you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]


Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój #1
Autor Wiadomość
Administrator


Wysłany: 2018-05-27, 10:23   Pokój #1 [Cytuj]

DWUOSOBOWY POKÓJ

Pomieszczenia sypialne, podzielone na pół dla dwóch osób na kształt lustrzanego odbicia. Po obu stronach są ustawione symetrycznie łóżka, komódki oraz biurka z krzesłem. Pomiędzy obiema stronami widnieje okno z widokiem na otaczającą wyspę wodę i plaże. Pokoje są pomalowane w neutralnych, beżowych kolorach a podłoga wyłożona panelami. W każdym pokoju umieszczono emitery Białego Szumu.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-05, 18:47   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

    czerwiec

Przepraszam Cię, Jem. Chyba Cię kocham.- tak brzmiały pierwsze słowa naskrobane przez Villemo w swoim pamiętniku, który chowała w głębi swej szafki. Zazwyczaj przykrywała go stertą nut, które nie dały przejść przez ową żelazną blokadę. Czuła się... Bezpiecznie. Wylewała wszystkie swoje żale na papier, podczas gdy nikt inny nie potrafił jej wysłuchać. Nigdy nie zwierzała się swojemu tacie, nigdy nie pomyślała, by powiedzieć komukolwiek o swoich problemach. Po co, skoro miała papier? A papier nigdy się nie rumienił.
Podczas każdego kolejnego spotkania Villemo miała wrażenie, że chce Jem jeszcze więcej. Jeszcze bardziej, jeszcze bliżej i intensywniej. Było jej smutno, gdy dziewczę opuszczało ją bez szerokiego uśmiechu, rzucając zlepek beznamiętnych słów, układających się w "do zobaczenia". A może to było tylko zwykłe "cześć"? Jem w zasadzie bardzo rzadko się uśmiechała. A dokładniej- nie uśmiechała się w ogóle. Mimo tego była blisko Villemo, chciała z nią rozmawiać i panienka Cartwright nawet nie podejrzewała tego, że O'Mara pcha ich relację do przodu tylko po to, by mieć korzyści. W końcu stary Cartwright był SSP. A w dzisiejszych czasach trzeba było się umieć... Ustawić.
Czujesz to samo co ja? Bo mimo wszystkich wzruszeń ramionami, mimo wywracania oczami wciąż Cię pragnę.
Villemo była nachalna. Wykorzystywała każdy moment pobytu z Jem. Trochę egoistyczne, co? Karmiła się jej obecnością, obserwowała z daleka i wykorzystywała swoje wyostrzone zmysły tylko po to, by móc poznawać ją z daleka. By po pewnym czasie, gdy dostanie dostęp aby dotknąć skóry, znać ją już na pamięć.
Jeżeli będziemy się spotykać dokładnie o czternastej, ja będę czuła ścisk w brzuchu już o dwunastej, czekając na Twoje nadejście.
Zaproszenia do pokoju Villemo były na porządku dziennym. Dziewczę nie miało w nim do zaoferowania wielu atrakcji, aczkolwiek z całych sił próbowało przypodobać się Jem stosując przeróżne techniki dotarcia do jej serca. Cartwright usłyszała, że Jem zechciałaby mieć uczesane włosy w warkocz? Och, nie musiała to być prawda- Villemo i tak spędziła całą noc na studiowaniu książek o nowoczesnych fryzurach, by móc wykonać jedną z nich na drugi dzień na Jem. Sukienki? Pewnie, miała ich wiele. Mogła je oddać wszystkie, byle tylko spędzić choć jedną dłuższą chwilę...
Ubrana w zieloną, zwiewną bluzkę i spódniczkę do kompletu, która sięgała przed kolano, stała na środku pokoju z dłońmi złożonymi na klatce piersiowej. Stała i nasłuchiwała czy Jem już idzie, czy może jeszcze nie. Zegarek wskazywał 13:59. Miała jeszcze minutę.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-05, 22:35   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Zwinięty Tekst:



Chociaż Jem była w tym przedziwnym ośrodku już od trzech miesięcy, to jej ubiór wciąż łudząco przypominał ten narzucany im w obozie. Starych nawyków ciężko było się wyzbyć, a Jem odkryła, że najlepiej czuje się w kolorach zbliżonych do pomarańczowego oraz w ubraniach swoją strukturą najbardziej przypominające dresy. Dlatego do pokoju Villemo przyszła w za dużym, żółtym swetrze i luźnych, jasnych jeansach, które musiała związać paskiem, żeby jej nie spadały.
Wciąż była chuda, chociaż tutaj wcale nie było to takie proste. Lekarze niemal od razu zauważyli, że z jej wagą jest coś nie w porządku, za co obwiniali oczywiście jakość jedzenia z obozu. Jednak, gdy po miesiącu pysznych i dobrych jakościowo posiłków Omegi, Jem dalej nie przytyła, to zaczęli szukać przyczyny gdzieś indziej. Jem zirytowana taką ilością uwagi zaczęła jeść względnie normalnie jedynie po to, żeby się od niej odczepili. Wciąż nie uzyskała satysfakcjonującej ich wagi, jednak docierała tam.
Dotarła też pod drzwi Villemo i bez pukania weszła do środka, zamykając je za sobą. Jej spojrzenie od razu powędrowało w stronę dziewczyny, która stała na środku pokoju czekając na pomarańczową niczym wierny pies. Jem zmrużyła oczy i westchnęła. Villemo była taka... łatwa. Wprawdzie Jem się jej nie dziwiła. Tyle lat zamknięta na wyspie łaknęła towarzystwa rówieśników, szczególnie już takich, którzy byli dla niej nowością. Zieloni mieli wrodzoną (lub podarowaną im przez OMNI) potrzebę ciągłego poszerzania swojej wiedzy i horyzontów, a Jem chyba była jedynym sposobem, w który Villemo mogła to zrobić. A taką przynajmniej teorię wysnuła dziewczyna w odmętach własnego umysłu.
- Nie spóźniłam się - powiedziała w obronie, chociaż była już czternasta zero dwie, jednak Jem nie mogła tego wiedzieć. Nie miała zegarka. Zresztą nawet gdyby go miała, to nie gwarantowałoby to, że potrafiłaby odczytać godzinę. Cyfry wprawdzie były Jem znane, jednak czasami onieśmielały ją równie mocno co litery.
Postanowiła, że nie będzie stać tak na środku pokoju jak słup soli i przysiadła na krańcu łóżka. Pokój Villemo nie był jej obcy. Spędziła w nim przez ostatnie miesiące znacznie więcej czasu niż powinna. Zielona zdawała się jednak cieszyć obecnością Jem z powodów jej całkowicie nieznanych, a Jem dzięki temu dostawała status "przyjaciółki córki SSP", co dawało jej delikatnie większą swobodę oraz względne poczucie bezpieczeństwa. Z pewnością nowa znajomość okazała się przydatna, gdy w grę wchodził Joy i jego zdolność do wpadania w tarapaty.
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-06, 06:55   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

To wszystko było takie dziwne. Dzieci próbowały uciekać od obozowego piekła na ziemi, a z drugiej strony nie mogły się od niego uwolnić. Część z lat rehabilitacji już na zawsze zostanie w ich sercach. I choć będą starały się to wyplenić, walczyć i pozbyć się jak najszybciej to... Nigdy nie odejdzie.
Villemo dniami rozmyślała co ma zrobić, by Jem wróciła do normy. Starała jej się przypodobać jak tylko mogła. Zajmowała się Joy'em, gdy Jem szła do toalety. Przynosiła jej słodycze, które dostała od ojca. W zasadzie dzieliła się z nią wszystkim, co tylko miała. Dzieliła się wszystkim tylko nie... Swoim umysłem, który dla pomarańczowej nadal pozostał zamknięty. Bała się. Cholernie bała się tego, co zrobi dziewczę, gdy dowie się o jej uczuciach. Nie przeżyłaby rozstania ze swoją nową przyjaciółką.
- To tylko dwie minuty, nie przejmuj się. - Rzekła od razu, gdy usłyszała głos Jem. W zasadzie powiedziałaby jej tak samo, gdyby spóźniła się piętnaście. Albo trzydzieści. A nawet godzinę.
Tak- czekałaby na nią jak ten wierny pies. Zapatrzony w swojego pana, czekający na jedno słowo, by wykonać każdą prośbę. - Włosy ci urosły, wiesz? - Rzuciła od razu, gdy tylko pomarańczowa usiadła na jej łóżku. Villemo sama podeszła do niego parę kroków i również spoczęła, przesuwając się na sam środek, by spocząć po turecku. Dłonie ułożyła gdzieś na spódnicy, nie chcąc odkrywać zawartości spod zielonego materiału. Wpatrując się z szerokim uśmiechem w przyjaciółkę, przechyliła głowę na jedną stronę. - Mogę ci zrobić warkocza? - Zapytała, patrząc na nią wielkimi, błagalnymi oczętami. Jakakolwiek odmowa będzie dla niej niczym siarczysty policzek. - Tata ostatnio przyniósł mi gumki do włosów. Specjalnie znalazłam żółte i pomarańczowe. - Paplała, wskazując dłonią na stolik, na którym leżał podarunek od ojca. Tak, Villemo wyłapała fakt, że Jem najczęściej chodzi w ciepłych kolorach.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-06, 18:52   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Odruchowo dotknęła swoich włosów. Zanim trafiła do omegi sięgały jej lekko za ramiona, w zależności jeszcze na które miejsce się dokładnie patrzyło, bo były one bardzo nierówno obcięte. Faktycznie trochę jej urosły - sięgały teraz do piersi, co wprawiało Jem w dziwne zakłopotanie. Dotykając swoich włosów przypominała sobie ile razy ktoś ją za nie ciągnął, żeby sprowadzić ją na poziom parteru czy siłą zmusić do wstania. Im dłuższe były jej włosy, tym gorzej dla niej.
Odwróciła się przodem do Villemo przez krótki moment patrząc na nią beznamiętnie.
- Naprawdę? - spytała podnosząc się z łóżka. W szybkich, dwóch krokach znalazła się przy biurku i chwyciła w dłoń nożyczki. Zanim Villemo zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, Jem ucięła pierwszy kosmyk włosów tak, aby był takiej samej długości jak przed przyjazdem tutaj. - Nie zauważyłam.
Nie chciała, żeby Villemo robiła jej warkocza. Nie lubiła, gdy ktoś dotykał jej włosów czy dotykał jej w ogóle. Joy był tutaj oczywiście wyjątkiem - tylko on mógł ją czesać, przytulać czy trzymać za rękę. Nawet w stosunku do Jesa nie była tak przychylna, chociaż tutaj nie chodziło o fakt, że mu nie ufa, a raczej o bolesne poczucie winy, które ją ogarniało za każdym razem, gdy na niego patrzyła. Villemo jednak lubiła ją dotykać - czasami niby niechcący, czasami już bardziej specjalnie. Jem zazwyczaj starała się na to nie reagować, co pewnie zielona mogła odczytywać jako przyzwolenie. Dzisiaj wyjątkowo nie mogła po prostu siedzieć i nic nie robić. Była dziwnie poddenerwowana, jakby gdzieś z tyłu głowy malowała się obawa - o kogo i dlaczego pozostawało tajemnicą. Było to jedno z tych... przeczuć. Może Joy po raz kolejny pakował się właśnie w kłopoty a jej zmysł klona krzyczał jak szalony?
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-06, 22:00   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Villemo doskonale pamiętała jak wyglądała Jem, kiedy po raz pierwszy ją ujrzała. Chuda, poobijana, z nierówno obciętymi włosami. Czasami przywoływała wizję drobnej O'Mary kiedy tylko brakowało jej widoku twarzy dziewczyny. Czyżby Cartwright wpadała w paranoję? A może właśnie tak działało silne zauroczenie, które Vill błędnie oceniała jako coś większego i głębszego?
- Jem, nie! - Wrzasnęła, ale nie zdążyła wstać z łóżka, gdy stało się... - Dlaczego to zrobiłaś? - Zapytała z wyraźnym wyrzutem i smutkiem w głosie, podchodząc do niej i wyrywając jej nożyczki z rąk, jeżeli nadal je w palcach trzymała. Tak na wszelki wypadek, by przypadkiem nie zechciała obciąć jeszcze więcej. - Miałaś piękne włosy. Zdrowe, długie... Dlaczego... Dlaczego to zrobiłaś? - Próbowała się dowiedzieć i w tym przypływie żalu do pomarańczowej, podeszła do niej zbyt blisko. I zrobiła coś, co Jem mogło się zdecydowanie nie spodobać.
Uniosła delikatną dłoń i chwyciła nią jeden z krótkich kosmyków, znajdujący się blisko idealnie zarysowanej żuchwy dziewczyny. Mimo złości w oczach, mimo próby doszukania się odpowiedzi na nurtujące pytanie, zrobiła to na tyle delikatnie, że Jem mogła się zdziwić.
Czy to nie było zupełnie coś innego, niż dotyk strażników? I zdecydowanie coś zupełnie innego niż dotyk Joy'a czy Jes'a. Czy to było przyjemne? A może równie mocno grzeszne, co wielkie łapy Dextera, na którego widok włosy na ciele stawały dęba?
- Lubię twoje włosy. - Mruknęła cicho, nadal bawiąc się niesfornym kosmykiem ciemnych pukli. Oczęta powędrowały w górę- ze swoich palców, przez brodę, prosty nos i wreszcie zatrzymały się na spojrzeniu jasnych ocząt Jem. Znała ten beznamiętny wzrok. Co noc łamał jej serce, gdy wtulała się w poduszkę.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-06, 22:28   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Zmarszczyła groźnie brwi, gdy Villemo zabrała jej nożyczki, jednak nie szarpała się o nie. Jeden niewłaściwy ruch i zielonej mogłoby się coś stać, a jej ojcu z pewnością by się to nie spodobało. W mgnieniu oka Jem mogła stracić wszystkie dojścia dla których się tak ostatnio poświęcała.
- To jesteś jedyna - odpowiedziała opryskliwie, co było chyba jedynym wytłumaczeniem na temat tego, co zrobiła jakie Villemo otrzyma.
Wzdrygnęła się pod wpływem jej dotyku i uciekła wzorkiem od jej oczu. Zatrzymała się na podłodze na której leżały teraz jej obcięte kosmyki. Zdaniem Jem wcale nie wyglądały na zdrowe. Były kruche i łamliwe, wyglądem aż krzyczały, żeby je dokarmić witaminami. Podobny komunikat ogłaszała skóra Jem - blada, ziemista, spod której wystawały kolorowe żyły jakby niczym nie były przykryte. "Zdrowa" nie było pierwszym czy nawet trzecim określeniem, które przychodziło do głowy, gdy ktoś myślał o Jem.
Złapała ją za nadgarstek, zatrzymując tą bezbożna zabawę jej włosami i spojrzała w oczy Villemo.
- Oddasz mi nożyczki, żebym mogła dokończyć czy sama chcesz to zrobić? - zapytała śmiertelnie poważnym tonem. Nie miała zamiar chodzić z jednym, krótkim pasmem podczas, gdy reszta włosów radośnie odstawała co najmniej pięć centymetrów.
Niemal już z nawyku weszła do jej głowy, a przynajmniej spróbowała. Jem szperała ludziom w głowach tak często, że w większości przypadków nawet o tym nie myślała. Była to dla niej równie naturalna czynność co zwyczajne słuchanie ich słów czy patrzenie na nich. Nawet przy Villemo zdarzało jej się zapomnieć, że dziewczyna może się przed nią obronić.
A może...
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-07, 13:35   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Znów sprawiała jej przykrość, ale... Zbyt się tym nie przejęła. Jedynie spuściła łepetynę, zakrywając blade czoło ciemnymi puklami długich włosów i westchnęła ciężko, nie chcąc się już do niej odzywać. A przynajmniej nie chcąc się odzywać na ten konkretny temat, bo długo bez otwierania buzi by nie wytrzymała.
Drgnęła, czując jak delikatna dłoń zaciska się na jej nadgarstku. Co powinna zrobić? Przerazić się, prawda? Spróbować wyswobodzić z uścisku, być złą, wydać z siebie krótkie polecenie puść. Co zamiast tego zrobiła Villemo? Rozluźniła dłoń, pozwalając, by Jem trzymała cały jej ciężar. Nadgarstek wygiął się w wyraźnej uległości, zupełnie tak, jakby sam z siebie chciał się dopasować do kształtu wnętrza ręki pomarańczowej.
- Usiądź. Obetnę je tak, by były równe. - Tym razem to ona spuściła wzrok i jeśli Jem wreszcie puściła jej nadgarstek, ruszyła w stronę swojego łóżka, by pokazać wolne miejsce. Musiała usiąść, by łatwiej było obcinać włosy, prawda?
Po raz kolejny westchnęła, wlepiając wzrok w twarz Jem.
A może...
Nie, tym razem nie mogła. Totalne zdekoncentrowanie sprawiło, że Jem po raz pierwszy bez problemu weszła do jej głowy. Odczytać mogła jedynie te powierzchowne informacje. Blokady zielonych były jednak zbyt skomplikowane, by Jem pozwoliła sobie na beztroską wędrówkę po każdym zakamarku umysłu Cartwright. Jedyne, co Jem odczytała, było głębokie, szczere zmartwienie tym, że dziewczę obcięło sobie włosy. Mogła również dojrzeć urywek sceny, podczas której Villemo kładzie dłonie na szczupłym gardle siedemnastolatki, a następnie sunie nimi wzdłuż ramion, zaciskając paznokcie na materiale bluzki.
I właśnie wtedy to do niej dotarło. Poczuła, że Jem wie zbyt dużo.
- Nie powinnaś. - Burknęła, wyraźnie zmieszana.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-07, 19:09   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Zanim zorientowała się co robi było już za późno. Zmartwienie Villemo wydawało się być dla Jem czymś naturalnym, jednak to, co przyszło później wyraźnie ją zaskoczyło. Ponieważ nie była do końca świadoma tego, że weszła do głowy zielonej to przez ułamek sekundy miała problemy z rozdzieleniem, na której płaszczyźnie się to rozgrywało - tej rzeczywistej czy to wszystko było jedynie w głowie zielonej. Czuła jakby dłonie Villemo faktycznie dotykały jej szyi a następnie zacisnęły się na materiale jej koszulki.
Wpatrywała się zaskoczona w zieloną, próbując pojąć sens tego, co przed chwilą zobaczyła. Villemo chciała ją udusić? Nie, nie było w tym geście przemocy czy wrogości. Był delikatny, intymny jakby... Chwilę jej zajęło pojęcie prawdziwych intencji dziewczyny.
- Och - wyrwało jej się z gardła zanim zdążyła się powstrzymać.
Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Wiedziała, że Villemo wręcz desperacko próbuje się z nią zaprzyjaźnić, jednak nie podejrzewała, że może chodzić tutaj o coś więcej. Przecież ona była dziewczyną i Jem też była... Jem nie jest taka. Jem przecież lubi chłopców. Znaczy się nie lubiła jeszcze żadnego, ale przecież kiedyś polubi, prawda? Bo kogo innego miałaby lubić.
Usiadła na łóżku w milczeniu wpatrując się w ścianę pokoju.
- Nie muszą być równe - wymruczała pod nosem.
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-07, 19:22   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Brak reakcji ze strony Jem sprawił, że Villemo totalnie spanikowała. Sama przestała w jakikolwiek sposób kontrolować to, o czym aktualnie myśli i to, w jaki sposób mogłaby zablokować przesyłanie informacji prosto do umysłu Jem. Zanim się zorientowała, było już za późno.
Wiadomym jest fakt, że jak o czymś straszliwie nie chce się myśleć, to myśli się o tym jeszcze bardziej intensywnie niż normalnie. Kolejne obrazy spłynęły na Jem gorącym strumieniem, który przelewał się pomiędzy dwiema sylwetkami, w spokoju siedzącymi na łóżku.
- Muszą. - Jedno słowo, które wydała zaraz przy wygodnym chwyceniu nożyc, aby śmiało wykonać nimi pierwszy ruch. Wypowiedziała to tak cicho, że Jem mogła tego nawet nie usłyszeć, zważając na to, że musiała skupić się na zupełnie czymś innym.
Przełknęła ślinę i chwyciła końcówkę włosów w wolną dłoń, by ciemne pukle spadły prosto do wnętrza ręki, a nie walały się po łóżku.
Zaraz, chwila... To w takim razie gdzie tak naprawdę były ręce Villemo? Przecież miała je na górze, beztrosko obcinała włosy, starając się opanować drżenie dłoni i wykonywać to wszystko z precyzją. Wydawałoby się, że płynęła po lokach Jem niczym po klawiszach, a jednak... Zeszła palcami niżej. Z ramion na łokcie, sunąc długimi palcami po kruchych rączkach Jem. Wykonała niemrawy ruch w górę i w dół, a zaraz później zatrzymała się na chwilę, by wsunąć je pod ramiona i zacisnąć paznokcie na talii.
Rzeczywistość czy tylko nieprzyzwoite myśli? Przecież w pokoju nadal dało się słyszeć pracę nożyczek, które śmiało obcinały włosy. Co było prawdą?
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-08, 22:21   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Jednocześnie czuła jak Villemo delikatnymi ruchami ciacha nożyczkami jej włosy i przesuwa dłonie po jej tali. Jednak jeśli Villemo nie miała czterech rąk, to coś tutaj było zdecydowanie nie w porządku. Pozornie Jem wiedziała co jest prawdą a co jedynie wytworem wyobraźni zielonej, jednak nie potrafiła całkowicie czy nawet częściowo ignorować tego co spływało do niej z umysłu koleżanki.
W jej własnej głowie myśli pędziły znacznie szybciej niż zazwyczaj. Próbowała zrozumieć dokładnie co się dzieje i co to oznacza. Villemo ją lubiła. Miała o niej takie myśli, jakie często widziała w głowach starych, obleśnych facetów czy napalonych do bólu nastolatków. Jednak nie było w nich nic... obleśnego. Nie były zachęcające, a przynajmniej z pozoru, jednak nie odrzucały jej w żaden sposób. Napawały ją czymś zupełnie nowym, czego nigdy wcześniej nie czuła.
Przygryzła wargę i przymknęła na chwilę oczy, próbując się skupić.
Powinna na to pójść? Jak daleko była gotowa zabrnąć w tą udawaną relację z Villemo dla własnych korzyści? Ale... czy tylko własnych? Czy to, co się właśnie dzieje nie jest ewidentnym dowodem, że dziewczyna wykorzystuje ją w tym samym stopniu, tylko z innych pobudek?
Nie protestowała w żaden sposób, właściwie niemal w ogóle nie reagowała, tym samym pozwalając dziewczynie na dalsze działanie. Poniekąd z ciekawości, trochę jednak też ze strachu co się stanie jeśli odmówi.
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-10, 16:52   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Myśli w głowie Villemo znacznie odbiegały od obrazów w głowach mężczyzn. Były... Delikatne. Pełne subtelności i sensualności. Pełne wdzięku, uroku i niemalże emanowały kobiecością. Racja, może większość z nich w tym momencie należała do nieprzyzwoitych, ale... Czy to na pewno było to samo, co w głowie strażników z obozu?
Skądże.
Villemo jej nie wykorzystywała. A przynajmniej nie tak to traktowała. Naprawdę chciała bliżej poznać Jem. I im więcej czasu ze sobą spędzały, tym Vill bardziej popadała w zauroczenie nową duszyczką. Pomarańczowa była w Omedze nowa, prawda? A to, co nowe, zawsze pociągało jakoś tak bardziej. Ponadto znacznie różniła się od innych. Było w niej coś, co przyciągało zieloną niczym ćmę do światła. Pijaną ćmę, lecącą na ślepo do ognia, by pod wpływem kontaktu z buntowniczym żywiołem, spłonąć żywcem.
Palce przez dłuższy czas zatrzymały się na talii. Kolejne cięcie brązowego pukla włosów przerwało głębokie westchnienie, które padło z delikatnie rozchylonych warg Villemo. Ciepłe powietrze buchnęło w kark Jem. Czy Cartwraight wcześniej nie była trochę dalej? Teraz niemalże stykała się klatką piersiową z jej plecami, choć nadal robiła to delikatnie.
Dłonie wreszcie schowały się pod pomarańczowy materiał swetra, unosząc go do góry. Zimne palce początkowo załaskotały delikatną skórę na biodrach, by później przesunąć się w górę. Błądziły zgrabnie po pępku, zatoczyły wokół niego okrąg, a później zagrały na żebrach niczym na pianinie. Tam zatrzymały się na dłużej. Łaskotało? Sprawiało, że ciało wyginało się to w jedną, to w drugą stronę? Kompozytor trzymający swoją muzę między palcami, próbujący ją oswoić z nieznanym dotykiem, na który reagowała tak gwałtownie.
Nie pomijając żadnego centymetra na jej ciele, wreszcie zatrzymała się na piersiach, co zaakcentowała kolejnym obcięciem włosów, stłumionym głośnym wdechem, rozrywającym klatkę piersiową.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-11, 20:12   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Potrafiła już w większym stopniu opanować to, co robiła ze swoimi mocami, świadomie rozdzielając myśli zielonej od prawdziwego świata. Wyszła nagle z głowy koleżanki, całkowicie blokując jej myśli i chociaż wymagało to ogromnego skupienia z jej strony, to wreszcie poczuła ulgę. Powietrze jakby się rozrzedziło, a jedyny kontakt fizyczny jaki miała z Villemo to jej klatka piersiowa delikatnie przyciśnięta do pleców Jem oraz dłonie zielonej tnące jej włosy.
Nic więcej.
Żadnych dłoni sprytnie ukrytych pod swetrem pomarańczowej. Już nie czuła obcego dotyku na swojej skórze, odzyskując skradzioną jej przestrzeń osobistą. Miała wrażenie, że dopiero teraz może oddychać, co okazało się prawdą, gdyż przez niemal cały ten czas wstrzymywała oddech.
Możesz już przestać – powiedziała całkowicie świadoma dwuznaczności swoich słów.
W milczeniu czekała, aż Villemo odłoży nożyczki, w międzyczasie podejmując już decyzję na temat tego, co się zaraz wydarzy. Nie mogła powiedzieć, że to przemyślała. Nie była zieloną, nie potrafiła przewidzieć każdego możliwego scenariusza tego, co się może w następstwie jej decyzji wydarzyć. Nie posiadała luksusu pełnej wiedzy czy zrozumienia w co się pakuje, jednak jedno było jasne – musiała chronić Joy'a. Teraz nawet nie tylko Joy'a, ale również Jesa, który również mógłby być dotknięty przez jej działania. Villemo była póki co bardzo pomocna w kwestii opieki nad braćmi, ale teraz stało się już jasne czego oczekiwała od Jem i co chciała z tej relacji wyciągnąć. Pomarańczowa mogła udawać, że nie wie, ale nie kupiłoby jej to dużo czasu.
Odwróciła się przodem do zielonej, a ze względu na ich poprzednie pozycje oznaczało to, że ich twarze były bardzo blisko siebie. Zbyt blisko, jak na gust Jem. Nie było to coś, z czym czuła się komfortowo – nic z tego nie było. Villemo jednak nie mogła tego wiedzieć. Z całej wiedzy, którą przewyższała Jem brakowało jej jednego – wiedzy na temat tego, co się dzieje w ludzkich umysłach.
Czuła się tak samo jak gdy musiała sprzedawać innych PSI do obozów. Ten sam ścisk w żołądku, te same myśli krążyły po jej głowie. Jem jednak w przeciągu ostatnich lat nauczyła się, że wyrzuty sumienia oraz kręgosłup moralny są przeżytkiem. Dlatego pochyliła się do przodu i dotknęła delikatnie usta Villemo, uprzednio rozchylając swoje.
W końcu tego właśnie chciała, prawda?
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-11, 20:26   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Słysząc polecenie, od razu przestała. Wręcz odrzuciła nożyczki w bok, nie zważając na to, że mogą spaść na podłogę.
Bo widzisz, Jem... W myślach można pozwolić sobie na więcej. W myślach można ułożyć najpiękniejsze scenariusze, w których jesteśmy perfekcyjni, bez skazy. W myślach możemy widzieć to, czego żałowalibyśmy zrobić w prawdziwym świecie. Albo to, czego okropnie się baliśmy ze względu na drugą osobę.
Początkowo zamarła. Czuła jak twarz Jem powoli przysuwa się do niej. Ogarnęło ją zaskoczenie. Naprawdę nie wiedziała co ma zrobić- po prostu trwała tak w jednym miejscu niczym kołek, wlepiając ciemne oczęta w jej tęczówki, a potem...
Jem ją pocałowała.
Usta Villemo zacisnęły się wyraźnie pod wpływem nacisku warg pomarańczowej, choć oczęta zamknęły się automatycznie, a głowa po sekundzie przechyliła w bok. Dopiero gdy do niej dotarło cóż takiego się stało, nieśmiało uniosła dłoń w górę, dotykając nią ramienia Jem, a następnie muskając palcami jej policzek. Usta delikatnie odwzajemniły pocałunek. I wcale nie były nachalne. Były wręcz... Onieśmielająco delikatne. Bała się. Cholernie bała się tego, że pomarańczowa jako pierwsza przerwie pocałunek, więc zrobiła to wcześniej, jeszcze zanim siedemnastolatka złamałaby jej serce.
Odsunęła się od niej nieznacznie, ale nadal trzymała dłoń na policzku. Wzięła parę głębszych oddechów, błądząc wzrokiem po jej twarzy. Nie rozumiała. Za cholerę nie rozumiała, chociaż była zieloną.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Zapytała w końcu cicho, przerywając ciszę.
Rumieniec na twarzy Villemo nadal widniał, kusząc czerwienią, rozpływającą się na czole, policzkach i nosie.
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-08-11, 21:09   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Jem nigdy wcześniej nikogo nie całowała, w szczególności już nie całowała nigdy żadnej dziewczyny, co dalej wydawało jej się dziwne i... nienaturalne. Tak naprawdę żaden pocałunek nie wydawał jej się przyjemny, a przynajmniej gdy patrzyła na niego z boku. Całowanie się z Villemo nie było jednak takie złe, jak mogłaby przypuszczać. Jej usta były miękkie, a oddech pachnął miętą, w dodatku dotyk jej palców przyjemnie łaskotał ją po policzku.
Była lekko zaskoczona, gdy to Villemo się pierwsza od niej odsunęła, jednak przyjęła to z lekką ulgą. Nie wiedziała jednak jak dalej ma to pociągnąć. Cieszyła się, że zielonej nie przyszło do głowy wprowadzenie swoich fantazji w życie, bo Jem musiałaby szukać wtedy wiarygodnej wymówki, dlatego musi nagle wracać do swojego pokoju. Zamiast tego miała przed sobą inny dylemat – dlaczego to zrobiła? Żeby chronić braci, żeby chronić siebie, żeby dalej ciągnąć tą szaradę, bo zaszła już za daleko by móc się teraz wycofać.
A nie tego właśnie chciałaś? – zapytała pozwalając sobie na moment szczerości. Szybko jednak wróciła do poprzedniej postawy, która wymagała z jej strony naginania prawdy oraz własnych uczuć. – Bo ja chciałam.
Kłamstwo.
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Villemo Cartwright


Wysłany: 2018-08-11, 21:39   
   Multikonta: Cheo & Nemo & Echo & Milo
[Cytuj]

Villemo całowała się z paroma osobami, ale tylko... Mężczyznami. I to z przymusu. Robiła to tak samo jak Jem w tej właśnie chwili, tylko różnica była taka, że Cartwright nie czuła ŻADNEJ przyjemności. Było jej to obojętne. Usta mężczyzn były jakieś takie nienaturalne. Zbyt duże, zbyt nachalne. Ich dłonie zbyt silne, a w oczętach dało się dojrzeć tylko i wyłącznie jedno. A gdzie czas na delikatność? Gdzie czas na subtelność?
- Chciałam. - Rzekła zgodnie z prawdą, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Kiwnęła przy tym głową parę razy, biorąc głębszy wdech. Była tak zamroczona tym wszystkim, że zupełnie nie docierało do niej to, że... Jem może ją okłamywać. Z resztą trzeba było przyznać, że pomarańczowa była całkiem niezłą aktorką. Parę dobrych lat w obozie sprawiły, że bez problemu mogła grać na uczuciach innych.
Tak, tym razem nie ty, Villemo, będziesz kompozytorem. Role się odwróciły. Pocałunek był niczym przysięga, że Vill zrobi dla Jem wszystko. Mogłaby wskoczyć za nią w ogień albo nawet wejść w niego tak po prostu, gdyby dziewczę tylko o to poprosiło.
- Chciałaś? - Zamrugała parokrotnie, odklejając palce od jej policzka, by tym razem zatrzymać je na brodzie i ująć. Kciukiem dotknęła dolnej wargi pomarańczowej. - Naprawdę chciałaś... - Powtórzyła jakby do siebie, w niedowie
_________________
    i bloom just for you
 
 
Jem O'Mara


Wysłany: 2018-09-06, 21:49   
   Multikonta: alannah, daniel, rina, birdie
   GG/DC: for fork sake#4969
   Mów mi: toście
[Cytuj]

Czuła się źle z twarzą zielonej tak blisko jej własnej. Miała wrażenie, że jej bezpieczna przestrzeń została poważnie naruszona, co łamało jedną z podstawowych zasad przetrwania według Jem. W obozie, jeśli pozwoliłeś sobie na jej naruszanie, to bardzo szybko kończyło się to... tragicznie. Jedynie Joy był mile widziany tak blisko pomarańczowej. Teraz jednak sytuacja była trochę inna – to Jem była oprawcą, nie odwrotnie. To ona naruszyła czyjąś przestrzeń, tym samym jednak robiąc samej sobie krzywdę. Czy to właśnie ludzie mieli na myśli, gdy mówili, że przemoc rodzi przemoc?
Chwyciła dłoń Villemo i delikatnie ściągnęła ją ze swojej twarzy, jednak żeby dziewczyna nie pomyślała, że próbuje się jej pozbyć, to trzymała ich dłonie złączone w uścisku na kolanie zielonej.
Chciałam już od dłuższego czasu – skłamała. Wywnioskowała, że jest co coś, co Villemo chciałaby od niej w tym momencie usłyszeć. Jakiegoś zapewnienia, że jej marzenia faktycznie się spełniają, a nie są tylko okrutnym kłamstwem egoistycznej pomarańczowej. – Od kiedy pomogłaś Joy'owi... Joy!
Zerwała się natychmiast, jakby właśnie sobie o czymś przypomniała. Była to idealnie zainscenizowana scenka, aby móc z idealną wymówką wymknąć się z pokoju. Jej brat zawsze się do tego nadawał.
Jest już zbyt długo sam, muszę do niego wracać zanim sobie coś... – wymownie zakończyła wypowiedź dając wyobraźni Villemo miejsce na popis, szczególnie że znała Joy'a więc była świadoma tego, co chłopak może sobie bez nadzoru zrobić.

zt. x2
_________________


THIS IS MY FAMILY

This is my family. I found it all on my own. It's little, and broken, but still good. Yeah - still good. © signature by anaëlle.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons