you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Motel
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-10-31, 18:54   Motel [Cytuj]

MOTEL


Stare liceum, przekształcone w hostel dla łowców. Na pierwszym i drugim piętrze znajdują się obskurne pokoje, pełne robactwa i pleśni w każdym możliwym zakamarku. Piwnice i sala gimnastyczna zostały natomiast przekształcone w cele do przetrzymywania Psioników.
Oprócz łowców, są tu widywani i SSP, choć głównie w celach towarzyskich - niedaleko znajduje się wciąż działający burdel.
 
 
June Robbins



Wysłany: 2018-10-31, 18:58   
   Multikonta: Sum, Oscar, Tate, MG
   Mów mi: Ziemnior
[Cytuj]

Mistrz Gry - Archie



Joy zemdlał gdzieś po drodze, a targany konwulsjami kilkukrotnie zwymiotował na kolana Villemo. Dodatkowo w grę wchodziło jego ucho i to, że Archie zupełnie wycieńczony nadużyciem mocy, nie miał siły na całonocną podróż. Musieli gdzieś się zatrzymać i tak się składało, że Niebieski znał pewno miejsce. Odwiedził je kilka lat temu - choć wtedy w roli więźnia, nie oprawcy - i mimo, że nie było najwygodniejszą opcją, nie mieli większego wyjścia.
Zaparkował samochód na szkolnym parkingu, a następnie załadował na plecy cały niezbędny sprzęt. Pomógł Shannon wyjść z samochodu, po czym wyciągnął z niego Joya, przewieszając go przez bark.
- Villemo, zajmij siędziewczyną. - Podał jej broń i plecak, a następnie ruszył przodem, wchodząc do szkoły.
W środku, nie dość że było ciemno, to jeszcze wyraźnie dało się czuć woń alkoholu i moczu. Kilka świateł działało, kilka nie, a jeszcze pare mrugało, wprowadzając nieprzyjemnąatmosferę. Jednak nikt nie fatygował się by cokolwiek z tym zrobić, bo po co?
Archie zatrzymał się przy budce, która kiedyś należała do woźnego i zapukał trzy razy. Zza drzwi wyłonił się jakiś łysy gość, obrzucając całą czwórkę podejrzliwym spojrzeniem.
- Omega - burknął Archie, wolną ręką wygrzebując przepustkę. Joy zaczynał mu porządnie ciążyć, więc wolał jak najszybciej wszystko załatwić. Mężczyzna się jednak nie ruszył, nadal patrząc na nich ze zmarszczonymi, krzaczastymi brwiami. Dopiero gdy Niebieski rzucił w niego plik banknotów, uśmiechnął się szczerbato, po czym podał mu klucz.
- Uważajcie na siebie robaczki. Ta przepustka na niewiele wam się tutaj zda - dodał jeszcze, gdy cała czwórka ruszyła na drugie piętro.
Gdy wreszcie dotarli do pokoju, Archie zrzucił Joya na łóżko, zablokował drzwi i wreszcie dokładniej przyjrzał się ranie na jego uchu Czerwonego.
- Sukinsyn - mruknął, obracając się do Villemo. - Jesteś w stanie coś z tym zrobić? Apteczka jest w plecaku. - Jeśli dziewczyna się zgodziła, zajął sięShannon. Posadził ją w rogu pokoju, po czym rozkuł jedną z rąk dziewczyny, by przypiąć kajdanki do kanapy, na której usiadła. - Wybacz ten cały burdel. Nie tak to miało wyglądać. - Kucnął obok, przecierając twarz dłońmi. - Jestem Archie, to Villemo, a tamten idiota to Joy.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-10-31, 19:25   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Villemo przez całą drogę zachowywała się jak profesjonalna lekarka - zachowywała spokój, nawet nie drgnęła gdy Joy zwymiotował na nią po raz pierwszy, a później i drugi. Ciągle myślała o Jem. I o tym, że dziewczyna będzie na nią wściekła, bo zawaliła. Nie dotrzymała słowa w związku z tym, że miała opiekować się jej bratem.
Ojciec miał rację. Była nikim.
Przez odcinek prowadzący od miejsca walki, aż po sam zatęchły hotel, nie odezwała się ani słowem. Nie kiwnęła głową, nie mruknęła, nawet starała się oddychać jak najciszej, byle tylko wtopić się w tłum. Nie skarżyła się nawet na ból, choć miała wrażenie, że ten zaraz wypali jej buzię.
Wykonywała każde polecenie Archie'go niczym robot - kiedy rozkazał jej zająć się Shannon, dzielnie przy niej trwała, chwytając za dłonie i wspierając podczas przejścia z samochodu do motelu.
W głębi duszy chciała stąd zniknąć. Chciała zostawić wszystkich zasranych psioników, zabrać ze sobą Jem, Joy'a i uciec gdzieś daleko - byle z dala od problemów. Szkoda tylko, że to było niemożliwe.
Będąc już w środku, od razu podbiegła pod łóżko, na którym Archie położył (a w zasadzie rzucił) Joy'a. Wyciągnęła dwie dłonie w stronę czerwonego i objęła nimi jego twarzyczkę. Chciała sprawdzić temperaturę.
- Joy? - wychrypiała wreszcie, łamiącym się głosem. Chłopak nadal był nieprzytomny.
Villemo poczuła, jak w jej oczach wzbierają się łzy. Nie chciała, by Archie to zauważył, więc spuściła głowę i ruszyła w stronę torby, by wyciągnąć z niej apteczkę. Gdyby znała się lepiej na medycynie, gdyby jej umiejętności nie kończyły się jedynie na kojeniu małych ran...
Wyciągnęła gazę i środek dezynfekujący. Sprawdziła jeszcze, czy w środku apteczki nie ma przypadkiem sterylnych szczypiec tudzież pensety - chciała wydostać z ucha resztki słuchawki, które nadal w nim siedziały.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Shannon Vogt



Wysłany: 2018-10-31, 20:01   
   Multikonta: brak
   GG/DC: lela #0661
   Mów mi: lela
[Cytuj]

Nie zmieniła pozycji ani razu od czasu wejścia do auta. Patrzyła tępo przed siebie, nie wydając ani jednego dźwięku. W głowie miała pustkę, którą normalnie wypełniłyby myśli innych. Teraz jednak nie było na to szansy i musiała zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami, które złośliwy umysł podsyłał przed jej oczy. Było jej gorąco, a jednocześnie dłonie miała przeraźliwie chłodne. Zaciskała skostniałe palce na udach, przez co zostawiła na nich czerwone pręgi. Powtórka z rozrywki? Znowu wiozą ją do obozu?
Wyszła dopiero wtedy, gdy Archie otworzył drzwi po jej stronie. Stanęła jednak w miejscu i Villemo musiała niemalże ciągnąć ją za sobą. Nie chciała stawiać oporu (bo po co?) - po prostu nie miała na nic siły. Miała wrażenie, że jej członki ważą tonę, a ona zapada się coraz głębiej i głębiej w ziemię. Że diabeł ciągnie ją za kostki do Piekieł, do siebie.
Szła jak robot. Stała, kiedy Villemo się zatrzymywała, przyspieszała razem z nią. Z transu wybudziła się dopiero, gdy nieznajomy przed nią klęknął. Przyjrzała mu się dopiero teraz i zdziwiła się tym, jak młodo wygląda. Był w jej wieku? A jednak zachowywał się, jakby miał doświadczenie. Wiedział, co ma robić, a jego polecenia były klarowne. Urodzony przywódca czy może sytuacja wymusiła na nim taki spokój?
- Shannon - powiedziała tępo, a jej głos zachrypnięty był, bo od dłuższego czasu nie mówiła. Kiwnęła reszcie głową, choć tylko Archie mógł to zobaczyć. - Czym jest Omega? - nie takie pytanie chciała zadać, ale drugie wydawało jej się zbyt straszne, by wypowiedzieć je na głos. Wolała odrzucić tę myśl od siebie, zakopać ją gdzieś, gdzie już jej nie odnajdzie.
Miała nadzieję, że rozmowa z chłopakiem pozwoli na skupienie się na czymś innym. Że nowe informacje przykryją obawy, które żywiła.
 
 
June Robbins



Wysłany: 2018-10-31, 22:40   
   Multikonta: Sum, Oscar, Tate, MG
   Mów mi: Ziemnior
[Cytuj]

Mistrz Gry - Archie



Joy nadal pozostawał nieprzytomny. Jego temperatura ciała spadała - tracił moc - choć zaczął się dość obficie pocić. Jego słuch był nie do uratowania, jednak Zielona mogła chociaż zapobiec poważniejszej infekcji.
Co do apteczki - Omega się nie ograniczała. W środku Villemo mogła znaleźć dosłownie wszystko, na upartego była nawet w stanie przeprowadzić drobniejszą operację. Znalazła zarówno szczypce, jak i skalpele różnej wielkości.
Natomiast Archie, wciąż kucał przy Pomarańczowej, starając się choć trochę załagodzić tragiczne pierwsze wrażenie, jakie najprawdopodobniej na niej wywarli.
- Shannon - powtórzył, poruszając głową. - Oficjalnie? To rządowy ośrodek dla Psioników. Na samym początku faktycznie nas badali, próbując znaleźć lekarstwo. - Wstał, podchodząc do okna i ostrożnie wyglądając przez zasłonę. - Obecnie, wszystko zamienia się w cholerny Hogwart z oddziałami sił specjalnych. Ale w gruncie rzeczy, gdy już przełkniesz fakt, że stajesz po "złej stronie", jest okej. Warunki są przyzwoite, emitery Szumu pokrywa gruba warstwa kurzu no i miło jest zasypiać ze świadomością, że na każdym rogu nie czeka na ciebie idiota z nożem. Mamy też trójwarstwowy papier toaletowy i pojebaną SI. - Zaśmiał się pod nosem, po czym zasłonił okno. Nie byli tu całkowicie bezpieczni, ale może uda im się obejść bez większych problemów, do przyjazdu reszty. - Tak w ogóle, to kim był ten twój narwany kolega? I jak znaleźliście sięna farmie?
 
 
Shannon Vogt



Wysłany: 2018-10-31, 23:33   
   Multikonta: brak
   GG/DC: lela #0661
   Mów mi: lela
[Cytuj]

Przymknęła oczy i wyobraziła sobie to, o czym mówił, a nawet więcej. Te wszystkie przyjemne rzeczy, których nie doświadczyła od paru lat. Ułatwienia, bez których kiedyś nie wyobrażałaby sobie życia. Na przykład bieżąca woda, o której przypomniała sobie, gdy spojrzała na swoje brudne nogi. Nadal była na nich krew, a przez akcję przy samochodzie na jej bladej skórze znalazły się także smugi błota. Spojrzała w stronę drzwi łazienki, a potem znowu na chłopaka.
- Mogę skorzystać z prysznica? Możesz przykuć mnie do jakiejś rury czy czegoś podobnego - odchrząknęła, żeby wzmocnić swoją wypowiedź. Mimo tego jej głos załamał się, gdy mówiła o kajdankach. Nieważne, co będzie próbował jej wmówić ten chłopak. Była ich więźniem. Ograniczali jej moce, bali się jej. Ale skąd mogli wiedzieć, że nie byłaby w stanie ich skrzywdzić?
- Ten chłopak… Byliśmy na misji. Chcieliśmy tylko odbić koleżanki z rąk łowców - w jej głowie pojawił się obraz zakrwawionej Kateriny, więc jej twarz wykrzywił parszywy grymas. Zaraz potem zobaczyła wizję, a raczej urywki, której doświadczyła w stodole. Tyle przykrych rzeczy przydarzyło się tej jednej nocy. Tyle rannych, ofiar… Miała ochotę się rozpłakać. I właśnie to zrobiła - po policzkach zaczęły spływać łzy, a ona pochyliła głowę, żeby je ukryć.
Wpatrywała się w brudną podłogę, zagryzając mocno wargi. Cała ta sytuacja była popierdolona - dzieciaki przeciwko dzieciakom, nastawione przeciwko sobie przez rząd. Zamiast się jednoczyć, byli podzieleni. Po przeciwnych stronach barykady. To było okrutne i nieludzkie, a ten chłopak próbował ją przekonać do tego, że było inaczej. To był jego sposób na radzenie sobie ze stresem? Czy już wyprali mu całkowicie mózg?
 
 
Joy O'Riley


Wysłany: 2018-11-02, 19:22   
   Multikonta: Levi
   GG/DC: joy.#8424
   Mów mi: JOY
[Cytuj]

Była sobie pewna żabka. Była ładna i utalentowana, lecz miała w zwyczaju nie słuchać mamy. A mama przestrzegała zieloną żabkę, że trzeba uważać na niebezpieczeństwo... No i Przyszedł bocian niespodzianie, połknął żabkę na śniadanie. Tej piosenki morał znamy
trzeba zawsze słuchać mamy...

- Joy słucha... - wyszeptał przez sen. I dopiero chwilę później otworzył nieśmiało oczy. Plama na suficie, którą zobaczył, wirowała w rytm dopiero co śpiewanej, w myślach, piosenki. Przyglądał się jej niemo, a cisza w jego głowie z każdą sekundą przybierała na sile. W końcu nabrał pusto powietrze, które rzężące płuca najsłyszalniej nie chciały przyjąć, a to tylko przyspieszyło erupcję. Żołądek niczym wulkan, z głośnym bulgotem zaczął wyrzucać z siebie kolejne porcje wymiocin, które tak jak lawa paliły każdy milimetr przełyku oraz gardła czerwonego.
Na pierwsze spazmy nie był przygotowany, krztusił się niestrawionym budyniem wymieszanym z sokami żołądkowymi, przy kolejnych obrócił się, a może ktoś mu w tym pomógł, na bok. Mimowolnie podkurczył kolana pod brzuch, który im dłużej Joy wymiotował, wydawał ze swej otchłani coraz donośniejsze okrzyki grozy.
Najprawdopodobniej ubrudził nie tylko siebie, ale i wszystko oraz wszystkich dookoła siebie, o ile nikt w porę nie zareagował.
Ból utraconego ucha oraz słuchu, zszedł na drugi plan - a dokładniej to O'Riley tak jakby nie był go świadomy. Tyle tylko, że przez nagłe ruchy oraz drgawki, doświadczanych przez wyziębiony organizm, jak i rewolucję żołądkową, sprawiły iż na świeżo nałożonym opatrunku znów pojawiło się mnóstwo krwi.
A w pół przytomny Joy, z którym żadne ze zgromadzonych w pomieszczeniu osób, nie miało kontaktu, raz po raz uzewnętrzniał swe kolejne posiłki, oddychając coraz ciężej i słabnąc z każdą chwilą.
Nie był nijak zorientowany w sytuacji, bardziej niż zazwyczaj, a przekrwione oczy chłopaka zeszkliły się, gotowe do płaczu.
- Jem... - wydusił z siebie niemrawo, w krótkiej chwili pomiędzy mdłościami.
_________________
ohana

means
family
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-11-07, 12:15   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Czując, że jego temperatura spada, postanowiła znaleźć jakiś cienki koc i go nim przykryć. Z jednej strony nie miała zamiaru doprowadzić do sytuacji, podczas której obudziłby się przemoczony, dlatego zdjęła z niego ubranie wierzchnie (nieco się z tym siłując, bo chłopak był dość spory i ciężki), a następnie opatuliła materiałem, cały czas przy nim siedząc.
Przez moment go opuściła - pognała do łazienki (jeżeli w ogóle takowa się tu znajdowała), chcąc znaleźć jakieś wiaderko tudzież małą miednicę, do której Joy mógłby wymiotować. Jeżeli coś takiego znalazła, zabrała ze sobą do pokoju, by w razie potrzeby przysunąć ją do buzi czerwonego. Jeżeli nie... Cóż. Będą musieli poradzić sobie z wymiocinami, które wsiąkną w łóżko.
Bardzo ostrożnie próbowała wyjąć kawałki słuchawki z ucha klona, zbierając je wszystkie na rogu łóżka. Na sam koniec zabiegu raz jeszcze odkaziła ranę, a następnie zrobiła opatrunek z gazy jałowej. Wiedziała, że nie może zrobić nic więcej - musieli jak najszybciej wrócić do Omegi, by ktoś doświadczony zajął się raną chłopca.
Widząc, że Joy się budzi, Villemo od razu podniosła się z kolan, bo do tej pory cały czas klęczała przy łóżku, i usiadła zaraz obok niego. Wyciągnęła dłoń w stronę jego czoła, odgarniając mokre kosmyki włosów, przyklejone do spoconej skóry.
- Jem niedługo przyjdzie - powiedziała łamiącym się głosem, wolną ręką wycierając łzy ze swoich ocząt. - Zaśpiewać ci coś? - zapytała i nie czekając na odpowiedź, zaczęła nucić pierwszą lepszą piosenkę, która przyszła jej do głowy. - My jesteśmy krasnoludki, hopsa sa, hopsa sa... Pod grzybkami nasze budki...
_________________
    i bloom just for you
 
 
June Robbins



Wysłany: 2018-11-15, 01:30   
   Multikonta: Sum, Oscar, Tate, MG
   Mów mi: Ziemnior
[Cytuj]

Mistrz Gry - Archie



Archie westchnął, spoglądając na Shannon. Co miał jej powiedzieć? "Nawet jeśli śmierdzisz jak mokry pies, to nie pozwolęci się wykąpać, bo pewnie zwiejesz"? Czy ''muszę wejść tam z tobą"?
- Jaką będę miał pewność, że nie uciekniesz? - Uniósł brew, sam nie wiedząc od kiedy odpowiada na pytanie, pytaniem. Ale jak widać człowiek może zaskoczyć samego siebie.
- Wszystko poszłoby inaczej, gdyby nie zachował się jak ostatni idiota. Cud, że przeżył. - Miał kontynuować rozprawy na temat głupoty Scottiego, ale przerwało mu pukanie do drzwi. Żłe pukanie. Pukanie, które słyszało się w horrorach minutę przed tym, gdy miało się wydarzyć coś złego.

A jeśli chodzi o stan Joya, to powoli, stopniowo zaczynał siępoprawiać. Cokolwiek mu wstrzyknięto - zaczynało tracić swoje właściwości. Choć moc chłopaka nadal była uśpiona. Konwulsje ustały, gorączka również.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons