you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Stary sierociniec
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-09-09, 14:32   Stary sierociniec [Cytuj]

SIEROCINIEC

Stary sierociniec pośrodku niczego, w którym osiedliła się grupka mało przyjaznych psioników, aby tu gromadzić zdobyte przez siebie dobra.


 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-09, 16:20   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

// z > http://caledonia-pbf.pl/v...t=1148&start=20
Zmarszczyła nos, kiedy Barbie zaczął się śmiać. Nie do końca wiedziała na ile jest normalny, ale nawet takie na pozór w miarę normalne zachowanie lekko ją zdziwiło i wprawiło w niemałą konsternację. Niektórzy w relacji na stres zwyczajnie się śmieją, więc to chyba było dla niej najlepsze wytłumaczenie. Co nie zmienia faktu, że spodziewała się kolejnej szamotaniny, którą zakończy tylko i wyłącznie śmierć któregoś z nich. W tej sytuacji nawet kolor by jej w tym nie pomógł. Była zbyt osłabiona, aby użyć 200%, w których przecież była prawie jak specjalistka. Nie chciała też stacić tutaj przytomności jak ostatnia pizda (każdy wie kogo mam na myśli, hehe).
Był pokręcony, ale może w tym całym pokręceniu była jakaś metoda na przetrwanie w tych dziwnych czasach, w których trzeba było walczyć o każdy ochłap. I choć jego słowa z początku wydały jej się dziwne, sama musiała przyznać, że miał trochę racji i może sama chętnie by się z nim zgodziła przyznając mu, że ta cała sytuacja i jej się podoba. Jak nisko musiała upaść, aby podzielać fetysze z niespełna rozumu człowiekiem?
- Nie. Jestem. Twoją. Kolacją. Skarbie. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, aby choć trochę ukryć to, że pomimo wszystko wcale nie była zła za to małe ukąszenie. Tylko co teraz? W jej małej główce zabłysnął zalążek pomysłu, który jednak odepchnęła w dalszą część umysłu.
Syknęła, kiedy położył dłoń na jej świeżej ranie i pociągnął ją w dół. Spodziewała się próby zjedzenia jej nosa. Byłaby jak Michael Jackson ich czasów. Nic takiego jednak nie nadeszło, a krótki pocałunek zbił ją z pantałyku. Przez co puściła jego włosy, a on bez problemu mógł się podnieść do pozycji siedzącej.
- Jestem z tobą na randce. - wzruszyła ramieniem i odchylajac się nieco do tyłu wsunęła ostrza podeszw spowrotem, aby móc wstać. Ułożyła obie dłonie na jego ramionach i odbijając się od niego nieco, spróbowała wstać.
- Jest tu mój człowiek. Daj znaki dymne reszcie, żeby go nie zabijali. Odwdzięczę się. - wysunęła ku niemu dłoń, aby i on wstał. Będzie jej potrzebny, zdecydowanie. Najpierw jednak musiała się nauczyć jak zapanować nad tym co siedzi w jego głowie.
 
 
Cheolmin Seon



Wysłany: 2018-09-09, 16:58   
   Multikonta: Nemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: wero
[Cytuj]

Mistrz Gry


Krwawą randkę przerwał głos Cheo, wydobywający się z komunikatora Cookie.
-Napadli nas w Systemie. Powtarzam: napadli nas w Systemie... Yuriev spierdolił, zostaliśmy sami z jakimiś nieznanymi ludźmi, którzy uważają się za dowódców. Nie wiem jak z resztą, nie mamy dostępu do pokoju Cookie. Na korytarzach panuje chaos, słyszeliśmy pojedyncze wystrzały.
_________________
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-09, 17:21   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

Nie, to nie była jego reakcja na stres. Barbie był po prostu pojebany, a ta z pozoru wyglądająca na dziwną, sytuacja, sprawiała mu nie małą frajdę, stąd i jego śmiech.
- Och, to przykro… - odparł, godząc się z faktem, że to nie Ciastko będzie jego głównym daniem w menu.
- Och, a to akurat miłe. Kolację więc podano. – zaśmiał się cicho i spojrzał na martwe ciało osiłka - ale musimy się pośpieszyć zanim mięśnie zwiotczeją.
Hmn… czy Barbie był kiedykolwiek na randce… jak się okazuje obecne czasy nie wpływały zbyt korzystnie na związki. Jako kilkulatek obejrzał kiedyś jakiś romantyczny wyciskacz łez, zza kanapy aby matka go nie zobaczyła i nie ukarała za oglądanie telewizji. Miał zatem pewne wyobrażenie „randki”, w jego wykonaniu jednak zabranie dziewczyny na romantyczną kolację, miało nieco inne znaczenie… No cóż, on przynajmniej kończył najedzony.
Nie musiał korzystać z wyciągniętej ręki, bo sam się podniósł w tym samym momencie, co zielona, dzięki czemu i jej było łatwiej, bowiem unosząc się, podnosił i ją.
- Odwdzięczysz? - powtórzył pytająco i znów oblizał usta, aby potem na dosłownie chwilę przygryźć dolną wargę. Lepiej żeby Cookie nie wiedziała, o czym w tamtej chwili myślał blondyn.
- EEEJ! – wrzasnął, gdy podszedł do framugi bez drzwi, wychylając się za nią, w efekcie odpowiedziało mu tylko echo.
- Widzisz? Nikogo tu nie ma…- urwał zdanie, bo wtedy odezwała się krótkofalówka Cookie i chłopak zainteresowany podbiegł do dziewczyny. Zdecydowanie nie bacząc na jej przestrzeń osobistą, zaczął wodzić wzrokiem po jej ciele szukając źródła głosu. Znów nabrał poważnego, a raczej groźnego wyrazu twarzy. Złapał dziewczynę za nadgarstek i popchnął ją ku ścianie (znajdowali się tuż obok framugi), po czym docisnął do niej jej nadgarstek.
- Ilu was jest? Czego tu szukacie? - znów warczał, zupełnie jakby był bipolarny.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-09, 17:41   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Kolację więc podano... Instynktownie odwróćiła wzrok na leżącego obok strażnia, a teść z żołądka powędrowała do gardła w ekspresowym tempie. Może nie przeszkadzała jej dieta chłopaka, ale perspektywa skosztowania takich delicji spowodowała u niej odruch wymiotny. Przełknęła głośno ślinę, uśmiechając się głupkowato, aby ukryć zniesmaczenie jego słowami.
- Wiesz... Nie jestem głodna. - odparła wymijająco pół-żartem, pół-serio, prostując się nieco. Spróbowała poruszyć głową na boki, jednak skończyło się to bardzo szybko, bo ból był nie do zniesienia i dawał się we znaki pomimo usilnych prób ignorowania go przez dziewczynę.
- Nie w taki sposób. - żachnęła się, pacając go w ramię. Może to nie najlepszy pomysł, aby bić psychola, ale zrobiła to odruchowo. W Systemie nikt za taki drobiazg nie rozgryzłby jej tętnicy...
Na pewno nie zamierzała skończyć tutaj zjedzona żywcem. Miała jeszcze tyle planów. Posadzić syna, spłodzić drzewo i wybudować dom. To jej priorytety...
Zrobiła krok do przodu w stronę framugi, aby bezpiecznie udać się do wyjścia, kiedy jej krótkofalówka odezwała się, a w niej dobrze znany jej głos zakomunikował, że coś niedobrego dzieje się w Systemie. Zdrętwiała. Strach o bliskich kompletnie ją sparaliżował. Nie taki był plan. Tylko ona miała się wynieść z dala od nich, aby nie ściągać na swoją rodzinę dalszych kłopotów.
Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa.
W panice omiotła spojrzeniem pomieszczenie, jak zwierzę w potrzasku, które w panice szuka wyjścia. Nie miała jak wyminąć Barbiego, a powrót do wybitego okna zająłby jej zbyt dużo czasu. Co robić, co robić?
Krótkofalówka była przymocowana do paska jej spodni z tyłu tuż nad prawym pośladkiem w taki sposób, aby nie ograniczała w żaden sposób jej ruchów. Nie sposób, aby Barbie dostrzegł ją od razu.
- Dwójka. Szukałam miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać. Puść mnie, albo to ty skończysz jako kolacja. - warknęła, próbując wyrwać dłoń z żelaznego uścisku chłopaka.
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-09, 19:20   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

Dźwięk z krótkofalówki widocznie go rozjuszył, niczym czerwona płachta na byczka z traumą. Szczękę zacisnął, a wypiłowana ząbki zgrzytały cicho, za bardzo stykając się ze sobą. Nie obchodziło go zupełnie, co to za głos, ani informacja, którą przekazywał. W tej jednak chwili i jemu i Cookie zależało na braciach w jego przypadku, na bliskich w przypadku jej. Pomimo tych wszystkich jego dziwactw, nie chciał dopuszczać obcych do swojej rodziny, którą też obiecywał, na swój pokręcony sposób, chronić.
Jedna dziewczyna, która w dodatku miała stanowić pożywienie – nie wzbudzała w nim podejrzeń, co więcej uśpiła czujność. Jej towarzysz… no już mniej optymistycznie, chociaż w planie miał go znaleźć i szybko z nim skończyć, o czym Cookie nie mogła wiedzieć, gdy zgodnie z jej prośbą nawoływał swoich.
Dysząc na jej kark jak wściekły pies, zaciskał palce na jej nadgarstku coraz mocniej. Oj, po tym to z pewnością zostanie piękny siniak. Wzrokiem przeszywał jej duszę na wskroś, gdy w końcu puścił i odsunął się na krok.
- Bierz go i zabierajcie się stąd, póki jeszcze żyjecie. - ”o ile żyje” – dodał już w myśli.
- To nie miejsce dla was. – Barbie i litość? Coś tu śmierdziało… i nie był to rozkładający się na dywanie trup.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-09, 20:07   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Trochę drgnęła, kiedy znów był tak blisko. Może nawet się bała, jednak w życiu nie powiedziałaby tego głośno. Dopiero teraz zastanowiła się chwilę czy na pewno może tutaj umrzeć. Przecież jeżeli umrze, na nic więcej się nie przyda. Nie chciała jednak wracać do bazy...
Wiedziała, że Systemiaki poradzą sobie bez niej. Przez dziewięć miesięcy baza stała, nic się nie zepsuło, a przecież ona w tym czasie oglądała świat zza krat. Więc nawet ten komunikat (dopiero) po chwili przyjęła na chłodno.
Wszystko było takie pokręcone. Myśli lawirowały w jej głowie, a dobra Cookie i zła Cookie właśnie prowadziły ożywioną dyskusję w jej głowie.
- Puść go, nie widział nikogo z waszych. Został z tyłu. Mogę wam pomóc... - szeptała, kiedy kazał jej się zmywać. Nie może wrócić teraz. Nic to nie da, kiedy zostanie pojmana tuż przed wejsciem do bazy. Może za to zjednoczyć psioników i spróbować odbić Systemę. Potrzebowała tylko czasu...
- Barbie, proszę... - chwyciła jego nadgarstek dłonią, która przypominała teraz zimne żelazo. Straciła zbyt dużo krwi, przez co pobladła, temperatura jej ciała niebezpiecznie spadła, a pomieszczenie wirowało radośnie w okół niej. Jakby była jebanym słońcem, a cała reszta nieważnymi planetami. Pociągnęła go za rękę niemal zmuszając do ponownego postawienia kroku w jej kierunku. Zadarła głowę, aby spojrzeć na jego twarz i odnaleźć tam resztki człowieczeństwa, czy znalazła?
- Proszę, pozwól nam sobie pomóc i zabierz mnie stąd... - powtórzyła znowu, tym razem jeszcze ciszej z większą nadzieją, że jej posłucha.
Nie dotarłaby sama do TIRa z zaopatrzeniem, a teraz był jej kartą przetargową. W końcu która grupa PSI nie skusi się na współpracę w zamian za zapas żywności na najbliższe miesiace?
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-09, 22:25   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

Nie tylko może tu umrzeć, jeszcze chwila, jeden nierozważny krok, a umrze z pewnością. Jak na tak bliski kontakt z Barbim i tak żyła statystycznie dłużej niż przeciętni, a to zasługa ich wspólnego pobytu w Obozie. Głównie dlatego nie skończyła jako sparaliżowana laleczka, którą bawiłby się przez kilka kolejnych dni, nim wyzionie ducha. Wciąż żyła, oddychała i była w jednym kawałku, no prawie… Powinna była uciec póki miała ku temu sposobność…
- Jeśli węszył w pobliżu, to już pewnie nie żyje.- przedstawił najbardziej prawdopodobny scenariusz. Patrzył tak na nią, w zasadzie z pogardą… Płaszczyła się przed nim, błagając o litość. Czyżby wtedy, w furgonetce pomylił się w osądzie? Czyżby była taka jak wszystkie? Bezbronna… uległa… Takie nie były żadnym wyzwaniem…
Gdzie się podziała ta dziewczyna, z którą wspólnie walczył przeciwko kajdanom. Ta, która wbrew panującym zasadom i jego bestialskiej osobowości, widziała w nim człowieka czasami.
- Nam? - powtórzył jak echo, stając znów bliżej niej – nie ma żadnego „nas”, możesz być ty i ja… – co dokładnie miał na myśli, wiedział chyba tylko on, lecz zaraz pospieszył z krótkim, ogólnym wyjaśnieniem.
- Mogę co najwyżej pomóc tobie. - zbliżył swą twarz do jej i dodał szeptem - Mogę zabrać ciebie… - po czym znów się odsunął. Miał szczerze wywalone na tego jej „kolegę”, bo to w niej było coś, co go pociągało i jeśli zaraz Cookie nie odnajdzie w sobie tej siły, to on znajdzie w niej przepyszną wątróbkę.
- Co ty na to? Jesteś gotowa go porzucić by ratować siebie?
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-09, 22:58   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Nie żyje. - te słowa rozbrzmiały w jej głowie i odbiły się echem. Czy tak rzeczywiście było? Zmarszczyła nos, unosząc przy tym jedną brew. Czyli było ich tu więcej. Ktoś przecież musiał go zabić, skoro Barbie był taki pewny, że Douglas nie żyje. Czyli ona też była w niebezpieczeństwie. W dodatku Douglas uciekajac, mógł nieumyślnie sprowadzić kłopoty na Systemę. Na jej dom.
Skoro nie byli tu sami, to musiała się ruszyć, aby nie zginąć z rąk innego szaleńca, skoro z jednym prawie się dogadała, choć i to było za dużo powiedziane.
Puściła jego dłoń i zgrabnie odsunęła się w bok, aby wyminąć Barbiego i udać się w stronę okna. Musiała przebyć niemal całe pomieszczenie plecami do swojego przeciwnika. Zaryzykowała, oddalając się od niego.
- Poradzi sobie. - mruknęła pod nosem. - I ja też sobie poradzę, bez ciebie. - odwróciła się jeszcze, aby zerknąć na Barbiego i to, w którym dokładnie znajduje się miejscu, aby uniknąć ewentualnego ataku. Zatrzymała się jeszcze na moment przy zwłokach, aby zerknąć na trupa ostatni raz.
- Smacznego. - podniosła swoją broń z ziemi, która znajdowała się obok niedokończonej kolacji. Chwyciła broń w taki sposób, aby jej palec znajdował się na spuście. Wystarczyło się odwrócić i nacisnąć...
Niespiesznie zrzuciła resztki szkła z framugi, aby przysiąść na niej i przeżucić nogi na drugą stronę.
Nie zamierzała się oddalać, ani nawet szukać Douglasa. Zamierzała znaleźć resztę jego znajomych i pokazać im, że są nikim.
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-10, 21:04   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

- A ty dokąd myślisz, że się wybierasz, kochanie? – patrzył jak powoli kuśtyka do wyjścia, zabiera broń i zbliża się do wybitego okna. Nim jednak zdążyła na nim usiąść, uprzedził ją. Doskoczył i oparł się o miejsce, gdzie nie było zbyt wiele wystających kawałków, co by mu się w jędrne pośladki przypadkiem nie wbiły.
- Może sobie poradzi… może i nie… kto to wie… – rozmyślał, wychylając się plecami za okno, by popatrzeć sobie w niebo i migoczące na nim gwiazdki – Wiesz, że widziane z ziemi gwiazdy w rzeczywistości nie migotają... Migotanie nie jest właściwością gwiazd, ale burzliwej atmosfery ziemskiej. Światło w końcu dociera do naszych oczu, ale każde zakrzywienie powoduje niewielkie zmiany w kolorze i intensywności światła. Rezultatem jest “migotanie”… – nie odrywając wzroku od jednego z błyszczących punkcików, wypowiedział to wszystko niemal na jednym wydechu. Kto by go posądził o znajomość takich faktów…
Barbie miewał tak czasem, taką „mądrą” zawiechę mózgu, gdy jakaś rzecz, obraz czy symbol przywoływał skojarzenie encyklopedycznego faktu, którego w dzieciństwie, chcąc nie chcąc, musiał boleśnie poznać.
Wrócił nagle do środka, po czym wyskoczył na zewnątrz – był najedzony, wypoczęty i w pełni sprawny – idealny przeciwnik… albo partner. Po czym wyciągnął ręce w kierunku dziewczyny, by i jej pomóc zejść na dół.
A potem zakładając, że Cookie po wyjściu na zewnątrz ruszyła gdzieś, poszedł za nią.
- Zróbmy to - stwierdził w końcu, wyprzedzając ją idąc tyłem, z rękoma założonymi za głową.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-11, 09:36   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Proste "do dupy." chciało wyrwać się z jej ust, jednak zrezygnowała z bycia księżną na włościah, która obraża się o wszystko. Przełknęła ślinę, aby pozbyć się nieodpartej ochoty na pyskowanie. Kiedy przysiadł na framudze, miała ochotę chwycić go za ramiona i wypchnąć z tego nieszczęsnego okna, ale i tą myśl udało jej się poskromić skupiając wzrok na lesie za oknem.
Ilu ich było? Czy byli uzbrojeni? Czy Douglas ma kłopoty? A co z Systemą? Czy ktokolwiek jeszcze tam żyje? A może spróbować nadać komunikat? Albo udawać martwą, aby nikt nie zawracał nią sobie głowy? Tyle pytań, żadnej sensownej odpowiedzi. Z chwili, w której czas jakby się zatrzymał wyrwał ją głos Barbiego. Nie zrozumiała połowy z jego wykładu, bo zwyczajnie go nie słuchała. Miała teraz więcej zmartwień niż to czy gwiazdy sobie swiecą.
Zmarszczyła nos, a niebieskie tęczówki zatrzymały się na jego twarzy na moment. Jakby doszukiwała się w nim oznak normalności. Cokolwiek w tych czasach to oznaczało.
- Gwiazdy to kupa gazu. - mruknęła zaciskając dłonie w pięści.
Zrzuć go, przecież tego chcesz. - jakaś ciemniejsza strona Cookie się w niej odezwała. Wiedziała, że nie powinna mu ufać. Nie odnajdzie też Douglasa, bo zwyczajnie powrót teraz może okazać się samobójstwem i ze środka nie pomoże nikomu.
Powoli ruszyła za swoim starym-ale-nowym kolegą kanibalem i z jego drobną pomocą wyszła na zewnątrz. Trochę chwiała się na nogach, jednak ignorowała zawroty głowy. Czuła się jak w bębnie pralki, która radośnie wiruje.
- Chciałabym, żebyś wiedział, że jak nie spodoba mi się co robisz, to cię zastrzelę. - rzuciła radośnie, z widocznym aktorskim prześmiewczym tonem.
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-12, 09:58   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

- Okay! – przytaknął ochoczo, bo przecież to takie miłe uczucie kiedy ktoś mierzy do ciebie z broni… a gdy jeszcze pociągnie za spust! O! Może uda jej się trafić między oczy! – Tego jeszcze nie próbował…
- A jak mi się nie spodoba to, co robisz, to cię zjem, okay? – przedstawił swoje warunki umowy, które według niego były jak najbardziej fair. Jak dobrze mieć zawartą umowę, czarno na białym i wszystko jasne.
- Ale wiesz…- zaczął mówić, lecz odnosił wrażenie, że zielona wcale go nie słuchała, generalnie nie przeszkadzałoby mu to, chyba nikt nigdy go tak naprawdę nie słuchał, chociaż łudził się, że jest inaczej, a właściwie miał to zwyczajnie gdzieś. Dziewczyna jednak ledwie trzymała się na nogach. Gdyby Cookie nie była Cookie to wcale nie musiałaby nigdzie iść... zwłaszcza, że istniała duża szansa, że w pierwszej kolejności straciłaby nóżkę, do której by się tulił w nocy. Ups.
Skoro jednak jej nie poćwiartował, nie upiekł i nie zabił – w kolejności dowolnej – to chyba powinien dopilnować żeby nie umarła tak z wycieńczenia tu i teraz? Albo po drodze… Tym bardziej, iż chyba miała coś wkupnego…
Tak właściwie, to Barbie wciąż nie wiedział, dlaczego za nią idzie, dlaczego jej odpuścił, a może wcale nie odpuścił i teraz wbrew regułom wpajanym przez matkę, zwyczajnie bawi się jedzeniem?
Po co jednak zadawać tak trywialne pytania?
Wyciągnął dłoń w jej stronę i jednym dotknięciem znów sparaliżował. W jej stanie, nie musiał długo czekać aby ból pozbawił ją przytomności. Po czym zarzucił ją sobie przez ramię i niczym worek kartofli poniósł z powrotem do budynku. Poszli jednak w inne miejsce, ukryte w piwnicy, przy starej kotłowni, gdzie pomimo stanu budynku, jako w jednym z niewielu pomieszczeń, wciąż działała woda i prąd.
Stanął w progu i wyszczerzył swe ząbki do chłopaka w środku.
- Patrz co znalazłem. - zaśmiał się cicho i położył dziewczynę na starym materacu.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-12, 10:10   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Mistrz Gry - Noah / Cookie.


Po raz pierwszy spotkała się z kimś, kto byłby zadowolony z kulki między oczy... No może po za Levim, który pewnie by chciał, ale nigdy nie miał odwagi przyznać się do tego głośno. Jej serce zatrzymało się na moment, kiedy przed oczami pojawiła się wizja jej braci, których właśnie porzuciła. Szybko jednak zignorowała ten niemalże namacalny ból, na rzecz skupienia się na marszu. To wymagało od niej sporo wysiłku. Musiała się skupić na stawianiu kroków, chociaż świat wirował, a mięśnie ledwo utrzymywały jej ciężar w pionie.
- Stoi. - przytaknęła ochoczo głową. To była popieprzona umowa i miała cień nadziei, że obie strony będą się jej trzymać. Nie bardzo tylko rozumiała, które zachowania mogą się nie spodobać Barbiemu, ale była gotowa zaryzykować. Bez ryzyka nie osiągnie niczego, prawda?
Szła krok za nim, starając się zrównać z nim w tym zdecydowanie za szybkim jak dla niej marszu. Nawet się nie spodziewała, że ten znów zdecyduje się ją sparaliżować i to nie w ten delikatny sposób. Kiedy tylko jego dłoń zetknęła się z jej skórą wzdłuż kręgosłupa przeszył ją ból, a każdy jeden mięsień skurczył się, zupełnie jakby jej ciało było zbyt małe dla szkieletu. Pisnęła krótko i padła na ziemię jak ścięte drzewo. Nie miała szansy na reakcję, wszystko działo się zbyt szybko. Ostatnim co zapamiętała, był przeokrutny ból rozrywający jej mięśnie.

Piwnica różniła się nieco od całej reszty budynku. W pomieszczeniu, do którego zabrał ją Barbie o dziwo było światło. Jedna duża jarzeniówka świeciła dosyć intensywnie rozświetlajac całe pomieszczenie. Brudny materac leżał pod jedną ze ścian. W ścianach znajdowały sie zardzewiałe kotwy, przez które był przeciągnięty łańcuch w równie kiepskim stanie. Pewnie w ten sposób zatrzymywali tych, którzy wcale nie chcieli tutaj być. Po drugiej stronie stały równo ustawione stoły, na których równiutko ktoś poustawiał doniczki z jakimiś ziółkami oraz brudnymi opakowaniami po lekach. Chyba nikt nie przejmował się tutaj chorobami zakaźnymi i sterylnością. Na krzesełku siedział Noah - niebieski PSI z widoczną nadwagą, który był tutaj medykiem, choć nie miał pojęcia co robił, zazwyczaj to on zajmował się chorymi. Właśnie kończył dolewać do wielkiej butli wody z brudnego wiadra, kiedy to chłopak wtargnął do pomieszczenia. Noah odwrócił się powoli, taksując przyjaciela wzrokiem. Od razu powędrował spojrzeniem do nowej zdobyczy i przysięgam, że stanęło mu nie tylko serce.
- Co z nią? - mruknął pod nosem, rozkładając ręce i ruszając w stronę materaca. Przecież każdy szanujący się doktor najpierw robi wywiad z pacjentem, prawda? Zanim jednak barbie zdążył odpowiedzieć, Noah już ubierał gumowe rękawice, które bynajmniej nie były tymi, których używają lekarze. Ogrodnicze, gumowe rękawice sięgały łokcia, a on z dziką satysfakcją odwrócił głowę dziewczyny, aby zerknąć na ranę, która była widoczna nawet z kosmosu i Noah musiałby być kretynem (którym rzecz jasna był, ale nie w takim stopniu), aby nie zauważyć czegoś takiego.
- Chirurgiczna precyzja... - wymruczał pod nosem, uśmiechając się do swojego kolegi (i nie, nie chodzi tu o penisa, choć często chętnie nazwałby Barbiego chujem.) Dotknął oparzenia, nie starając się nawet być delikatnym i pewnie gdyby nie straciła przytomności, właśnie darłaby się w niebogłosy.
- To prezent urodzinowy? - oblizał pospiesznie wargi, zerkając to na dziewczynę, to na chłopaka. Wstał, ruszając do jednego ze stolików, aby chwycić z niego jakąś miseczkę. To pewnie jakaś super maść, nad którą pracował aż trzy minuty. Kto wie czy w ogóle działa...
 
 
Jay Shuttherland



Wysłany: 2018-09-12, 18:38   
   Multikonta: Pravi/Nicki/MG
   GG/DC: 61448064/FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Wszedł do piwnicy, mając nadzieję, że zastanie Noah samego. Na jego szczęście lub nieszczęście zastał większą grupkę niż się spodziewał. Stanął w drzwiach i założył ręce na piersi.
-No a jakże. Grubas, Świr i Seks Lalka. Brakuje wam tylko do kolekcji kamery i reżysera. budyń dla ubogich - odezwał się. Rzucił nieprzytomnej dziewczynie krótkie spojrzenie i zwrócił się do Barbiego: -Twoja kolacja? Zazwyczaj nie sprawdzasz stanu zdrowia.
Miał tylko nadzieję, że tym razem Mattel nie postanowi podzielić się z nim swoim obiadem. Skończyły mu się już wymówki, a o ile nie miał nic przeciwko bezpośredniości tak mówienie kanibalowi "spierdalaj z tym gównem" było jak zachęta do wspólnej uczty.
Wolał głodować niż jeść ludzkie mięso. Może i w ich społeczności jedyną zasadą był brak zasad, ale Jay miał swoje ustalone prawa. Przede wszystkim: dbać o samego siebie i tych którzy są mu potrzebni. Jednak po długich miesiącach w sierocińcu do swojej krótkiej listy moralnej dodał również zakaz spożywania wszystkiego, co przyrządził Kanibal Barbie.
 
 
Barbie Mattel



Wysłany: 2018-09-15, 08:49   
   Multikonta: joy, levi, mia
   GG/DC: joy.#8424
[Cytuj]

HMMM… Ciekawe co z nią może być… Noah, spójrz na twarz Barbiego – niemal całą umorusaną krwią, na jego pocieszny uśmiech i radośnie wystawione spiczaste ząbki, świadczące o tym jak szczęśliwy i najedzony w tej chwili jest. Następnie popatrz na nieprzytomną siwowłosą, na jej ubranie w szkarłacie płynów ustrojowych jej organizmu, na tę szyję ze świeżym poparzeniem w kształcie noża, które widziałeś już tak wiele razy u osób przyprowadzonych ci przez żółtego.
- Smaczna była. Weź napraw ją. Chcę żeby przeżyła… - odparł krótko. Barbie martwił się o kogoś spoza grupy?! Nie… Z pewnością pierwszym skojarzeniem innych powinna być jego chęć dłuższej zabawy z półżywą już dziewczyną.
- A masz dziś urodziny? – przymrużył powieki, nie byłoby to dziwne, gdyby zapomniał – a może wcale nie wiedział. No trudno, jeśli to byłaby prawda, biedne Ciastko skończyłoby jako Tort… Barbie bardzo lubił gotować, był niemal specjalistą z przygotowania czegoś z niczego, a Noah był jego najwierniejszym smakoszem. Talent żółtego, zielenina i żołądek niebieskiego – razem tworzyli duet idealny.
- To co, naprawisz? - ponowił pytanie, gdy poczuł znajomy zapach zmierzający w ich stronę. Barbie spojrzał na Jay’a i gdy ten mówił jakieś rzeczy, żółty oblizywał usta, bo ślinka mu trochę pociekła, a w oczach pojawiło się tak dobrze znane szaleństwo, z którego jednak udało mu się otrząsnąć po krótkiej chwili.
- Jeszcze nie kolacja, ma podobno coś fajnego… ale straciła przytomność po przystawce, więc… - znów się rozmarzył na myśl o tej jakże pasjonującej grze wstępnej.
- Napraw ją! - nalegał.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-17, 15:44   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Mistrz Gry - Noah

Noah właśnie maczał palce w maści, z jakąś dziwną, dziką satysfakcją, kiedy w drzwiach piwnicznych pojawił się Jay. Chłopak znów oblizał wargi w nerwowym tiku, taksując nowego gościa spojrzeniem.
- Wcale nie, wyglądasz dobrze, nie jesteś gruby. - rzucił przejęty na uwagę Jaya, jakby w ogóle nie przejmując się obelgą. Wiedział, że na wszystko przyjdzie czas. Noah lubił tatuaże. Lubił jak w świetle skóra pokryta tuszem zmienia kolor. Lubił przejeżdżać po nich językiem i czuć pod czubkiem chropowatą skórę. Omal się nie rozmarzył wciąż trzymając zanurzone dwa palce w zimnej maści, która urealniła jego wizję, którą nie miał raczej zamiaru się dzielić z nikim poza sobą. Powoli przesunął wzrok na Barbiego, który najwyraźniej coś do niego mówił, ale Noah był zbyt zapatrzony w Jaya. Pokiwał głową, że niby słuchał i wszystko rozumie, po czym ukucnął przy materacu i zajął się smarowaniem rany na szyi nowej lalki.
- Potrzebuje odpoczynku, straciła dużo krwi. Zajmę się nią. Możecie iść. - znów ten cholerny tik oblizywania warg. Robił to nieświadomie, przyłapując się na tym często, kiedy ktoś wymownie patrzył na jego zwilgotniałe wargi.
Oj jak on by sobie pooglądał wilgotne wargi...
Noah z pasją i precyzją chirurga wykonywał swoją pracę. Kiedy zielona papka przykryła niemalże całą ranę, przykrył ją kawałkiem ręcznika, który wcześniej rozdarł na kilka mniejszych kawałków. Niestety w bazie brakowało wielu rzeczy. Nie miał nawet czystego opatrunku. Jak żyć w takich warunkach?!
 
 
Jay Shuttherland



Wysłany: 2018-09-19, 18:42   
   Multikonta: Pravi/Nicki/MG
   GG/DC: 61448064/FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Znał doskonale spojrzenie Barbiego. Na usta cisnęła mu się już cięta riposta na jego oblizywanie ust, powstrzymał się jednak, gdyż była to walka z wiatrakami. Żółty na swoje szczęście szybko się rozkojarzył i wrócił do namowy by Noah naprawił jego kolację.
Na uwagę Noah otworzył usta, chcąc kolejny raz posłać jakąś kąśliwą uwagę. Stracił jednak chęć, ponownie dochodząc do wniosku, że nie warto marnować energii. Westchnął więc jedynie, kolejny raz zadając sobie pytanie: Dlaczego ja trzymam się z bandą debili?
Chyba nigdy nie otrzyma odpowiedzi.
Nawet nie próbował odczytywać ich myśli, dawno zorientował się, że lepiej dla własnego psychicznego zdrowia tego nie robić. Nie dowiedziałby się niczego przydatnego, szczególnie, że nie potrzebował w tej chwili żadnych informacji.
-Z miłą chęcią sobie pójdę. Chciałem od ciebie tylko jakiś bandaż - powiedział znudzonym tonem, kierując swoje słowa do Noah.
 
 
Cookie Pink


Wysłany: 2018-09-20, 17:49   
   Multikonta: Kelly, Mistrz Gry, Liam
   GG/DC: Kelly#2385
   Mów mi: Kelly
[Cytuj]

Mistrz Gry - Noah/Cookie

Noah zmarszczył brwi i zrobił minę jakby Jay właśnie zdzielił go w twarz. Bandaż?! On chyba oszalał. Musiał owijać roztraskane kończyny kawałkami ręcznika papierowego, który później przyklejał się do ran, improwizować! A on co? Przychodził i oczekiwał, że dostanie tak cenny towar jakim jest opatrunek?! Noah zasapał, odetchnął i przysunął się do chłopaków o krok, później kolejny, znajdując się zdecydowanie za blisko Jaya.
Zrobiłby to też chętnie z Barbim, ale zdecydowanie chłopak go przerażał. Bał się, że jak tylko za blisko podejdzie, ten rzuci mu się na szyję.
- Sam sobie znajdź, albo zapłać, a go zdobędę. - wyszczerzył zęby, odsuwając się. Zdecydowanie kartą przetargową były uciechy cielesne, o czym miał nadzieję, że nikt nie wie. Noah odłożył na stoliczek miseczkę z maścią, siadając na krześle, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Teraz chciał wrócić do pracy, aby później w spokoju rozładować emocje. Jednak nie miał zamiaru robić tego przy tylu świadkach.
Dziewczyna nagle złapała powietrze w płuca jakby właśnie przed chwilą ktoś próbował ją utopić. Zakrztusiła się za dużym haustem powietrza, zwijając się w kłębek i kaszląc żałośnie jak ostatni przegryw skopany przez stado chuliganów.
Powoli otworzyła oczy, badając ostrożnie teren. Gdzie była? Jak się nazywa? Jak się tu znalazła? Ile była nieprzytomna? Co wydarzyło się przed bluescreenem jej mózgu?
Zamrugała kilka razy, przełykając ślinę i splotła dłonie na żołądku, który nagle ją rozbolał. Wlepiła parę ślepi najpierw w Barbiego, później w Jaya, aby na koniec zerknąć na Noah i tu skrzywić się nieznacznie.
- Muszę iśc do domu. - wysapała pierwsze co przyszło jej na myśl i przewróciła się na bok, aby unieść się chwiejnie na łokciu.
Zaraz, zaraz... Ale gdzie właściwie jest teraz twój dom?
Brutalny policzek od rzeczywistości zdzielił ją w twarz. No tak... Nie miała teraz domu. Nie miała dokąd iść.
Ta myśl ją przerażała. Przerażała nawet bardziej niż pobyt w obozie i pewnie gdyby była sama, właśnie szlochałaby w ciemnym kąciku, co przecież było do niej tak niepodobne. To chyba obóz ją tak rozmiękczył. Była jak rozgotowany ziemniak. Wystarczyło tknąć ją widelcem, aby się rozpadła. Rana, która jeszcze przed chwilą pulsowała i piekła, nagle jakby odrętwiała, a razem z nią cała szyja dziewczyny, przez co zaczęła machać głową na prawo i lewo, jak piesek, którego stawia się na desce rozdzielczej w samochodzie.
- Muszę iść, bo to kurde ważne, dobra? Bardzo ładnie pani dzisiaj wygląda, panno Andersen. - wystrzeliła nagle zwracając się do Jaya, który stał gdzieś obok Noah. Szybko się podniosła i zachwiała na nogach jak pijak, który wypił o jedną flaszkę za dużo.
- Och, Lalka. Ładnie ci. - pogłaskała go po głowie, zjeżdżając palcem wzdłuż szyi, przez klatkę piersiową i brzuch, na którym się zatrzymała, ale tylko po to, aby chwycić za rąbek koszulki i zrobić z niej stanik przeplatając spód przez dekolt. Zaśmiała się przy tym przeuroczo.
Noah przyglądał się całemu zajściu ze swojego skrzypiącego krzesła, bujając się na jego nóżkach w przód i w tył z rękoma założonymi za kark.

Cookie dosyć szybko znudziła się podziwianiem kolorowych malunków na brzuchu Barbiego, odwracając się zgrabnie na pięcie. Kurde, sama Lara zaszczyciła ich swoją obecnością. Ciekawe co tutaj robiła i gdzie byli jej strażnicy. Na początku chciała urwać jej łeb, jednak później do jej malutkiej główki przyszedł pomysł. A co gdyby tak zgwałcić Larę, a później powiedzieć światu, że to ona zgwałciła? Przecież to z pewnością zrujnowałoby jej karierę i twarz w polityce. Cookie chwyciła za dłoń Jaya i uścisnęła ją lekko.
- Miło mi panią widzieć, wygląda pani dzisiaj przeuroczo. Czy zechciałaby pani może udać się na spacer w celu oddania się uciechom cielesnym na łonie natury? - uniosła obie brwi wymownie wciąż trzymając jego dłoń, aby położyć ją w miejscu gdzie kończy się kość ogonowa, a zaczynają pośladki. Przylgnęła do niego całym ciałem, a jej mózg wciąż nie zarejestrował, że Lara była od niej niewiele wyższa, a postać, do której mówi jest jak góra.
W ten sposób niczego nieświadomy Jay właśnie ją przytulał i być może byłoby to szalenie romantyczne, gdyby dziewczyna nie zachowywała się jak ostatnia szajbuska i nie widziała w nim pani prezydent.
Ta chwila nie trwała długo, bo już za moment dziewczyna wyswobodziła się z uścisku chłopaka i powiodła rozbieganym spojrzeniem gdzieś po suficie, jakby właśnie coś obserwowała. Coś, co widziała tylko ona.
- Piękne... - wyszeptała i rzuciła się biegiem w stronę wyjścia szybko znikając za framugą drzwi. - Chodź motylku, nie zrobię ci krzywdy! - te słowa rozniosły się echem w ruinach korytarza.
 
 
Jay Shuttherland



Wysłany: 2018-09-22, 10:24   
   Multikonta: Pravi/Nicki/MG
   GG/DC: 61448064/FreakinHope#8595
   Mów mi: Żelek/Pravus/Ąż
[Cytuj]

Doskonale wiedział, że nie dostanie tak łatwo bandaża. Po co był mu ten bandaż? Po nic ważnego tak właściwie, ale Noah nie musiał o tym wiedzieć. To co robił, gdy był sam było jego sprawą i nikogo innego.
-Jeszcze krok i dojdziesz. Uważaj - odpowiedział, spoglądając na chłopaka z góry, nie robiąc sobie nic z jego naruszania strefy prywatnej.
Pomarańczowy może i miałby mu czym zapłacić, ale znając grubaska magiczne ziółka z lasu by nie wystarczały. Noah powinien wiedzieć, że prędzej Jay zdzieli go w łeb albo wbije nóż w plecy niż zapłaci mu w naturze. Nikt mu jednak nie zabronił próbować.
-Twoja ofiara się obudziła - rzucił do Barbiego, spoglądając na żałosny obraz siwowłosej dziewczyny. -Śmiało. Droga wolna - odpowiedział dziewczynie.
Uniósł brwi, słysząc dziwny zwrot Cooks. Pani Andersen? Rzucali w niego różnymi obelgami, ale prezydentową jeszcze nigdy. Z rosnącym rozbawienie obserwował jak zjebuska robi z koszulki Mattela stanik.
-Seksownie teraz wyglądasz. Miss Mokrego Podkoszulka.
Rozbawienie szybko zmieniło się w zaskoczenie, gdy zjebuska go zaatakowała. Znieruchomiał, unosząc jedną brew do góry, pozwalając dziewczynie na to co robiła.
-Co ty jej dałeś? - zapytał zielonego, nie odrywając wzroku od Cookie, która chwilę później oderwała się od niego i wyleciała z pokoju, krzycząc coś o motylku. -Ktoś za nią pójdzie czy co? - zapytał, spoglądając na Barbiego i Noah.
Szczerze miał gdzieś co zrobi dziewczyna. Jednak naćpana, grasująca po ich przybytku laska, o której nie wiedzieli nawet jakiego jest koloru, to ostatnie czego teraz ktokolwiek z nich potrzebował. Nie żeby naćpani ludzie grasujący po sierocińcu było czymś nowym.
Zaklął pod nosem i ruszył za dziewczyną, czując się jak opiekunka.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-22, 22:11   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu
[Cytuj]

Mistrz Gry


Nie minęła chwila, a Cookie na coś wpadła. W zasadzie nie na coś tylko na KOGOŚ. A tym kimś okazała się wysoka sylwetka szczupłego chłopaka, od którego buchało nieprzyjemne ciepło. Czerwony jak nic.
Teddy zamarł w bezruchu, wlepiając ciemne, wielkie oczęta w nieznajomą. Początkowo zupełnie nie wiedział co ma robić. Stał tak więc w tym samym miejscu, wlepiając ślepia w czubek damskiej głowy. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji - po prostu tak trwał, jak to robił zawsze, istniejąc w tym zasranym świecie, będąc jakąś jego częścią, ale... Nie wykazując większej ingerencji.
Można by było powiedzieć chwilo trwaj, jednak Teddy nie miał cierpliwości do analizowania damskich czubków głów, co dopiero mówić o wysiłku związanym z błądzeniem wzrokiem po twarzy! Złapał ją więc wolną ręką za kudły, bo w drugiej trzymał swoją zmęczoną życiem kauczukową piłkę i brutalnie odsunął na bok, nie przejmując się tym, że dziewczę mogło stracić równowagę tudzież przywalić głową o framugę, w której się zatrzymała (do wyboru, do koloru).
Zasłaniała mu jego własny świat - a w zasadzie wejście do świata, w którym właśnie chciał przebywać. Bo zamierzał usiąść w kącie i odbijać piłeczkę aż do znudzenia.
Zaraz po odsunięciu jednej przeszkody, musiał przepchać się przez drugą. Jay'em nie przejął się zbytnio, zwyczajnie walnął go z bara i skierował ciche kroki w stronę jednego z zapyziałych kątów, by zacząć rzucać piłką o ścianę.
Stuk, stuk... Stuk, stuk...
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons