkę, zanim weszła w jedną z pułapek.

Z/t >> Przenosimy się tutaj
_________________


Now I know,
There’s no one I can trust,
I used to think there was...
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-09, 20:54   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Zwinięty Tekst:

Ekwipunek:
  • Plecak:
    -Telefon, ładowarka, powerbank (bezpieczne w worku strunowym, żeby nie zamokło)
    -latarka (baterie działają, ale nie ma zapasowych)
    -portfel (pusty prócz kilku drobnych i zdjęć rodziców takich jak te robione do dokumentów)
    -scyzoryk (dość dobry, ze standardowym zestawem elementów: nożyk, piłka, pilnik itp.)
    -notatnik A6 i kilka promocyjnych długopisów
    -blaszany rondelek, łyżka, kubek
    -zapalniczka (półpełna, w woreczku strunowym)
    -szmaty, jakie pozostały z poprzedniej bluzki
    -masa "śmieci" z serii druciki, sznureczki itp. (sama nie wie czemu to chomikuje)
    -woda: dwie litrowe butelki (przegotowywała śnieg poprzedniego dnia)
    -jedzenie (kilka zupek instant, jedna puszka z jakąś mieszanką meksykańską)
    -herbata zielona (kilka torebek zachowanych na najważniejsze okazje)
  • Ciepły granatowy płaszcz z wysokim kołnierzem
  • Podstawowy zestaw ubrań (koszulka, spodnie, pasek, bluza, buty traperskie, bielizna)


Heather zaczynały kończyć się zapasy. Zima była paskudnym okresem, prawie zawsze oznaczającym braki w diecie i gubienie kilogramów w przerażającym tempie. O tej porze roku, przy swoich obecnych umiejętnościach i środkach jedzenie mogła zdobywać w zasadzie tylko wokół miejsc, gdzie żyli dorośli. Leśnych dóbr było raczej niewiele. Przynajmniej tych dostępnych dla niej, bo dziewczyna nie umiała polować. Mogła tylko zastawiać wnyki, jednak ich skuteczność była zmienna. Nikt nigdy jej tego nie uczył. Widziała tylko kilka opisów gdzieś w internecie, a praktyczne podejście musiała sobie wypracować metodą prób i błędów. Czasem zdarzało się, że i pięć dni oczekiwania nie przyniosły żadnego rezultatu, wtedy rezygnowała i szła po prostu dalej mając z tyłu głowy, że nie powinna zbyt długo zostawać w jednym miejscu.
Teraz jednak dobrze zastawiła wnyki, była tego prawie pewna. Widziała w okolicy tropy zajęcy, a zważywszy na to, że śnieg padał regularnie przez ostatnie dni, nie mogły być stare. Szła właśnie je sprawdzić, zastanawiając się co dalej i układając scenariusze najbliższych dni. Jak przyrządzi cokolwiek tam by jej się złapało było dość oczywiste. Niewiele sposobów przyrządzania było jej teraz dostępne. Musiała jednak być gotowa na to, że nic z tego nie wyjdzie i będzie trzeba iść dalej nie uzupełniając zapasów. Przypominała sobie mapę tego terenu i oceniała gdzie na niej może się znajdować. Niezależnie od tego czy jej się poszczęści, będzie potrzebować jakiegoś kierunku żeby iść dalej.
Mogła oczywiście iść wzdłuż rzeki. Z początki musiała przywyknąć do bardziej otwartego terenu, ale teraz przyzwyczaiła się już to tego. Skarpy okazały się nawet niezłym miejscem, żeby sobie przycupnąć, a nawet rozpalić ogień. Jednak nigdy nie ośmieliła się palić w nocy. To by było jak wielki znak TU JESTEM dla każdego w okolicy, a tak to jak dobrze wysuszyła drewno to nawet dymu było niewiele. Mogła sobie spokojnie zagotować śnieg i po ostygnięciu przelać do butelek.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-09, 21:17   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Zwinięty Tekst:

Ekwipunek: rękawice bojowe od Rena; nóż wojskowy (10 cm) przypięty do paska; krótka broń palna; lekka kamizelka kuloodporna. W plecaku: 3 granaty, zapas amunicji, mini apteczka z wodą utlenioną, bandażami, czystą strzykawką, igłą i jedną ampułką adrenaliny; paczka zapałek; zapalniczka; igła i nici; trzy kanapki z serem; latarka.


Wcale nie był takim idiotą. Skrupulatnie wszystko przemyślał, w ukryciu robiąc notatki związane z ucieczką. Nie pytajcie dlaczego - jak mógł z dnia na dzień zostawić całą swoją przeszłość, najlepszych przyjaciół, których jeszcze dzień przed nazywał swoją rodziną i nie mógł sobie wyobrazić bez nich życia. Wystarczył impuls. Ułamek sekundy. Znajoma twarz starego dobrego kumpla i rozpalona chęć ucieczki - przekonania się, że gdzieś tam na świecie znajdzie się prawdziwe miejsce dla niego, na powierzchni.
Cały tydzień zajęło mu zniszczenie wszystkich swoich papierów i akt związanych z jego osobą. Pomógł sobie przy tym iluzjami i wszelkimi pomarańczowymi zdolnościami, na które go było wtedy stać. Nie spał po nocach, zakradał się do najbardziej zakazanych miejsc w Silver Circle i niszczył. Patrzył jak kolejne papiery płoną, jak ich spopielone resztki bezwiednie opadają na biurko, a następnie trafiają do worka, który wcześniej przygotował. To, co fizycznie mógł - usunął. To, czego psychicznie nie potrafił... Musiał wykonać trochę później.
Prosząc o przysługę pomarańczowego, specjalizującego się w usuwaniu wspomnień, namierzył wszystkich możliwych agentów i z jego pomocą kasował każde wspomnienie, w którym występował. Raz po raz, przestawał już być częścią życia podziemi, częścią przeszłej Systemy, częścią Ryżowego Gangu... Zaraz, chwila... Jaki Ryżowy Gang? Przecież Baek tak naprawdę nie spotkał ponownie swojego przyjaciela, przecież Haise nie opiekował się nim jak Rosjanie przynieśli go tu ledwo żywego. Wcale nie brał udziału w napadzie przez SSP, wcale nie wybierał się na misję ratunkową Cookie i wcale nie przytulał wtedy Billie, która straciła oko. Dobrze znany wszystkim pisuar nie został zniszczony przez głupawego pomarańczowego, a strażnik, który nakrył durne duo jęczące w kabinie obok wcale nie miał traumy związanej z wycieczkami do toalet.
Cheolmin Seon przestał istnieć. Prysnął niczym bańka mydlana, pozostawiając po sobie soczyste nic.
Przynajmniej tak myślał, gdy ze schowka na broń kradł krótki pistolet i resztę swojego ekwipunku. Mógł przecież o czymś zapomnieć - albo nad czymś nie zapanować. Nie wymazać dokładnie myśli wszystkich, zostawić jakąś jedną personę, której umysł nie był podatny na moc PSI. Oczywiście nie miał pojęcia o tym, że Aji była robotem, a nie zielonym. Ona jako jedyna zachowała wszystkie wspomnienia związane z Seonem.

Mistrz Gry


Była ciemna, cholernie mroźna noc. Teren, w którym umiejscowiła się Heather, nie wyglądał na zagrażający jej życiu. Słyszała to, co zwykle - normalne, typowe dźwięki dochodzące z serca lasu. Zielone ucho potrafiło wychwycić czy należały one do gamy sygnałów usłyszanych przez nią na co dzień, czy jednak coś się minimalnie zmieniło. Pokonywała kolejne metry, a skrzypiący pod stopami śnieg dawał jej znać, że nadal żyje.
Wnęki, w których złapany mógł być jej potencjalny obiad, były coraz bliżej i bliżej. Dzieliło ją zaledwie 10 metrów, gdy nagle jej ucho wychwyciło pierwszy szelest, który zdecydowanie nie należał do delikatnych łapek zwierzątek. Ani do kopyt saren, ani do wielgaśnych łap niedźwiedzia. Śnieg po jej prawej stronie zaskrzypiał tak samo, jak pod jej stopami.
Człowiek. Tylko gdzie on był? Cień sylwetki przemknął za wysokimi drzewami, a wraz z nim nadeszło dziwne wrażenie w jej głowie - jakby ktoś chciał się do niej włamać. To był pierwszy znak dla Heather, że ktosiek był PSI. A dokładniej... Pomarańczowym PSI.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-09, 21:41   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Heather mocniej owinęła się płaszczem przy jednym z chłodniejszych powiewów znad rzeki. Ciemność skrywała ją przed oczami, a nocne niebo dostarczało dość światła, by nie musiała się martwić, że o coś się potknie. Rozwinięte zmysły upewniały ją, że jest sama. Przynajmniej do czasu. Jeden szelest, potem następny. Kroki. Znieruchomiała nasłuchując, oceniając kierunek i odległość. Ujrzała ciemną sylwetkę i zaraz potem wyczuła czyjaś obecność pod czaszką. Rozpoznając PSI uspokoiła się. Dzieci rzadziej były agresywne.
Jeśli ten… ktosiek nie zniechęcił się od razu myślami pędzącymi z typowym dla zielonych impetem, mógł usłyszeć soczyste „K***A! NIE STRASZ!”, na którym dziewczyna chwilowo się skupiła, aby łatwiej było mu to odczytać. Pamiętała, że jej przyjaciel z dzieciństwa miał poważny problem, żeby zrozumieć ich myśli, a taki zabieg w pewnym stopniu pomagał.
Ostrożnie ruszyła w stronę sylwetki, wciąż jednak gotowa na reakcję walki i ucieczki.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-10, 17:18   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Hiro, Hiro... Kurwa, to zdecydowanie nie był Hiro.
Z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy stwierdził, że myśli dobiegające z sylwetki, która powoli stawała się rudowłosą, szczupłą kobietą, nie należały do jego przyjaciela. A przecież miał tu być. Gdzieś tutaj. Właśnie w tej okolicy. Rzeka Snake. Bo to była właśnie ta rzeka, prawda?
- Piękną mamy zimę tej... Zimy, czyż nie? - odważył się na przerwanie przerażającej ciszy. Głos miał całkiem miły dla ucha, choć zielona mogła śmiało wyłapać to, że nie był rodowitym Amerykaninem. W jego akcencie było coś... Egzotycznego.
Wreszcie wyłonił się w całości z krzaków, odsłaniając swój jasny łeb i skośne oczy, które błysnęły w blasku gwiazd, patrzących na nich z nieba. Uśmiechnął się blado, szybko lustrując jej sylwetkę. Rude skrawki włosów przeciskały się przez czapkę i warstwę grubego materiału, którym owinęła się przy szyi. Nie wyglądała na potencjalne zagrożenie. To, że była PSI, okazało się być dla Cheo wielkim plusem. Dzieciaki zazwyczaj nie skakały sobie do gardeł. Chyba, że pracowały dla Rządu...
Zatrzymał się dwa metry od niej, dając do zrozumienia, iż nie zamierza naruszać jej sfery prywatnej. Przynajmniej na samym początku. Jedną rękę nadal trzymał dość sztywno przy ciele, gotów do wyciągnięcia noża z prawej strony paska.
Jeżeli zielona mu pozwoliła, nadal próbował wejść do jej głowy, chcąc przejrzeć, czy wśród jej myśli nie pojawiły się żadne informacje dotyczące tego, że w okolicy znajduje się jakiś dorosły.
- Jestem Cheo - ukłonił się automatycznie. W zasadzie powinien był wtedy spuścić wzrok, ale nadal się w nią wpatrywał. Musiała mu wybaczyć. Wolał pozostać czujny.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-10, 17:39   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Przez głowę dziewczyny przebiegało jak zwykle wiele myśli. Większość skupiła na chłopaku przed nią analizując ton jego głosu, postawę, mimochodem zauważając akcent, nieamerykańskie rysy twarzy i prawą rękę ułożoną w charakterystyczny sposób. Nie widziała broni, ale domyślała się, że ma ją schowaną gdzieś w okolicy dłoni, pewnie za paskiem lub w kieszeni. Poza tymi spostrzeżeniami, w jej głowie kłębiła się masa pytań. Skąd jest, kim jest, czy zaczepienie jej ma jakieś drugie dno, czy może to kwestia „widzę swojego to zagadam”. Nie odpowiedziała na zaczepkę dotyczącą zimy, ale mógł zobaczyć w jej głowie co myśli o kurczących się zapasach żywności, zimnie i suszy fizjologicznej zmuszającej ją do regularnego wydłużania postojów, by przegotować wodę. Tak, pozwoliła mu swobodnie przeglądać jej bieżące myśli i najświeższe wspomnienia. Uznała, że i tak nie ma nic do ukrycia, więc równie dobrze mogła pozwolić sobie na taką oznakę zaufania.
W międzyczasie gdy część umysłu zajmowała się analizą zachowań Azjaty, bo taką łatkę dostał póki się nie przedstawił, reszta wciąż kontrolowała czy są sami. Obserwowała go, więc tutaj musiała głównie polegać na słuchu. Od jakiegoś czasu nie miała żadnych incydentów z łowcami czy SSP, choć widziała jeden nieduży oddział kilka dni temu. Zmierzali jednak w inną stronę niż ona teraz, co sugerowało, że okolica jest względnie bezpieczna.
-Heather- przedstawiła się. Nie była pewna jak odpowiedzieć na jego ukłon, nikt nie witał się z nią w taki sposób, ale uznała, że najlepiej będzie odpowiedzieć tym samym. Ukłon był oszczędny, ale widoczny. -Jesteś sam?- że teraz jest sam widziała, pytała raczej o jakąś grupę, od której może chwilowo się odłączył.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-10, 17:48   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Zaczepienie dziewczyny miało jeden, jedyny cel, na który ta wpadła, zadając sobie w głowie milion innych pytań. Zobaczył swojego, więc zagadał. Zazwyczaj nie był negatywnie nastawiony do ludzi (chyba, że do dorosłych, choć życie w Systemie, a potem w Silver Circle nauczyło go, że jeżeli dorośli nie są łowcami ani nie pracują dla Rządu, to mogą być całkiem spoko). Starał się nie robić sobie wrogów, a zdobywać sojuszników. Ponadto twierdził, że w grupie siła. Wspólnie mogli pomóc sobie w przedostaniu się w jakieś lepsze miejsce, prawda?
Początkowo chciał wyrwać się ze stwierdzeniem, że właśnie wybiera się do Florence, miasta, o którym powiedział mu jego przyjaciel, ale... W ostatniej chwili ugryzł się w język. Zamierzał najpierw pozyskać informacje od zielonej.
- Sam jak palec - wzruszył ramionami, odważając się na krok w przód. A nawet... Dwa, czy może trzy. Znalazł się całkiem blisko rudowłosej, jednakże nadal zachowywał bezpieczny odstęp. Fajnie było się do kogoś odezwać, zwłaszcza po długim czasie samotnej wyprawy. Głos miał nieco zachrypnięty, usta wyschnięte przez mróz, a język chyba powoli zapominał jak się układać, by wydawać z siebie odpowiednie dźwięki, formujące się w słowa. - Długo już się tak błąkasz? Masz jakiś plan na... Przeżycie? - jego kolej. Nie zamierzał zadawać tego samego pytania, skoro w jej myślach wyraźnie zauważył, że przez większość czasu była zdana sama na siebie.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-10, 17:59   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Heather wyraźnie zdawała się spięta. Nawet nie będąc pomarańczowym mógłby zauważyć, że raczej nieczęsto ma z kimś kontakt. Uśmiechnęła się w końcu niepewnie zdając sobie sprawę, że nieco zrobiła z siebie gbura. Nie chciała, ostatnio zrobiła się dość nerwowa. Może to kwestia tego jak nagle rodzice przerwali ostatnią rozmowę. Zaczynała wierzyć, że przez ten ich mały układ mają problemy. W końcu przy odpowiednich środkach to nie było takie trudne żeby ktoś odkrył ich rozmowy i zdołał określić tożsamości rozmówców.
-Skoro jesteś sam, to możemy jakiś czas szwędać się razem.- zaproponowała. Oderwała w końcu od niego wzrok, żeby zlustrować spojrzeniem okolicę. Nawyk ciągłego pilnowania otoczenia momentami przemieniał się u niej niemal w obsesję.
-Błąkam się tak od początku. Radzę sobie jakoś.- odrzekła. Pytanie odruchowo nakierowało jej myśli na ostatnią wizytę w mieście gdy pod iluzją starszej kobiety kupiła trochę jedzenia. Nie na wiele starczyło, ale zawsze to coś. W połączeniu z tym co udało jej się zdobyć za knajpką po jej zamknięciu pozwoliło jej dotrzeć aż tutaj. Przypomniało też o wnykach, ale to mogło zaczekać.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-10, 18:46   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Nie musiała się tym przejmować. Większość w dzisiejszych czasach była nerwowa i spięta. Nawet - o ironio - dorośli. Zwłaszcza w towarzystwie PSI, bez Białego Szumu przy sobie. Wtedy wyglądali nawet zabawnie, gdy ich oczy z przerażenia z każdą kolejną minutą robiły się coraz większe i większe.
- Pewnie - przyznał, przybliżając się do niej jeszcze bardziej. - Mam tylko nadzieję, że nie wbijesz mi noża w serce, kiedy będę spał? - uniósł jedną brew do góry, mierząc ją uważnym spojrzeniem. Żartował tylko, ma się rozumieć. Chyba.
Widząc jej uważne obserwowanie terenu wokół, automatycznie powiódł wzrokiem w to samo miejsce, w które ona patrzyła. - Odpoczniesz trochę od tego... Lustrowania terenu jak surykatka - zaśmiał się, wzdychając przy tym ciężko.
Jej kolejne słowa nieco go zdziwiły. Dziewczyna? Sama? Musiało jej być naprawdę, naprawdę ciężko.
- Łoł. A więc... Jesteś jak Lara Croft! Albo jak... Indiana Jones! Ewentualnie Nathan Drake, ale on miał zawsze przy sobie jakiegoś partnera - stwierdził z wyszczerzem na twarzy, niezbyt wiedząc, czy dziewczyna w ogóle będzie wiedziała o co mu chodzi. - Ja się błąkałem... Do czasu. Najwidoczniej nie idzie mi praca w pojedynkę. W zasadzie nawet teraz czekałem na znajomego. Myślałem, że to on, ale trafiłem na ciebie - wyjaśnił, dlaczego znalazł się w tym, a nie innym miejscu.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-10, 19:11   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

-A ty tak zrobisz?- odpowiedziała pytaniem na pytanie o nóż w serce. Przekrzywiła przy tym nieznacznie głowę. W pewnym sensie też żartowała. Oczywiście nie miała zamiaru go zabijać. Nie miało logicznego sensu póki nie zachowywał się agresywnie, a nie miało to miejsca. Wręcz przeciwnie, był całkiem przyjazny. Nawet żartował więcej, przyrównując ją do surykatki. Trochę suche, ale rozładowujące atmosferę. Z pewnością na tyle, żeby poczuła się lepiej. Prawdopodobnie i tak będzie się dalej tak rozglądać. Z nawykiem się tak łatwo nie wygrywa, nawet będąc zielonym. Wyglądał na bardzo zdziwionego gdy przyznała się, że większość czasu była sama. Wiedziała, że to nie jest proste i domyślała się, że w grupach byłoby łatwiej, ale nigdy nie dołączyła do żadnej. Zawsze coś jej nie pasowało. Ostatecznie wygrywało przekonanie, że jednego PSI jest trudniej tropić niż piętnastu oraz niechęć do przyjmowania pewnych zasad. Pod pewnymi względami miała specyficzne poglądy i to również dość często zgrzytało.
-Można tak powiedzieć.- zaśmiała się cicho z porównania do postaci z gier. Kojarzyła je, widziała tu i ówdzie reklamy, ale też taka Lara Croft była dość starą serią, więc jeszcze przed epidemią miała okazję dorwać się do jednej ze starszych części. Indiana Jones też pamiętał czasy sprzed OMNI. Potem przyznał się, że miał nadzieję spotkać tu kogoś konkretnego -Cóż, przepraszam że zawiodłam oczekiwania.- cofnęła się nieznacznie jeśli dystans zmalał poniżej 30 cm. Nie brzmiała na obrażoną. Był to specyficzny sposób okazania współczucia, że nie znalazł tu swojego przyjaciela.
  
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-11, 10:52   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Uśmiechnął się blado, słysząc jej pytanie.
- Jak na razie mam dość rozlewu krwi, możesz być spokojna - wzruszył ramionami, przypominając sobie ostatnie misje. Rzeź w obozie rehabilitacyjnym, następnie pobicie biednego kierowcy, a później przejęcie bunkra przez Anglików.
Nie, zdecydowanie nie miał ochoty na przemoc. Przynajmniej na razie - wiedział bowiem, że podróż do Florence może być długa i pełna zasadzek.
Jeżeli mieli spędzić nieco więcej czasu ze sobą, to dziewczyna musiała przygotować się na cały zapas sucharów i beznadziejnych żartów, które Cheo zawsze chował w swoim rękawie.
- Nie, w porządku. Właściwie to możemy wspólnie na niego poczekać - zaproponował. - W kupie siła, co nie? Zwłaszcza, że wie coś o jakiejś bezpiecznej przystani dla PSI - spojrzał nieco uważniej na zieloną, chcąc odczytać jej reakcję na podaną przez niego informację - może sama będzie zainteresowana, by dotrzeć do Florence?
W pewnym momencie gwałtownie ściągnął z ramion plecak, przypominając sobie o swoich marnych (ale wciąż) zapasach jedzenia.
- Jesteś głodna? Mam przy sobie trzy kanapki z serem. To jedyne, co udało mi się zabrać, gdy uciekałem... - w porównaniu do zielonej, Cheo do tej pory miał stały dostęp do pożywienia. Skoro błąkała się tutaj od samego początku, mogła nawet zapomnieć jak smakuje najzwyczajniejsza w świecie kanapka.
Wśród ogromu sprzętu, wydobył jedzenie i wyciągnął w stronę nowej koleżanki.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-11, 13:30   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Kiwnęła głową słysząc odpowiedź. Jak dla niej to rozlew krwi jest jedną z tych rzeczy, których im mniej jest, tym lepiej. Zwykle miała szczęście unikać bezpośredniego udziału w walkach, ale widywała czasem jak inni walczą. Ona była raczej typem uciekiniera. Nie uczyła się walki na innym poziomie niż tak, aby przebiec obok kogoś nie dając się pochwycić albo wyrwać się jeśli ktoś ją chwycił. Pewnie z byle jakimś kolesiem by wygrała. Refleks i umiejętności analityczne zielonych robiły swoje. Jednak wciąż miałaby problem z osobą wyszkoloną.
-W porządku. Mówił Ci, że będzie dokładnie tutaj, czy generalnie przy rzece?- gdyby się okazało, że umówili się po prostu przy rzece, to była gotowa go wyśmiać. To wcale nie tak, że rzeka Snake ma ponad 1600 km i znalezienie jednej osoby na całej długości graniczyło z cudem. "Bezpieczna przystań dla PSI"... Florence. Słyszała o tym miejscu. W jej umyśle mignęła nawet mapa i palec okrążający obszar na północ od nich gdzie mniej więcej powinno się ono znajdować. Słyszała o tym miejscu i też tam zmierzała. Nawet nie pytała czy o to mu chodzi. Wiedziała, że widział w jej myślach. Spodziewała się, że jeśli właśnie o to miejsce mu chodzi, to powie
Heather drgnęła, a jej oczy zwęziły się na gwałtowny ruch Cheo, ale ten tylko ściągnął plecak i zaproponował jedzenie. Brzuch zareagował sam przypominając, że ostatni posiłek miał miejsce tego ranka i składał się z czerstwej bułki i zupki instant, co było zdecydowanie za mało, by zaspokoić dzienne zapotrzebowanie nawet tak drobnej dziewczyny. Na kanapkę patrzyła jakby proponował jej sztabkę złota czy innego drogiego kruszcu. Opanowała się jednak i spokojnie przyjęła jedzenie
-Dzięki. Szłam właśnie sprawdzić czy mam co jeść na najbliższy dzień.- wskazała kierunek gdzie były wnyki. Naprawdę miała nadzieję, że coś się złapało, bo mimo wszystko kilka kanapek to trochę mało na drogę, którą mieli przebyć -Może pójdziemy tam, to nie jest daleko.- w sumie po co to dodała? Koleś jej w myślach czytał.
 
 
Hiro Nagashima



Wysłany: 2019-02-11, 14:47   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Zwinięty Tekst:

Ekwipunek: Łuk przewieszony przez ramię, krótki scyzoryk w kieszeni. W plecaku: 6 strzał, zapałki, żyłka wędkarska, haczyk zrobiony z zawleczki od puszki piwa, litrowa butelka z wodą, 3 puszki konserw, paczka suszonej wołowiny, blaszany garnek, krzesiwo, węgiel drzewny do oczyszczania wody, landrynki, mały notes i długopis.



Kij, który trzymał w ręku, wydawał mu się najlepszym wyborem z możliwych, do wykonania solidnej wędki. Podpierał się na nim, kiedy przeciskał się pomiędzy drzewami i deptał po nierównym gruncie. Nienawidził uczucia, kiedy śnieg sypał mu się do butów. Musiał zatrzymać się i energicznie wytrzepać skarpetki. A kiedy przez towarzyszący mu szum wody przebiły się głosy, zamarł natychmiastowo. Wcisnął buty na bose stopy. Aby tylko zrobić to szybciej i ukryć się jak spłoszone zwierzę. Chwycił za kij i zniżył się do poziomu krzaków, które drapały go po twarzy i roztrzepywały włosy. Zbliżali się nieuchronnie i nie ważne w którą stronę by uciekł, nie zdołałby uniknąć ich wzroku. Zauważył wtedy, że jego białe skarpety, spoczywają wesoło na kamieniu i gdyby nie świeży zapach, mogliby uznać je za porzucone dość dawno. Poprawił okulary i zamarł w oczekiwaniu na cokolwiek.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-11, 15:00   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

- Florence! - powiedział nieco zbyt głośno, gdy ujrzał w jej umyśle nazwę, a następnie mapę, której obraz mignął mu wśród innych myśli. - Wybacz... - skarcił się niemalże od razu, wiedząc, że dziewczyna wcale nie musiała czuć się komfortowo z tym, kiedy on tak cały czas próbował się wkraść do jej głowy. - To tak z przyzwyczajenia - dodał po chwili, kręcąc przy tym łepetyną. - Po prostu gdy ktoś zostawia mi w swojej głowie wolną furtkę, czuję, że muszę z tego skorzystać - w zasadzie była zieloną. Gdyby nie chciała, mogłaby mi zabronić wchodzić do głowy, tak? Jego zieloni przyjaciele z Systemy wiecznie nakładali na swoje myśli szyfry, przez które nie mógł się przebić tak po prostu. Po pewnym czasie sam odpuszczał, szanując ich prywatność.
- Wychodzi na to, że będziemy na siebie skazani na nieco dłużej, niż się spodziewaliśmy... - jemu to nawet odpowiadało. Nowo poznani ludzie mogli skutecznie dać mu zapomnieć o przeszłości, która nieprzyjemnie kuła w serce.
Baek, Haise, Aji... Cholera.
Przełknął ślinę, a jego oczęta niebezpiecznie błysnęły w blasku gwiazd.
- Miał zostawić jakiś ślad na drzewie, które wygląda jakby miało garba - powiedział, zaczynając się rozglądać za nietypowo wyglądającym okazem. - Pokazał mi to miejsce w dzień, w nocy to wszystko wygląda inaczej, ale... Wydaje mi się, że jesteśmy blisko - w końcu nie bez powodu drogi tej dwójki skrzyżowały się właśnie w tym miejscu.
- Smacznego - uśmiechnął się do dziewczyny i leniwie ruszył przed siebie, wytężając wzrok. - A gdzie jest to twoje miejsce z zapasami?

Mistrz Gry


Białe skarpety, wyraźnie odznaczające się na ciemnym kamieniu, mogły się być zgubą dla tego, kto je zostawił.
Na szczęście w okolicy nie szwędali się dorośli, pracujący dla Rządu, tylko dzieciaki szukające schronienia. Biel skarpetek niestety zwróciła uwagę dwójki, spokojnie zmierzającej w stronę pułapek, zastawionych przez zieloną.
Jeżeli Heather postanowiła się schylić, by lepiej dojrzeć niecodzienne znalezisko, mogła wyczuć ich... Woń. Zwłaszcza, że miała dwa razy silniejszy węch niż przeciętny Kowalski.

Hiro w tym czasie znajdował się w idealnym miejscu, w którym mógł dojrzeć cienie dwóch sylwetek, zatrzymujących się przy kamieniu. Ciche rozmowy pary ginęły wśród szumu drzew. Szkoda, że osoby nie znajdowały się wystarczająco blisko, by rozpoznać ich tożsamość, choć dźwięki ich głosów wskazywały na to, że nieznajomi są różnej płci.
Na razie miał pewność, że nie został wykryty - chyba, że wykonał jakiś gwałtowniejszy ruch.
_________________
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-11, 15:25   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

-Nie martw się. Jakbym nie chciała, to byś tego nie odczytał.- zapewniła go, dając przy okazji znać, że nie przeszkadza jej, że czyta teraz jej myśli. W zasadzie to używała tego jako drugiego węzła komunikacji. Takie nieme informowanie o części rzeczy. To bardzo stary odruch, dawno nieużywany i w zasadzie nie powinien być za bardzo zakorzeniony, bo tak na dobrą sprawę robiła tak tylko dla swojego przyjaciela, którego znała wprawdzie długo, ale pomarańczową moc dostał ledwie kilka miesięcy przed tym jak się rozdzielili. Tak czy inaczej, w ten sposób przyspieszali komunikację, która normalnie byłaby ograniczona przez generalną szybkość układania słów.
-Skoro mamy wspólny cel, to owszem.- zgodziła się. Zresztą jej to bardzo odpowiadało. Jeśli znajdą tego jego przyjaciela, to będzie ich trójka. Grupa. Mniejsza niż te, które wcześniej spotykała.
"Drzewo, które wygląda jakby miało garba"... kojarzy ona w ogóle takie coś? Nie zwraca raczej uwagi na kształt drzew, ale jeśli faktycznie miało być takie charakterystyczne, to może nawet skojarzy. Tak czy inaczej, to jest bardziej precyzyjne niż gdyby mieli szukać wzdłuż całej rzeki. Ruszyła w stronę, w którą zmierzała wcześniej.
-W zasadzie to nie zapasy tylko wnyki. Wiesz, jeśli się poszczęści, to jutro na obiad będzie pieczony zając.- sprostowała jego słowa. Wszystkie swoje zapasy miała przy sobie, w plecaku zarzuconym na plecy. Gdy szli, zauważyła coś białego na ciemnym kamieniu. Podeszła, żeby się przyjrzeć... skarpetom. Do tego całkiem wonnym.
-Jak myślisz, to może być ten znak?- spytała marszcząc nos.
  
 
 
Hiro Nagashima



Wysłany: 2019-02-11, 15:53   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Znajdując się w swoim położeniu, strasznie skostniał, a palce u nóg zaczęły sztywnieć od zimna. Ale potrafiły być wytrwały i z uporem przyciskał całe ciało do ziemi. Uda i łokcie stawały się mokre, nieznośnie szczypała go skóra. Ta parszywa dwójka musiała przechodzić akurat tędy... I to akurat w tym czasie, kiedy miał plany. Rozpoznał w tle drzewo, które miał oznaczyć wspaniałomyślnie. Już był tak blisko i nagle game over. Od tak po prostu leżał sobie i nie za dobrze bawił się czekając na odmrożenia. Jego ostrożność zmuszała go do poczekania jeszcze chwilę, do obserwacji dwóch długich cieni. Głosy, które docierały mu do uszu wydawały się być łagodne i dwupłciowe. Być może, wcale nie należały do typów spod ciemnej gwiazdy. Gdyby tylko okazało się, że przerwał randkę jakiejś niespostrzegawczej parce, to może obeszłoby się bez ofiar. Tylko, że była zima i mróz. Kto normalny, kto nawet nienormalny miałby ochotę na amory w krzakach, na mrozie... na śniegu! Nie wytrzymał, nie dał rady. Poczuł mrowienie w palcach u nóg i nagle wyskoczył jak sarna z zza paśnika i wymierzył w nich strzałę.
- To moje! Nie waż się nawet tego wąchać!
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2019-02-11, 18:07   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

- W zasadzie... To mogłoby być w jego stylu, ale umawialiśmy się na zupełnie inny znak - nie miał zamiaru schylać się nad skarpetkami, kiedy zobaczył minę rudej po wyprostowaniu się. A co, jeżeli gdy się zaciągnie, zaraz padnie tu trupem na ziemię? Chyba nie chciał tak szybko umierać.
Wtem ich wszystkie wątpliwości zostały zażegnane - z krzaków wyskoczył koczownik, a Cheo automatycznie sięgnął po krótką broń, przymocowaną do paska, a schowaną pod kurtką. Zdążył nawet przeładować.
Wycelował w przeciwnika, stając tym samym przed zieloną. Nie miała żadnej broni, w zasadzie czuł potrzebę, by w razie czego ją obronić. Przyda mu się. Nie tylko teraz, ale i później.
No i właśnie wtedy, kiedy ujrzał znajomą twarz Hiro, poczuł jak gorąca fala rozlewa się po całym jego ciele.
- Kurwa! - syknął, opuszczając broń. Zabezpieczył ją przed ponownym przypięciem do paska. - Jedna sekunda dłużej, a skończyłbyś z kulką we łbie! - wypuścił z siebie zalegające powietrze, schylając się w dół. Miał wrażenie, że zaraz puści pawia. - Heather... Hiro. Hiro... Heather - przedstawił sobie nieznajomych, nadal dochodząc do siebie. - Od kiedy pierdolony kamień to garbate drzewo, a śmierdzące skarpety to znak? - zapytał tak z czystej ciekawości, kiedy już się wyprostować. - A ten kij to wsadź sobie w dupę.
_________________
  
 
 
Heather Ricks



Wysłany: 2019-02-11, 18:23   
   Multikonta: -
   GG/DC: GG: 57789019/ DC: Sao#7065
   Mów mi: Sao
[Cytuj]

Heather obejrzała się w stronę głosu gdy tylko go usłyszała. Zdążyła zobaczyć sylwetkę z napiętym łukiem gdy Cheo stanął przed nią. Nieznacznie ją to zaskoczyło. Nie to, że wyjął broń, ale że ją zasłonił. Miło z jego strony. Przynajmniej nabrała pewności, że w razie czego nie zostawi jej tak po prostu na pożarcie wilkom. Jednak skoro jeszcze żyli to najwyraźniej ten z łukiem nie był tu po to, by ich zabić. Z jakiegoś powodu zależało mu na tych skarpetkach. Jakkolwiek kuriozalnie to brzmi, to nawet było zrozumiałe. Długie wędrówki mszczą się bardzo za ich brak. Choć walka o skarpetki brzmi dość kuriozalnie.
-A więc to jest ten Twój przyjaciel.- zmierzyła Hiro spojrzeniem oceniając co to za jeden. Kolor, ale też mniej więcej charakter. Na pierwszy rzut oka dużo się nie dowie, ale samo zachowanie po tym jak został rozpoznany mogło co nieco powiedzieć- Cóż, miło poznać.- skinęła mu głową.
-Nie musiałam wąchać żeby czuć.- rzuciła, trochę w ramach żartu -Zwykle jak wiesza się ciuchy to są wyprane.- dodała.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons