you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Plaża
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-05-27, 11:19   Plaża [Cytuj]

PLAŻA

Plaża zajmuje cały brzeg, otaczający wyspę. Plaża ma pięć metrów szerokości, więc jest niewielka i często jest tutaj tłoczno. Brzeg podmywają niewielkie fale. Psionicy mogą tu odpocząć jak na wakacjach. Plaża zwykle strzeżona jest przez jednego ze strażników. Zwykle jednak nie zwracają oni uwagi na to co się dzieje. Co kilka metrów stoi wysoki słup z emiterem szumu, gdyby żółci sprawiali problemy.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-07-07, 23:09   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Jane stała nieruchomo na plaży patrząc uważnie na fale i analizując siły działające w danej chwili na wodę. Zjawisko fizyczne jakim jest ocean było dla niej nowością i niezwykle ją intrygowało. Rozważała jak możnaby je wykorzystać w walce, a konkretniej jak mocno trzebaby rozwścieczyć żółtego, żeby zabił wszystkich znajdujących się w wodzie. Nie mrugała, nie chcąc stracić jakiejkolwiek chwili z badań, bo to mogłoby zakłócić ich wyniki. Za to oczyma wyobraźni widziała psioników w konkretnych momentach rażonych prądem. Zwykle umierali, a jeśli umierali w wyjątkowo brutalny sposób na jej twarzy pojawiał się złowieszczy uśmiech. Lubiła patrzeć jak giną źli ludzie.
Wokoło przechadzało się kilka osób, ale najwyraźniej nie zwracały na Jane uwagi, albo zwyczajnie bały się podejść. Wiedziała że wygląda lekko strasznie, ale zupełnie nie obchodziło jej co myślą inni. Chciała się skupić na zadaniu. Badała fale. Rozważyła już wszystkie prawdopodobne scenariusze i właśnie kończyła te nieprawdopodobne. Denerwowało ją że sama musiała sobie wymyślać zadanie. Nudziła się. Chciałaby jakieś porządne zadanie.
„Za słaba”. Phi! Co to w ogóle ma być. Jeszcze udowodnię wszystkim na co mnie stać.
Poczuła jak wzbiera w niej gniew. Nie można tak stać i robić nic. Po prostu nie można! Prawie od razu zorientowała się, że nie powinna poddawać się emocjom i po kilku wdechach uspokoiła się.
Lubiła to miejsce, było milsze niż poprzednie i wydawało jej się, że jest tu więcej dobrych ludzi, a w każdym razie mniej tych złych. Z drugiej strony, znaczyło to że nie wyróżnia się już tak bardzo z tłumu i ma mniejsze szanse na awans, o ile coś takiego tu funkcjonuje. A może Projekt Alfa to awans... Zobaczyła gromadkę wysportowanych PSI z najnowocześniejszymi broniami walczącą z całymi chordami złych ludzi. Wszędzie lała się krew. Westchnęła cicho na taki piękny widok. Nie bała się marzyć, bo nie pamiętała bólu niespełnionego marzenia - od czasu usunięcia pamięci nie zdążyła się jeszcze na nich zawieść.
Inni rozmawiali sobie, czytali coś czy zajmowali się „swoimi sprawami” co w oczach Jane było totalnie bez sensu. Przez moment jej myśli uciekły w stronę sensu życia, ale że nie przepadała za myśleniem o czymś czego nie ma, więc szybko zmieniła bieg myśli. Postanowiła udowodnić innym a także sobie ile jest warta. Zbadała wzrokiem okolicę i jej wzrok napotkał rozwiązanie problemu. Z uśmiechem podeszłą do strażnika.
- Proszę pana! Niech mi pan da jakieś zadanie! Najlepiej żeby ktoś zły zginął… W męczarniach… - często zdarzało jej się puszczać wodzę fantazji. Teraz widziała przed oczami wybuchy i duuużo krwi. – Proooszę! – Zrobiła najsłodszą minę jaką była w stanie, a jest przecież blondyneczką o szarych oczach. To zazwyczaj pomagało w negocjacjach.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-07-08, 20:24   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


Fale gniewnie uderzały o brzeg, a chłodne, marcowe powietrze szczypało brutalnie pulchne policzki Jane. Na plaży znajdowało się trzech innych PSI, którzy jednak nie zwracali większej uwagi na dziewczynkę. Dwójka z nich rzucała do siebie piłką, trzeci siedział na piasku i czytał książkę. Byli znacznie starsi od Jane i mogła ich kojarzyć z widzenia, jednakże nie znała ich imion. Po drugiej stronie dwójka dzieci bawiła się w piasku, budując zamek większy od ich samych.
Jane zdecydowała się jednak podejść do strażnika, który czujnym okiem patrolował plażę. Mogła zauważyć, że jest tutaj nowy, a przynajmniej, że pierwszy raz go tutaj widzi. Był znacznie wyższy od niej i mocno umięśniony. Ubrany był w typowy dla strażników tutaj mundur, który skutecznie chronił go przed zimnem. Chociaż na oko wyglądał na czterdzieści lat, to na włosach miał już pierwsze siwe włosy, które najpewniej były skutkiem długoletniej pracy w zawodzie. Jego wzrok był surowy i skupiony na grających w piłkę PSI. Dopiero, gdy Jane odezwała się do niego, to spuścił na nią wzrok i zmarszczył brwi.
Nie jesteś za młoda, żeby kogoś mordować? – zapytał z przekąsem.
Matthews wcześniej pracował w obozie, który na skutek niepożądanych działań PSI, został rozbity. Następnie trafił tutaj, gdzie odpowiednia opieka nad dziećmi nie oznaczała już rozbijania ich nosów o kanty stołów, a zwracanie na nie uwagi i faktyczne pilnowanie. Pani prezydent wyraziła się bardzo jasno – tutaj nie będzie żadnego znęcania się nad dzieciakami i jeśli w tej sposób będzie podchodził to swojej pracy, to szybko się z nią pożegna.
Dziewczynka irytowała go jednak samym swoim wyglądem. Jej jasne, blond włosy tak łudząco przypominały włosy jego córki, w dodatku była na oko w jej wieku, gdy... Zamrugał kilkakrotnie i zacisnął usta w wąską linię. Przeniósł wzrok z dziewczynki z powrotem na plaży i wtedy jego uwagę przykuła dwójka dzieci, którzy budowali zamek z piasku. Jeden z nich kopnął zamek ze złością i zaczął coś krzyczeć na drugiego, a po chwili rzucił się na niego z pięściami i wpychał mu głowę w rozwalony zamek.
Proszę – wskazał w kierunku chłopców. – Nimi się zajmij. To twoje zadanie.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-07-08, 22:53   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Za młoda na mordowanie! Absolutnie! I co jeszcze powiedziałby że za słaba?! Ten gościu już ma u niej duuużego minusa. Ale w sumie sprawił że przestała się nudzić. To w sumie plusik. A może będą sprawiać kłopoty! Oooo… Byłoby fajnie! Nie ma to jak zdrowy trening na żywych workach! Choć ich jest dwóch… Etam… to nic takiego…
Podbiegła do nich, choć jej nikłych rozmiarów stopy mocno zapadały się w piasku. Stanęła z założonymi rękami i zadziwiająco donośnym jak na dziecko w jej wieku głosem krzyknęła:
- Dość! Macie się natychmiast uspokoić! – po czym zniżyła lekko ton, jednak pozostał na tyle wysoki, żeby ze spokojem zagłuszyć fale. – Wasze zachowanie jest skrajnie niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Dlatego apeluję, żebyście odeszli od siebie na kilka kroków i uspokoili się a następnie dokończyli wymianę zdań nie podnosząc głosów.
Wykorzystując zaskoczenie chwyciła mocno za nadgarstki pierwszego chłopaka aby zwolnił uścisk i odsunęła je kilkanaście centymetrów. Najszybciej jak potrafiła wyciągnęła głowę tego drugiego z piasku, po czym stanęła w ruinach tej dziwnej budowli, którą inne dzieci zwykły nazywać zamkiem, żeby rozdzielić walczących.
Kiedy po raz pierwszy usłyszała tę nazwę "zamek" chciała się dowiedzieć co to jest i przeczytała że to „zespół elementów warownych i budynków mieszkalnych powiązanych w zamknięty obwód obronny” Swoją drogą kiedy przypomniała sobie jak wyglądał przed zniszczeniem nie stwierdziła w jego konstrukcji jakichkolwiek z wymienionych cech, czyli w zasadzie nazwa przeczy definicji. Jane nie lubiła jak coś przeczy definicji, a mimo to nosi taką nazwę, więc od teraz nazywać ją będzie... eeee... no... inaczej. Miała problem z wymyślaniem nowych rzeczy. Miała bujną wyobraźnię, ale raczej odtwórczą, a inwencji nieco jej brakowało. Chyba że chodzi o mordowanie. Wtedy niczego jej nie brakuje. Choć może napatrzyła się tyle, że już nic nie jest w stanie jej zaskoczyć i dlatego może wymyślić tak wiele scenariuszy…
Ale kto by się nad tym zastanawiał kiedy ma się zadanie…
- O co wam w ogóle chodzi?! – Z niesmakiem uznała za najlepsze użyć taktyki udawanej sympatii, więc dodała – Przecież zbudowaliście razem taki ładny zamek… - ostatnie słowo niemal wypluła. Brry… Żeby musieć używać niepoprawnej nazwy… Ale czego bohater nie zrobi dla swojej misji!
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-07-09, 23:59   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


Pierwszy chłopak z rudą czupryną gniewnie wciskał głowę drugiego w piasek aż ten zaczął się nią krztusić i dławić. Drugi chłopak, ten który miał nieszczęście udawać teraz strusia, miał włosy jasne, którego kolor można określić czymś pomiędzy brązem a blondem.
Jane udało się ich skutecznie od siebie oddzielić, głównie ze względu na to, że była od nich wyższa. Wreszcie znalazła kogoś, kogo przewyższała swoją postura i dla kogo nie była małą, irytującą pchłą. Chłopcy już rozdzieleni patrzy na siebie gniewnie, zaraz jak ten drugi otrzepał swoją twarz z piasku. Rudy chłopaczek szybko jednak znalazł nowe źródło swojej frustracji – Jane. Wlepił w nią gniewne spojrzenie brązowych oczu i krzyknął głośno, tupiąc nogą.
Cillian w podobny sposób nauczył się zwracać na siebie uwagę. Wychowany w tym ośrodku nie miał nigdy rodziców ani nikogo, kto w jakiś szczególny sposób się nim zajmował, jeśli on nie dał mu wyraźnego ku temu powodu. Jedynie krzykiem, łzami i niegrzecznym zachowaniem był w stanie znaleźć się w centrum zainteresowania.
On chciał, żeby w zamku była księżniczka, ale księżniczki są głupie – krzyknął wskazując palcem na winowajcę całego zamieszania. – Księżniczki są dla dziewczynek! Jesteś dziewczynką, Mike?
Głos Cilliana był wysoki i piskliwy, tak że ledwo dało się zrozumieć, co mówi. Z jego kolegą było tylko gorzej. Zaczął coś krzyczeć, jednak nie dało się zidentyfikować co dokładnie, a potem zalał się łzami, przy okazji mocząc piasek, który został jeszcze na jego policzkach.
Ty jesteś dziewczynką. Pewnie się lubisz bawić w księżniczki i jesteś głupia, to ty się z nim baw – odparł obrażony rudzielec.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-07-11, 23:51   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Księżniczka… Księżniczka… Jane wiedziała kim jest księżniczka. Nie jeden raz słyszała, że powinna fascynować się właśnie księżniczkami a nie urywaniem ludziom kończyn. Nie miała pojęcia dlaczego wszyscy tak się nimi zachwycali. Córka księcia. No spoko. Córka bogatego, wpływowego gościa. Kilkukrotnie zastanawiała się nad tym, czym różni się księżniczka od córki biznesmena i nie doszukała się znaczących różnic. Nie miała również pojęcia czemu niby miałaby chcieć bawić się w księżniczki. Jeśli jakaś księżniczka przeżyła OMNI to i tak byłaby w obozie. Równie dobrze ona mogłaby być księżniczką, przecież nie zna swoich rodziców.
Choć jej mózg pracował na pełnych obrotach, nawet jak na PSI, żadne logiczne rozwiązanie nie nasunęło się jej na myśl. Chłopiec zdawał się młodszy od niej, co tutaj było naprawdę rzadkie. Nie całkiem wiedziała jak ma się do zadania podejść. Kłócili się o coś tak absurdalnego! Jane nie rozumiała jak można marnować cenne chwile na budowanie „zamków” z piasku a co dopiero kłócić się o to. Dla chłopców najwyraźniej było to czymś niesłychanie ważnym. Wiedziała, że nie są w stanie teraz pojąć, a nawet wysłuchać jej wywodu na temat bezsensowności ich działania. Trzeba było spróbować inaczej. Tylko jak?
Są takie momenty, w których dorośli słyszą „Czy wy nigdy nie byliście dziećmi?”. Jane w istocie nigdy nie była dzieckiem. A raczej była, tylko tego nie pamięta. W sumie to tak jakby nie była. Nie wiedziała jak ma z nim rozmawiać. Czuła się mniej więcej tak jakby zobaczyła kosmitę - tyle o nim wiedziała. Wykonała operację sortowania na pomysłach i uporządkowała je od tych totalnie makabrycznie złych do tych trochę lepszych. Miała jednak problem z ich porównywaniem, bo nie umiała przewidzieć rekcji przeciwnika. Bo myślała o nim jak o przeciwniku. Stosunkowo niebezpiecznym (nie miała przecież pojęcia jakie ma moce), acz ważnym – uśmiercanie niestety raczej nie wchodziło w grę.
Po niemal niezauważalnej dla zwykłego człowieka chwili zawieszenia i niesłychanie ogromnym wysiłku wyłoniła jej zdaniem najlepszą opcję – podejście na pedagoga. Zrobiła taki jakby kolaż z tekstów pedagogów i opiekunów z jakimi do tej pory miała do czynienia. A do pedagoga wysyłano ją nad wyraz często. Zauważyła że częstotliwość tych wizyt jest wprost proporcjonalna do ilości osób, którym powie, że fantazjuje o zabijaniu…
- Ach… Więc twój kolega ma na imię Mike. A jak ty masz na imię? – Zapytała miłym i łagodnym głosem naśladując intonację psychologa. To pytanie było w sumie dla porządku. Nie szczególnie ją to obchodziło, choć miło zebrać pełne dane o każdym z tutejszych mieszkańców.
Uzyskawszy (lub nie) odpowiedź na swoje pytanie przeszła do drugiej części wywodu. Wyrzuciła ją z siebie niemal jednym tchem. Każde z tych zdań intonowała tak, żeby naśladować osoby oryginalnie je wypowiadające. Efekt był niemal komiczny – jakby bardzo poważny psycholog został zamknięty w ciele dziecka i nawet tego nie zauważył. Mówiła przy tym stosunkowo szybko. Dodatkowo, poszczególne kwestie wypowiadane były przez różne osoby, które mają inny sposób mówienia i choć Jane próbowała je lekko zlać w jedna wypowiedź, była już poddenerwowana, więc te próby odniosły mierny skutek. Zwróciła się najpierw do Cilliana:
- Czy jesteś w stanie określić co czułeś, kiedy Mike powiedział że chce żeby w zamku była księżniczka? Powiedz to. Jeśli wypowiesz to na głos łatwiej przyjdzie ci opanowanie uczuć, bo będziesz mógł spojrzeć na tę sytuację z szerszej perspektywy i postawić się, jako niezależnego, obiektywnego obserwatora. Oczywiście uzyskanie takiego wglądu i znalezienie odpowiedzi na te pytania nie jest łatwe w momencie, gdy od środka zżera nas chęć przelania złości na drugą osobę. Ważne jest jednak, abyś wtedy na chwilę się zatrzymał, wziął głęboki wdech i dał sobie parę chwil na obserwację tego, co się w Tobie dzieje.
W tym momencie przerwała. Przypomniała sobie, że za nią stoi drugi chłopiec, który również kipi gniewem. Dalszą część przygotowanej wypowiedzi skierowała więc do niego.
- Gdy tracisz kontrolę nad sobą pod wpływem emocji, wyrażenie swojej złości może być niezwykle kuszące, a nawet w pewien sposób przyjemne. Zrezygnowanie z tego może wymagać wewnętrznej walki, ale gdy uda Ci się zrobić STOP, odpuścić przed wybuchem złości, później wystarczy kilka chwil i dobrych pytań do siebie, a emocje zaczynają się ulatniać. – Po czym dodała zwracając się do obu chłopców już od siebie, z głębi serduszka, które dziwnym trafem poruszyło się jak wypowiadała do tych chłopców słowa, które ktoś powiedział do niej w trudnej sytuacji – Nie kłóćcie się. Przecież tak miło razem spędziliście czas budując ten zamek.
Wzięła głęboki wdech, żeby sama się uspokoić. Zadziałało. Jednocześnie obiecała sobie, że jeśli zaraz sytuacja się choć odrobinę nie poprawi, wybije im te badziewia z głowy pięściami.
 
 
Alannah Carey



Wysłany: 2018-07-19, 23:24   
   Multikonta: [MG] daniel, jem, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: Akbar
[Cytuj]

Mistrz Gry


Chłopiec przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią naburmuszony, a jego okrągłe policzki wydawały się jeszcze większe niż zazwyczaj.
- Cillian - wymamrotał obrażony skupiając wzrok swoich wściekłych, brązowych oczu w gruzy pozostałe po ich zamku. Później dziewczynka wyrzuciła z siebie długi monolog pełen wielu obcych i dziwnie brzmiących słów, które wprawiły Cilliana jedynie w większe zakłopotanie a tym samym w coraz większą złość.
Mike wyglądał na bardzo zdezorientowanego całą sytuacją, jednak z czasem zaczynał dokładniej wsłuchiwać się w słowa dziewczyny a nawet w pewien sposób uspokajać. Przestał już płakać i otarł rękawem resztę piasku ze swojej twarzy. Co jakiś czas kiwał głową jakby zgadzając się z tym, co koleżanka próbowała im przekazać.
- Było mi bardzo przykro jak C-Cillian nazwał mnie d-dziewczynką - wychlipał.
Rudy koleżka jedynie spojrzał na niego zdenerwowany i zacisnął swoje usta w cienką kreskę tylko po to, aby je za chwilę gniewnie otworzyć.
- Bo jesteś pizdą! - wykrzyknął nie za bardzo rozumiejąc znaczenie zasłyszanego wcześniej wśród strażników słowa. Swojego gniewu jednak nie wyładował jedynie na koledze. Po chwili cała jego uwaga na powrót skupiona była na Jane, która bez żadnego ostrzeżenia poderwała się do góry i przeleciała kilka metrów uderzając ostatecznie plecami w twardy piasek. Chłopiec miał sześć lat, więc jak...? Jane jako zielona, szczególnie już taka, która była w obozie, powinna doskonale zdawać sobie sprawię z tego, że dzieci młodsze od niej nie powinny mieć żadnych mocy. A przynajmniej nigdy takiego przypadku nie widziała.
_________________

can you save my heavydirtysoul?
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-07-20, 01:16   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Wcześniej nie wiedziała, po czyjej stronie ma stanąć. Teraz już wie kto jest dobry a kto zły… To co powiedział Mike wzbudziło jej sympatię. Chłopiec współpracował. Chciał się uspokoić, chciał załagodzić sytuację. Ze względu na chęć poprawy w procesie karnym jednoosobowy Sąd Jane Doe wydał wyrok - Mike otrzymał tylko upomnienie. Co do tego drugiego chłopca sprawa miała się zupełnie inaczej. Już kiedy odpowiedział koledze kopał pod sobą kolejny dołek. I to używając nie łopaty tylko wiertła górniczego. Kolejny sprawiedliwy i obiektywny (przecież Jane nigdy się nie myli i wyznaje jedyną słuszną prawdę) proces Cilliana zakończył się wyrokiem skazującym na oddanie smarkacza strażnikowi jako winnego całego zajścia wraz z napomknięciem stróżowi o karze jaką chłopiec powinien dostać. Jako że aresztując podejrzanego należy podać mu powód Jane rozpoczęła kolejny długi monolog.
- Takie zachowanie czyni cię… - zaczęła gniewnie i prawie od rzazu przerwała, bo zorientowała się, że jest w powietrzu. Wydała z siebie niezdefiniowany dźwięk, którego silna i niezależna dziewczynka używała zamiast krzyku. Było to połączenie „ale jak” i „hym”. Po chwili uderzyła plecami o piasek. Całe szczęcie to piasek a nie beton ale i tak twardy. Przeszył ją dreszcz bólu, jednak bardzo szybko ustąpił miejsce wściekłości. Wyrok uległ zmianie. Teraz wiedziała, że ten chłopiec jest zły. To był taki PSI przez których istnieją obozy. Taki który używa swojej mocy przeciwko kolegom. ZŁY! Zasłużył na lanie. Strażnikowi się to pewnie nie spodoba, ale musi postąpić słusznie. Solidne lanie. Potężny łomot. Przecież on sam prosi! Ok! Chce tego? Nie ma sprawy. Postanowione. Jest od niego większa i na pewno silniejsza, ale…
No właśnie. Trzeba rozważyć to ale. Bo to jest duuuże ale. Nie wiedziała skąd i jak i o co chodzi, ale skoro chłopiec nią rzucił, to pewnie jest niebieskim. I klops. Jane nie miała absolutnie żadnej umiejętności, którą mogłaby zaatakować chłopca. Nie miała broni, nie miała nic. Miała tylko ciepłe ubrania i trochę pisku we włosach. Odtworzyła w myśli widok plaży. Nie było na niej nic, co mogłoby być bronią. Strażnik miał broń, ale on się przecież na niczym nie zna.
I nagle ją olśniło. Nie ma broni, ale wcale nie musi jej mieć. Wystarczy, że Cillian myśli, że ją ma. Na plaży leżały patyki i gałązki wyrzucone przez fale. Im większy wiatr tym większe fale. Dziś wiało dość mocno, zresztą od jakiegoś czasu pogoda jest podobna. Całkiem możliwe że może wyrzuciłoby jakąś dużą kłodę. Jeśli kłoda zawisłaby nad chłopakiem to przestraszyłby się, albo przynajmniej odwróciłoby to jego uwagę i pozwoliłoby jej podejść użyć prawego sierpowego.
Ten plan był iście genialny. Zakładając że Jane byłaby niebieską i że na plaży leżałaby kłoda. Ale tak nie było. Tyle że Cillian nie mógł tego wiedzieć, bo teoretycznie było to możliwe. Musiał tylko zobaczyć kłodę nad sobą. A to akurat potrafiła zrobić. Wyobraziła sobie złamaną gałąź, która była mniejsza niż chłopiec, ale masywna i spokojnie ogłuszyłaby chłopca, nawet połamała czaszkę albo gorzej a następnie stworzyła około półtora metra nad chłopcem taki hologram. Zachowała rzecz jasna wszystkie detale, które taka gałąź powinna posiadać – była mokra w niektórych miejscach, lekko podgnita, nadgryziona przez korniki, pozbawiona kory, liści i wszelkich oznak, że była kiedyś przyjemnym drzewem. Generalnie odzwierciedlała stan Cilliana jak wykurzona Jane z nim skończy.
-No... Widzę że chcesz się bawić? No to się pobawmy... - jeśli stworzenie hologramu powiodło się dodała - A teraz Cillianie podnieś wzrok i zastanów się co chcesz dalej zrobić.
 
 
Victoria Parker



Wysłany: 2018-07-28, 12:04   
   GG/DC: Na profilu Jasona jest
   Mów mi: Kuba
[Cytuj]

MG


Na twarzy chłopaka widniał teraz uśmiech spełnienia, wreszcie posłał kogoś do piachu, ale niekoniecznie w ten sposób jak to robili inni. Moc, która w nim drzemała jak się okazuje była bardzo duża skoro w tak młodym wieku potrafił wystrzelić dziewczynę na kilka metrów. Strażnik oczywiście był zajęty swoimi sprawami a jak, przecież nie będzie no nie wiem, pilnować PSI. W sumie to pilnował, ale dziwnym przypadkiem na zupełnie innym końcu plaży. Była zdana sama na siebie, co w sumie było dobrą sprawą, bo jak zrobi mu krzywdę to nikt jej nie udowodni że to ona. No chyba, że go zabije. Ale to raczej logiczne.
Hologram zawisł nad dzieciakiem w bezpiecznej odległości od zasięgu jego rąk, by nie próbował go dotknąć. Spojrzał do góry i zrobił krok w tył.
- Yyyy, też jesteś niebieską?!
Wrzasnął zaskoczony nie odrywając wzroku od obrzydliwej kłody lewitującej nad jego głową. W oczach było widać z jednej strony zachwyt, a z drugiej strach. Powoli spojrzał na Jane i uniósł ręce do góry.
- Prze...Prze... Przepraszam!
Ta, typowe. Jak przychodzi co do czego to każdy kozak wychodzi na taką samą ciotę.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-09-06, 19:10   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Tia… Teraz. Takie tam przepraszam nie wystarczyło żeby załagodzić gniew Jane. Ona wiedziała, że to jest ZŁY PSI. Problem w tym, że niebezpieczny. Postanowiła więc działać szybko. Zerwała się na nogi i podbiegła do Kiliana. Tego drugiego dzieciaka uznała za nieszkodliwego, więc przestała zwracać na niego uwagę. Jedną dłonią złapała ręce niebieskiego za jego plecami a drugą włosy, żeby nie mógł spojrzeć w górę.
- Idź prosto i nie rób cyrków, albo pożałujesz! – Krzyknęła stanowczo i udała się w stronę strażnika szarpiąc Kiliana tak mocno jak było trzeba, żeby ten raczył się ruszyć. Chwilowo jej poczucie hierarchii przewyższało sadyzm, więc nie sprawiała chłopcu niepotrzebnego bólu. Jeśli będzie to konieczne przyłoży mu z całej siły, ale na razie ograniczyła się do minimum.
Przeszła kilka kroków i stanęła nagle zdawszy sobie sprawę, że strażnika nie ma w okolicy.
- Ups… - szepnęła chłopcu do ucha żmijowym tonem – chyba nikt nie interesuje się takim niesubordynowanym, głupiutkim psionikiem jak ty.
Na jej ustach pojawił się chytry, złowróżbny uśmiech. Przestała chcieć ograniczać przemoc. Algorytm sprawiedliwości wydał werdykt. W hierarchii przewinień użycie mocy przeciwko innym przy braku zagrożenia było jednym z najcięższych. Szczęśliwie dla Kiliana na śmierć można było zasłużyć za śmierć lub wyjątkowo wiele ran, więc tylko mocno oberwie.
Wykręciła mu ręce do tylu, ale tak by ich nie złamać. Drugą ręką, którą wciąż trzymała włosy rzuciła jego głowę w piach twarzą do dołu a następnie stanęła jedną nogą na jego klatce piersiowej, przekładając na nią tyle ciężaru ciała żeby utrzymać go na ziemi.
- Miła przekąska? Mike pewnie się z tobą zgodzi… Skoro ją wynalazłeś to teraz jedz ten swój piasek. Polecam z dodatkiem krwi. – to mówiąc podniosła go za włosy i ponownie walnęła jego głową w piach, tym razem naprawdę mocno.
Wiał silny wiatr, dlatego zbliżającą się osobę wyczuła dopiero jak była bardzo blisko. Nim zdążyła się obrócić ktoś szarpiąc mocno zrobił to za nią i zauważyła kipiące gniewem oczy strażnika. Jedyne co teraz chciała to dołożyć szczylowi, ale rozkaz to rozkaz. Zanim odeszła wywrzeszczała z płaczem wściekłości sprawozdanie ze wszystkiego co zaszło. Początkowo strażnik był zdziwiony, nie dowierzał w to co słyszy. Ale przecież widział, że mówiła zupełnie poważnie. Kazał jej odejść i został z Kilianem na plaży. Mogło to być spowodowane tym, że chłopak potrzebował chwili, żeby móc wstać, ale Jane miała w sercu nadzieję, że wymierzy mu jakąś karę.
/zt

------
Rozgrywka sprzed przeskoku czasowego. Możesz edytować post i dodać /zt, bądź skontaktuj się ze mną, żeby przenieść ją do retrospekcji. - Tate
 
 
Tate Stanwell


Wysłany: 2018-09-30, 23:39   
   Multikonta: Sum, Oscar, June, MG
[Cytuj]

MG

Godzina 19:30, temperatura odczuwalna 23 stopnie.

Na środku plaży Czerwoni rozpalili wielkie ognisko, wokół którego postawiono drewniane ławki, a kawałek dalej znajduje się kilka stolików z napojami, chipsami, słodyczami najróżniejszej maści oraz oczywiście piankami. Całą imprezę dogląda czwórka SSP, ubranych w cywilne ubrania.
 
 
Jane Doe


Wysłany: 2018-10-01, 19:55   
   Multikonta: Rachel Stanford
   GG/DC: MadaLili
   Mów mi: -
[Cytuj]

Wiecie co jest największą wadą imprezy na plaży? Nie ma ścian, które można podpierać.
Jakaś „troskliwa” nauczycielka bardzo chciała, żeby Jane się „pobawiła z innymi dziećmi” i miała „frajdę”. Co więcej powiedziała, że nie będzie mogła kontynuować treningu jeśli się nie zjawi na ognisku. Miała paskudy humor, jeszcze bardziej paskudy niż przez ostatnie tygodnie. Bawić z innymi dziećmi chwilowo mogła tylko przy pomocy miotacza ogni, a frajdę miałaby prawdziwą tylko jeśli zdychaliby w męczarniach. Ale kazali, więc przyszła. Nie było jej wesoło, nie chciała z nikim rozmawiać.
Stała przy skrajnym stoliku z przekąskami i chrupała precelki ze złością. Były to w sumie jedyne słodycze, które była w stanie zjeść, bo wzięcie czegokolwiek do ust wiązało się z podetknięciem sobie tego pod nos, a Jane nienawidziła ostrych zapachów. W ogóle niczego w tej chwili nienawidziła, ale to szczegół. Słodycze kojarzyły jej się jednoznacznie – z czymś okropnym. Nigdy wcześniej (za swojej pamięci) nie jadła słodyczy, a teraz jest bardzo wyczulona na zapachy, nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Jedyne co mogła przełknąć to precelki, a coś chciała chrupać, żeby nie wyróżniać się z tłumu.
Stała tak daleko od innych, jak tylko mogła. Bezustannie skanowała wzrokiem plażę, źle się tu czuła. Wypatrywała wzrokiem tej babki, żeby ją zobaczyła i widziała że przyszła, ale nigdzie jej nie było. Miała już serdecznie dość tego miejsca, ale stwierdziła, że jeszcze trochę poczeka. W końcu chodziło o trening a nie byle co.
 
 
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-10-04, 17:40   
   Multikonta: Nico
[Cytuj]

Hettie wiedziała, że Koya pokochałby plażę, a tym bardziej pokochałby ognisko na plaży. Gdy tylko dowiedziała się, że takie jest organizowane na wyspie, nie wahała się ani przez chwilę, by ubrać jakieś ładniejsze ubrania z szafy i pomóc Akiemu w tym samym. Na swoje ramiona zarzuciła niewielki plecak, w który włożyła cieplejsze bluzy na później i z dłonią splecioną z dłonią młodszego chłopaka już po kilku minutach stała po kostki w piasku, uśmiechając się jak głupia, gdy wiatr rozwiał jej włosy.
- Chcesz ściągnąć buty? - zwróciła się do przyjaciela i schyliła się, by wziąć trochę piachu w rękę i sprawdzić, czy jest tak ciepły, na jaki wygląda. - Gdzie chcesz iść? Masz ochotę na coś słodkiego? Może wolisz usiąść przy ognisku? Albo przejść się zaraz przy wodzie? - miała nadzieję, że jej przyjaciel podziela jej ekscytację chociaż w połowie. W końcu to dla niego tutaj przyszła. Normalnie spędziłaby ten czas w swoim pokoju albo w sali treningowej. Przed przyjazdem Koyi do Omegi właśnie tak upływał jej czas. Teraz jednak było zupełnie inaczej.
Musiała pokazać zielonemu wszystko, przedstawić mu wszystkich. Po tym co przeszli w trakcie próby dotarcia do rdzenia ISSI wolała nie odstępować go na krok w obawie, że głos matki do niej wróci i nie będzie mogła sobie z nim poradzić. Na razie odwiedzał ją tylko wieczorami, gdy wracała do swojego pokoju pewna tego, że jej przyjaciel już śpi. Żałowała, że nie mogła po prostu po prosić o przeniesienie do jego pokoju. Wątpiła, by ktokolwiek zgodził się na to, by jak dawniej sypiała z Koyą w jednym łóżku tylko po to, by mogła mieć pewność, że nic mu nie jest. Ciężko było wytłumaczyć irracjonalny strach, który czuła od pierwszego dnia ich spotkania. - Wygląda na to, że to tylko impreza dla PSI - zwróciła się do Koyi, ciągnąc go za dłoń w stronę całego tego zamieszania. Szło im się trochę trudniej, ze względu na wsypujący się do butów piach, ale Henrietta wierzyła, że Koya pokocha nawet to.
 
 
Gillian Mulford


Wysłany: 2018-10-07, 16:59   
   Multikonta: szanon
   Mów mi: lela
[Cytuj]

Szablonowość była jej najlepszym przyjacielem. Dorastała w rutynie i to ona pomagała jej skupić się na doskonaleniu siebie, osiąganiu coraz lepszych wyników. Nie musiała myśleć o tym, co robi - przecież każdy dzień wyglądał tak samo; nie wymagało to za dużo intelektu. Wiele lat (no, jak na kogoś, kto na razie przeżył dwie dekady) spędziła w obozach i była już przyzwyczajona do powtarzalności każdego dnia. Było to niemalże błogosławieństwem.
Ale przecież każdemu czasem przyda się odskocznia od nudnej rzeczywistości, prawda? Informacja o tej szalonej imprezie z ogniskiem (a nuż ktoś do niego wpadnie i zrobi się zamieszanie? Jakaś bójka, ktoś zginie?) wybudziła ją z letargu, otworzyła zaspane oczy. Jakby ktoś wyciągnął ją, a raczej wyrwał, z mgły. No, starczy tej poetyzacji.
Na początku podeszła do tego sceptycznie, z rezerwą. Od kiedy organizuje się tutaj takie rzeczy? Nie mieli testować na nich różnych bzdur jak na szczurach? A potem usłyszała, że będzie tam można pić alkohol, a tego nigdy nie było jej dane spróbować. Była już tak blisko dwudziestych pierwszych urodzin; tak niewiele brakowało jej do osiągnięcia pełnoletności… A taka okazja nie zdarza się często. I to właśnie ten błahy, kretyński powód ostatecznie popchnął ją w stronę plaży.
Szybko pożałowała swojej decyzji, gdy do butów dostał jej się piasek. Skacząc na jednej nodze, ściągnęła wyświechtane trampki i grzecznie podreptała w stronę ogniska. Stanęła za jedną z ławek, mocno chwytając drewno, i zaczęła rozglądać się dookoła.
Wodziła po twarzach innych psioników taksującym spojrzeniem. A może okaże się, że któryś z nich ma przy sobie flaszkę i uszczknie jej odrobinę? Kto w końcu odmówiłby takiej uroczej personie? Starała się raczej wyłowić wzrokiem któregoś z nastolatków, bo to oni chętniej podzieliliby się z nieletnią, ale w końcu przeniosła swoją uwagę także na strażników. Do tej pory nie sprawiała problemów, no i zaraz (no nie tak zaraz, ale to szczegóły) miała mieć urodziny… Może któryś zlituje się nad jej biedną, spragnioną duszą?
 
 
Tate Stanwell


Wysłany: 2018-10-15, 02:56   
   Multikonta: Sum, Oscar, June, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Barry



Barry, przebrany w jeden z dwóch cywilnych podkoszulków jakie posiadał, stanął gdzieś z boku, z butelką piwa w ręce. Obserwował, jak plaża powoli się zaludnia. Większość dzieciaków, siedziała przy ognisku, piekąc pianki i przekrzykując się nawzajem, kilkoro odludków stało na uboczu, a jeszcze pare innych Psioników wpadło na genialny pomysł pływania w nie tak ciepłej wodzie. Mimo wszystko, panowała dość luźna atmosfera, nawet strażnicy przymykali oko na drobniejsze wykroczenia. Wreszcie, słuchawka w uchu Barrego zatrzeszczała, a komunikat dochodzący z bazy jasno nakazywał oficjalne rozpoczęcie imprezy.
- Wy, usiądźcie przy reszcie - rzucił w stronę dzieciaków, które jeszcze nie dołączyły do grupki przy ognisku. Pozostali strażnicy zajęli się wyciągnięciem z wody reszty Psioników. Gdy już wszyscy zebrali się w jednym miejscu, Barry wyciągnął z kieszeni przenośny wyświetlacz. Postawił urządzenie na piasku, a po chwili z tego pudełeczka wielkości kości do gry, pojawiła się ogromna, holograficzna postać pani prezydent.
- Projekt Omega okazał się wielkim sukcesem, którego jesteście częścią. W ten sposób, chciałam wam podziękować za wkład i poświęcenie, jakim się wykazaliście. Dodatkowo, jutro zostajecie zwolnieni z porannych testów i badań. Bawcie się dobrze. - Obraz Lary zniknął, a zamiast niego, rozbrzmiała muzyka - Aerosmith. Pojawiła się również kobieta z wielką misą pączu - oczywiście bezalkoholowego.


***

Tate zjawiła się odrobinkę spóźniona. Była przerażona perspektywą obcowania z tak wielką grupą ludzi jednocześnie, ale było to też w pewien sposób ekscytujące. Stawała się prawdziwą częścią projektu Omega, co niesamowicie ją cieszyło. W końcu w otoczeniu samych naukowców w kiltach, dało się zwariować.
Wysłuchała króciutkiej przemowy Lary, po czym ruszyła w stronę pączu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons