you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Gorące źródła
Autor Wiadomość
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-17, 21:34   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Ramiona dorosłych wcale nie były takim dobrym rozwiązaniem. Dzieciaki już wiele razy pokazywały, że potrafią poradzić sobie same, korzystając jedynie ze swoich mocy. Szkoda tylko, że akurat na tą jedną, jedyną dolegliwość nie pomagało nic. Ciepły ogień od Zuko? Tylko potęgował panikę i ból. Iskierka od Flesha? Pojawiła się na sekundę i znów znikała, zupełnie jak bańka mydlana. Zabawa w podnoszenie przedmiotów Pitera? Cóż, Nemo był chyba zbyt duży i zbyt naćpany lekarstwami by w ogóle zwracać na coś takiego uwagę. Co więc z Eksami? Dlaczego Vesper nie wpadła na pomysł wymazania Nemo pamięci, by już nie musiał martwić się o przeszłość? Mogła to przecież zrobić jednym ruchem, niczym dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czyżby naprawdę sądziła, że Griffin będzie wystarczająco silny, by poradzić sobie z tym wszystkim sam? A może przez przypadek grzebiąc w jego głowie ujrzała jak wielkim uczuciem Nemo darzył Lisa i jak wiele szczęśliwych chwil z nim przeżył? Informacja o pewnej śmierci narodziła się jedynie w głowie Królika - reszta jedynie z pokorą przyjęła tą wersję. W zależności od obozu, jedni przyjęli ją z uśmiechem na ustach, inni z wyraźną zadumą, a kolejni wzruszyli jedynie ramionami. Dzieci żyły w czasach zbliżonych do wojny, a wojna oznaczała ofiary. To nie pierwsza i nie ostatnia osoba, która zniknęła z tego świata.
Nemo stał jak kołek, dopóki Nico się nie odezwał. Dopiero wtedy drgnął, zamrugał parokrotnie oczami i uniósł znad tafli wzrok. Wziął głęboki wdech - jeden i drugi. Otworzył przy tym usta, jakby rzeczywiście chciał coś powiedzieć, ale jedynie gorzko westchnął, formując obłok pary wodnej przed sobą. Zamknął oczy, zachwiał się delikatnie i złapał za rękawy za dużej bluzy, która wyglądała na nim jak worek. Po prostu nie miał siły.
Chyba tylko ta bezsensowna paplanina Nicolasa trzymała go przy życiu - choć chłopak gadał bzdury i choć w drugim życiu Griffin z pewnością dałby mu za to z łokcia w brzuch, to teraz słowa padające z ust przyjaciela były dlań wybawieniem. To one ściągały go na ziemię, tu do Arkadii, gdy umysł był zbyt zmęczony swoimi własnymi demonami.
Nemo kucnął, a później usiadł tyłkiem na mokrej powierzchni brzegu. Zaczął się rozbierać, jednak kiedy tylko spróbował unieść ręce w górę, te bezczelnie opadały w dół. Przycupnął tak więc z bluzą na głowie, zupełnie się poddając. Szkoda tylko, że świecił białymi plecami i wystającym kręgosłupem. Cholernie schudł.
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2018-12-20, 16:14   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

// po przeskoku, grudzień

Informacja o jego śmierci z pewnością ucieszyła wieli - Lis podejrzewał, jak może się to skończyć. Jedni śmiali się, drudzy może nawet zasmucili. Istniała jednak osóbka o delikatnym serduszku, która wieść o jego śmierci z pewnością przeżyła niezwykle ciężko. I dlatego czerwony wiedział, że w każdej sekundzie skurczów żołądka, gdy oparty o drzewo wymiotował po raz dziesiąty, że będzie musiał być silny. Gdy patrzył, jak chorują inni, a on nic nie może z tym zrobić, jak umierają i odmrażają sobie nosy - był bezsilny. Przy tym obiecał sobie przecież, że już nigdy więcej się nie zamknie, nie podda, więc stawiał kolejne kroki, by dotrzeć do domu. Bo razem z pocałunkiem, złożył obietnicę, że już zawsze będzie do niego wracał. Cokolwiek się nie wydarzy.
Zbyt szybko spisaliście go na straty, ci, którzy uśmiechaliście się na wieść o jego śmierci. Ba, nawet zdradzie! A on wciąż udowadniał, że możecie mu ufać, że będzie odpowiedzialnym Radnym, który odda wiele, by chronić Arkadię. Nie wszystko - bo życie było mu potrzebne, by jego ostatnie iskry poświęcić właśnie jemu. Chłopcu o ładnych, brązowych oczach, utkwionych w jego sylwetce z dumą. Nikt nie patrzył na niego w podobny sposób, ani też on nie obdarzał nikogo podobnym uczuciem.
Zawsze będzie do ciebie wracał, tak powiedział, pamiętasz? Teraz też wrócił. Połowę chudszy, wykończony chorobami - ale wrócił. Stawiał cicho kroki, nie chcąc natknąć się na nikogo, w końcu swój powrót miał utrzymywać w najwyższej tajemnicy. Poniekąd martwy w środku, wiedział, że nie może zrezygnować na samym końcu - opuścił więc łóżko, by jako tako doprowadzić się do porządku.
Prawdę mówiąc, bał się spojrzeć ci w oczy. Nie wiedział co powiedzieć, jak wyjaśnić, że zostawił cię samego na tak długo. To dlatego tkwił w szpitalu, nie ośmielając się zrobić wiele więcej, niż wyściubić nos spod kołdry. Nie chciał jednak tchórzyć przed samym finiszem. Nie wycofa się.
Wreszcie dotarł do źródeł. Znajoma jaskinia przywitała go ciepłem, który dla czerwonego był wyłącznie przyjemnym muśnięciem na skórze. Nie musiał się wiele rozglądać, by ich dostrzec. Wysokiego chłopaka o ciemnych włosach, i opadające na ziemię wychudzone ciałko, próbujące wyplątać się z bluzy.
I nagle serce stanęło Lisowi w piersi, a z ramion spadł potężny ciężar. Czekał na niego. Teraz wszystko będzie w porządku... Prawda?
Ostrożnie podszedł bliżej, wyłaniając się z cienia dosłownie jak zjawa. Nim jednak Nico zdołał cokolwiek powiedzieć, Lis uniósł do ust palec, prosząc o ciszę. Obserwował zdumioną minę chłopaka, który jednak nie pisnął ani słowa. Czerwony skinął głową w podziękowaniu - a potem z gracją godną prawdziwego drapieżnika, bezszelestnie podszedł bliżej i klęknął zaraz za Nemo. Jednym zgrabnym ruchem pomógł mu zdjąć bluzę z ramion - a potem przylgnął do jego chudego ciała, obejmując je w talii szczupłymi ramionami. Wiele stracił ze swojej postury - a jednak bijące z niego ciepło i ten sam znajomy zapach, były nie do pomylenia. Czerwony spokojnie wtulił się w niego, czoło opierając na ramieniu chłopca.
- Wróciłem - wyszeptał drżącym głosem, próbując opanować emocje. - Wróciłem do domu, Nemo.
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-20, 17:49   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Na korytarzach nie dało się dojrzeć żadnej żywej duszy. Wszyscy spali, zmęczeni ciągłymi kłótniami. Miejsce, w którym dzieciaki miały być dla siebie wsparciem, zamieniło się jedną wielką bitwę, podczas której dwa obozy skakały sobie do gardeł i przekrzykiwały się w związku ze swoimi teoriami. Szkoda tylko, że Isaac - ten, który to wszystko zapoczątkował, aktualnie chował się w swojej pracowni, nie mając odwagi wyjść do Arkadyjczyków i stawić czoła prawdzie. Yukhei wcale nie zdradził swoich ludzi - nikt nie miał na to dowodów. Leen wraz z Oscarem przecież nie znaleźli żadnych przydatnych informacji w umysłach mieszkańców. A przecież umysł Nemo był najbardziej szczery we wszystkim, co tylko było związane z Lisem.
Zaplątany w górę zbyt dużej bluzy, przechylił się nieco bardziej do przodu, spuszczając łeb w dół. Nie wykonał żadnego kolejnego ruchu, który mógłby wyswobodzić go z więzi upartego materiału. Zapewne gdyby ktoś Nemo w takim stanie tu zostawił, ten siedziałby w jednej i takiej samej pozie do końca świata i o jeden dzień dłużej.
A jednak... Po małej chwili Nemo usłyszał za sobą jakiś szelest. Niezbyt zainteresował się nieznajomym dźwiękiem, zwłaszcza przez to, że cały czas szumiało mu w głowie od środków uspokajających, którymi nafaszerowała go Vesper.
Mógłby przysiąc, że znał na pamięć ruchy przyjaciela. W końcu to właśnie on opiekował się nim przez ostatnich sześć miesięcy. Choć zamknięty w klatce rozpaczy, kątem oka obserwował każdy gest i zapamiętywał jego czucie na swoim ciele. Początkowo palce Nico były przyjemne i wyrozumiałe - wykonywały wszystko z dokładnością, czasami nawet przeciągały pewne czynności, jakby bały się, że jeden mały błąd spowoduje wielką szkodę dla Królika. Później to wszystko się nieco zmieniło - Kang przestał mieć do Nemo cierpliwość. A może po prostu jego ruchy stały się automatyczne? Niczym u robota, który musiał wykonać pewne czynności z przymusu. Nemo oczywiście przyjmował każde mocniejsze szarpnięcie z wyraźną dla siebie obojętnością. Było mu naprawdę wszystko jedno. W pewnym momencie wręcz specjalnie nie reagował na żadne bodźce ze świata zewnętrznego, by Nico się zraził i zostawił go w spokoju.
Szybki ruch zdjęcia bluzy przypomniał mu o czerwcu. Przed oczami mignęła wizja gorących dni, podczas których godzinami chodził po dworze i nie mógł się nacieszyć zielonymi liśćmi na drzewach. Wraz z latem wróciło podwójne uczucie bólu, przez które pojedyncze łzy, do tej pory zatrzymane w kącikach zmęczonych ocząt, aktualnie spłynęły po policzkach w dół. Znów otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale wydał z siebie tylko bliżej nieokreślone żałosne stęknięcie.
Chłopiec przełknął ślinę, mrugając parokrotnie oczami, które zatrzymał gdzieś na ścianie przed sobą - wybrał jeden ciemniejszy punkt w kamieniu i się w niego wpatrywał. Wpatrywał do czasu, gdy nie poczuł znajomego ciepła, które ogarnęło jego chude plecy i przyjemnie ogrzało wystający kręgosłup, ledwo co kryjący się pod warstwą przezroczystej skóry. Jeszcze to do niego nie dotarło, choć organizm zareagował automatycznie - gęsia skórka pojawiła się na rękach, a dreszcz przebiegł od stóp i wyparował przez czubek rozczochranej głowy.
Spojrzał powoli w dół, na szczupłe, blade dłonie, obejmujące go w talii. Nadal nic do niego nie docierało. Umysł skutecznie blokował opcję, w której wszystko skończyłoby się szczęśliwie. Przez zbyt wiele dni Nemo wmawiał sobie, że Lis nie żyje, by teraz w ciągu ułamka sekundy znów odzyskać nadzieję i po raz kolejny umrzeć, gdy rzeczywistość zetknęłaby się z sennymi marzeniami.
Bo tak naprawdę ile razy można było umrzeć za życia?
Wróciłem.
Wreszcie drgnął. Ledwo zauważalnie - spinając wszystkie mięśnie, jakby szykując wnętrze przed kolejną katastrofą. Zacisnął powieki z całych sił, biorąc pierwszy głęboki wdech. Za nim kolejny i kolejny - ramiona drobnego chłopaka unosiły się i opadały na zmianę, a oddech urywał się w połowie, bo z rozchylonych warg wyrwał się pierwszy dźwięk - zalążek krzyku rosnącego z każdą kolejną chwilą.
Wróciłem do domu, Nemo.
Uniósł rękę - najpierw prawą, którą położył na ciepłej dłoni, później lewą. Zacisnął palce na zewnętrznej części, jakby chciał wbić paznokcie w jego skórę, ale nie dał rady. Całe ciało poleciało w przód, trzymając się rozpaczliwie za dwie dłonie obejmujące go w pasie.
Krzyczał. Nie miał czym, bo struny zupełnie odzwyczaiły się od mówienia i dla postronnych słuchaczy jego krzyk bardziej przypominał cichy, zachrypnięty bełkot urywany świszczącym oddechem, ale krzyczał. Wrzeszczał na całe gardło, czując jak pali go gardło, krtań i płuca.
I choć po raz pierwszy od sześciu miesięcy właśnie poczuł, że żyje, to dusił się od nadmiaru powietrza.
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2018-12-20, 18:42   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Nico nie wiedział jak się zachować. W normalnej sytuacji nie miałby problemu z tym, co powinien zrobić - Nemo nie mógł poradzić sobie z bluzą, a on, jako jego przyjaciel, musiał zadbać o to, by mu tę bluzę ściągnąć. W końcu takie było jego zadanie. Nie był jednak w stanie się ruszyć, nawet zgiąć małego palca. Patrząc na Yukheia czuł, jak wszystkie jego włoski stają dęba. Wiedział, że unoszą mu się włosy i wiedział, że to nie skończy się dobrze. Mimo tego stał. Patrzył na swojego przyjaciela i jego chłopaka, gotów wydrapać temu drugiemu oczy.
Yukhei nie miał prawa tak przytulać Nemo.
Przez ostatnie pół roku jedyną osobąz która troszczyła się o Nemo był Nico. Vesper podrzucała im ziółka, ale przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, każdego dnia tygodnia i miesiąca to Nicolas pilnował, by Nemoo zjadł chociaż troszkę, by spróbował się przespać i chodził w czystych ubraniach. Trudno był zliczyć, ile siniaków Nicolas miał w różnych miejscach ciała, a których powodem były drobne szarpaniny z przyjacielem.
Yukhei nie miał prawa pojawiać się tutaj po takim czasie.
Nie gdy Nemo tyle wycierpiał. Nie mógł sie zjawić kilka miesięcy wcześniej? Kilka tygodni czy dni tylko akurat teraz w chwili, gdy Nicolas wyciągnął Nemo z domu i miał zamiar pomóc się im umyć. Nie mógł zjawić się wczoraj, gdy Nico spinał się ze wszystkich sił, by Nemo zjadł chociaż odrobinę śniadania?
Zawalił jako opiekun i doskonale o tym wiedział, ale w tej chwili nie czuł niczego więcej, niż czystej złości. Był wściekły i miał do tego pełne prawo. Dlatego postanowił zrobić najgłupszą rzecz pod słońcem - zignorować obecność osoby trzeciej. Sięgnął po bluzę przyjaciela i odrzucił ją na bok, na kupkę rzeczy, które miał zamiar wyprać. Już po chwili sam stał przed Nemo bez koszulkiz wyciągając do niego ręce. - Musimy się umyć - powtórzył, przebierając palcami z niecierpliwością. Gówno go obchodziła obecność lisa. Mógł się pojawić wcześniej, a nie teraz psuć ich plany.
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2018-12-20, 19:40   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

Lis nigdy nie chciał dzielić Arkadyjczyków w ten sposób. Gdyby wcześniej wiedział, że jego decyzje doprowadzą do czegoś takiego... Pewnie wolałby już nigdy więcej nie opuszczać jaskiń, byle tylko uchronić ludzi od takiego losu. Nie rozumiał jednak, jakie konsekwencje będzie miało jego dłuższe zniknięcie. To dlatego Nico miał poniekąd rację. Może wcale nie miał prawa tutaj wracać. Może powinien dać sytuacji rozwinąć się w innym kierunku, pozwolić, by Nemo zaznał szczęścia przy kimś innym, by wreszcie zapomniał o wiecznie sprawiającym kłopoty Lisie. Nawiasem, z jego rudej czupryny nie pozostało już wiele - tylko końce mieniły się jeszcze na szkarłatny kolor. Włosy odrosły na kolor zupełnie czarny, odzwierciedlający właściwie jego stan wewnętrzny. Przynajmniej dopóki nie wrócił do domu. W końcu jak mogła czuć się osoba, która czując się odpowiedzialna za grupę, traciła powoli jej członków? I to jeszcze Milo... Yukhei do tej pory nie pogodził się z jego śmiercią. Wiedział, że nie zdołałby zabrać jego ciała do domu - a jednak patrzenie w oczy Nicki stało się dla niego ostatnio zbyt trudne. Tym bardziej wspominanie tamtych chwil. Mógł wszystkiemu zapobiec, gdyby tylko nie pchał się pierwszy do tego cholernego domu... Nie weszliby tam wtedy, żeby go ratować.
Wszystko zataczało krąg. On miał swoje ciężary, które musiał nosić na barkach - w Arkadii natomiast para chłopców zmagała się z czymś zupełnie innym. Żałoba zupełnie pogrążyła Nemo w rozpaczy. Pewnie gdyby nie Nico, nie poradziłby sobie przez ten czas. Han musiał uznać zasługi Kanga, choć z pewnością nie przyjdzie mu to łatwo. Czerwony był dumny, nierzadko wybuchowy, wręcz arogancki. Dowodzenie grupą nauczyło go jednak czegoś bardzo, bardzo ważnego. Dobro bliskich powinien przekładać ponad własne - niezależnie od tego, co sam czuł.
Czekał, wtulony w znajomy zapach szyi i karku Nemo. Tak naprawdę to żółty był jedyną dla Lisa motywacją, dzięki której nie poddał się w trakcie podróży. Gdyby nie on, czerwony pewnie znów uciekłby gdzieś po drodze, przywykły do roli samotnika. A łatka zdrajcy? Pewnie miałby ją w nosie, dopóki jego własny zadek byłby bezpieczny. A jednak od czasu ucieczki z obozu, Lis wziął odpowiedzialność za kogoś jeszcze - i za żadne skarby świata nie zostawiłby go za sobą. Nigdy. Nawet gdyby miał się tu przyczołgać z jedną sprawną nogą.
- Spokojnie - wyszeptał do jego uszka, nie pozwalając, by pochylił się za bardzo. - Oddychaj, Nemo. Wdech, wydech. Spokojnie, tak jak cię uczyłem - przypomniał, głaszcząc łagodnie bladą skórę chłopca. Nie mógł pozwolić na kolejny atak paniki, nie teraz, gdy wszystko miało być dobrze. Zbłądzony pocałunek wylądował najpierw we włosach, potem na karku żółtego. - Wszystko dobrze - powtórzył, a na jego ustach wreszcie pojawił się uśmiech, po raz pierwszy od kilku miesięcy. - Przepraszam... Przepraszam, że dopiero teraz - dodał, jakby wciąż rozpaczając nad tym, że zostawił Nemo samego.
A potem nagle rozległ się twardy głos. Czerwony uniósł spojrzenie, zdziwiony nagłą reakcją Nico. Chłopak jak gdyby nigdy nic wyciągnął rękę, zupełnie ignorując obecność Lisa. A potem Han zrozumiał. Złość. Nico był wściekły. Czyżby życzył sobie, tak jak inni, by Yukhei już nigdy nie wrócił do obozu? Życzyłeś mu śmierci, Nico?
Lis wstał - i dopiero teraz można było zauważyć jego żałosny stan. Chudość ciała, podkrążone oczy... Nie były to dla niego najłatwiejsze miesiące. Powoli i ostrożnie pomógł się podnieść Nemo. A potem pokiwał głową. Nagle ogarnęła go... Wątpliwość. Może coś pod jego nieobecność się zmieniło. Może naprawdę nie był tu już mile widziany. A choć wciąż trzymał w objęciach Nemo, iskra w jego oczach jakoś dziwne przygasła.
Po raz pierwszy od wielu lat, zamiast kierować się dumą i własnym instynktem, pozwolił sytuacji rozwijać się samodzielnie.
- Nico ma rację, wszystkim nam przyda się kąpiel - wychrypiał, wspierając Nemo. Wiedział, że nie może wybijać ich z tej małej codzienności, którą w tym czasie udało się zbudować Nico. Nie mógł przewrócić ich świata do góry nogami. To dlatego odpuścił. Łagodnym ruchem ogrzał ciało Nemo, by nie straciło ciepła - wiedział przecież, jak łatwo się wychładzał.
- Będę obok - obiecał, powoli luzując uścisk. Wszystko znalazło swoje miejsce na nowo - potrzeba było cierpliwości, by znaleźć między nimi dla siebie trochę przestrzeni.
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-20, 21:07   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Pewnie - fajnie by było znać przyszłość. Wtedy wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Grupka nie wyruszyłaby na poszukiwania, a nawet jeśli... W okrojonym, pewnym składzie. Wpadliby tylko po Katerinę i wrócili, czyż nie? I zacznijmy od tego, że Nemo wtedy nie puściłby Lisa - zrobiłby dosłownie wszystko, nawet użył mocy, by nie dać mu wyjść z Arkadii. Cała historia skończyłaby się właśnie tutaj i miała szczęśliwe zakończenie.
Z jednej strony Nico miał rację. Jak śmiałeś tu przychodzić, Yukhei? Burzyć wszystko to, na co Kang do tej pory pracował? Przerywać codzienną rutynę dwójki osób, które mimo tego, że nazywały siebie najlepszymi przyjaciółmi, teraz w ogóle takiej relacji nawet nie przypominały? W zasadzie... Czy można było to w ogóle nazwać jakąkolwiek relacją? Królik z każdym kolejnym dniem stawał się coraz mniej ludzki. W końcu przestał się odzywać i był zwyczajnym cieniem samego siebie. Naczyniem w kształcie człowieka, które tylko z wyglądu go przypominało. A mimo tego nie dało się od niego tak łatwo odejść - no bo jak już się coś zaczęło, to wypadałoby to skończyć. Pomimo żmudnych wielu dni, podczas których żółty ciągle siedział przy łóżku Nemo, bo bał się, że ten coś sobie zrobi. Pomimo najgorszych nocy, kiedy to Nemo przestając nad sobą panować, dotkliwie ranił swojego opiekuna.
Czy każdy przetrwałby tak intensywne pół roku, Yukhei? Jak myślisz? Podczas ostatnich dni Nico na pewno myślał o tym, że chętnie by komuś ową robotę oddał. Nie musiał zaprzeczać - po co miał oszukiwać samego siebie, a ponadto... Przecież to było jasne. Chyba sam zastanawiał się czy ten Nemo, który teraz leżał całymi dniami zawinięty w kołdry to ten sam Nemo z przeszłości.
Chłopak starał się wziąć powietrze, ale nadal czuł się tak, jakby nie mógł wypłynąć na powierzchnię. Dusił się, coraz to głośniej oddychając, aż wreszcie zamknął na dłuższy moment oczy, wsłuchując się w spokojny głos Lisa. Opadł w jego ramiona niczym szmaciana lalka, dysząc przy tym ciężko. Nie docierały do niego strzępki rozmowy dwóch chłopaków. Nie zauważył nawet, że po chwili stał na dwóch nogach, wspierany przez czerwonego. Całe jego ciało drżało, a nogi uginały się niczym z waty, jednak dzielnie trwał w miejscu, cały czas powtarzając w głowie słowa Hana dotyczące oddychania. Nadal odbijały się od ścianek czaszki głuchym echem.
Wreszcie uniósł twarz do góry. Powoli wodził spojrzeniem po ciele Lisa, aż wreszcie dotarł do twarzy - pochłaniał wzrokiem każdą jego część, nie odrywając wzroku nawet na chwilę. Ba, wręcz nie mrugał, bo nie chciał, by po zamknięciu oczu piękna wizja obecności Lisa odpłynęła gdzieś w nieznane. Otworzył usta i poruszył nimi bezdźwięcznie
Yukhei. Lisie.
Zaraz po poluzowaniu uścisku przez chłopaka, ciało Nemo opadło w jego stronę, niczym ścięte drzewo. Chłopak wylądował na jego stopach, opierając się czołem o kolana, a rękami obejmując łydki, które owinął najszczelniej jak tylko potrafił. Teraz już nie krzyczał. Teraz już zwyczajnie płakał, mocząc Lisowi nogawki.
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2018-12-20, 22:49   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Mechanizm zadziałał sam. Mimo że serce Nico łamało się na widok tego, jak łatwo Yukheiowi przyszło coś, na co on pracował przez tyle długich miesięcy, niszcząc siebie, a podejmując próbę ratowania przyjaciela. W związku z tym gdy tylko po raz kolejny dostrzegł, ze Nemo czuje się gorzej - zadziałał niemal instynktownie, podchodząc do chłopaka. Zatrzymał się jednak. Ciało chciało przygarnąć Griffina do siebie, by uniemożliwić mu zrobienie sobie krzywdy. Od incydentu w jaskini, gdy krew Nemo wsiąkała w jego koszulkę w mroku, Nico musiał być naprawdę czujny. Dwadzieścia cztery godziny ciągłego napięcia, w czasie których nieustannie należało wypatrywać zagrożenia z zewnątrz i od samego Nemo.
A może nadszedł czas na odpoczynek?
Przecież był tutaj Yukhei i doskonale mógł się nim zająć, a Nico zasłużył wreszcie na jakąś przerwę. Tylko co mogłby zrobić z czasem, który teraz będzie miał w nadmiarze? Nie mógł odpuścić. Gdy odbył tę dziwną rozmowę z samym sobą Nemo lezał już u nóg czerwonego. Kang przełknął gulę, które urosła w jego kardle i opadł na kolana obok żółtego, obejmując go ramionami i przyciągając go do swojej piersi. Przymknął oczy gotowy na kolejne ciosy, które z czasem musiały nadejść. Gładził przy tym spokojnie plecy Griffina. - Spróbuj się uspokoić - poprosił. Co innego mógł zrobić? Od któregoś z zielonych dowiedział się kiedyś, że kołysanie na boki pomaga w uspokojeniu drugiej osoby. Zdecydował, że to odpowiedni moment na przetestowanie, czy aby na pewno to działa. - zostaw nas - rzucił na prędce w stronę Hana. Czy nie widział do jakiego stanu doprowadził Nemo? Czy nie wiedział ile pracy dołożył Kangowi i jak wiele zajęło mu wyciągnięcie Griffina w to miejsce? Powinien teraz iść i pozwolic Kangowi na ułożenie tegp wszystkiego. Najpierw przede wszystkim w swojej głowie, a później - w glowie Nemo. Jak miał mu pomóc, gdy miał w glowie metlik?
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2018-12-21, 00:00   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

Fajnie było znać przyszłość, niestety nawet potężni pomarańczowi nie byli w stanie odczytać losów poszczególnej osoby. Prawdę mówiąc, nikt nie wiedział nawet, czy właściwym było przypałętanie się tego rudzielca pod nogi samego Nemo. Miejmy nadzieję, że jego powrót wpłynie pozytywnie na chłopaka, nie wzbudzi w nim natomiast ewentualnych negatywnych emocji. Wiemy już, że sam Nico był za to wściekły, co w obecnym rozrachunku było zupełnie zrozumiałe. Lis nie winił go za negatywne emocje, skierowane w swoją stronę, bo, pewnie z pokorą przyjąłby na siebie ewentualny cios. Zasłużył pewnie, za tak długą nieobecność. Nie mógł jednak poradzić na to zbyt wiele - wszyscy chorowali, on sam wypluwał sobie żołądek jeszcze nie dalej jak dwa tygodnie temu. Bo choć zima mu nie doskwierała, żywienie się resztkami nawet na żołądek tak bardzo zahartowany jak jego, mogło się źle skończyć. Arkadia go rozpieściła, odzwyczaiła od wpół surowych potraw, do których nie miał żadnych zastrzeżeń, gdy jeszcze działał solo. Teraz jednak każdy podobny eksces przybliżał go do któregoś z rzędu zatrucia. A miewał ich znacznie więcej niż reszta, jak na złość, bo przecież skoro mróz nie mógł zrobić mu krzywdy, dotykały go inne choroby. Widać było zresztą jak na dłoni, że nie jest w najlepszym stanie. Obiecał jednak wrócić, i na szczęście mu się to udało. Nie miał więc zamiaru marnować zdobytej szansy, nie, gdy los uśmiechnął się do niego po raz drugi. Teraz już pewnie nie odstąpi Nemo na krok, zbyt przestraszony, że coś znów może ich rozdzielić na zbyt długo. A jeśli zostanie pojmany drugi raz, tym razem na dłużej - czy chłopak by sobie poradził? Lis wolałby się jednak nie przekonywać. Kto wie, ile tak jeszcze żółty wytrzymałby podobnej pseudoegzystencji. Wrócił w dobrym momencie.
Czy można to było nazwać relacją? Owszem. Przecież Nico wspierał Nemo w każdej minucie, nawet jeśli momentami miał tej opieki serdecznie dosyć. Nie zostawił go, nawet gdy zbierał bęcki od spanikowanego przyjaciela, nawet gdy zapowiadały się najgorsze z możliwych nocy, gdy Griffin uderzał głową w ścianę. Nie odwrócił się od ciebie - w takim razie udowodnił swą najwyższą wartość. Lis musiał to docenić - inaczej byłby największym bucem na świecie.
W tamtej chwili nie mógł jednak uszanować polecenia Nico.
Han miał zresztą nadzieję, że uda mu się nieco uspokoić chłopaka, by był zdolny spokojnie wejść do wody. Czerwony wiedział, jakie są etapy ego napadów paniki, znał dokładnie ich schemat, przecież powstrzymywał je już wiele razy. Jego łzy i oddech nie przypominały jednak tego, co działo się normalnie w takich chwilach. Serce zwolniło, gdy jak mały koala złapał Lisa za nogi i zaczął płakać. Yukhei wiedział, że to nie kolejny atak - nie były to łzy paniki. Przynajmniej tak mu się zdawało. To dlatego, zamiast się cofnąć i posłuchać Nico, który klęknął tuż obok Nemo i przygarnął go do piersi, sam również opadł znów na ziemię.
I co wtedy zrobił? No, jak już zaczął być nieprzewidywalny, to na tej nucie należy kontynuować. Znów łagodnie przylgnął do pleców Nemo, obejmując go jedną ręką. Między jego ciałem, a ciałem chłopca, tkwiła ręka Nico, której Lis nie zamierzał odtrącać. Wręcz przeciwnie. Ulokował się tuż za karkiem żółtego, całując go raz po raz w kark.
- To nie jest atak paniki - wyjaśnił, kierując te słowa do Nico, który oparty o ramię Nemo, wciąż próbował go uspokoić. - To nie łzy smutku - dodał, a jego głos sam załamał się w którymś momencie, bo i on wzruszał się cholernie z powodu tej chwili. Momentami tracił już nadzieję, że znów go zobaczy. Miał taką wychudłą, smutną buzię... Serce Lisa niemalże pękło na jej widok. Nie zasługiwał, żeby smucić się w ten sposób.
W pewnym momencie Lis uniósł drugą rękę, a potem oparł ją na ramieniu Nico.
- Nie odejdę, bo... Bo Nemo potrzebuje i ciebie i mnie - brązowe ślepia łypnęły na Kanga, który w tamtym momencie mógł poczuć łagodne ciepło, przepływające przez jego ciało. I jego Lis ogrzewał mocą - a w jego oczach widać było jedynie wdzięczność.
- Pewien lis obiecał chronić pewnego królika, a potem wyrwać go spod pieczy wilków. Pewnemu lisowi się udało, ale teraz znów potrzebuje pomocy królika - wyszeptał nagle Han, przenosząc się na drugie ramię Nemo i szepcząc mu do ucha. - Królik musi sobie przypomnieć, jak się mówi, żeby znów odpowiedzieć na ważne wyznanie - szept przerodził się w kolejny delikatny pocałunek, a potem jedna, dwie, trzy nietypowo ciepłe krople spadły na nagie ramię Nemo. Yukhei nie był ze stali. Również za nim tęsknił...
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-21, 09:20   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

To, na co Kang czasami pracował przez kilka żmudnych godzin, Lis dostał właśnie w tej chwili - jak na tacy. Nemo ujrzał światełko w tunelu. I choć jeszcze przez dłuższy moment, szarpany pomiędzy sylwetkami chłopaków, nadal nie mógł uwierzyć w to wszystko, co się tu właśnie dzieje. Cała sytuacja wydawała się wspaniałym snem, który zaraz miał się skończyć. Nemo nie mógł do tego dopuścić - chciał z niego czerpać pełnymi garściami, by na wszelki wypadek zaspokoić się obecnością ciepła drugiego ciała.
Cholernie za tym tęsknił. Za zapachem lisiego futerka z ziarenkami kawy pomiędzy czerwonymi, niesfornymi kosmykami.
Nadal kurczowo trzymał się nóg Yukhei'a, kiedy Kang obok niego uklęknął. Czując, że żółty zaczyna go ciągnąć w tył, pokręcił przecząco głową, przyciskając czoło jeszcze mocniej, uszczelniając przy tym swój uścisk. Warknął przy tym w materiał spodni w proteście, unosząc jedno ramię za które początkowo złapał go Nico. Nie chciał go puścić. Nie teraz, gdy dopiero go odzyskał. Dlaczego nie mógł dać mu się nacieszyć obecnością? Nie widzieli się przez sześć cholernych miesięcy. Kang powinien coś o tym wiedzieć - czy nie stanął mu przed oczami dzień, w którym Lis wraz z Królikiem przybyli do Arkadii i okazało się, że ten mały, drobny chłopiec o czarnych włosach i wielkich, sarnich oczach to Griffin?
- N-nie, p-p-proszę... - wychrypiał wreszcie cicho, choć zniekształcone przez chrypę słowa uciekły gdzieś w szumie wody oraz słowach Nicolasa. Mimo tego, że leżał już w objęciach najlepszego przyjaciela, lewa ręka nadal trzymała nogawkę Lisa. Zaciśnięta pięść szarpnęła materiał, przepuszczając przez niego delikatne wyładowania elektryczne - pamiętasz jeszcze te nieprzyjemne mrówki, Yukhei?
Miał rację. To nie był żaden atak paniki. To stan, w którym Nemo próbował wyrzucić z siebie wszystko, co do tej pory w nim zalegało. Siedząc pomiędzy chłopakami, między dwoma sylwetkami najważniejszych osób w jego życiu wreszcie się całkowicie uspokoił. Jego oddech, choć nadal ciężki, już stał się miarowy. Oparł głowę o ramię Nico, obejmując go w pasie, zaciskając palce na jego boku. Druga ręka nadal trzymała cholerną nogawkę Lisa, nie mając zamiaru jej puszczać nawet na chwilę.
Czując gorące krople, spływające po jego szyi, wbił palce w materiał nogawki jeszcze bardziej, jakby chciał pociągnąć ją do siebie.
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2018-12-21, 11:51   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Nicolas czuł się jak głupek. Widział jak bardzo na przegranej pozycji był w tej chwili i poczuł się najzwyczajniej w świecie zbedny. Poswiecił życie opiece nad przyjacielem, przez ostatnie pół roku nie robił niczego innego, a teraz tak po prostu miał opuścić? Co innego można było robić w życiu? Kang już nie pamiętał i teraz, klęcząc przy swoim najlepszym przyjacielu nie umiał sobie przypomnieć, co działo się wcześniej. Był Sawyer... A moze mu się przyśnił? Czy istniało na świecie coś poza opiekowaniem się Nemo, z małą przerwą na czas gdy myślał, ze przyjaciel umarł?
Z sekundy na sekundę rozumiał coraz więcej. Nemo się nie bał, Nemo nie miał zamiaru płakać, Nemo się cieszył i wszystko wskazywało na to, ze misja Nicolasa się skończyła. Niepewnie zabrał dłonie z ciała przyjaciela i odsunął się lekko, spoglądając na jego twarz. Przycisnął ręce wzdłuż swojego ciała i chwiejmie stanął na nogi. W milczenou stał przez dłuższą chwilę, pozwalając im zająć się sobą. Nie wiedział co powinien zrobić. Właściwie nie wiedział nic w tej chwili i czuł dziwną pustkę. A przecież powinien się cieszyć, do tego właśnie dążył i w tej chwili to dostawał.
Tylko dlaczego czuł się tak wykluczony?
Zostawił Lisa i Nemo samych sobie, ściągnął z siebie spodnie, złapał ich ubrania przygotowane do prania i wszedł do wody, wrzucając tam ubrania. Przecież przyszli się tutaj umyc, prawda? Umyc i wyprać. Dlatego usiadł na brzegu, zanurzony po pas w wodzie i energicznymi ruchami zaczął prać ich ubrania. Liczył, że w ten sposób ucieknie myślami od pustki, która go dopadła kilka minut temu, gdy klęczał na piasku i próbował uspokoić przyjaciela, który wcale tego uspokojenia nie potrzebował. Gdy tylko skończył bezmyślnie rzucił czyste ubrania ma piach i znów podszedł do Nemo i Yukheia, zgryzając delikatnie dolną wargę w niepewności. - Nemo musimy się umyć - westchnął. Przyszli tutaj się umyć. To było zadanie Nico, które postawił przed sobą tego ranka. Później... Później lis mógł robić co chce, bo misja Kanga dobiegnie końca.
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2018-12-21, 15:38   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

Prawdę mówiąc Lis odetchnął z ulgą, gdy zrozumiał, że Nemo nie przechodzi kolejnego ataku, a jedynie cieszy się z jego powrotu. Obserwował jednak bądź co bądź jego nastroje przez tak długo, że był na nie niezwykle wyczulony. Każde drgnięcie i przyspieszony oddech mogły oznaczać zupełnie coś innego - a jednak w ciągu tych wszystkich bezsennych nocy, Yukhei zdołał rozpoznać, które z tych symptomów świadczą o atakach. Zresztą, przytulony do jego piersi Nemo wydawał się o wiele spokojniejszy, niż pozostawiony samemu sobie, choć czasem nawet Lis zbierał bęcki w nocy. Nie poddawał się jednak, z każdym krokiem próbując przywrócić chłopca do normalności. Mógł sobie więc wyobrazić, co poczuł w tamtej chwili Nico - i prawdę mówiąc, zrobiło mu się go szkoda. Nie zamierzał mu "odbierać" Nemo, właściwie chciał tylko tego samego, co jego przyjaciel. Pragnął go znów przywrócić do życia, sprawić, by uśmiechał się tak jak dawniej.
Nie musiałeś go ściskać tak mocno, Nemo. On nigdzie się nie wybierał, już nie zamierzał cię zostawiać, ani na moment. Był tutaj, tuż obok, wdychający spokojnie twój znajomy zapach. Z chęcią obdarowywałby cię pocałunkami, nie wypuszczając więcej z ramion - wiedział jednak, że nie powinien ingerować w moment między przyjaciółmi. To dlatego jego celem było uspokojenie Griffina, a potem zachęcenie go, by jednak wszedł do źródła razem z przyjacielem. Szkoda, by Kang poczuł się teraz samotnie, jakby Nemo go opuszczał.
- Już dobrze - Lis drgnął, sprawiając, że łzy na jego policzkach wyparowały zupełnie. Czas wziąć się trochę w garść, Yukhei, nie będziesz tu płakał jak dziecko. - Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram - łagodne gładzenie niezwykle chudych pleców i to znajome wyładowanie elektryczne. Powiedzieć, że Han w pewien sposób za tym tęsknił, byłoby niedopowiedzeniem. Brakowało mu właśnie takiej bliskości z drugą osobą. Wciąż, każdego dnia myślał o tym, co będzie, gdy znów go zobaczy - a gdy już ujął go w ramiona, ciężko było puścić. Niemniej zrobił to, powoli i spokojnie.
- Chodź, Nemo - zwrócił się do chłopaka, odwracając go do siebie, gdy Nico zostawił ich na moment samych. Z troską obejrzał jego twarz, dokładnie otarł policzki z łez, potem ucałował ostrożnie w czółko.
- Chodź, musisz się wykąpać - znów pomógł mu wstać, korzystając z tego, że chłopak był bardzo słaby. Podprowadził go ostrożnie do źródła, tak, by mógł chwycić Nico za rękę. W tym samym momencie czerwony spróbował przyciągnąć na siebie spojrzenie Kanga.
- Nie odbiorę ci przyjaciela - zapewnił nagle, jakby wiedział, że te słowa muszą być wypowiedziane na głos. - Chcę po prostu... Pomóc.
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-22, 16:15   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Podczas gdy Nico podniósł się z ziemi, Nemo uniósł głowę do góry, wlepiając w niego niezbyt przytomne spojrzenie. W zasadzie... Ostatnimi dniami wszystkim, co żółty mógł dojrzeć w jego oczach była pustka. Beznamiętność, rezygnacja - jakby rzeczywiście pogodził się ze swoim losem i próbował zniknąć, odsuwając się od świata zewnętrznego, od wszystkich osób, które próbowały go jakoś wyciągnąć z otchłani rozpaczy.
A jednak nie dali mu zdechnąć w spokoju. Ani Nico, ani Vesper. Eksa codziennie przybywała z nową mieszanką zaparzonych ziół i sprawdzała reakcje chłopca na dane specyfiki. Wszystkie były podobne - dzięki środkom uspokajającym osiemnastolatek mógł spać całymi dniami, nie martwiąc nikogo, że sobie coś zrobi. Był wtedy zbyt słaby nawet na uniesienie palca do góry. To był jakiś sposób, czyż nie? Można było wtedy zostawić go samego i pójść się przespać, by zregenerować siły. Mimo zapewnień i próśb Vesper, Nico nadal przy nim czuwał. Jakby bał się, że leki nagle przestaną działać i powtórzy się sytuacja z czerwca.
Pociągnął nosem raz, później drugi i po zapewnieniach Yukhei'a wreszcie niechętnie puścił jego nogawkę. Zrobił to wolno, palec po palcu - w obawie, że zaraz po poluźnieniu uścisku, ten gdzieś ucieknie i znowu go zostawi.
Podprowadzony przez Lisa, grzecznie podszedł pod Nicolasa i wlepił w niego ciemne oczęta, które nadal błyszczały od łez, zebranych w kącikach. Bardzo powoli wracała w nich nadzieja - szkoda tylko, że w tym stanie nie mógł przetworzyć informacji ani przeanalizować sytuacji, w której znaleźli się Lis z Nico. Nemo totalnie nie zauważał jakiegokolwiek napięcia między nimi. Nie potrafił również znaleźć w twarzy przyjaciela jakiejkolwiek zmiany - przecież podczas ostatnich kilku miesięcy żółty wiecznie chodził smutny, zmęczony i coraz częściej poirytowany.
W końcu zdjął z siebie ubrania (spodnie były zdecydowanie łatwiejsze niż ściąganie bluzy) i wsunął się do wody, siadając na dnie. Woda sięgała mu prawie do do brody, zakrywając całe wychudzone ciało. Nemo oparł policzek o brzeg, wlepiając spojrzenie w Lisa.
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2018-12-23, 20:41   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Lista zadań, które Nico stawiał przed sobą stopniowo ulegała przemianie. Przed przybyciem do Arkadii jego przyjaciela miała zaledwie kilka punktów. Później pojawił się na niej jeden, ważny - pomóc Nemo przetrwać, który w dniu dzisiejszym stanowił jedyny punkt na liście rzeczy, które miał do zrobienia. Z jednej strony - banalnie proste. Co trudnego może być w utrzymaniu przy życiu jednego nastolatka, zwłaszcza w miejscu tak spokojnym i bezpiecznym jak Arkadia? A jednak było to trudne, na tyle, że Nicolas musiał korzystać z pomocy Vesper i jej ziółek, które wprowadzały chłopaka w stan otępienia. Nawet wtedy nie było łatwo - lekarstwa czasami okazywały się zbyt słabe albo za mocne, przez co Kang z niepokojem sprawdzał, czy jego przyjaciel jeszcze oddychał. Nie pamiętał już, kiedy spał więcej niż trzy lub cztery godziny, zazwyczaj nad ranem, gdy po kolejnym kryzysie przyciskał do siebie coraz drobniejsze ciało przyjaciela, z którego z każdą sekundą ulatywało życie.
Powinien się cieszyć z powrotu Yukheia. W końcu będzie miał chwilę wolnego, bo nawet jeśli stan Griffina nie poprawi się na tyle, by zostawiać go na noc samego, to przecież będzie miał zmiennika. Kogoś, kto będzie mógł doglądać chłopaka tak samo czujnym okiem jak to jego - zmęczone, wyuczone schematów i skupione na jednym, jedynym celu. Przetrwaniu. Dlaczego zamiast radości odczuwał więc smutek, a nawet wściekłość? Czemu nie umiał pogodzić się z myślą, że z jego ramion ściągany jest naprawdę wielki ciężar? Może dlatego, że był więcej niż pewien, że oduczył się robić wszystkie rzeczy, które nie są związane z opieką nad Nemo. Może dlatego, że miał żal, że Lis pojawił się tutaj tak późno, jakby nigdy nic się nie stało.
Ujął dłoń Nemo niemal instynktownie, pomagając mu usadowić się w bezpiecznym miejscu. Tępym wzrokiem spojrzał na Lisa i wzruszył ramionami. - Jasne - mruknął. Nie potrzebował niczyjej pomocy. Nie radził sobie najlepiej przez ostatnie pół roku, ale z każdym dniem - coraz lepiej. Wypracował schematy, które pozwoliły mu dobrze zareagować w niemal każdej sytuacji. - Nie dotykaj wody - przypomniał Lisowi. W końcu i on, i Nemo byli żółci... Nico nie mógł mu obiecać, że nie pokieruje się emocjami i w wodzie nie wydarzy się jakiś wypadek, który przywróci wszystko do starego stanu. Może nie dobrego, ale znajomego. Pojawienie się Yukheia w Arkadii sprawiało, że cofał się o kilka miesięcy wstecz, znów stając twarzą w twarz z nieznanym. I znów robił to zupełnie sam, dźwigając na plecach ciężar Griffina.
Zwrócił się w stronę Nemo i usiadł naprzeciwko niego. Uszczypnął go w stopę, by ściągnąć na siebie jego uwagę. - Nemo... jak się czujesz? - zapytał, siląc się na uśmiech. Był opiekunem. Jego zadaniem było interesowanie się losem i samopoczuciem Griffina.
Lis mógł się wypchać.
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2018-12-26, 19:03   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

Miejmy nadzieję, że pustkę w brązowych oczętach Nemo w końcu wypełni coś zupełnie innego. Może promyczek szczęścia? Najpierw nieco nieśmiały, tak jak wtedy, gdy Lis każdego ranka pojawiał się w obozowym szpitalu - potem coraz większy i jaśniejszy, by wreszcie mógł objąć całą rozjaśnioną uśmiechem buzię, a później małe serduszko. Yukhei wiedział, że Nemo musiało być pod jego nieobecność bardzo, bardzo ciężko. Zamierzał jednak wynagrodzić mu cały ten ból i tęsknotę. Zresztą - sam nie radził sobie najlepiej, właściwie powrót do chłopca był jego największą motywacją, by każdego dnia podnosić się znowu z ziemi i ruszać coraz dalej. Czerwony miał więc nadzieję, że teraz będą mogli nadrobić odebrany im przez niefortunny los czas.
Nie miało się jednak zanosić na łatwe zjednoczenie, bowiem Nico pozostawał wobec Lisa bardzo nieufny, wręcz wrogo nastawiony. Czerwony nie tego mógłby się po nim spodziewać, nie po tym, jak możliwie pozytywnie był do niego nastawiony na początku. Teraz jednak Kang zbyt mocno skupiony był na ochronie Nemo, co mocno zastanowiło Lisa. A co jeśli decyzja o powrocie była... Błędna? Co jeśli bez niego, Griffin faktycznie byłby szczęśliwszy? Osobowość, przyjaciel tak nieprzewidywalny, był mu potrzebny, by wyrwać się z letargu obozowej codzienności. Lis był iskrą, zachęcającą do ucieczki. Gdy jednak owa się powiodła, wybuchowy czerwony mógł stanowić jedynie... Kłopot. Szczególnie, że nie potrafił zapewnić Nemo takiej stabilności i spokoju jak Nico. Nie, on był zupełnie inny - wciąż zmienny, wciąż szukający swojego miejsca. Czy naprawdę powinien się usunąć z Twojego życia, Nemo?
- Nie martw się - uśmiechnął się do chłopca raz jeszcze, czekając, aż zupełnie oderwie się od jego nogawki. Z dziwnym bólem w piersi, pozwolił mu zanurzyć się w wodzie razem z Nico. Ile stracił przez ten czas, gdy powinien być tu, w Arkadii, pomagając osobie, którą darzył największym uczuciem? To dla niego poświęcił możliwość życia na nowo z ojcem, dla niego porzucił poszukiwania matki - a teraz w jakiś sposób go tracił, nie mogąc sięgnąć do tych rejonów jego serca, które od zawsze należały tylko do Nico.
Bystre oczy od razu dostrzegły ostrożne złapanie za rękę. Dwóch żółtych, między którymi woda mogła łagodnie iskrzyć od prądu. I nic złego nie mogłoby im się stać. Mimo początkowo łagodnego nastawienia, Lis poczuł nagłe zdenerwowanie. I jakby... Rezygnację. Nagle to on poczuł się tutaj intruzem. Przerwał intymny moment, którego pewnie nie miał prawa zaburzać. Przez pół roku mogło się wiele zmienić, i nawet nie wziął tego pod uwagę.
"Nie dotykaj wody."
Pewnie kiedyś zareagowałby wściekłym warknięciem - teraz opuścił głowę, cofnął się na stosowną odległość. Oparty o ścianę jaskini, otoczył kolana swoimi ramionami, odwracając nawet głowę na bok, by dać im chwilę dla siebie.
Wielu rzeczy nie wziął pod uwagę.
Zmarszczył brwi, z każdą chwilą coraz bardziej pragnąc wymknąć się stamtąd niepostrzeżenie, gdy tylko Nemo odwróci się do niego plecami. Nie było łatwo patrzeć, jak jego chłopak wchodzi nagi do wody z innym - zresztą, czy naprawdę miał prawo nadal nazywać Nemo "swoim"?
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2018-12-27, 10:31   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

W wykonywanie czegoś po raz setny, nawet jeżeli przyświecają nam przy tym najlepsze idee świata, nie wkładamy już tyle energii, co po raz pierwszy. Na początku całej tej karuzeli spierdolenia Nicolas próbował jeszcze nakłonić Nemo, by robił coś więcej niż bierne stanie. Chlapał go wodą, zaczepiał, dawał mu małe, elektryczne pstryczki, które nie mogły zrobić chłopakowi żadnej krzywdy. Z każdym kolejnym dniem repertuar jego zagrań zmniejszał się, a on sam stawał się coraz bardziej zrezygnowany. Wreszcie po prostu mył Griffina, zagadując, żeby zupełnie nie tracić z nim kontaktu. Przyzwyczaił się do tego, że jego rozmowy z chłopakiem przypominają raczej monolog, wciąż jednak uparcie czekał na odpowiedź na wszystkie pytania, które mu w tym czasie zadał, niezależnie od tego, czy dotyczyły samopoczucia, sensu życia czy może tego, co Griffin najchętniej zjadłby na obiad.
Z powodu obecności Lisa nie zaszła w nim jakaś nagła odmiana. Może jedynie nieco się zirytował, bo Nemo co chwilę tęsknie odwracał głowę w stronę drugiego chłopaka, jakby chciał się upewnić, że ten nie uciekł albo nie okazał się jakimś sennym marzeniem, spowodowanym lekami od Vesper. Przy trzeciej próbie umycia odwracającej się od niego głowy, po prostu zrezygnował i z ciężkim westchnięciem wyprowadził chłopaka na brzeg, gdzie podał mu jeden z wysłużonych ręczników, których nie wymieniał od dobrych miesięcy. Gdy tylko sam wytarł ostatnie kropelki wody, odnalazł suche ubrania, leżące gdzieś obok sterty prania, która poniewierała się na dnie jaskini. - Zacznij się ubierać, zaraz Ci pomogę - zwrócił się do Griffina. Był wściekły i było mu wstyd. Sytuacja przypominała mu moment, gdy Lis i Nemo pierwszy raz pojawili się w Arkadii. Wtedy to Yukhei przekazywał mu Griffina. Oprócz potwornej rany na nodze, po której pozostało już ledwie kilka blizn, Nemo prezentował się o wiele lepiej niż teraz. Zawalił. Jako przyjaciel, opiekun, doprowadzając do tego, ze u Griffina można było policzyć wszystkie żebra, że nie odzywał się ani słowem i dało się go opanować jedynie w chwili, gdy Vesper podała mu porcję odpowiednich ziół. Miał żal do samego siebie, ale nie mógł zostawić przyjaciela na pastwę losu. Szybko skończył użalanie się nad sobą i rozmyślanie o swojej beznadziejności, dokończył ubieranie się i pomógł Nemo w zrobieniu tego samego. - Idź do niego - uśmiechnął się blado w stronę Griffina, gdy przeciągnął już ciepły sweter przez jego głowę. Sam miał na sobie o wiele za cienką bluzę, wszystkie cieplejsze rzeczy bez wahania oddając przyjacielowi. - Będę tutaj bo muszę jeszcze raz zrobić pranie, a wy pewnie i tak będziecie się miziać - przewrócił oczami i odsunął się o krok, by zrobić Nemo przejście do Lisa. Czy mógł go winić za to, że chciał być szczęśliwy?
Nie. Sam przecież chciał dla niego tego samego. - Niech wysuszy Ci włosy, to nie będziemy musieli siedzieć tutaj pół godziny, aż same wyschną - zażartował, chociaż chyba nikogo ten żart nie bawił. No, jego na pewno nie.
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2018-12-27, 11:18   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

To okrutne i egoistyczne, ale Nemo olewał Nico jeszcze bardziej niż wczoraj i przedwczoraj i w ogóle w ciągu sześciu miesięcy. Całkowicie rozproszony obecnością Lisa, nie usłyszał pytania, które skierował w jego stronę przyjaciel. Nawet nie odwrócił w jego stronę głowy. Po prostu trwał tak w bezruchu, nie odrywając spojrzenia od skulonej sylwetki w rogu jaskini. Z dziwnego letargu ocknął się dopiero wtedy, kiedy czerwony odwrócił wzrok i wlepił go gdzieś w kamienną podłogę. Drgnął, marszcząc przy tym czoło i otworzył usta, jakby chciał się temu sprzeciwić, ale nie wydał z siebie nawet najcichszego dźwięku. Odwrócił się w wodzie w stronę Nico, posyłając mu długie, pytające spojrzenie - po raz pierwszy ON o coś pytał Nico. I nie chodziło mu o to, co zechciałby zjeść na obiad, czy zaraz wyjdą z gorących źródeł i czy chłopak zdążył już zrobić pranie. Pytał o LISA. A w zasadzie o jego dziwne zachowanie, którego nie poznawał. Czy podczas długiej przerwy stało się coś, przez co Yukhei zapomniał jak warczeć, szczerzyć kły i walczyć o swoje? A może już mu po prostu nie zależało?
Resztę w wodzie spędził w totalnej ciszy, podczas której jego spojrzenie zatrzymało się na bliżej nieokreślonym punkcie iskrzącej wody. Pozwolił przy sobie zrobić wszystko, o co Nico go tylko poprosił, a następnie grzecznie wyszedł z wody, zakładając spodnie i gruby sweter - oczywiście wszystko z pomocą przyjaciela.
Początkowo wlepił spłoszony wzrok w żółtego, który polecił mu, żeby poszedł do Lisa. Z jednej strony właśnie tego oczekiwał - chwili spokoju, tylko we dwójkę z Hanem. A z drugiej... Nawet ziółka nie były w stanie zakłócić jego logicznego myślenia i zdolności zrozumienia, że Nicolasowi było cholernie przykro. Pokiwał delikatnie głową, uśmiechając się przy tym równie blado co przyjaciel, a następnie wyciągnął rękę i złapał Nicolasa za nadgarstek, ściskając najmocniej, jak tylko potrafił. Wyraz wdzięczności, na który nie było go stać przez pół roku? A może upewnienie, że Kang będzie już na zawsze, nawet mimo złości skierowanej w stronę Yukheia?
Nemo wreszcie odwrócił w stronę wyjścia, puszczając rękę Nico i zrobił jeden chwiejny krok w przód. Później jeszcze następny i kolejny. Wyglądał jak dziecko, które dopiero uczy się chodzić.
Wreszcie znalazł się zaledwie metr od Lisa, zatrzymał i nawet krzywo uśmiechnął, ale słowa Nicolasa dotyczące miziania sprawiły, że spuścił wzrok w dół.
 
 
Yukhei Han



Wysłany: 2019-01-03, 02:48   
   Multikonta: Haise
[Cytuj]

Rezygnacja powoli ogarniała całą trójkę chłopaków, bo choć bardzo się starali, nie mogli zapobiec swego rodzaju tragedii, która rozegrała się po zniknięciu Lisa z Arkadii. Nie wskazując palcem, tak i owszem, punktem zapalnym była ta niewyjaśniona więź, łącząca czerwonego z żółtym. Silna na tyle, by żaden z nich nie chciał odpuścić aż do samego końca. Pewnie wśród Arkadyjczyków szumiało od podejrzeń, że nawet jeśli Yukhei zdradził, to pewnie zginął razem z częścią tych osób, które zabrał ze sobą na misję. A on skubany wstawał, raz i drugi, bo nie mógł znieść myśli, że już nigdy nie zobaczy tych króliczych, brązowych ocząt, przepełnionych uczuciem. Nazwijcie go głupim, a ja powiem, że był po prostu zdeterminowany. Prócz niego, nie miał już na świecie nikogo - bo przecież do ojca wrócić nie mógł, a matka wciąż pozostawała gdzieś tam, w wielkim świecie, bo czerwony kategorycznie odmawiał myślenia, że może być martwa. Skoro on sam powstawał kilkukrotnie "zza grobu" to z pewnością i ona jakoś dała sobie radę. I tak żyli, gdzieś zupełnie osobno... Rozbita rodzina, która pewnie już nigdy nie będzie miała okazji się spotkać. Przynajmniej tego obawiał się Han. Choć starał się tego nie okazywać, w jego ciele kryło się tyle duszonego przerażenia... Pewnie nawet sam Nemo nie widział w nim tchórza, jakim gdzieś w głębi duszy był. Zostawił ich, zostawił bliskich i przyjaciół za sobą. Za bardzo bał się o własne życie, o życie Nemo, by pozwolić sobie na ratowanie wszechświata. Był tylko marnym robakiem, który niewiele mógł zdziałać - a który choć wciąż się starał, osiągał tylko połowicznie swoje cele. Czasem nawet wcale... Tak jak teraz, patrząc na swojego chłopaka, myślał o tym, jak bardzo go zawiódł. I znów nie potrafił sobie za to wybaczyć.
Wybacz mu, Nico. Naprawdę nie chciał burzyć waszej rutyny, nie próbował wpychać się z buciorami w wasze życie. Pragnął tylko odzyskać choć część własnego, by zacząć funkcjonować normalnie raz jeszcze. Najpierw ucieczka, a teraz to... Czy naprawdę nie mógł na długo zagrzać jednego miejsca, zanim znów nie przytrafi mu się coś okropnego? Zresztą, los powinien go choć trochę oszczędzać - nie ze względu na własne cierpienia, ale ból Nemo. Widząc to, jakaś siła z góry powinna zerkać na Yukheia co jakiś czas, by mógł spokojnie ukoić smutek swojego chłopaka, otulając go ramionami tak jak kiedyś, w obozie, gdy nikt nie zwracał na nich przez moment uwagi.
Tylko że gdy przyszedł odpowiedni moment, Lis jakoś... Nie potrafił się na zdobyć. Jego wzrok wodził od Nemo do Nico, obserwując uważnie jak ten pierwszy ściska nadgarstek tego drugiego. Han przełknął ślinę, ośmielając się zerknąć na dwójkę oczywiście dopiero, gdy byli już ubrani - a potem ten gest. Co miał sobie pomyśleć? Jakiś słaby uśmiech wpełzł na jego twarz, gdy wstawał, kiwając głową na polecenie Kanga. Potem zbliżył się do Griffina, czując jak jego ciało opuszczają resztki sił. Ucałował go w czoło - minął go i niespodziewanie zbliżył się do Nico, łagodnie poklepując go po plecach.
- Odpocznij - poprosił łagodnie czerwony, czując, jak po jego palcach mknie energia, która miała na celu wysuszyć i rozgrzać Nico. - Dziękuję - dodał półszeptem, odwracając się wreszcie do Nemo. Tak naprawdę.
I wtedy poczuł się znów jak wtedy, gdy pierwszy raz zobaczył go w szpitalu. Jak rażony gromem. Jakby ziemia zapadała mu się spod nóg. Jakby zobaczył znów piękne, bladoróżowe słońce, chowające się za taflą fioletowawego morza, gdy był jeszcze małym dzieckiem.
- Cześć - uśmiechnął się nagle, szczerze i pięknie, dokładnie tak jak wtedy. Zapominając na moment o troskach, o tym co mógł stracić przez czas nieobecności - po prostu podszedł i ujął twarz Nemo w dłonie. A potem przylgnął mocno swoimi gorącymi wargami do jego chłodnych.
Griffin z pewnością poczuł nagłą falę ognia, która przetoczyła się gromko przez jego ciało. Jak rozpalony na nowo, popłynął w żyłach i po skórze, wyparowując krople wody, susząc włosy i przyjemnie podnosząc temperaturę ciała. Najbardziej skok temperatury czuć było jednak w piersi, blisko serca.
- Kocham cię - wyszeptał tak cicho, że nikt prócz samego Nemo nie miał prawa usłyszeć tego wyznania. Ledwo poruszające się wargi muskały delikatnie jego usta, jakby wciąż upewniając się, że znów są razem. Nareszcie.
 
 
Nico Kang


Wysłany: 2019-01-04, 21:11   
   Multikonta: nope
[Cytuj]

Nicolas nie rozumiał tej całej, pokręconej relacji. Nie był w stanie zrozumieć, jak to możliwe, że Nemo jest w stanie tak po prostu wybaczyć chłopakowi, który zniknął na pół roku. Może dlatego, że nigdy się nie zakochał? Może dlatego, że nie był w stanie powiedzieć, jak to jest mieć te urocze motylki w brzuchu i jak można chcieć poświęcić drugiej osobie wszystko. Miał takie uczucia wobec Griffina, ale były one czysto braterskie, przez co nawet nie liczyły się jako prawdziwa miłość. Oddałby za Nemo życie. Dałby mu swoje serca i zrobiłby wszystko, by obronić go przed złem. Pielęgnował go przez cały czas, doprowadzając siebie samego na skraj wyczerpania, nie tylko fizycznego, ale też psychicznego. Kang był najzwyczajniej w świecie zmęczony i miał ochotę uderzyć Yukheia w twarz. Jedynym, co go przed tym powstrzymywało był Nemo. Griffin na pewno czegoś podobnego go nie chciał. W końcu w jakiś dziwny, pokręcony sposób kochał czerwonego i Nico nie miał w tej sprawie nic do gadania.
Czy czuł się wykorzystany? Okropnie. Tego też nie potrafił zrozumieć. Pielęgnował Nemo z własnej woli, a teraz miał wrażenie, że ten go po prostu wykorzystał. Może dlatego był rozgoryczony? Może jego złosć nie skupiała się jedynie na lisie, ale na nich obojgu. W końcu ile może znieść jeden nastolatek? Na pewno nie tak wiele, ile znosili oni. W końcu musi mu odbić. - Taa... - westchnął jedynie, odsuwając się od czerwonego. Nie potrzebował jego złotych rad. Nie chciał ich i nie zamierzał się do nich stosować, nawet jeśli odpoczynku potrzebował. Wszystko po to, by zrobić mu na przekór bo... bo jakiś wracający po takim czasie zdrajca nie będzie mu układał życia. - Nie ma za co czy coś - bąknął jeszcze. Skupił się na wszystkim innym tylko nie na dwójce za jego plecami, bo miał wrażenie, że zwymiotuje od nadmiaru słodyczy, jeśli przysłucha się ich rozmowie. Wszystko wydawało się ciekawsze - sklepienie jaskini, parująca woda czy... upiaszczone pranie, które musiał zrobić drugi raz.
Cholera.
Wyśmienicie.
Miał zajęcie, po którym mógł się od nich zmyć i najzwyczajniej w świecie zająć się wreszcie sobą. Problem polegał na tym, że nagle, jakimś dziwnym cudem, gdy tylko próbował przypomnieć sobie rzeczy, które chciał zrobić, a których ostatnio nie mógł, jego głowa była pusta.
 
 
Nemo Griffin


Wysłany: 2019-01-05, 21:53   
   Multikonta: Cheolmin
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

To wszystko było zbyt pokręcone, by cokolwiek zrozumieć. Minęło pół roku - pół roku męczarni Nicolasa, który zarywał każdą noc, by tylko chronić swojego przyjaciela. Kosztem własnego zdrowia, własnego życia i własnych zachcianek. Oddawał mu wszystko, by tylko polepszyć jego stan, ale... Wcale nie było lepiej. Ba, z każdym kolejnym dniem Nemo stawał się nie osobą, a czymś w jego skórze. Naczyniem w kształcie człowieka, do którego Nico wlewał wszystkie swoje uczucia. Szkoda tylko, że w zamian nie dostał nawet żadnej odpowiedzi - najmniejszego sygnału, że Nemo jest mu wdzięczny. Bo przecież... Wcale nie był.
Teraz, gdy Lis stanął przed Królikiem w całej swojej okazałości, Griffin nie myślał racjonalnie. Jego umysł, i tak stępiony przez zioła Vesper, wychwytywał jedynie najprostsze sygnały ze świata zewnętrznego. Odzyskał to, co mu kiedyś bezczelnie zabrano więc cieszył się i korzystał. Co prawda czuł się w tej sytuacji totalnie niekomfortowo, ale ciało jakby samo wiedziało co miało zrobić, gdy Yukhei znalazł się wystarczająco blisko.
Czując gorące dłonie na swojej twarzy, nieśmiało uniósł brodę, spoglądając w ciemne oczęta Hana. Znów się uśmiechnął - na zaledwie sekundę, bo czerwony postanowił go pocałować. Chwycił Lisa za nadgarstki, przekazując mu serię delikatnych mrówek w postaci wyładowań elektrycznych, które zmieszały się z falą narastającego ciepła.
Co prawda nie mógł odpowiedzieć na wyznanie, wyszeptane do ucha, więc przylgnął do ust Lisa z całych sił, chcąc mu pokazać, że zupełnie nic się nie zmieniło.
Bo nie zmieniło, prawda?

zt. wszyscy
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons