you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Rynek
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-12-15, 00:10   Rynek [Cytuj]

RYNEK

Mały rynek, dookoła otoczony budynkami takimi jak stara piekarnia, restauracja czy sklep spożywczy. Jest to centrum Florence, tętniące życiem. Wszystkie wydarzenia związane z miasteczkiem mają miejsce właśnie tutaj.
Zaraz obok budynków znajdują się liczne ławeczki - choć już nieco zmęczone życiem, nadal dzielnie spełniają swoje funkcje.
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-12-21, 09:28   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Mistrz Gry


Dwójka towarzyszy grzecznie wyszła z gabinetu. Dziewczyny zostały same, tak jak pomarańczowa poprosiła. Anderson wysłuchała Leen w ciszy. Wlepiła w nią wielkie, błękitne oczy, a z jej twarzy automatycznie zniknął uśmiech. Co jak co, ale przed Radną nie musiała udawać - przecież Eksa czytała z niej niczym z otwartej książki.
- Powodzenia - nie skomentowała wywodu Leen, bo stwierdziła, że to zbędne. Posłała jej ostatnie spojrzenie czekając, aż tamta nie wyjdzie z pomieszczenia.

Na dworze było cholernie zimno. Termometry wskazywały -10 stopni, jednakże odczuwalna była zdecydowanie niższa. Trójka psioników przedarła się przez zaspy, kierując w stronę miejsca, w którym znajdował się jeep. Dobrze, że miał czterokołowy napęd oraz został nieco odpicowany przez Mayday - dzięki temu grupa mogła cieszyć się ogrzewaniem w środku.
Leen nie musiała prowadzić. Anna sama zajęła miejsce za kierownicą jako pierwsza, a James zasiadł na przodzie zaraz obok niej, nie odrywając wzroku od mapy, którą studiował odkąd wyszedł od Alison. Mruczał coś pod nosem, kiwając przy tym głową, zupełnie pogrążony w transie. Wychodziło na to, że Kathleen miała dla siebie cały tył w pojeździe.
Tak jak zapowiadała Radna, droga wcale nie należała do najprzyjemniejszych. Koła ślizgały się po lodzie, a Anna rzucała kurwami na lewo i prawo, irytując się na samą siebie i podkreślając, że jest najgorszym kierowcą na świecie. Tak naprawdę… Pomimo ciężkich warunków radziła sobie całkiem nieźle. Oprócz tej całej otoczki panikary.
Po niecałych dwóch godzinach, krajobraz za oknami nieco się zmienił. Zaczęły pojawiać się pojedyncze budynki, choć zniszczone i wyglądające na opuszczone. Kręta droga wreszcie zmieniła się w kamienistą, a złamany szyld, przykryty śniegiem, ukazał trzy litery: FLO.

Miasteczko wyglądało tak, jakby ktoś je wyciął z zupełnie innej rzeczywistości. Niczym nie przypominało prowizorycznej Arkadii i niczym nie przypominało jednego z wielu miast, jakie znajdowały się w Idaho. Malutkie, skromne domki niczym dla krasnoludków, wszystkie dachy pokryte śniegiem - niektóre przybrane były kolorowymi świątecznymi światełkami. Na ścianach widniały hasła powypisywane czarnym spray’em. Jedne głosiły Dzieci to nasza przyszłość, inne Chrońmy to, co najważniejsze.
Anna westchnęła cicho i zwolniła nieco, prostując się na siedzeniu. Leen mogła wyczuć, że zaczęła się (nie)delikatnie stresować.
- 5 grudnia, 2023 rok. Godzina 10:01, witamy we Florence - ciszę przerwał James, który właśnie poprawiał okulary na nosie i wlepiał wzrok w budynki, pomiędzy którymi przejeżdżali. - Wysyłam wiadomość do Arkadii, że dotarliśmy na miejsce - dodał czym prędzej, unosząc rękę w stronę swojego prawego ucha, w którym umieścił słuchawkę z komunikatorem.- Czy Alison powiedziała ci, jak wygląda Kinsley? Myślisz, że jakoś wyróżni się z tłumu? - chłopak odwrócił się do tyłu, wlepiając spojrzenie błękitnych ocząt w Radną.
Teoretycznie Leen nie dostała konkretnych informacji od Alison. Dobrze, że parę dni temu grzebała w głowie Yukhei’owi i reszcie, dzięki czemu posiadała mgliste wspomnienie w postaci drobnej dziewczyny o czarnych, krótkich włosach z grzywką. Twarz niestety nadal miała zamazaną i zniekształconą.
Anna w końcu znalazła wolne miejsce w jakiejś ciasnej uliczce i tam zaparkowała. Dzieciaki mogły wysiąść z samochodu - za ich plecami widniał rynek, po których przechadzali się dorośli. Wszyscy wlepiali w nieznajomych zaciekawione spojrzenia. Leen w tłumie mogła dojrzeć parę osób z charakterystycznymi bransoletkami na ręce. Ciekawe co to takiego?

Czas na odpis: 48 h

Kolejka:
-Kinsley
-Leen
 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2018-12-21, 12:33   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

Kolejna zima, zmuszająca do częstszego palenia w kominku, większego spożycia herbatek, partyzanckiej hodowli wielu ziół w domu i odśnieżaniu ścieżki prowadzącej do ulicy. Który to już z kolei śnieg, przypominający jej radioaktywny opad? Nudziło ją życie o tej porze, niewiele się działo. Jeszcze kiedyś - marudziła tak sobie w myślach i niekoniecznie zgodnie z prawdą - ludzie cieszyli się zimą. A teraz oczekiwali najbliższej odwilży, żeby móc zobaczyć zieleń pod śniegiem i upewnić się, że nie zatrzymało ich to białe gówno w czasie. Bo w przestrzeni to tak jakby już dawno utknęli. Pesymistyczne nastawienie Kinsley było równie częste, co jej leniwe poranki i kończyło się o podobnej porze. Teraz było inaczej i nie traciła czasu, bo wiedziała o umówionym spotkaniu z ludźmi z gór - tak nazwała tych, którymi się opiekowała przez ostatnie miesiące, aż w końcu wyruszyli w dalszą drogę. Zebrała do plecaka najbardziej potrzebne jej rzeczy, zjadła ciepły posiłek, ubrała się w kilka warstw ubrań i zostawiła dom sam sobie, pod opieką dwóch czarnych kotów.
Droga do rynku długo jej nie zajęła. Po drodze odwiedziła jeszcze miejscowego rzeźnika i poprosiła o wędzonkę. Szykował się długi dzień, a nie spodziewała się, że w Raccoon City znajdzie coś równie pożywnego i gotowego do spożycia.
W końcu pojawiła się parę minut przed dziesiątą na rynku, siadając na jednej z ławek, tyłkiem na górnej desce oparcia, bo inaczej nie wysiedziałaby dłużej niż pięć sekund. Rozglądała się po okolicy i zastanawiała, czemu umówili się w tak tłocznym miejscu.

Miała na stopach założone dwoje skarpet, na nogach dwoje czarnych, dresowych spodni, koszulkę, koszulę flanelową, kamizelkę bawełnianą oraz biały, futrzany płaszcz, grube materiałowe rękawiczki i beret. W plecaku znalazła się paczka wędzonki, termos zalany gorącą herbatą z dodatkiem cuchnącego bimbru, dodatkowa para skarpet i szalik, woreczek z ciasteczkami pieczonym przed tygodniem, a także stary telefon komórkowy, z którego w razie potrzeby mogła zadzwonić do saloonu i wezwać pomoc. Znalazło się też miejsce na pistolet z dodatkowym magazynkiem, pelerynę przeciwdeszczową, zapalniczkę, scyzoryk, igłę ze szpulką nici, flakonik z czystym spirytusem, saszetkę z morfiną, wstrzykiwacz z adrenaliną i dwa bandaże. Jej plecak miał wiele przegródek, w większości dorobionych, a także przeżył parę upadków i rozdarć. Sentyment i ogólna trwałość nie pozwalały jej zamienić go na nowszy. Kilka naszywek wskazywało, ze należy do zbuntowanej nastolatki.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2018-12-21, 13:17   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

Droga była... Okropna. Leen musiała skupić całą silną wolę by nie rzucić jakiegoś uszczypliwego komentarza. Mimo wszystko nie rozbili się po drodze i nie powinna chyba oczekiwać od nich nic więcej. Martwiło ją jednak coś innego. Nikt do nich nie strzelał, nie mieli na karku Łowców ani Rządu, a mimo to Anna panikowała. Nawet nie chciała myśleć co będzie, jeśli coś pójdzie nie tak. Nie oczekiwała jednak, że jej towarzysze będą jakimkolwiek oparciem. Było bardzo mało osób, w których zdolności wierzyła, a niestety nie znała lokalizacji większości z nich. Cóż, miała przynajmniej nadzieję, że jej towarzysze sprawdzą się w roli targarzy.

Spojrzała na zielonego i uśmiechnęła się lekko. -Mniej-więcej. To nie ma większego znaczenia, z tego co wiem jest tutaj dość znana. Nawet jeśli jej nie znajdziemy, możemy zapytać kogoś o drogę.

Wysiadła z auta i zarzuciła snajperkę na plecy. Owszem, ujawniali się w ten sposób, ale Leen doszła do wniosku, że nie ma sensu udawać. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że przynajmniej James jest PSI, nie musieli więc ukrywać swojej tożsamości, a broń wolała mieć przy sobie, tak na wszelki wypadek.

Spojrzała na rynek, analizując wszystko co widziała. Nie przypominała sobie nic o jakichś ludziach z bransoletkami. Buzowała w niej ciekawość, nie mogła się więc powstrzymać. Dała znak pozostałej dwójce by podążali za nią, po czym podeszła do pierwszej lepszej osoby z bransoletką. -Cześć. - Przywitała się posyłając rozmówcy (rozmówczyni?) przyjazny uśmiech. -Szukamy Kinsley Prescott. Byliśmy z nią umówieni. Wiesz może, gdzie ją znajdziemy? - Zapytała, przyglądając się z ciekawością bransoletce. Wiedziała, że pytanie o nią wprost mogłoby wzbudzić podejrzliwość, liczyła więc na to, że osoba sama zauważy zaciekawienie Leen i powie jej o co chodzi.
Ze względów bezpieczeństwa nie zaglądała jednak do głowy nieznajomego (nieznajomej?). Zieloni i Pomarańczowi mogli czasem domyślić się, że ktoś im czyta w myślach, a nie chciała sobie robić wrogów. Przynajmniej, jeszcze nie.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-12-25, 10:06   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Mistrz Gry


Leen podeszła do młodszej od niej dziewczyny o czarnych włosach, wijących się wielkimi lokami spod puszystej czapki. Kiedy tylko zwróciła się do nieznajomej, od razu mogła poczuć charakterystyczny uścisk w głowie świadczący o tym, że ta... Chce jej się włamać do głowy. Dziwne wrażenie szybko jednak odpłynęło, a na twarzy nieznajomej pojawił się delikatny grymas niezadowolenia. A więc pomarańcza trafiła na pomarańczę.
- Niestety nie znam żadnej Kinsley Prescott - dziewczyna wzruszyła ramionami, spuszczając z niej wzrok. Początkowo utkwiła spojrzenie ciemnych ocząt w ziemi pokrytej śniegiem, a następnie przerzuciła się na towarzyszy Leen. Wtedy uśmiechnęła się krzywo i znów wlepiła zaciekawione oczy w Leen, tym razem uważnie analizując broń przerzuconą przez jej ramię.

W tym samym czasie odpoczywająca na ławce Kinsley mogła ujrzeć nie pasujące do siebie sylwetki, przewijające się w tłumie. Trójka dzieciaków z Arkadii zdecydowanie odstawała od spokojnej wizji Florence, zwłaszcza, że wszyscy byli obładowani bronią od stóp do głów. Czy niebieskiej to nie zaniepokoiło? Wyglądali jakby szukali właśnie jej - pytanie tylko czy zdecyduje się przedstawić osobiście, czy poczeka jeszcze chwilę?

Czas na odpis: 48 h
 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2018-12-25, 22:03   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

Czas mijał. Coraz śmielej przyglądała się ludziom w okolicy i nie trwało to długo, jak dostrzegła trójkę wyróżniających się osób. Zastanawiała się tylko, po co im tyle broni, a potem myślała, że to chyba jednak nie ci, z którymi miała się umówić. Lecz jeśli nie z nimi, to z kim? I jeśli to nie oni, to kto sobie tak pozwala bojowy nastrój do Florence wprowadzać? Musiała to sprawdzić. Powstała i ruszyła prosto w ich stronę. Zbliżając się, zauważyła, że poza bronią mają też dodatkowy ekwipunek i raczej kogoś szukali, niż skupiali się jedynie na obserwacji terenu.
- Cześć? - przywitała się z wyczuwalnym wahaniem w głosie. Można się było domyślić, że szuka kogoś, a nie zaczepia tylko po to, by pogadać. Przyglądała się im i oczekiwała reakcji. Jeśli zapytali, czy nazywa się Kinsley, potwierdziła to i w odwecie pytała, kto ich przysłał, o ile od razu tej informacji jej nie udzielili. Nie miała potrzeby ukrywać swojego imienia, ale też nie zamierzała od razu ujawniać wszystkich swoich kart. A jeśli tylko pytali o Kinsley, to potwierdziła, że to ona i pytała się, czego od niej chcą.
Wyglądała jak tutejsza, choć, sądząc po wyposażeniu, łatwo było odgadnąć, że albo skądś wraca, albo też gdzieś się wybiera.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2018-12-26, 00:09   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

Czytanie w myślach?
Kąciki ust Leen drgnęły lekko, kiedy nieznajoma próbowała wejść do jej głowy. -Marna próba. - Pomyślała. Trening który przeszła w Lidze sprawiał, że do jej głowy było wyjątkowo trudno wejść, a teraz podświadomie jeszcze bardziej wzmocniła ochronę swojego umysłu. Problem stanowiła pozostała dwójka, której głowy już były łatwiej dostępne. O ile o zielonego nie martwiła się jakoś szczególnie, to czerwona stanowiła dość duży problem.
Zmierzyła wzrokiem dziewczynę, czując, że ta kłamie. Nie znała? Przecież każdy powinien znać tą całą Kinsley. Nie była tu jakąś szefową, czy coś w tym stylu? Odwrócenie wzroku tylko potwierdziło jej podejrzenia. Oh, najpierw próba czytania w myślach a teraz kłamstwo? Wyglądało na to, że podjęła dobrą decyzję zabierając ze sobą broń. Tym ludziom nie można było ufać. A przynajmniej nie w pełni.
Oczywiście, nie dała po sobie poznać tego, że miała jakiekolwiek wątpliwości. Udała więc zmartwioną tą informacją. -No cóż. Musimy szukać dalej. - Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się wesoło. -W każdym bądź razie dziękuję za pomoc. - Już chciała odejść, kiedy pojawiła się ta druga.
Zanim jeszcze się odezwała, domyśliła się, że to może być ta cała Kinsley. Jej postura pasowała do mglistych wspomnień jej osoby. Przywitała się uprzejmie. -Cześć. Byliśmy umówieni z Kinsley Prescott. Wiesz może, gdzie możemy ją znaleźć? - Zapytała. Kiedy dziewczyna potwierdziła, że to ona, Leen uśmiechnęła się jeszcze szerzej. -Oh, co za fart. Jestem Leen, a to Anna i James. - Przedstawiła swoich towarzyszy. -Przysłał nas Lis. Powiedział, że możesz pomóc. - Postarała się, by "hasło" zabrzmiało dość naturalnie. Wyglądało na to, że dziewczyna na nich czekała. Wciąż jednak nie miała pewności, że mają do czynienia z Kinsley, a nie z kimś, kto próbował się pod nią podszyć.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2018-12-26, 11:53   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

Szukali jej, byli z nią umówieni i nie było z nimi Lisa. Zastanawiała się, w którym miejscu tej układanki zabrakło zrozumienia, że tyle broni zdecydowano się zebrać. Choć z drugiej strony, więcej osób to większe ryzyko wykrycia, więc... to nawet mogłoby się udać, choć otwarta walka to jedna z trzech rzeczy, których zimą chce uniknąć. Pozostałe dwie to śnieżyca nawiedzającą ją w nocy i spotkanie wygłodniałego niedźwiedzia. Nadal jednak nie rozumiała, czemu, zwłaszcza w takim okresie, zdecydowali się spacerować po rynku z giwerami na wierzchu. Leen, Anna, James. O tej pierwszej coś słyszała, że jest jedną z ich dowództwa, ale reszta była jej obca. Przyjrzała się im dokładniej i wiedziała, że z pewnością nie gościli tu w ostatnich miesiącach, kiedy to opiekowała się ich grupą ludzi.
- Fart? Z tymi haubicami trochę nie trudno was zauważyć. - zwróciła ponownie uwagę na ich doposażenie. - Lisa z Wami ne ma? No nic, niech i tak będzie. Chodźcie stąd, na miłość boską, nie straszcie mi ludzi! - ponagliła ich, wskazując na pobliską uliczkę, ulokowaną między wyższymi budynkami. Nie znajdowała się daleko, ledwie kilkanaście kroków stąd. Jeśli jednak uparcie woleli tu zostać lub obrać inny kierunek, w ostateczności zgodziłaby się. Co jakiś czas mogli ich też mijać starsi ludzie, będący nadal w sile wieku, którzy rzucali im dłuższe spojrzenia. Większość z nich przerywała swoje obserwacje, kiedy tylko dojrzała wśród nich Kinsley. Ufali jej i wiedzieli, że nie mają się czego obawiać, a dalej mogą myśleć o swoich codziennych sprawach.
- Czego ludziom z gór potrzeba? - zapytała w końcu. Domyślała się, że może chodzić o elektronikę, części mechaniczne, a w ostateczności o zapuszkowane żarcie. O świeże było ciężko nawet we Florence. Ludzie co prawda takie mieli, ale raczej na własny użytek i niechętnie dzieliliby się tym, co mają, choć i na to znalazłby się sposób. Wszak jedyny bezcenny towar, który występował we Florence i nie podlegał żadnej wymianie, to psionicy mieszkający tu na stałe.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2018-12-26, 13:12   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

-Ah, wybacz. Kwestia przyzwyczajenia. - Zaśmiała się drapiąc się po karku z zakłopotaniem. -W nowym miejscu czuję się pewniej mając przy sobie broń. Sama rozumiesz, nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. To nie tak, że wam nie ufamy, ale po ostatnich wydarzeniach wolimy mieć zabezpieczenie. Nigdy nie wiadomo kiedy pojawią się Łowcy czy Rząd. - Oczywiście, kłamała. Nie ufała im. Przed chwilą pierwsza poznana osoba chciała pogrzebać jej w głowie. W tym świecie niebezpieczeństwa czaiły się na każdym rogu - łowcy, rząd, a nawet inni psi. Właściwie Leen nie ufała nawet ludziom w Arkadii, ciężko więc było od niej wymagać zaufania do nowo poznanej osoby.
Ruszyła za dziewczyną, dając towarzyszom znak by zrobili to samo. -Przede wszystkim jedzenia. - Powiedziała poważnie, odpowiadając na jej pytanie. -Do tego leki będą mile widziane. I w sumie wszystko inne. Można powiedzieć, że przygarniemy wszystko co nam dacie. Mamy w swoim gronie całkiem zdolnych zielonych, którzy nawet ze złomu zrobią coś pożytecznego. - Uśmiechnęła się do Jamesa. Oczywiście, wolałaby nie wozić jakiś śmieci, a raczej skupić się na jedzeniu, lekach i broni, ale o to ostatnie mogło być ciężko. Nie chciała też by Kinsley pomyślała, że są zbyt roszczeniowi. Obecnie Arkadia naprawdę była w sytuacji, kiedy musieli przygarnąć wszystko co się dało. -Ale najbardziej zależy nam właśnie na jedzeniu. Nasze zapasy wyczerpują się dość szybko.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2018-12-26, 14:14   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

Zniknął jeden problem, to pojawiły się następne. Coraz odważniej myślała, że to był błąd wyciągać tak pomocną dłoń do ich grupy, zwłaszcza że nawet w ich przytułku nie była. W dodatku ta Omega i jej psioniki z bransoletkami. Wyczerpujące były dla niej te negocjacje, o ile tak można nazwać przystanie na początkowo zaproponowane warunki. A teraz dochodziła jeszcze wyprawa z niemal całkowitymi żółtodziobami, jeśli patrzeć pod kątem ich obeznania w terenie. Musiała jednak jakoś temu sprostać. Albo odmówić.
- Jedzenia? No coś podobnego. Cholera, mówiłam Lisowi, że znajdzie się wszystko, a nie, że mamy wszystko. - zaśmiała się. Nie podobało się jej, że ma ot tak dawać im wszystko, co znajdzie, albo nawet prowadzić ich tylko za rączkę. Poza tym ludzie byliby niezadowoleni. No i kiedy jej dług spłacą? A w sumie, spłacać mogą już zacząć — pomyślała, wspominając sobie o akumulatorach zapuszkowanych w podziemiach jednego z budynków w Raccoon City. - Trzeba szukać. Leki i złom da się znaleźć, z jedzeniem już gorzej. Chyba że gustujecie w dziczyźnie, to nawet możecie być bogaci. Mogę wam wskazać miejsce, pomóc w rozeznaniu się, ale co będę chciała spośród znalezionego, to biorę ze sobą.
Postawiła pierwszy warunek. Czy będą kolejne? A tak.
- Pomożecie mi też zabrać akumulatory, jeśli się jakieś znajdą. We Florence ostatnio szlag trafił kilka i ludzie ucieszą się z nowych.
Spojrzała w stronę placu. Wszyscy chodzili pieszo, nie za wiele ludzi. Ciepło poubierani, idący od celu A do celu B, bo nie było czasu do stracenia na marznięcie.
- Ile macie samochodów? - spytała w końcu. - Jeśli wyruszymy teraz, powinniśmy dać radę załadować dwa jeszcze przed zmrokiem. - zaczęła w końcu planować wypad co Raccoon.
 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2018-12-26, 14:20   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Mistrz Gry


Zniknął jeden problem, to pojawiły się następne. Coraz odważniej myślała, że to był błąd wyciągać tak pomocną dłoń do ich grupy, zwłaszcza że nawet w ich przytułku nie była. W dodatku ta Omega i jej psioniki z bransoletkami. Wyczerpujące były dla niej te negocjacje, o ile tak można nazwać przystanie na początkowo zaproponowane warunki. - Leen śmiało mogła usłyszeć myśli Kinsley o bransoletkach i Omedze. Cóż, nie dostała odpowiedzi na pytanie od dziwnej pomarańczowej, ale śmiało mogła ją odczytać z głowy niebieskiej, która miała być ich przewodnikiem. A cóż to była za Omega? Może tamta pomarańczowa wcale nie kłamała, że nie zna żadnej Kinsley? W końcu... Nie pochodziła z Florence.

- Jaki jest plan, Kinsley? - odezwał się wreszcie zielony, robiąc jeden krok w przód. Czerwona nadal stała z tyłu, jakby była zupełnie niezainteresowana całą tą sytuacją. - Nie wystarczy nam paliwa, aby dojechać do miejsca docelowego, a następnie wrócić do Arkadii - wyjaśnił, spoglądając na Leen.

- Kinsley! Znowu gdzieś idziesz? Nie zmarzniecie po drodze? Może dać wam trochę grzanego wina w termosach? - niski głos mężczyzny przeciął przyjemne rozmowy innych ludzi, odbijające się od domków, okalających rynek. Z prawej strony Leen wyłonił się gruby mężczyzna - wyglądał dość zabawnie z małym fartuszkiem, przewiązanym na szyi i w pasie. Choć materiał miał biały kolor, był już nieco poplamiony - różowe, czerwone, a także zielone plamy rozłożone były od klatki piersiowej aż po sam koniec. Ponadto miał na sobie bluzkę z krótkim rękawkiem. Choć na dworze było naprawdę zimno, ten dzielnie stał na mrozie, uśmiechając się do nich zza grubej brody.


Post MG pojawi się po przygotowaniu PSIoników do wyprawy.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2018-12-27, 00:55   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

Myśli dziewczyny były tak łatwe do odczytania, że zrobiła to prawie nieświadomie. Widać Kinsley nie była zielona ani pomarańczowa.
Omega? Czym do cholery była Omega? Jak daleko poszedł świat, kiedy nie patrzyła? Miała jako-takie pojęcie o działaniach Systemy, wiedziała oczywiście o Obozach Rehabilitacyjnych i o Łowcach, ale pierwsze słyszała nazwę "Omega". Wyglądało na to, że była to kolejna grupa psioników, która próbowała swoich sił w tym cholernym świecie.
Prawdę mówiąc, coraz bardziej zaskakiwało ją jak... Bezpieczny jest ten świat. Kiedy epidemia się zaczynała, ludzie tacy jak ona musieli ukrywać się przed całym światem. Na każdym kroku czaiło się niebezpieczeństwo. Rząd, Łowcy, nawet Liga, której zawdzięczała najlepsze lata życia, torturowała przecież masę dzieciaków, przeciągając je na swoją stronę. OWD zdawało się być jedynym bezpiecznym przystankiem w tym złym świecie, a i tak spłonęło, zanim zdążyło się w pełni rozrosnąć. Arkadia musiała dobrze się ukryć, żeby nie podzielić jego losu. A teraz?
Kolejne grupy psioników wyrastały jak grzyby po deszczu, a sama Florence była dowodem, że Łowcy i Rząd dawno stracili swój pazur. Wioska, otwarcie deklarująca współpracę z PSI? Dawniej wszyscy zostaliby rozstrzelani, w imię ojczyzny.
Doprawdy, świat zrobił się zbyt... Łagodny. Coraz bardziej kusiła ją perspektywa samotnej wyprawy w poszukiwaniu reszty dziewczyn. W końcu jeśli nawet tacy ludzie jak Kinsley mogli żyć w zwykłej wiosce wśród dorosłych, nie ukrywając specjalnie swojej tożsamości, to Leen bez problemu mogłaby podróżować po kraju, nie dając się złapać. Może rzeczywiście powinna rozważyć odejście z Arkadii?

Nie dała po sobie poznać, że odczytała myśli dziewczyny. Zastanawiało ją jednak coś zupełnie innego, niż to, co odczytała.
Kim był właściwie Lis? Z początku sądziła, że to hasło. Znak. Że nie było w tym żadnej głębi. Ale wyglądało na to, że Lis to musiał być ktoś. Tylko kto?
-Jedzenie niestety jest dla nas kluczowe. - Stwierdziła. -Brakuje nam zapasów, a polowania przestają wystarczać, szczególnie, że zbliża się zima. - Westchnęła. Przez chwilę intensywnie myślała. -Nie wiedzieliśmy, że to trzeba będzie... Zdobyć. - Stwierdziła, zgodnie z prawdą. Myślała, że wszystko jest już ustalone. Że towar będzie na nich czekać, że są tu tylko w roli tragarzy. Że mają zapakować towar i wrócić, bezpiecznie omijając pułapki Rządu i Łowców. -Nie wiedzieliśmy też, że magazyn nie jest w wiosce. Oczywiście, zapewnimy wam wszelką pomoc na jaką nas stać, pomożemy wam też ze wszystkim z czym będziemy mogli, ale musimy poznać szczegóły. Jak daleko znajduje się ten magazyn? - Zapytała. -Jest strzeżony? Czego możemy się tam spodziewać? Właściwie mamy problemy z paliwem, to też by się przydało. Jeśli możecie nam je zapewnić, jesteśmy w stanie zaproponować jeden samochód. - W co właściwie wpakowała ją Alison? Przecież wiedziała, że Leen nie umie negocjować. Że nie umie nawet wymyślać planów. Była żołnierzem, dobrym w wykonywaniu rozkazów, głównie tych zaczynających się od słowa "zabij". Nie znała się na polityce, negocjacjach czy nawet na planowaniu.
Jasne, jej pesymistyczne zapędy przydawały się w unikaniu najgorszych sytuacji, ale tylko jeśli były brane pod uwagę jako opcja, a nie jako plan sam w sobie. Umiała niby dopracować sobie szczegóły w trakcie misji, chłodno ocenić sytuację, zaplanować swój następny ruch, ale tylko jako część większego planu. Od planowania zawsze była Ceri.

Zmierzyła wzrokiem mężczyznę, który pojawił się w sumie znikąd. Po chwili jednak zupełnie o nim zapomniała. Skupiła wzrok na dziewczynie. Coraz mniej podobało jej się to wszystko.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2018-12-27, 19:42   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

W końcu do rozmowy dołączył jeden z dwójki jej znajomych. Kolejne pytania, kolejne odpowiedzi.
- Trzeba tam jechać. We Florence jest nie najwyższej jakości paliwo, ale da się jechać. Poszukać co trzeba w miejscach odpowiednich i zebrać i wrócić - zaprezentowała ogólny plan podróży.
Przypałętał się jeden z rodowitych mieszkańców w niezbyt dobrym momencie i chyba w niezbyt trzeźwym nastroju. Nie lubiła, jak ktoś taki się jej wtrącał, bo dość już ma męczarni ze swoim ojcem.
- Tak, tak idziemy, ale nie mamy wiele czasu, więc pan wybaczy. - próbowała odpędzić starego piekarza. Normalnie nie miałaby nic przeciwko, ale sytuacja była tak rozkopana, że zajmowanie się jeszcze jakimś winem było jej zupełnie nie po drodze. Już i tak miała ochotę pierdoląc to wszystko, ale Lisowi obiecała wsparcie i nie lubi łamać danego słowa, choć zupełnie inaczej to sobie wszystko wyobrażała. Zresztą, gdyby Kinsley strzelała fochem na każdą taką różnicę zdań, długo we Florence by nie przetrwała.
Westchnęła. A więc jednak jedzenie. To nie było dobre wiedzieć, że mają problem z żywnością. Raz, że można to niecnie wykorzystać, a dwa, że mogliby przejeść wszystkie nasze zapasy.
- To w takim razie upolujemy coś na miejscu. Tam nadal jest trochę śmieci, przybywa czasem nowych, to i zwierzynę ciągnie do zapachów.
Kolejne słowa Leen przekraczały granicę. Kucnęła i zajrzała do plecaka, udając że niby czegoś w nim szuka. Była to zwykła próba maskowania swojej złości i dezorientacji. Przeklęła w myślach tę dziewuchę, gryząc się w język. Co mi tu za brednie wygaduje?! Nie wiedzą, że na zimę trzeba zapasy robić, zwierzynę tłuc i masować? Pierdolnięci weganie czy jak? Poprzeglądała kieszenie i upewniła się, że ma wszystko, co jej potrzebne. Jeśli stary piekarz powrócił i uparcie chciał jej termos z prądem wcisnąć, to akurat miała okazję, aby go wpakować do plecaka.
I już miała powstać, kiedy usłyszała kolejne herezje. Tym razem już się nie powstrzymywała.
- Kurwa mac, z choinki się urwaliście, czy jak? - burknęła. Gestykulacja dłońmi wizualizowała jej oburzenie. - Ech, nie macie pojęcia, dokąd trzeba się nam wybrać? - popatrzyła po ich twarzach, splunęła na bok i ruszyła przed siebie w kierunku, z którego miedzy tę uliczkę weszli.
- Czeka nas wyprawa do miasta... - kontynuowała, dając jednocześnie do zrozumienia, ze wcale ich nie porzuciła, jak to się w pierwszej chwili mogło wydawać. Głos miała już łagodniejszy. Można było dojść do bezpiecznego wniosku, że wyuczyła się pewnych przywódczych zachowań. Ma także wiedze i doświadczenie. - Bo Florence to co prawda samowystarczalne miasteczko, ale nie żyjemy w skarbcu. wszystko musimy sami zdobyć, wyprodukować z tego potrzebne rzeczy i dbać o śmieci, by nie wyrzucać przydatnych rzeczy. Jednym z głównych miejsc, z którego pozyskujemy surowce, to, jak to nazywam, Raccoon City. Znacie chyba tę serię filmów? - zapytała tak tylko nawiasem - W każdym razie, jest tam ciemno, zimno, z reguły bezludnie i w chuj niebezpiecznie. Kilkanaście kilometrów drogi stąd się znajduje, dlatego też obstawiałam, że zamierzacie się samochodem tam wybrać. Może Lis coś źle zrozumiał. Każdy z mieszkańców po swojemu określa to miasto, głównie stosując przydomki z horrorów, więc... pewnie pomyślał, że to jakieś miejsce niedaleko, a nie faktycznie istniejące miasto znajdujące się w okolicy. - próbowała ogarnąć możliwą drogę, którą to doszło do takiej pomyłki w łączeniu faktów.
Jeśli podążali za nią, to było ciekawie, bo już minęli po długości cały rynek. Zatrzymała się obok znaku wskazującego, że na najbliższym skrzyżowaniu znajduje się stacja benzynowa.
- Trzeba iść, wejść do sklepu na stacji i odlać z wielkiej beczki ile trzeba. Są tam puste, dziesięciolitrowe baniaki i jedna powinno nam wystarczyć - odparła i oczekiwała, że ktoś podejmie się wyzwania. Nie będzie przecież brudzić sobie rąk benzyną, kiedy ma facetów obok. - Tylko trzeba patrzeć co się leje, ropę czy benzynę, bo nie jest podpisane. Dystrybutor jest i nawet sprawny, ale nie było komu napełnić zbiornika, więc stoi to tam wszystko na sklepie między pustymi regałami. Także no, kawy nikt wam przynajmniej nie zaproponuje.
Benzyna nie jest paliwem deficytowym, o ile się dobrze pokombinuje z jej zdobyciem. Teraz nie był sezon na używane różnych maszyn, to i zapasy paliwa we Florence były całkiem dobre i za bardzo nikt się nie przejmował tym, kto ile go weźmie.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2018-12-28, 16:54   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

Oczywiście, zachowanie dziewczyny nie umknęło jej uwadze. Nie przejęła się jednak specjalnie. Wybuch złości też nie wzbudził w niej żadnych emocji. Jedyne czym się teraz martwiła to to, że misja stała się nagle bardziej skomplikowana. Nie tylko musieli ZDOBYĆ zapasy z jakiegoś miasta, a nie wyciągnąć je z magazynu, ale jeszcze miała na swojej głowię dwójkę żółtodziobów i dziewczynę którą dopiero co poznała. Dlaczego Alison nie powiedziała jej wszystkiego? Nie wiedziała?
Nie miało to teraz większego znaczenia. Nie mogła się wycofać. Brakowało im zapasów, nie mieli szans przetrwać zimy, a ona nie mogła pozwolić, by Arkadyjczycy uznali ją za nieporadną. Miała właśnie szansę pokazać na co ją stać, udowodnić, że jest lepsza od Isaaca. MUSIELI to zrobić.
Leen oczywiście nie miała pojęcia o jakiej serii filmów mówiła dziewczyna. Nie obchodziła jej jednak geneza tej dziwnej nazwy. Z całej tej paplaniny nie wynikało praktycznie nic. "Cholernie niebezpiecznie"? Co to właściwie znaczyło? -Możesz powiedzieć bardziej szczegółowo, co możemy tam zastać? - Zapytała, siląc się na uprzejmy ton. Potrzebowała jakiś konkretów, a nie historii miasta i losu jego mieszkańców. -Możemy się spodziewać patroli, ochrony? Rządu, Łowców? - Zapytała, dając Jamesowi, by zabrał paliwo. W końcu nie miała zamiaru nic dźwigać. -Weź trochę na zapas. Ma nam wystarczyć na powrót i dobrze by było, gdybyśmy nie dotarli do Arkadii na oparach. - Przekazała mu tylko w myślach, po czym znów zwróciła się do Kinsley. -Może masz jakąś mapę okolic? Wszystkie informacje mogą się nam przydać... Zapewne wy jesteście dobrze przygotowani, i znacie wszystko na pamięć, ale też chciałabym mieć jakieś pojęcie czego możemy się spodziewać.
Martwiło ją, jak kiepsko byli przygotowani. Nie wiedzieli nic o miejscu w które należało uderzyć, nie przyszykowali się na walkę, nie mieli żadnego planu ani żadnych informacji o okolicy. Kinsley też nie wydawała się być szczególnie dobrą liderką, skupiała się na niepotrzebnych pierdołach zamiast przejść do rzeczy i podać im jakieś istotne informacje. Zazwyczaj na taką wyprawę przygotowywaliby się kilka dni albo nawet tygodni. Obserwowaliby teren, sprawdzili, czy na pewno jest bezpiecznie, czy nic im nie grozi. Prześledziliby okolicę, dobrali odpowiedni oddział, prawdopodobnie niebieskich lub dobrych w zwiadzie pomarańczowych, może kogoś żółtego albo zielonego, w razie jakby musieli obchodzić jakieś zabezpieczenia, no i kogoś do walki. No i z pewnością nie powinni wysyłać żółtodziobów.
Miała nadzieję, że przynajmniej Kinsley nie była totalną pierdołą, choć na zbyt wiele nie liczyła. Wydawała się być typem osoby która dużo mówi i mało robi.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Kinsley Prescott



Wysłany: 2019-01-02, 15:57   
   Multikonta: .
   GG/DC: Noritoshi#2699
   Mów mi: Nori
[Cytuj]

- Tam biegnie autostrada stanowa, która jest w samym mieście nieprzejezdna i wymaga przeprawy przez miasto. To oznacza, że musimy się spodziewać przypadkowych gości przez całą dobę. Mogą się rozglądać, czegoś szukać, a nawet polować na takich przejezdnych. A nimi z kolei mogą być zwykli ludzie, psioniki albo i wojsko. Wiadomo, czym bliżej centrum, tym więcej budynków o wartościowym zastosowaniu, ale i będących w gorszym stanie. Znów na obrzeżach miasta łatwiej o spotkanie jakiejś zwierzyny... choć jeśli zwabi ich świeże mięso, to i w centrum mogą się znaleźć. - Czy to był koniec streszczenia o niebezpieczeństwach, jakie mogą ich zastać? A skąd. Najlepsze Kinsley zostawiła na koniec. - I wiecie, co jeszcze jest? Omega. Mamy z nimi zawiązany sojusz na terenie Florence, poznać ich można po opaskach na rękach, ale poza tym miasteczkiem są już inne prawa, inne warunki. To rządowa grupa z psionikami, którzy mają trochę problemów natury społecznej. Możemy w przypadku spotkania się po prostu rozejść w przeciwne strony, a możemy też przypadkiem siebie nawzajem zaatakować. Z reguły, jeśli tam się przemieszczam, to tak, aby nie dać się wykryć i to wystarczy.
Popatrzyła na ich twarze, zastanawiając się, czy to już jest ten moment, kiedy chcą wracać do pozostałych ludzi z gór, czy też konsekwentnie będą się trzymać rozkazów i ufać jej, skoro wszystko wie i nadal chce tę wyprawę sfinalizować.
- Planu miasta nie mam i wątpię, abyśmy teraz jakiś znaleźli, ale dobrze je znam, w drodze do miasta mogę wam rozrysować co ważniejsze drogi i budynki.
Popatrzyła, jak bez zbędnych pytań James udaje się w kierunku stacji benzynowej. Była niemal pewna, że ktoś tutaj jest pomarańczowym. W dodatku nikt za bardzo jej nie pytał, dokąd zmierza, ani też nie wypominał jej, że wydaje się nieprzygotowana, choć w głowie wszystko układało się w logiczną całość.
- Jakich jesteście kolorów? - zapytała w końcu — Wydaje mi się, że przynajmniej jeden pomarańczowy wśród was jest. I mam nadzieję, że żółty też się znajdzie? Ja sama jestem niebieska, więc... przed walącymi się ścianami i ostrzałem zdołam was uchronić.
Rozejrzała się po okolicznych budynkach, jakby zamierzała im zademonstrować coś, ale w myślach szukała po prostu konkretnego budynku, w którym urzęduje kucharz. Nie ten od pączków, a ten, który zajmuje się przyrządzaniem potraw do saloonu i dostarczaniem tusz do rzeźnika.
- Przejdę się tam — wskazała ręką budynek znajdujący się kilkanaście metrów dalej — I wypożyczę zestaw noży oraz wezmę worki i płachty płócienne. Będą potrzebne do ogarnięcia zabitej zwierzyny. A wy w tym czasie możecie się udać tam — wskazała paluchem na aptekę — I powiedzieć, że Kinsley chce worki foliowe na parę jeleni i zajęcy. Trzeba będzie pochować część organów. Możecie też potem skoczyć do saloonu i się przy kominku zagrzać. Przyjdę do was wraz z Jamesem i będziemy wtedy mogli już ruszać w drogę.
Jeśli nie zatrzymywali jej dłużej, to udała się do kucharza po przybory, a potem wróciła tutaj i czekała na powrót Jamesa.
 
 
Leen Walker



Wysłany: 2019-01-05, 13:35   
   Multikonta: James, Amy
   GG/DC: Qna#3355
[Cytuj]

Świetnie. Czyli wchodzili prosto w paszczę wroga. Wprost idealnie. Na wyprawę tego typu mogli się wybrać sami. Po co im była jakaś Florence, jakaś Kinsley i jej zupełnie bezużyteczne informacje? Arkadia mogła tylko stracić na tej "współpracy". Z Alison naprawdę działo się coś niedobrego, skoro popełniała takie błędy.
Omega? Kolejna grupa PSIoników? I to Rządowa? Rząd pozwalał PSI wychodzić bez żadnej kontroli? Co więcej, nie robił nic z Florence? Co tu się do cholery działo?
Przygryzła wargi. Bliskie sąsiedztwo Rządu to zła wiadomość. Bardzo zła. Wręcz tragiczna. Nie tylko jako Arkadyjczycy posiadali w swoich szeregach dwie córki Lary, co z pewnością nie podobało się Pani Prezydent, ale też sama Leen nie była raczej mile widziana przez Rząd.
Teraz już wiedziała na pewno - nie powinni się w to pakować. Gdyby sytuacja nie była tak tragiczna, to w tym momencie podziękowałaby Kinsley i wróciłaby do Arkadii. Mimo to nie byli teraz w pozycji do narzekania.
-Ja jestem Pomarańczowa. - Powiedziała po chwili. Nie miała czasu na nieufność. -James to zielony, Anna jest czerwona. - Nie zadawała już więcej pytań. Wiedziała, że to bez sensu. Skinęła jedynie głową i ruszyła we wskazaną stronę, załatwiając to, o co została poproszona, po czym udała się na miejsce spotkania.
_________________



It’s hard to wait around for something that you know might not happen but it’s even harder to give up, when you know it’s everything you ever wanted.



 
 
Mistrz Gry


Wysłany: 2019-01-09, 00:53   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Leen, Kinsley i ich towarzyszy czekała albo dosyć długa, bo piętnastokilometrowa wycieczka, która zajęła około dwie godziny. Szli by wtedy bocznymi uliczkami miasteczka, a potem poruszaliby się wzdłuż drogi, lasem omijając teren omegi sporym łukiem.
Albo mogli podjechać wozem, co zajęłoby całej grupie maksymalnie 30-45 minut.
Kiedy dotarli na miejsce ich oczom ukazały się zrujnowane budynki, część była zawalona, część wyglądała jakby miała runąć przy najmniejszym podmuchu wiatru, bądź pod najmniejszym naciskiem ludzkiej ręki. Część z budynków osunęła się na okoliczne drogi. Przejście dalej było więc zablokowane i niezbyt bezpieczne do przebycia górą. Skały pokryte śniegiem nie dość, że potrafiły się nagle kolebać i osuwać, to jeszcze były okropnie śliskie. nawet zielonemu ciężko byłoby przewidzieć, jaka trasa byłaby najlepsza przez gruzowisko blokujące trasę. Kinsley mogła za to wiedzieć, że można było przejść dalej kanałami, do których zejście znajdowało się na środku zupełnie pustej drogi i trzeba było je odsunąć, żeby przedostać się dalej. Wszędzie panowała niesamowita cisza jak makiem zasiał, całe otoczenie sprawiało wrażenie wyjętego prosto z horroru, jednak Leen nikogo w pobliżu nie wyczuwała.
Jeśli dziewczęta zdecydują się odsunąć właz do kanałów i wskoczyć w nieprzeniknioną ciemność, czeka je spotkanie z lodowatą wodą sięgającą im kolan, wszechobecnym smrodek ekskrementów i rozkładu. W cieczy pływają różne odpadki. Dookoła wszędzie były pajęczyny, wszystko było wręcz obrośnięte brudem.
Co zrobią Leen i Kinsley?
___________
Przepraszam za taką obsuwę, postaram się, żeby więcej się to nie powtórzyło.
Przenosimy się tutaj > http://caledonia-pbf.pl/viewtopic.php?t=678
Proszę o ponowne wypisanie w pierwszym poście ekwipunków postaci.
Czas na odpis: 48h
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons