you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Opowieść wigilijna
Autor Wiadomość
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-08-27, 18:48   Opowieść wigilijna
   Multikonta: Nico


Kto: Koya Aki & Hettie Helverston
Czas: grudzień 2021
Miejsce: obóz

Hettie nie mogła przestać myśleć o tym, że jej mały przyjaciel marznie. Widziała, jak bezskutecznie pocierał o siebie dłonie w trakcie śniadania, próbując chociaż odrobinę je rozgrzać. Obozowe ubrania nie spełniały standardów ubrań zimowych, a mały Koya wydawał się jej podwójnie kruchy. Miała jedynie nadzieję, że teraz, gdy był już wieczór, ciepłe oddechy innych zielonych rozgrzały barak na tyle, że chłopak nie kuli się pod kołdrą i nie dotyka własnych palców by uwierzyć, że jeszcze je ma. Będąc w domu Hettie uwielbiała zimę, powolnie spadające płatki śniegu i mróz. Mama dawała jej wtedy jeden z tych grubych kocy i kubek ciepłej herbaty, dzięki czemu dziewczynie nie było już nigdy zimno. Teraz na pewno matka nie pojawi się w progu obozowego baraku, a Hettie nie przejmowała się tym, że ona marznie, ale tym, że dzieje się to z Koyą.
Ze względu na temperaturę obozowi strażnicy wydawali się nieco łaskawsi w kwestii kontaktów pomiędzy obozowiczami. Dostrzegła jednak, że od bardzo dawna nikt nie miał nic przeciwko jej kontaktom z Koyą, nawet jeśli wiązało się to z opuszczeniem baraku przez któreś z nich. Ten, który zajmowała dziewczyna, w większości był pusty, zupełnie jakby segregacja kolorowa wciąż obowiązywała. Przemierzając puste pomieszczenie, od jednej ściany do drugiej, z kołdrą na ramionach, Hettie próbowała rozgrzać samą siebie i odciągnąć swoje myśli od młodszego zielonego. Nie dała rady. Po około godzinie walki ze sobą poprosiła strażnika o rozmowę z nadzorującą ją panią doktor. Ta szybko zrozumiała potrzebę dziewczyny i po tym, jak zmierzyła jej temperaturę i zanotowała kilka dziwnych słów w notatniku, który zawsze miała przy sobie, zezwoliła na przeniesienie dziewczyny do innego baraku chociaż na te kilka zimnych nocy.
Henrietta leciała do Koyi jak na skrzydłach, ignorując spojrzenia i ruchy, które w jej okolicy wykonywali inni obozowicze. Przywykła już do tego, że uciekają od niej wzrokiem i odsuwają się jak najdalej, jakby w obawie, że właśnie na nich złamie odwieczny zakaz używania mocy na terenie obozu. Nikt nie wiedział, że jedyną osobą, dla której łamała właśnie ten zakaz, był Koya. Nie zdziwiła się nawet w momencie, w którym dziewczyna śpiąca na pryczy nad nastolatkiem po prostu z niej wyskoczyła, przenosząc się na jedno z wolnych łóżek po drugiej stronie baraku. Hettie szybko omiotła wzrokiem całą sylwetkę młodszego chłopaka i po chwili zastanowienia zarzuciła na niego swoją kołdrę, która do tej pory leżała na jej ramionach, służąc jej jako bariera przed zimnem. Gdy tylko to zrobiła, chłód uderzył ją podwójnie. Zgryzła jednak zęby i usiadła na drugim końcu łóżka.
Hettie wiedziała, że Koya zdaje sobie sprawę z jej obecności. Ponadprzeciętny słuch i umysł na pewno wyłapały już szepty innych nastolatków. Mimo tego wsunęła dłoń pod jego kołdrę i przesunęła palcami po jego stopie, podsuwając mu w tym czasie swój własny obraz - nie idealną siebie, którą zawsze miała gdzieś z tyłu głowy, ale tą, którą widziała w lustrach obozowej łazienki - z ciasno splecionymi włosami i pomarańczowym uniformem, który tak odróżniał ją od reszty.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-02, 15:30   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu


Było zimno. Nie, wróć. Było CHOLERNIE zimno. W barakach panował wszechobecny chłód. Na dworze wszystko było pokryte grubą warstwą śniegu, a obóz jakby... Zasnął. Wszystko działo się w środku. Nikt nie wychodził na zewnątrz, nikt nie miał nawet zamiaru wystawiać nosów za okna, bo mróz dawał o sobie dotkliwie znać. Jedynie wędrówki od jednej sekcji do drugiej wymagały przejścia przez oblodzone drogi, co nie podobało się ani PSIonikom, ani strażnikom, którzy w ostatnim okresie byli jacyś nadwrażliwi. Może dlatego, że zamiast spędzać święta z rodziną, musieli użerać się nad niebezpiecznymi dzieciakami?
Ból rozdzierał klatkę piersiową Koyi wtedy, kiedy nadeszła noc. Musiał się pożegnać z Hettie i znów wrócić do zimnego baraku pełnego zielonych, w którym zapewne nie dane mu będzie zasnąć przez całą noc z powodu niskiej temperatury. Budziło go szczękanie swoich własnych zębów i przekręcanie się innych ciał na pryczach, więc... Do czasu, gdy nie usłyszał jakichś kroków, leżał z otwartymi oczętami, odwrócony w stronę wyjścia, wsłuchując się w kolejne dźwięki, które do niego docierały.
Znajoma wizja najlepszej przyjaciółki spłynęła na niego niczym wybawienie.
-Hettie!- Szepnął dość głośno, zrywając się z pozycji leżącej i podnosząc górę ciała, by w miarę wygodnie usiąść. Wlepił wzrok w pustą przestrzeń przed nim, od razu wyciągając ręce w stronę znajomej sylwetki, która skuliła się w jego nogach. -Skowronki nie latają w zimowe noce- zwłaszcza wtedy, gdy termometr wskazuje temperaturę ujemną.- Mruknął już ledwo dosłyszalnie, by jego słowa dotarły tylko i wyłącznie do pomarańczowej. Wyciągnął lodowate dłonie w jej stronę, by dotknąć delikatnych ramion nastolatki, zjechać palcami po pomarańczowym dresie i wreszcie złączyć jej dłonie pod kołdrą, na jego nogach, które również zamieniły się w kostki lodu.
Może i był ślepy, ale słuch miał na tyle wyczulony, że doskonale słyszał szczękanie zębów swojej przyjaciółki. Wysunął się bardziej do przodu, uniósł kołdrę razem z kocem (zabierając przy tym nogi) i zrobił Hettie miejsce obok siebie. Jeżeli nie poczuł znajomego ciepła drugiego ciała i jej pachnących jabłkiem włosów, pociągnął ją za rękę na tyle mocno, że musiała się obok niego położyć.
-Opowiedz mi bajkę o Czerwonym Kapturku.- Wydał z siebie błagalnym jękiem, układając się wygodnie na poduszce, jeżeli Hettie również ułożyła się obok. Wsadził nos w jej włosy i wtulił się w szyję dziewczyny, obejmując ją na brzuchu, rozkoszując ciepłem drugiego ciała. Od razu lepiej.
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-09-02, 16:26   
   Multikonta: Nico


Hettie cały czas zastanawiała się, jak ludzie mogą być aż tak niepodobni do ludzi. Przecież obozowi strażnicy musieli widzieć, jak dzieci marzną. Nawet oni nie byli takimi debilami i ignorantami by nie dostrzec dzieci, łapczywie owijających dłonie na spodach talerzy z zupą czy na kubkach wypełnionych niedobrą herbatą. Nikt jednak nie robił nic z mrozem i wszystko wskazywało na to, że nikt nie zamierza zapewnić dzieciom ani źródła ciepła, ani grubszych kołder czy ubrań, które mogłyby pomóc zachować ciepło, produkowane przez ludzkie ciało.
Barak zielonych był o wiele cieplejszy niż ten, który zajmowała Hettie. Tak jak podejrzewała - nagromadzenie ciał i ciepło oddechów podniosły temperaturę chociaż o kilka stopni, które robiły naprawdę wielką różnicę. Hettie bała się co mogłoby się dziać z jej młodszym kolegą, gdyby musiał spędzać mroźne noce jak te w jej pustym baraku. Dlatego wolała być tutaj z nim, nikt tak jak Hettie nie mógł się zaopiekować Koyą, który nie był w stanie poradzić sobie tak, jak inne dzieci w obozie.
- Shhh - uciszyła go dość szybko, przyciskając palec do jego ust. Pani doktor już i tak nagięła dla niej zasady, więc Hettie obawiała się, co mogłoby się stać, gdyby strażnicy musieli przyjść i uciszać ich w trakcie ciszy nocnej. Wolała nie przeginać zbyt bardzo, bo już i tak balansowała na granicy i chyba tylko strach przed tym, kim jest dziewczyna, sprawiał, że strażnicy powstrzymywali w jej przypadku rękę i gryźli się w język. - Dlatego muszę się gdzieś schować, najlepiej gdzieś, gdzie jest ciepło i świeci słońce - mruknęła cicho, odchrząkując delikatnie i dmuchając na swoje zmarznięte dłonie. - Tam, gdzie żyją koale na przykład - dodała, posyłając mu uśmiech, którego oczywiście nie mógł dostrzec. Miała nadzieję, że z tonu jej głosu wyczuje grymas, który rozświetlił jej twarz.
Nie protestowała, tylko ułożyła się obok Koyi, pilnując, by chłopak był dokładnie opatulony obiema kołdrami, które mieli. Później objęła go ramionami chłonąc resztki ciepła z jego ciała. Westchnęła, przymykając na chwilę oczy. Na chwilę zrobiło się jej cieplej, miała jednak wrażenie, że mróz zamieszkał w jej krwi i w każdej komórce jej ciała sprawiając, że już nigdy nie poczuje czym naprawdę jest ciepło. Z całego serca walczyła z odruchem oblizania, już i tak popękanych od mrozu warg.
- Nie wiem czy ją znam -przyznała szczerze. Nie pamiętała chyba żadnych bajek, nie była dzieckiem które cierpliwie wieczorem czekało, aż jego mama opowie mu bajkę, by pójść spać. Usypiała tylko gdy któreś z rodziców śpiewało jej jakąś z kołysanek. - Może ty mi ją opowiesz? - złapała jego dłoń i splotła ich palce ze sobą, przymykając oczy. To miało szansę zadziałać, jeśli tylko Koya będzie chciał.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-02, 16:45   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu


Czy strażnicy nadal byli ludźmi? Można ich było tak nazwać? Można było nazwać kogoś, kto zabijał bez mrugnięcia okiem, później wzdychał ciężko i wzruszał ramionami, odchodząc z miejsca zdarzenia?
Świat przewrócił się do góry nogami. Dorośli, którzy mieli zapewniać dzieciom bezpieczeństwo, aktualnie okazali się ich największymi wrogami. Kto wie, może nawet niektórzy rodzice wysyłali dzieci do obozów tylko dlatego, że sami bali się swoich pociech? Niektórzy sprzedawali PSI, chcąc się wzbogacić. Wszyscy zwariowali. Zapomnieli, że najważniejsze jest bezpieczeństwo tych małych istot, które miały być przyszłością dla kraju.
Tak, przyszłością...
-Myślisz, że koale lubią morze? Chciałbym pójść kiedyś na plażę...- Wybrzeże kojarzyło mu się z ciepłem. Z czymś przyjemnym- ze słońcem, grzejącym twarz, z szumem fal i ze świeżym zapachem, który przyjemnie drażnił płuca.
Koya znał wszystkie możliwe bajki, które kiedyś ktokolwiek mu opowiedział. Jego pamięć pozwalała mu na zapamiętywanie każdego szczegółu, a ponadto umożliwiała ponowną dogłębną analizę i... Przerobienie jej na swoją własną, niepowtarzalną historię. Pewnie, mógł opowiedzieć historię Czerwonego Kapturka i urozmaicić ją bodźcami słuchowymi, węchowymi i wszystkimi, które tylko do niego docierały, ale... Nie chciał. Chciał usłyszeć ciepły głos Hettie, pragnął wsłuchiwać się w delikatną barwę, która przypominała mu ciepło promieni słonecznych w lecie. Ponadto włosy Skowronka pachniały jabłkiem. Dorodnym, świeżym jabłkiem o delikatnej strukturze, z wypustkami w niektórych miejscach. Aktualnie przytulał się do jabłka z całych sił, starając się przylgnąć każdym centymetrem ciała do jej chudej sylwetki, starając się zdobyć jak najwięcej bliskości, a zarazem ciepła, które było mu potrzebne.
-Opowiedz mi jakąkolwiek bajkę. Albo opowiedz mi to, co robiłaś przez dzisiejszy dzień. Nie ważne, że dokładnie wiem o której wstałaś i co działo się podczas kolejnych godzin w baraku, ale... Mów do mnie. Lubię twój głos.- Mamrotał cichutko, tak jak Hettie mu kazała. Wreszcie zamykając oczy, całkowicie uspokajając się, jakby blisko ciała Skowronka było dla niego antidotum na wszelkie zło tego świata.
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-09-02, 17:32   
   Multikonta: Nico


Definicje i ramy człowieczeństwa nieco się zmieniły. Dlatego właśnie ludzie przymykali oko na to, co strażnicy robili dzieciom, uznając ich nawet za obrońców ojczyzny. To jednak nie czyniło z nich bohaterów, a sprawiało, że byli jeszcze bardziej rozgoryczeni. Hettie miała wrażenie, że z każde kolejne uderzenie serca strażnika przepełnia go jeszcze większą nienawiścią do dzieci, z powodu których tutaj był. Może ktoś kiedyś przekazał im plan polegający na cichym zabiciu wszystkich dzieci i obiecał, że wtedy wrócą do domu... udało się z pomarańczowymi i żółtymi, reszta jednak nie dostarczała tak łatwo pretekstów do atakowania ich.
- Nie mam pojęcia. To ty jesteś tym mądrym - zaśmiała się nawet cicho, wsuwając palce w jego włosy. Uwielbiała mieć go tak blisko siebie, bo miała wtedy pewność, że nic mu nie jest. Był dla niej jak młodszy brat, kochała go całym sercem i gdyby tylko ktokolwiek zrobił mu krzywdę, Hettie usmażyłaby mózgi wszystkich ludzi w obozie. Nawet wtedy nie miałaby jednak poczucia sprawiedliwości. - Pójdziemy na plażę. Jeśli kiedyś nas stąd wypuszczą to pójdziemy prosto na plażę i będziemy tam siedzieć cały dzień - obiecała, szepcząc prawie prosto do jego ucha. Nie było łatwo porozumiewać się i jednocześnie zachowywać przy tym prawie całkowitą ciszę. Oczywiście ona i Koya mieli swoje własne sposoby, ale Henrietta nigdy nie zastanawiała się, czy w głowie osoby, do której się zwraca, jej głos brzmi tak samo, jak w chwili, gdy coś mówi. Kiedyś, gdy będzie im już ciepło i nie będą mieli co robić na pewno poprosi Koyę, żeby jej o tym opowiedział. Chłopak miał niezwykłą łatwość w opisywaniu rzeczy, Helverston uwielbiała go wtedy słuchać.
- Dobrze, dobrze, spokojnie - przykryła jego usta na sekundę dłonią, by po chwili ponownie ułożyć ją na jego plecach i delikatnie je głaskać. Chciała mieć pewność, że jest mu ciepło, a nie widziała innych sposobów na to, go rozgrzać. Nie mogła przynieść mu ciepłego napoju czy kolejnej kołdry, bez zrywania jej z kolejnego dziecka, które też marzło. Miała serce. - Opowiem Ci, co będziemy robić na plaży, jak już tam pójdziemy - stwierdziła po chwili, przygarniając go nieco bliżej. Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy, próbując sobie przypomnieć, jak to było wtedy, gdy jako dziecko chodziła na palże z rodzicami. - Na pewno będzie bardzo ciepły. To będzie najgorętszy dzień lata, więc mam nadzieję, że masz ładny kapelusz i okulary przeciwsłoneczne - nie wiedziała, czy ktoś im się przysłuchuje. Miała jednak nadzieję, że jeśli jakieś dziecko usłyszy jej opowieść o ciepłym dniu na plaży, zrobi mu się chociaż odrobinę cieplej. - Pójdziemy tam rano, ale nie wcześnie rano, żeby się wyspać. Będziemy mieli koszyk z samymi smakołykami, z wszystkim tym co lubisz i co ja lubię. Znajdziemy miejsce blisko wody, rozłożymy tam koc i obowiązkowo nasmarujemy się kremami. Nic nie będzie nas ograniczać - obiecała, podsuwając Koi obraz plaży, na której spędzała wakacje z rodzicami. Chciała, by to poczuł i by naprawdę miał wrażenie, że spędza czas na plaży z Hettie przy swoim boku.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-02, 21:29   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu


Ramy człowieczeństwa a w zasadzie ich... Brak. Ciągłe użeranie się z młodymi, niedoświadczonymi mutantami sprawiało, że z każdym kolejnym dniem strażnik miał coraz bardziej dość. Pewnie też chciał wrócić do normalności, a nie rozbijać głowę kolejnemu dzieciakowi, który podpalił komuś brwi. No, chyba, że trafiło się na jakiegoś sadystę, który lubował się w zadawaniu innym bólu.
-Tylko o koalach nie wiem zbyt wiele... Wiem tylko tyle, że konie się bardzo boją wody. Albo jakiejkolwiek powierzchni, która odbija promienie słoneczne. W książce było napisane, że widzą je jako dziurę. I boją się w nią wpaść.- Wyjaśnił pospiesznie. Może nawet za bardzo pospiesznie, bo słowa wydawały się skleić w całość. -Trochę jak ja. Też się czasami boję postawić kolejny krok, bo mam wrażenie, że jeszcze jeden i wreszcie stracę grunt pod nogami.- Znowu się rozgadał, na szczęście dziewczyna doskonale wiedziała jak uciszyć upierdliwe przemówienia zielonego.
Kiedy Hettie położyła rękę na jego ustach, spomiędzy jej palców próbowały wyrwać się jeszcze kolejne słowa, ale rozpłynęły się wraz z usłyszeniem dźwięku słodkiego głosu dziewczęcia. Koya zamarł w bezruchu, nawet przestał na moment oddychać- tylko dlatego, by wsłuchać się we wspaniałe opowiadanie, na które czekał cały dzień.
Kiwnął parę razy głową na znak, że rozumie, że już będzie cicho i ułożył głowę na poduszce wygodniej- nawet przesunął się jeszcze bardziej na brzeg, by pomarańczowa również mogła skorzystać z twardego jaśka.
Czując dłonie, okalające drżące ciałko, wtulił głowę w jej klatkę piersiową, chowając nos gdzieś w materiał pomarańczowego uniformu i nadal nie otwierając ocząt, kiwał co chwilę łepetyną, jakoby tym chciał przekazać, że wszystko rozumie. Z każdą kolejną chwilą zaciskał dłonie na jej plecach coraz bardziej, ekscytując się jej opowiadaniem tak mocno, jakby naprawdę się teraz tam przeniósł.
-Z czekoladą, prawda? Weźmiemy czekoladę. I budyń. Ale nie ten z obozu, tylko ten dobry.- Wtrącił się jej wreszcie, bo nie wytrzymał. Nie było jednak pewności, że Hettie usłyszała jego słowa, gdyż zostały stłumione pod grubą warstwą kołdry, koca oraz jej pomarańczowej góry od nocnego ubioru. -I będziemy tam tylko we dwójkę.- Dodał cicho, niby do niej, niby do siebie, wtulając się głową jeszcze mocniej w jej klatkę piersiową.
Całkowicie się uspokoił. Wsłuchiwał w miarowy oddech Helverston, wyłapywał każde przełknięcie śliny, każde oblizanie suchych warg.
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-09-02, 21:48   
   Multikonta: Nico


Nikt nie był z tej sytuacji zadowolony. Tak naprawdę wystarczyłoby jedynie, żeby strażnicy byli ludźmi dla dzieci, a dzieci ludźmi dla strażników. Gdyby starsi nie wymigiwali ciągle bronią, a dzieciaki nie urządzały sobie z dorosłych zabaw, mieszając im w głowach czy unosząc ich rzeczy na ogromne wysokości - nikt by się ich nie bał. Przynajmniej taką nadzieję miała Helverston, która nigdy nie chciała nikogo skrzywdzić i liczyła, że fakt, iż nie jest krzywdzona, to pokłosie takiego działania, a nie wynik strachu, którym napawała strażników. Jak jednak mogła liczyć na ich zrozumienie, skoro nawet jej rówieśnicy odwracali wzrok i uciekali od niej jak najdalej. Właściwie nikt oprócz Koyi nie akceptował jej takiej, jaką była. Jemu jednemu nie musiała obiecywać, że nie namiesza mu w głowie i nie będzie przeglądać jego myśli. Co jakiś czas podsuwała mu tylko obrazy tego, co widziała, z nadzieją, że to da mu chociaż trochę świadomości o tym, jaki jest świat wokoło. Dopóki nie pojawiła się w obozie i nie zaczęła spełniać roli oczu, młodszego chłopaka, nie była nawet pewna, czy wie, jak wyglądają obozowe uniformy i jak paskudny jest ich kolor, niezależnie od grupy.
- Douczymy się. Na pewno ktoś wie coś o koalach - zapewniła, gładząc uspokajająco jego policzek. Miała wrażenie, że Koya kiedyś rozsypie się pod jej palcami. Że ktoś albo coś połamie jego kruche ciało i zniszczy tę iskierkę radości, którą była jego osoba. Miała wrażenie, że gdy zielonego nie będzie, jej serce stanie się jedną, wielką, ciemną dziurą, której nikt nie będzie umiał zapełnić. Nie chodziło o to, że Aki był w jakiś sposób uzależniony od jej oczu, zdolności czy pomocy. To Hettie była uzależniona od jego obecności. - Ale to wszystko masz o tutaj - uderzyła palcem w jego skroń, ze wszystkich sił starając się zablokować obrazy, które próbowały napłynąć do jej głowy, gdy tylko go dotykała. Nie miała zamiaru zaglądać w myśli Koyi, nie chciała wiedzieć, jakie sekrety skrywa. Szanowała jego prywatność tak samo, jak szanowała prywatność każdego innego człowieka na ziemi. - Tak samo konie. Przecież konie chodzą po wodzie, a ty chodzisz po ziemi - zauważyła. W końcu w filmach nie raz widziała, jak konie przebiegają przez wodę i codziennie doświadczała tego, że Koya umie się poruszać po świecie. Widziała, jak przesuwa palcami po ścianie, by znaleźć jej koniec i jak odlicza kroki, które dzielą stołówkę o baraku zielonych. Sama znała już te liczby na pamięć, bo nawet gdy prowadziła go pod rękę, liczyła je głośno, by chłopak nie czuł dyskomfortu.
- To będzie najlepszy budyń świata. I zjemy ciepłe naleśniki z płynącą czekoladą - obiecała. Zastanawiała się, co jeszcze mogłaby dodać do tej wizji, by wprowadzić jeszcze trochę ciepła do tego zimnego baraku. - Woda też będzie ciepła, a my będziemy pływać po niej na materacu. Z góry będzie świeciło na nas słońce, ale nie takie uciążliwe i meczące, ale to przyjemne, które rozgrzewa - westchnęła błogo, po chwili uświadamiając sobie, że to nie ma miejsca. Byli w obozie, w baraku i leżeli w swoich objęciach pod grubymi kołdrami tylko po to, by zachować chociaż odrobinę ciepła. - Będę ci czytała jakąś książkę, jaką tylko wybierzesz, ale bohaterzy dość szybko zaczną nas denerwować, więc po prostu będziemy siedzieć na materacu, mocząc nogi w wodzie i rozmawiając o tym, jak śmiesznie było leżeć razem w baraku pod kołdrą - oparła głowę na kawałku poduszki, którą udostępnił jaj chłopak i naciągnęła mu kołdrę odrobinę wyżej. Oparła brodę na czubku jego głowy i po prostu wpatrywała się w ciemność, marząc o tym, by to, co się dzieje, okazało się jedynie złym snem.- Wesołych świąy, koalo - wymamrotała, ze wszystkich sił starając się powstrzymać łzy, które napływały jej do oczu. Bała się, że mogłyby zamarznąć na jej policzkach.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-06, 19:45   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu


A co myślał o tym wszystkim Koya? W zasadzie... Ciężko było go czasami zrozumieć. Naprawdę nie miał za złe strażnikom, że zachowywali się tak, a nie inaczej. Kminiąc swoim zielonym umysłem, analizując ich dialogi pomiędzy sobą, mógł samodzielnie stwierdzić, że robili to wszystko ze strachu. Cholernie bali się młodych, cholernie bali się o siebie i działali we własnej obronie, przy okazji chroniąc Amerykę. Z drugiej jednak strony nie mógł pojąć dlaczego właśnie w ten sposób próbowali oddzielić dzieciaki grubym murem. Przecież były też inne sposoby na rozwiązanie konfliktu, prawda? Można to było załatwić z uśmiechem na ustach, spokojną rozmową, ewentualnie wieloma miesiącami sumiennej, dokładnie zaplanowanej terapii, dzięki której każde dziecko mogłoby oswoić się ze swoją mocą. Najwidoczniej nie mieli tyle czasu, by odłożyć bronie w kąt i postarać się powoli budować zaufanie.
A zaufanie było we wszystkim najważniejsze, czyż nie, Hettie?
Kiwnął głową zaraz po usłyszeniu informacji dotyczącej koali. Jakoś tak już nie miał siły czegokolwiek mówić, zwłaszcza, że był na samej granicy krainy snów a rzeczywistości. Jego oddech uspokoił się, oczy zostały zamknięte, a wargi delikatnie rozchylone. Drzemał, choć nadal jej uważnie słuchał, a mózg przyjmował wszystkie bodźce ze świata zewnętrznego i dokładnie je przetwarzał.
Przebudził się nagle i zmarszczył nosek, gdy stuknęła go w czoło. Nawet się szerzej uśmiechnął, choć wyraz twarzy miał błogi i niezbyt ogarniający.
- A chciałbym latać, wiesz? - tak, to był znak, że czas zakończyć rozmowy dotyczące plaży, promieni słonecznych i innych przyjemności, bo Koya zaczyna gadać głupoty, wyssane z palca.
Kolejna wizja przebywania w ciepłym miejscu tak głęboko wydrążyła tunel w jego umyśle, że w pół śpiący chłopiec naprawdę uwierzył, że tam się aktualnie znajduje.
- Gdzie zostawiłaś książkę? Chciałem się przekonać, czy kolejna strona będzie równie beznadziejna co ta poprzednia... - brednie, mruczane prosto w pomarańczowy dres przyjaciółki, w którym już całkowicie schował głowę.
- Wesołych świąt, Skowronku... - mruknął zaraz po niej. -To najweselsze święta w całym moim życiu, bo mam ciebie i spędzamy je na plaży.
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Hettie Helverston


Wysłany: 2018-09-06, 19:59   
   Multikonta: Nico


Nietolerancja wiązała się ze strachem, a ten, jako jedna z najbardziej pierwotnych emocji, wyzwalał w ludziach prymitywne odruchy. Słowa zostały zastępowane przez czyny, a myślenie, przez siłę, której strażnicy używali wobec dzieci. A wystarczyło tak nie wiele. Nie wszyscy byli zbuntowanymi nastolatkami, które dla zabawy podpalały ludziom ubrania. Hettie na pewno nie należała do takich dzieciaków i już sam fakt, że pokornie spędziła kilka lat w piwnicy, czując, że rodzice się jej boją... już samo to świadczyło o tym, jak dobrym dzieckiem była. Ona chciała po prostu żyć i pomóc w tym życiu innym. Ciężko było jednak pomagać ludziom, którzy zamiast przyjąć jej pomoc woleli na nią napluć i próbowali zrobić wszystko, by wdeptać ją w ziemię i uczynić z niej wrak człowieka.
Hettie z czułym uśmiechem na ustach patrzyła, jak jej mały przyjaciel zasypia. Wiedziała, że nagle magicznie nie zrobiło się mu cieplej, a za oknem nie wstała wiosna, ale miała poczucie, że zrobiła coś dobrego. Wydawało się jej, że Koya już nie drży tak, jak wcześniej, a i jej samej było odrobinę cieplej. Mimo tego przysunęła się do niego nieco bliżej, wciskając swoje skostniałe dłonie pomiędzy ich ciała, by chociaż trochę je ogrzać. Zastanawiała się, jak to możliwe, że jeszcze ich nie odmroziła. - Może kiedyś pojawi się jakiś PSI, który będzie umiał latać - nie chciała tego. Nie chciała by dzieci odkrywały coraz to nowsze umiejętności, które sprowadzą ich do miejsc takich, jak to. Miała poczucie, że nowi odmieńcy mieliby w życiu jeszcze gorzej, niż mają oni.
Zaniepokoiły ją pytania zadawane przez zielonego. Gdzieś z tyłu głowy miała świadomość tego, że może to tylko dziecięce marzenia. Dawno już jednak porzuciła bycie optymistką i teraz jedynie się bała. W tej chwili obawiała się, że Koyi coś jest i dlatego zaczyna bredzić. - Koya - wyszeptała jego imię, delikatnie potrącając jego ramieniem. Korciło ją, by wślizgnąć się do jego umysłu i tam sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Wiedziała jednak, że nie może tego zrobić, bo zielony jej ufa, a ona nie może tego zaufania nadużyć.- Czy jest Ci ciepło? Pokaż mi ręce - poprosiła, odnajdując pod kołdrą dłonie przyjaciela. Przyłożyła jedną z nich do swojego policzka, by poczuć ich prawdziwą temperaturę. Nie wiedziała, jak ma to wszystko interpretować i czy naprawdę ma czym się martwić.
 
 
Koya Aki


Wysłany: 2018-09-09, 13:14   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo & Villemo
   GG/DC: 7661895/ czasem#3954
   Mów mi: Pluszu


Była pomarańczową - jedną z najgroźniejszych. Strażnicy, widząc dres w takim kolorze, automatycznie prostowali się i chwytali emitery szumu, by w gotowości nacisnąć odpowiedni guzik i sprawić, że obezwładnią dziewczę. A Koya? Koya nie zdawał sobie sprawy z wielkiej mocy, jaka drzemała w Hettie. Owszem, wiedział, że dziewczę potrafi czytać w myślach, przekazywać swoje obrazy do jego głowy, a zarazem... Mieszać we wspomnieniach, kasując je czy sprawiając, że zmodyfikują się pod jej dyktando. Jeden nieuważny ruch i Hettie mogła wykasować wszystko, co znajdowało się w głowie zielonego, prawda? Mimo tego lgnął do niej niczym ćma do światła, nie wyobrażając sobie bez jej bliskości życia. Był od niej uzależniony.
- Niebiescy... Niebiescy potrafią latać - sapnął jeszcze, poruszając przy tym głową, jakby chciał odszukać brakujące informacje w swoim umyśle i znów zacząć gadać na temat mocy PSI, ich szczegółowej charakterystyki i wszystkich tych magicznych rzeczach, ale nie dał już rady.
Musiałaś mu wybaczyć, Skowronku.
Gdyby Hettie weszła do jego umysłu, odczułaby, że Koya... Zasnął. A w zasadzie śnił w połowie, bo docierały do niego słowa pomarańczowej, ale z drugiej strony organizm był tak wyczerpany i tak spragniony miłych wizji, że musiał przenieść się w odległą krainę snów, chcąc odpędzić od siebie chłodną rzeczywistość.
Nie zareagował na jej słowa, nie podniósł ręki w górę, jedynie wtulił się jeszcze bardziej (dało się?) w jej ciało, wzdychając cicho, otwierając usta i całkowicie zasypiając.
Mruknął jeszcze coś niezrozumiałego pod nosem - równie dobrze mogło to być przypadkową wiązanką słów, ewentualnie kolejnym wyzwaniem, że to chyba jedne z najpiękniejszych świąt, jakie mógł sobie tylko wymarzyć.
_________________
Were you blinded by the light?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons