you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach 23-27°C

Mamy czerwiec 2023 roku.

ogłoszenia
13-08
Nowy regulamin! [czytaj dalej]
18-08
Przenosiny! [czytaj dalej]

Znalezionych wyników: 12
Caledonia Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-05, 19:05   Temat: Old love never dies... Beginning
Gdybym tylko wiedziała. Gdybym mogła sobie zdać sprawę, z tego, co właśnie powiedziała. Zapewne odczułabym przyjemne ciepło, lecz tak się nie stało. Przecież nie słyszałam co powiedziała. Zresztą czy musiałam? Podświadomie każda z nas wiedziała co utraciła oraz co zyskała. Każda z nas zdawała się na swój sposób cierpieć, by na końcu pokochać swoje nowe życie. Było ono jednak nader ciekawe. Zwłaszcza teraz gdy byłyśmy wolne. Na swój sposób oczywiście. Przecież wysyłano nas na misje. Mniej lub bardziej trudne czy zagrażające naszemu życiu. Byłyśmy przecież tylko narzędziami. Ja natomiast byłam bronią.
Byłam na każde zawołanie. Pobierałam misje, jakie odrzuciły inne osoby i nadal żyje. Nawet, teraz gdy beztrosko moje ciało spoczywało na pryczy mogłam czuć każde zadanie na własnym ciele. Każda blizna przecież zbliżała mnie do śmierci. Ile jeszcze ich przyjmę, zanim zakończę swoje życie? Ile jeszcze zdołam uczynić? Niewidzialna miara odmierzała każdą chwilę. Tą dobra czy też złą. Ziarenka piasku przesypywały się z każdym dniem, lecz teraz chyba na nowo zacznę zastanawiać się, czy to wszystko ma sens... Przecież tak na dobrą sprawę kiedyś całkiem się zatracę i zapomnę jak, to jest być człowiekiem.
Zapewne śniłabym dalej, zatracając się w przemyśleniach gdyby nie gwałtowna pobudka, a raczej słowa połączone z dotykiem, jakie dotarły do moich uszu. Słowa nakazujące przerwać ten błogi stan.
-Już idę- Odpowiedziałam jedynie leniwym tonem głosu w chwili, gdy dotarło do mnie, że właśnie zgłoszono mnie na chińskiego ochotnika to pewnego zadania. Niestety posłańca nie mogłam zbesztać przez wzgląd, iż było, to dziecko. Chłopak bogu ducha winny. Jak wyglądał? Nie, nie wiem. Nie zarejestrowałam takiej drobnostki. Przecież miał on jedynie mnie znaleźć oraz poinformować o tym, że wyruszam dziś wieczorem, czyli za ile? Godzina, dwie a może więcej? Zagubiłam rachubę czasu przez wzgląd na towarzystwo, jakie miałam. Towarzystwo, jakiemu zapewne w niesmak będzie nasze pożegnanie dzisiejsze. Jednak jak, to mówiła pewna osoba, jaką poznałam tutaj. Zawsze żegnaj się tak jakbyś miała nie wrócić. Były to mądre słowo zważywszy na czasy, jakie nastały. Mimo wszystko niezbyt mi się śpieszyło. Nadal bowiem nie byłam sama. Nadal odczuwałam przyjemne ciepło oraz znajomy zapach. Cholera chyba z wolna zaczynam się uzależniać... Jednak czy to aby dobrze? Jak nic muszę się napić. Przemyśleć parę spraw jednak to wszystko zrobię, gdy wrócę. Jeśli wrócę.
-El?-Spytałam niepewnie. Jakoś tak dziwnie się czułam.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-02, 06:44   Temat: Old love never dies... Beginning
Realistka. Inaczej nazwać jej nie mogłam. Przecież od razu wiedziała, że nie ma możliwości, aby taka oaza powstała, a tym bardziej zdawała się nie chcieć brać udziału w tym drobnym planie, a szkoda. Czyżby bała się odrobiny poświęcenia?
Przecież, to na poświęceniu wszystko się opiera. Nasze życia oraz to, co udało się nam przeżyć do tego miejsca. Chwili w jakiej można pozwolić sobie na beztroskę oraz dziwne rozmowy. Niby o niczym. Niby dziecinne, lecz mimo najgłupszego sensu zdawały się one być czymś magicznym, a nawet nieść za sobą jakiś przekaz.
-Możesz być kim tylko chcesz - Proste umoralniające słowa. Wiele razy powtarzana w wielu sytuacjach. Jednak teraz gdy przyszło mi je po raz kolejny powtórzyć w mojej głowie rodziła się myśl. Niesforna, a zarazem taka dziecinna. Tym razem naprawdę ona może być kim tylko chce.... Jednak czy byłaby w stanie je tak samo odczytać? Zapewne nie. Nikt przecież o takich prostych słowach nie myśli tak zawile. Komplikacja moich myśli przecież była lepsza niż koryto rzeki czy nawet fale na morzu!
-Zastanawiałaś się kiedyś co nas w życiu ominęło?- W sumie mamy sporo lat. Ile? Tak naprawdę przestałam się zadręczać tą głupotą. Przecież tak na dobrą sprawę dni, miesiące, lata zlewały się w jeden wielki strumień trwający nieprzerwanie swoim dziwnym prawem aż dotąd. Szczerze powiedziawszy nigdy nie zastanawiałam się co tak naprawdę mnie ominęło. Czego mogłam dokonać, kogo poznać czy coś w tym stylu. Jednak teraz gdy na swój sposób mogłam pozwolić sobie na rozmyślanie...
-Jednak, z drugiej strony... nigdy bym Cię nie poznała.- Ostatnie słowa, jakie opuściły moje myśli oraz usta były skierowane bezpośrednio do niej, a możne do mnie? Tak naprawdę nie wiedziałam, czy powiedziałam je na głos, czy nie. Wszystko przecież robiło się takie rozmyte, aż do chwili, gdy nastała przyjemna błoga ciemność przeplatana z odczuwalnym ciepłem.
Zasnęłam?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-01, 19:05   Temat: Old love never dies... Beginning
Słuchałam jej odpowiedzi ze spokojem co chwila zamykając powieki. Stawały się one przecież takie ciężkie, a jej głos zdawał się być lepszy niż kołysanka śpiewana przez matkę. Uspokajał, a zarazem dawał poczucie spokoju oraz namiastkę domu. Zabawne jak czasem na pozór obca kobieta może wybudzić we mnie skrajne uczucia. Przecież tak na dobrą sprawę wcześniej znałam ją z widzenia. Później zmieniło się to w rozmowy aż do, teraz gdy na swój dziwny sposób stała mi się bliska, a zarazem taka daleka. Jednak czy oby na pewno?
Nie, nie miałam pewności. Przecież nie wyobrażałabym sobie kogoś całkiem obcego w ubraniu dość specyficznym, jakie to zdawało się uzupełniać moją wcześniejszą wizję. Była ona przyjemna. Nierealna, lecz na swój sposób przyjemna. Nawet, teraz gdy po raz kolejny zamykałam oczy wyobrażałam sobie jak, to może wyglądać czy raczej jak mogłoby być, gdyby nie cały ten bajzel nas otaczający.
Nagle jednak jej słowa wyrwały mnie z błogiego stanu.
-Niech się goni- Odparłam niechętnie podnosząc się do pozycji siedzącej tylko i wyłącznie po to, by nie robić jej niepotrzebnego kłopotu. Przecież wiadomym jest, jakie są dzieciaki, a tym bardziej faceci. Oni zawsze byli opóźnieni. Wieczne dzieci, które nawet jak dorosną, to myślą głównie fiutem. No ale cóż zrobić. Od dawna wiedziałam, że to właśnie kobiety powinny rządzić światem i może kiedyś stanę się taką piękną panią dyktatorką albo przynajmniej zrobię... Och tak to idealny pomysł!
-Mam pomysł!- Wypaliłam nagle jednocześnie jednym zwinnym ruchem przenosząc się na jej pryczę -Co byś zrobiła, jeśli zaproponowałabym Ci utworzenie nowego państwa?- Spytałam uśmiechając się przy tym w jej stronę, a w mych oczach zagościł dziwny blask. Przecież nie co dzień wpada się na pomysł utworzenia czegoś własnego, a skoro świat jest do pani, to czemu nie zrobić sobie własnego świata? Przecież tyle terenów się marnuje.
Jednak ona chyba nie chciała tego usłyszeć. Zapewne pragnęła czegoś innego. Tak myślałam analizując jej spojrzenie oraz zachowanie, jakie zdawało się odbiegać od normalnego. Jednak czy ktoś był tutaj normalny? Raczej nie. Przynajmniej nie ja. Tak, ta myśl towarzyszyła mi w chwili, gdy ponownie pozwoliłam by moje ciało opadło na pryczę, a wzrok na nowo utkwił w suficie czy czym tam chciał. Tak przecież było wygodniej. Nie musiałam analizować jej spojrzenia oraz sama mogłam pozwolić sobie na chwile wytchnienia. Była mi ona potrzebna. Od tego bajzlu, wydarzeń oraz zachowania. Tak przecież nie zachowują się żadne osoby, jakie znałam, a poznałam przecież wiele dzieciaków.
-Znajdziemy jakiś kawał ziemi bądź wyspę. Ustalimy prawo, granice a na końcu damy schronienie każdej istocie, jaka będzie jej potrzebować, a jeśli ktoś zechce nam zagrozić zetrzemy z powierzchni ziemi. Mamy przecież genetyczną przewagę czyż nie wspólniczko w zbrodni?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 20:16   Temat: Old love never dies... Beginning
Wątpliwość. W tej chwili właśnie miałam tak na imię. Naprawdę. Ilość sprzeczności, jaka się tliła w mojej głowie była na tyle wielka, że mogłabym obdarować pół ośrodka czy nawet kraju, a to i tak za wiele, jak na jedną osobę tym bardziej taką jak ja. Mimo wszystko musiałam się z tym wszystkim uporać sama. Nie miałam przecież przyjaciół ani rodziny. Nie miałam nikogo komu mogłabym się wypłakać. Zresztą ja już nie płaczę. Wyrosłam, z tego a co najważniejsze nie mogłam sobie pozwolić na tego typu słabości. Dlatego właśnie ją pocałowałam. Dlatego chciałam ją na swój sposób uciszyć by nie utrudniała mi już i tak trudnego zadania, jakim było poukładanie sobie w głowie całej tej sytuacji, jaka miała miejsce oraz moich własnych uczuć. Tak było łatwiej. Przynajmniej dla mnie. Podświadomie czułam, że jej również nie jest łatwo przez moje wahania nastrojów jednak cóż mogłam zrobić? To było jedyne słuszne wyjście. Tak przynajmniej mi się zdawało w tamtej chwili.
Potrzebowałam chwili dla siebie.
Na przemyślenie czy pozbieranie własnej szczęki z podłogi. Chwile tą dał mi nasz spacer powrotny do domu. Mijane twarze oraz pomieszczenia zdawały się zlewać w jeden wieli obraz przez który nie byłam wstanie określić dokąd idę. Zresztą było mi wszystko jedno. Mogłam wylądować w kostnicy, stołówce, jakimś poligonie czy innym cudownym miejscu
-Tego się nie spodziewałam- Przyznałam z rozbrajającą szczerością, gdy tylko dotarło do mnie gdzie mnie przyprowadziła. Zabawne. Z tych wielu pomieszczeń wybrała akurat to. Znajome łóżka oraz obskurny klimat. Jak nic nikt nie ma tutaj gustu skoro projektuje wszystko na jedno kopyto. Tak czy inaczej dzięki temu zasłużonemu projektantowi mogłam szybko odnaleźć się w pomieszczeniu, jakie przypominało i to, w jakim mnie ulokowano.
-Zależy, jaką wersje wybierzesz... - mogłam przecież kłamać, mówić prawdę albo ubarwić moją odpowiedź tak by oscylowała na granicy między prawdą a kłamstwem. A może tak naprawdę zawsze kłamałam? Byłam przecież jedną, z tych osób, z jakimi trzeba się liczyć bądź utrzymać dystans, lecz dla niej, a raczej przy niej zachowywałam się inaczej. Byłam na tyle szczera na ile mogłam, a zarazem ukrywałam, to czego nie powinna wiedzieć.
-Słuchaj.... wiesz może skąd mogę zdobyć kimono?- zadając to pytanie usiadłam bezczelnie na przeciw niej na pryczy należącej nie wiem do kogo i mało mnie, to obchodziło! Przecież nie mogę sobie pozwolić na powtórkę sprzed parunastu minut prawda? Tak czy inaczej, znowu starałam się zmienić temat, a raczej powrócić do tego sprzed tamtego incydentu, jaki miał miejsce.
Przez chwilę siedziałam na łóżku, lecz stan ten nie trwał długo, ponieważ moje lenistwo wzięło górę nad dobrym wychowaniem co zaowocowało opadnięciem ciała na przyjemny, lekko szorstki materiał, jakim była prycza. I tak oto wielka Veressa leżała na cudzym łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit czy tam inną pryczę. Leżała tak czekając na jakąkolwiek reakcję jednocześnie przy tym starając się jakoś poukładać swój świat.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 19:07   Temat: Old love never dies... Beginning
Z naszej dwójki tak naprawdę nikt nie wiedział jak ma interpretować to wszystko co miało miejsce w przeciągu tych paru minut. Jednak nie, to było teraz ważne. Przecież na nowo poczułam ciepło jej dłoni oraz delikatny uścisk, który to działał na mnie niczym magnez dzięki czemu również nieznacznie zacisnęłam dłoń na jej dłoni prowadząc ją w stronę miejsca jakie było naszym domem przynajmniej w tej chwili.
Kryjówka.
Schronienie, w jakim dano nam azyl po ucieczce. Jednak czy była ona stalą? Osobiście nie odczuwałam tak tego a wprost przeciwnie. Wiedziałam, że kiedyś odejdę stąd, a to wszystko pozostawię za sobą. Jednak czy jestem wstanie to zrobić teraz? Uporczywie poczęłam się nad tym zastanawiać ignorując zbliżający się koniec oraz odgłosy tak dobrze mi znane, a zarazem świadczące o tym, że nie jesteśmy same. Gdzieś w oddali dało słyszeć się śmiechy czy nawet krzyki dzieciaków. Były one jednak inne. Bez cienia strachu. Przecież tutaj tworzyliśmy jeden dom. Jedną rodzinę gwarantującą spokój i brak strachu? Zapewne tak miało być, lecz dobrze zdawałam sobie sprawę, że tu nie pasuje, a moje myśli na nowo wróciły do rozmyślań nad zmianami, jakie mnie czekają w najbliższym czasie.
Zmiany.
-Cicho dziecko- Odpowiedziałam na jej cały wywód jednocześnie zatrzymując się w miejscu jednocześnie dając jej znać aby się zatrzymała. Byłyśmy przecież jeszcze kawałek od wejścia. Niby powoli coraz to więcej ludzi nas otacza, a z drugiej na tyle mało, abym mogla pozwolić sobie na ten drobny ruch, który to miał zamknąć temat raz na zawsze. Ruchem tym oczywiście było szybkie przyciągniecie Eleny ręką oraz obdarowanie ją darem jakim mogłam w tej chwili. Darem tym oczywiście był pocałunek nijak niepasujący do tego co miał miejsce jeszcze chwilę temu. W ten przecież włożyłam całą niepewność mieszającą się z pewnością decyzji w owej chwili. Całe nieposkromione emocje tylko i wyłącznie po to, aby zakończyć ten temat.
Gdy w końcu zakończyłam pocałunki pozwoliłam sobie na delikatny uśmieszek pod nosem oraz krótkie stwierdzenie
-Nie spekuluj więcej- Tylko tyle. Nie lubię, gdy ludzie uważają, że wiedzą lepiej niż ja. Że znają moje myśli oraz pragnienia. Dlatego właśnie ucięłam ten temat i miałam nadzieje, że jasno odczyta ten pocałunek. Nie, nie powinna już zadręczać. Jednak co ze mną? Tak naprawdę grałam dobrą minę do złej gry. Przecież byłam tą twardą, pokazującą co myśli, lecz naprawdę nie umiałam pozbierać własnych myśli ani wtedy, ani w chwili, gdy nadal trzymając ją za rękę zaczęłam ją delikatnie ciągnąć w stronę kryjówki.
Chyba, tak było prościej. Na nowo zrobić, to, czego wymagają ode mnie. Obowiązek bądź rozkaz. Tak sobie, to tłumaczyłam powolnym krokiem zbliżając się do siedliska ludzkiego jakie informowało o swoim położeniu poprzez beztroskie dzieci. Przynajmniej te, które odżyły po wielkiej ucieczce. I szczerze miło było widzieć ich twarze. Wesołe, roześmiane, spokojne. Były one prawie takie same jak twarz mojej kompanki, którą to prowadził w dobrze jej znane miejsce...
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 17:42   Temat: Old love never dies... Beginning
Mogłam je powiedzieć wiele. Mogłam użyć słów mniej lub bardziej uznawanych za przyjemne jednak nie było mi dane się już odezwać. Co gorsza, nie mogłam sobie pozwolić już na nic nad czym miała bym kontrolę. Tą przecież straciłam w chwili, gdy nie zostałam zdzielona w twarz czy choćby odepchnięta, czy bogi jedne wiedzą co jeszcze mogło się wydarzyć lecz tak na dobrą sprawę nie wydarzyło się nic. Przynajmniej, z rzeczy jakie zakładałam w chwili gdy uczyniłam, to co uczyniłam.
Było za późno.
Smak jej ust mieszał się ze smakiem mojej krwi dając przy tym dość specyficzną mieszankę. Na swój sposób przyjemną lecz zarazem złowrogą. Byłam przecież teraz zupełnie kimś innym. Pewność siebie oraz zachowanie z jakiego słynęłam zdawało się odpłynąć gdzieś na tratwie dzięki czemu pozostałam na tych kilka chwil pod jej kontrolą co tamta wykorzystała obdarzając mnie pocałunkiem oraz kolejną dawką ciepła, jaka zagościła na mej twarzy. Ciepła dzięki, któremu mogłam na chwilę przebudzić się z letargu, w jaki mnie wprowadziła.
Przerwałam więc pocałunek. Jednocześnie nieznacznie odsuwając się od niej na tyle, aby nadal móc czuć ciepłotę dłoni na twarzy co przyznać muszę było naprawdę przyjemne. Wręcz za bardzo. Chyba naprawdę nie znam do końca samej siebie skoro takie drobne gesty potrafią tak oddziaływać na mnie, a co za tym idzie odsłaniają moje słabości.
Chciałam coś powiedzieć jednak nie wiedziałam co może być w tej chwili właściwe. Przeprosiny, milczenie, a może olanie całej sytuacji i życie dalej. Tak było by najlepiej prawda? Jak nic znowu się okłamuję jednocześnie wpatrując się na czerwień zapisaną na wargach Eleny. To była krew. Ciepła, przyjemna, spływająca ciecz, jaka przez przypadek znalazła się na innej osobie.
-Chyba jednak muszę Ci ją oddać- odezwałam się w końcu pijąc do kurtki jaka nadal spoczywała na mych barkach, a która to zdawała się być zbędna w tej chwili. Chłód jaki odczuwałam już dawno ustąpił miejsca adrenalinie, a ta zadbała o odpowiednie krążenie przy małej pomocy Eleny, co raczej będzie miłym wspomnieniem i tylko nim. Tak będzie lepiej. Dlatego właśnie pragnęłam jakoś wybrnąć z sytuacji, jaka nie miała mieć miejsca. Nie powinnam była jej całować, poddać się chwili oraz słabości, jaka narodziła się przez ... Tak Ver zganiaj wszystko na barki nie wiadomo czego. Zganiaj tak będzie najlepiej dla ciebie. Jednak czy oby na pewno? Mogłam przecież robić, to co podpowiada mi racjonalny umysł jednak jak długo dała bym rade oszukiwać samą siebie? Sama nie byłam wstanie tego stwierdzić dlatego też lepiej będzie działać już teraz. Właśnie dlatego z odczuwalną niechęcią zabrałam dłoń spod jej dloni oraz powoli wstałam z kamienia, by więcej nie powielać tych głupot.
Mogłam odejść. Naprawdę. Mogłam odwrócić się i odejść, lecz mimo wszystko nie uczyniłam tego. Jedyne co byłam wstanie zrobić to włożyć ręce w rękawy kurtki czyniąc ją jednocześnie swoją drugą skórą co było zaprzeczeniem wcześniejszych słow lecz co mi tam.
-Chyba powinnyśmy wracać. Nie chcesz chyba by wysłali psy gończe?- Naprawdę było mi ciężko wypowiadać te słowa ponieważ wiedziałam czym to grozi. Powrotem do świata, jaki znamy. Obowiązki, szarość i inne tego typu gówna. Chyba że... Nie! Przestań myśleć o takich rzeczą! Ponownie skarciłam się w myślach jednocześnie wyciągając w jej stronę dłoń tak aby mogła wstać przy mojej skromnej pomocy jeśli oczywiście miała by taką ochotę. Pytanie brzmi na co tak naprawdę miała w tej chwili ochotę ta dziewczyna.
Jak nic niechybnie pewnie mi przyleje albo zechce zgładzić
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 16:53   Temat: Old love never dies... Beginning
Pocieranie dłoni o dłoń. Skojarzenie jakże trafne oscylowało wkoło tego co robią rodzice gdyż dziecko mówi im że jest zimno. Zabawne. Jak jeden gest może przywołać wspomnie z utraconych chwil, które mimo wszystko siedziały gdzieś głęboko w człowieku. Nie przywykłam do takich sytuacji. Były one dla mnie jedynie mglistym wspomnieniom i takie powinny zostać a tu proszę. Widziałam jej spojrzenie oraz troskę. Czułam jej zapach, jaki wtopił się w kurtkę oraz ciepło jakim raczyło mnie jej ciało, oraz ubranie. Wszystko to połączone razem dawało odczucie czegoś innego... Z jednej strony przecież Elena była kolejną z uciekinierów, z drugiej zaś zdawała się mi bliższa z każdym kolejnym spotkaniem, lecz to dzisiejsze zdawało się nader ciekawe? Tak, tak wmawiaj sobie. Przecież dobrze wiem co czuję, a jej zachowanie oraz odpowiedź na mój drobny pomysł zdawało się zaplanowane! Veressa o czym ty myślisz. Uspokój się kobieto. Skarciłam się w myślach jednocześnie wzdrygając się w chwili gdy poczułam jej głowę na swoim ramieniu.
Nie, nie byłam gotowa na taką odpowiedź oraz jej zachowanie. Nie byłam gotowa na nic co miało nastąpić po sobie niczym reakcja łańcuchowa tworząca jedną wielką reakcję. Jednak czy kiedykolwiek będę?
-Kto powiedziała, że będą tam ludzie?- Wykorzystałam dogodną chwilę i zadałam jej to pytanie, a raczej wyszeptałam do ucha akcentując przy tym każde kolejne słowo mając nadzieję iż zarejestruje spojrzeniem coś więcej niż jej nieodgadnione spojrzenie oraz na swój sposób urokliwe, lecz może chwilowo blade usta, jakie zdawały się na coś czekać. Chwila zaraz. O czym ja myślę? Nie. Tak być nie może. Nie mogę przecież.
Opory.
Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Elena na swój dziwny sposób zdawała się przyciągać mnie niczym lampa ćmę, lecz każdy wie jak, to się kończy, a z drugiej strony cała ta sytuacja oszałamiała mnie niczym wcześniej wspomniane liście. Nie czułam już bowiem zimna czy obawy, a wprost przeciwnie. Czułam uspokajające ciepło oraz własne serce. Zdawało się ono z każdą chwilą bić coraz szybciej, lecz czemu? Brak wysiłku fizycznego jedynie zmęczenie. Nie, to nie to. Raczej winowajca siedział koło mnie. Trzymał me dłonie w swoich oraz spoglądał na mnie.
-Nie rób tak- Odezwałam się w końcu po dłuższej chwili milczenie nieświadomie przygryzając wargę aż do krwi tylko i wyłącznie po to, aby na nowo poczuć ból. Odkąd pamiętam ból zawsze pomagał lecz czasem niósł za sobą pamiątki w postaci zadrapań bądź innych śladów zapisanych na ciele oraz umyśle. Teraz jednak nijak nie okazał się być on pomocny, a prost przeciwnie był nieznośny niczym ten metaliczny posmak, jaki poczułam w chwili, gdy pierwsze krople krwi dostały się do mych ust.
Znajomy smak. Zapach również. Niewielu ludzi zna zapach krwi tak dobrze jak ja jednak nawet on ustępował znajomemu zapachowi jakim raczyła mnie Elena. I chcąc niechcąca w końcu uległam. Nieznacznie nachyliłam się w jej stronę tylko i wyłącznie po to, aby obdarzyć ją pocałunkiem. Czemu, to zrobiłam? Możliwe, że poddałam się chwili. Niepokornej myśli, jaka czaiła się w tle mojej głowy. Myśli pchającej ku dziwnym zachowaniom jakie zdawały się być mi obce. Dlatego taż zaraz po tym haniebnym akcie chciałam wycofać się. Zrobić coś, aby obrócić, to w żart bądź zganić na nie wiem warunki pogodowe? Cokolwiek by tylko nie odebrała tego jako coś niestosownego. Zresztą co mi strzeliło do tego głupiego łba?!
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 15:48   Temat: Old love never dies... Beginning
Gotowanie, przypisywanie sobie ról.. O co tu chodzi? O czym tutaj rozmawiamy? Czy rację bytu miały te rozmowy, czy raczej miały pozostać jedynie wspomnieniem jednej chwili, w jakiej tak naprawdę przyszło nam się znaleźć? Chwili beztroski oraz dywagacji o sprawach, jakie mają nikłe szanse na spełnienie przez wzgląd na to kim jesteśmy oraz co tak naprawdę się dzieje w świecie tak dzikim, oraz odległym.
Możliwe, że nie aż tak odległym. Przynajmniej tego złudzenie dawał mi jej śmiech, jakim skwitowała mojego bałwana, a przecież to miał być dobry bałwan. Wielki tak by mogło się najeść wiele osób, trochę słodki oraz gorzki a przede wszystkim pitny! Ha jak nic muszę napisać książkę kucharską. Mrożonki z lodu oraz pitne śnieżki czy jakoś tak. No nic znowu poddałam się mojej wyobraźni jaka pracuje zbyt dobrze. Przynajmniej przy niej. Jednak cóż mam czynić? Taka już jestem. Staram się jak tylko mogę osłodzić życie ludziom mi bliskim więc tak jakoś samo z siebie wychodzi.
-Właśnie udowodniłaś, że jestem marną kucharką- Burknęłam pod nosem przybierając na chwilę smutny wyraz twarzy lecz taki aby nie miała wątpliwości odnośnie faktu że jest to tylko chwilowy żart. Zresztą co ja wiem o kuchni? No nic nie ma co przejmować się takimi głupotami. Zwłaszcza teraz gdy chłód przeszywał moje ciało oraz co gorsze zdawać by się mogło, że także i mój umysł. Nie, to pewnie złudzenie. Często pojawiają się one wraz ze zmęczeniem wywołanym przez krótkotrwały sen jednak nagle wszystko przestało posiadać jakieś znaczenie.
Zapach.
Znajomy, delikatny zapach połączony z ciepłem, jakie poczułam na ramionach wyrwał mnie z zamyślenia oraz sprowokował do spojrzenia w stronę, z jakiej nadeszło wybawienie. W stronę kobiety, jaka właśnie zdjęła własną skórę tylko i wyłącznie dla mnie. Było, to miłe. Bardzo. Zapewne odruchowo okryłabym się szczelniej, gdyby nie ciepła dłoń spoczywająca na mej przemarzniętej dłoni.
-O wiele lepiej... dziękuję- Prosty gest, a tak bardzo rzadki w dzisiejszych czasach. Nie każdy zapewne byłby zdolny do tego poświęcenia, lecz najwyraźniej Elena miała takową zachciankę.
-I już wiadomo kto z naszej dwójki dostał wilka...- Tymi oto słowami zamaskowałam niezręczność, jaka z wolna rosła gdzieś tam w moim wnętrzu przepełniony sprzecznymi odczuciami. Z jednej strony pragnęłam ją jej oddać, lecz z kolejnej cieszyłam się na myśl o posiadaniu, choć w takim postaci cząstki tej dziewczyny, która najzwyczajniej w świecie zachowywała się teraz tak jak ja. Spoglądała na mnie tym swoim niezrozumiałym dla mnie spojrzeniem, w jakim można zatracić się. Była blisko, a zarazem daleko, a co za tym idzie mieszała mi w głowie.
Muszę coś zrobić
Przemknęło mi przez myśl, gdy już dłuższą chwilę tak siedziałyśmy na kamieniu niczym dwie sieroty pozostawione na pastwę losu. Znajdowałam się już w różnych sytuacjach. Mniej lub bardziej przewidywalnych i zawsze sobie radziłam, lecz w tej konkretnej chwili byłam niczym dziecko we mgle. Mogłam wstać, oddać jej kurtkę oraz wrócić do środka. Mogłam także tutaj pozostać i... co dalej? Niedobrze...
-Pozwiedzamy?- Zaproponowałam w końcu starając się wybrnąć z tej sytuacji a jednocześnie kupując sobie jeszcze parę chwil wspaniałego towarzystwa. Zresztą z tego co się orientuje znajdujemy się na terenie mało nam znanym, a co za tym idzie może warto było by się rozejrzeć po nim ot taka? Owszem nie mamy takiego rozkazu jednak w tej chwili nawet i one dawały się być ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, a przecież coś musiałam zrobić. Dlatego właśnie najwłaściwszym wydał mi się spacer po terenach przynajmniej mi obcych. Kto wie co znajdziemy, o ile przekonam Elenę, lecz jak ją już przekonam czy nie będzie, to wspaniała przygoda?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 13:20   Temat: Old love never dies... Beginning
Mój sposób bycia zawsze był specyficzny. Czasem, gdy się denerwuje, to mowie wiele. Zbyt wiele. Teraz jednak nie denerwowałam się a wprost przeciwnie snułam plany na przyszłość jaka nigdy nie nadejdzie. Jednak czasem warto pomarzyć. Zwłaszcza gdy to właśnie one sprawiały, iż byliśmy ludźmi, a nie zwierzętami. Zwierze przeważnie myśli o zaspokojeniu swoich pragnień i potrzeb w przeciwieństwie do człowieka. Ten akurat czasem marzy... A skoro marzenia są jak pragnienia, to czemu nie poddać się im choćby na chwilę czy dwie?
Nie chce zwrotu?
Zaskoczyła mnie. Przynajmniej na tyle by moje źrenice nieznacznie się rozszerzyły. Taki odruch. Zwykły w swej prostocie, a zarazem subtelny. Nie byłam przecież jedną z tych panienek co beznadziejnie rozdziawiają usta. Co to to nie! Byłam ciekawą istotą. Pragnęłam chłonąć jej odpowiedzi oraz poznać dalszy część planów, jakimi zapewne mnie uraczy i nie, nie myliłam się.
-Australia, Norwegia, Azja...- Wtórowałam za nią nadal przyglądając się jej z zaciekawieniem oraz dozą fascynacji. Przecież wizja takiej podróży samej w sobie była kusząca jednak zakończenie zdawało się być niczym opium. Przez chwile nawet wyobraziłam sobie, to o czym opowiadała, a na mej twarzy zagościł uśmiech jaki przemienił się w głośny i nader spontaniczny śmiech. Mam tylko nadzieję, że nie odbierze go zbyt źle dlatego też, gdy tylko się uspokoiłam rzekłam z najpiękniejszym i najnaturalniejszym uśmiechem, jakim potrafiłam.
-Obiad i owszem, jeśli oczywiście lubisz spaleniznę bądź uganianie się za nim... Zresztą mów co chcesz ale kucharka ze mnie marna. A nie czekaj... Umiem przygotować potrawkę z wszystkiego co nie walczy o życie i nie zwiewa na mój widok- Zamilkłam na chwilę, by dodać już pół żartem pół serio
-Wynika, z tego, że nadajesz się idealnie panno Eleno.- Och tak nadawała się idealnie, a co za tym idzie spełniała wszelakie wytyczne. Po pierwsze nie uciekała na mój widok. Nie pragnęła mnie zabić i co najważniejsze chyba nawet toleruje moją obecność za co wdzięczna jej jestem. Przecież nie mogłabym pozwolić sobie na jej utratę po raz kolejny, a tak to przynajmniej w ten sposób jest moja... Jest przy mnie.
-Jeśli jednak mogłabym wybierać, to wolę już Azję przez wzgląd na piękno bądź Norwegię. Tam przynajmniej zawsze mogę ulepić bałwana na obiad- Czemu, to powiedziałam? Cholera. Muszę zacząć myśleć nad słowami jednak wizja ujrzenia Eleny beztroskiej pod spadającymi liśćmi wiśni byłaby czymś magicznym i pięknym... Prawie tak samo, jak ona... Nie! Ogarnij się dziewczyno. Owszem może kiedyś uda się to wszystko zrealizować, lecz... No właśnie co? Cóż powstrzymało by mnie przed spełnieniem takiej wizji? Jedynym ograniczeniem jestem sama dla siebie. Jednak czy na pewno odnalazła bym się, w jakiego świecie nie znam? Jestem przecież dzieckiem wojny. Znam rygor, rozkazy oraz ciągłą walkę czy też ucieczkę... Czy jestem wstanie żyć normalnie? Czy w ogóle jestem wstanie zagwarantować tą normalność innym... Elenie?
-Robi się chłodno - stwierdziłam jednocześnie z trudem odrywając wzrok od tej ciekawej dziewczyny tylko i wyłącznie po to, aby wbić go w przestrzeń przed sobą. Przestrzeń, jaka niosła chłód oraz zapowiedź czegoś nieznanego... Czegoś, co przeszywało moje ciało na tyle bym odczuwała chłód oraz dreszcz.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-25, 11:44   Temat: Old love never dies... Beginning
Tak na dobrą sprawę samą nie wiedziałam. Nigdy głębiej nie zastanawiałam się nad tym, co będzie później. Więc czemu zadałam jej to pytanie? Możliwe, że przez wzgląd na okoliczności bądź, co gorsza, brak pomysłu co do rozmowy, a przecież cywilizowani ludzie rozmawiają, a ja za taką się uważałam. Jednak... Najgorszym w całej tej chwili była jedna chwila. Ten ułamek sekundy, w jakim wychwyciłam jej spojrzenie. Ono zawsze na swój sposób mnie przerażało.
-A co jeśli pozwolę sobie pociągnąć Twoje marzenie dalej?- Spytałam starając się utrzymać spojrzenie tak aby mimowolnie nie uciekało w jej stronę co trzeba było przyznać było ciężką sztuką.
-Zabiorę się z Tobą do tej Afryki czy innego końca świata gdzie Ty będziesz leczyć biedne dzieci, a ja zacznę strugać dom z bambusa czy co tam rośnie.- Podjęłam temat pozwalając sobie usiąść koło niej. Przecież ten kamień wyglądał tak ponętnie i kusząco! Tylko głupiec nie skorzystałby z takiej oferty, a ja głupcem nie jestem.
-Według moich obliczeń, to za plus minus dwa trzy lata będziesz mogła się wprowadzić do pięciogwiazdkowego domu z czego tylko tam chcesz. - zamilkłam na chwilę tylko i wyłącznie po to, aby nabrać powietrza do płuc oraz by móc w spokoju spojrzeć na jej jak mi się wtedy zdawało zatroskaną twarz
- Jeśli chodzi o umeblowanie to kolejne dwa trzy lata tak więc wiesz... Jest to oferta limitowana dla stałych klientów i oczywiście zwrotów nie rozpatruje- Zakończyłam swój durny wywód z rozbrajającym szczerym uśmiechem na ustach. Czemu akurat brnęłam w takie, a nie inne rozwiązanie owej sytuacji? Cóż tak naprawdę chciałam na nowo sprawić by uśmiech pojawił się na jej ustach, a z drugiej strony czasy w jakich przyszło nam się znaleźć były ciężkie. Dlatego też ta forma wydawała się właściwa. Chwila paplania o głupotach. Sprawach nijak związanych z tym, co posiadamy na co dzień. Odskocznia. Tego potrzebowałam, lecz czy ona także? Nie, nie wiedziałam i nie byłam pewna dlatego też milczałam. Nie chciałam zagłuszać ciszy, jaka nastała oraz tego, co akurat było między nami. Spokój. Złudna chwila normalności jaka nastała. I szczerze powiedziawszy czułam się niczym nastolatka. Przecież siedziałam bez celu z kimś na swój sposób mi bliskim, a cały świat zdawał się dryfować gdzieś tam.
Kiedyś szukałam sensu własnego istnienia. Teraz gdy zdałam sobie sprawę z bezsensu egzystencji było mi dobrze. Przecież pogodziłam się z własnym nowym życiem. Świat jak do tej pory szary zaczynał nabierać kolorów, a ludzie na nowo mnie kształtowali. Tak było z Nią. Obraz tak daleki, a zarazem wspaniały. Niedościgniony wzór upartości i chęci przetrwania. Teraz gdy bezczelnie przyglądam się jej opierając przy tym głowę na swych kolanach czułam się niczym jakiś filozof albo co gorsza badacz. Starałam się przecież odgadnąć jej myśli, cele jednocześnie przy tym kontemplując jej naturalizm, jaki wymusiła na nas chwila. Czasem nawet zastanawiam się, jaka by była, gdybym poznała ją wcześniej. Czy nadal dostrzegałabym w niej te wszystkie zależności? Czy nadal miałabym śmiałość tak się jej przyglądać?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 22
Wyświetleń: 190

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-16, 17:29   Temat: Old love never dies... Beginning
-Elena?- Spytałam w chwili, gdy w końcu ją odnalazłam. Siedziała biedna na kamieniu niczym szmaciana lalka. Od chwili ucieczki nic się nie zmieniła. Nadal zdawała się być tą samą osobą, jaką znałam, a zarazem próbowałam zrozumieć. -Chcesz dostać wilka?- Nie, nie liczyłam na odpowiedź, ponieważ moje pytanie brzmiała raczej jak jeden, z tych jakie rodzice zadają krnąbrnym dzieciom, lecz ja jej tak nie traktowałam. Po pierwsze nie miałam prawa, a po drugie każdy z uciekinierów zasłużył na zupełnie inne traktowanie. Dłuższą chwilę milczałam wpatrując się w przestrzeń przed sobą nie myśląc o niczym. Pozwalałam by delikatny wiatr muskał moją skórę, a świeże powietrze wdzierało się do nozdrzy. Była to miła odmiana niosąca za sobą widmo zmian, jakie nas czekają. Przecież tak na dobrą sprawę żadne z nas nie jest tak naprawdę wolne. W obozie byliśmy tylko śmieciami, tu zaś jesteśmy pozornie wolni. Zawsze przecież znajdą się zakazy, nakazy czy ci u władzy. Tak zapewne będzie i w tym przypadku, lecz teraz nie chciałam o tym myśleć. Łaknęłam pozornej wolności, jaką dawała mi ta chwila. Pragnęłam, aby nigdy się nie skończyła, ponieważ nie przyszłam tutaj przypadkiem. Specjalnie skierowałam swoje kroki w miejsce, jakie wskazały mi dobre dusze. Musiałam przecież z nią porozmawiać. Musiałam sprawdzić jak się trzyma mimo iż minęło już trochę czasu. Tak naprawdę nie wiem czemu tak bardzo mi zależało. Przecież Elena była moją siostrą. Taką samą jak reszta dzieciaków, z jakimi przyszło nam zmierzyć się z ucieczką oraz brutalnym światem.
-Myślałaś kiedyś nad tym co zrobisz gdy to wszystko się zakończy?- Skąd ja wzięłam to głupie pytanie? Przecież pewnym było, że nasza wojna nigdy się nie skończy. Byliśmy przecież dla świata niczym małe maszyny bojowe. Żołnierze o super zdolnościach. Broń do wykorzystania... Jednak gdzieś tam w podświadomości miałam tą małą iskierkę nadziei na normalność. Ciekawe czy kiedyś jej doczekam. Ciekawe czy przyjdzie mi tak jak dziś spojrzeć na swoich braci i siostry, lecz w zupełnie innym świecie. Może nawet sami wywalczymy dla siebie ten świat? Zaduma zawitała na mojej twarzy będąc przy tym pięknym uzupełnieniem tęsknoty zapisanej w mych oczach. Tęsknoty za czasami gdy wszystko było proste, a jedynym moim problemem był wybór głupiej bluzki do szkoły. Owszem wiedziałam, że te czasy nigdy nie wrócą jednak... Nawet ja mam prawo poluźnić wodze tęsknoty czy też fantazji.
  Temat: Veressa Zoe Apsley
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 88

PostForum: Zaakceptowane   Wysłany: 2018-10-13, 19:23   Temat: Veressa Zoe Apsley
CIEKAWOSTKI

Dzięki temu, że mieszkałam w lesie, stałam się specjalistką od przetrwania.Poznałam rośliny, dzięki którym można złagodzić ból, nauczyłam się jeść tak, aby nie dostać rozstroju żołądka oraz potrafię rozpalić ogień, tak więc ze mną nie zginiesz.

Wiesz, co to znaczy nie spać od 48h?Nie? Ja znam to uczucie za dobrze. Nie mogę spać. Cierpię na bezsenność, a gdy w końcu sen mnie złamie budzę się z krzykiem niczym mała dziewczynka.

Kocham małe stworzenia. Myszy, pająki, jaszczurki, żaby etc. Kiedyś nawet podróżowałam wraz z małą białą myszką, którą nazwałam alkotest, lecz w końcu się jej zmarło, a szkoda.

Zawsze pragnęłam założyć małą hodowlę koni, pomimo iż nigdy nie nauczyłam się na nich jeździć.

Bywam szczera aż do bólu, przez co ludzie uważają mnie za wredną sukę.

Czasem zadaje sobie pytanie„Kim jestem”nadal bowiem nie potrafię zdefiniować siebie jako osoby. Jestem człowiekiem, zwierzyną, bronią, marionetką? Kim do cholery
PIERWSZE DNI
Kiedy wieczorem spoglądam na niebo, odczuwam spokój. Tak było i tego pamiętnego dnia, gdy wszystko się zaczęło. Dzień bowiem zapowiadał się zwyczajnie. Normalne obowiązki, szkoła później może zabawa. Jednak nic wtedy nie było normalne. W szkole z dnia na dzień znikali przyjaciele oraz wrogowie, a dorośli zdawali się poddenerwowani. Napięcie wyczuło by, dziecko takie jak jak i nie ukrywam wyczuwałam że dzieje się coś niedobrego. Rodzicie, tłumaczyli to jakąś epidemią lecz kto by się tym przejmował? Na pewno nie ja. Przecież żyłam swoim życiem. Byłam tylko ja oraz moja przestrzeń aż do dnia, gdy nagle zachorowałam. Poważnie. Pamiętasz uczucie, jakie towarzyszy Ci w czasie ciężkiego przeziębienia czy zapalenia płuc? Tak właśnie wtedy się czułam i za wiele nie pamiętam. Tych parę dni mignęło mi niczym błyskawica. Jedna chwila, jaka zmieniła moje życie. Dlaczego tak mówię? Cóż tak naprawdę pewnego dnia obudziłam się i czułam się niczym nowo narodzona. Byłam zdrowa, a objawy całego tego przeziębienia czy innego gówna ustały. Tak myślałam. Prawda okazała się zgoła inna. Była noc, gdy się obudziłam. Wstałam z łóżka i w chwili, gdy chwyciłam za komórkę, ta zaczęła wariować. Bateria naładowała się w parę sekund a aparat najzwyczajniej wybuchły mi w rękach. To było dziwne. Później jednak było jeszcze dziwniej. Nie byłam przecież przygotowana na zwarcia w gniazdkach, wywalenie bezpieczników czy spalenie się głupich urządzeń elektrycznych w pomieszczeniu, jakim się zmalałam, a to wszystko w ciągu paru chwil! Później było już tylko gorzej. Krzyki rodziców zaalarmowanych tymi wyładowaniami a później? Płacz, strach, przerażenie malujące się na twarzy ojca oraz matki. Ból malujący się na ich twarzach, gdy pragnęli mnie uspokoić oraz przytulić, oraz ucieczka... Pamiętam tamtą chwilę. Pamiętam ją, ponieważ tamtego dnia po raz ostatni widziałam ich twarze....
HISTORIA

Piękny sen.

Snem można było nazwać moje życie. Byłam przecież przeciętną typową nastoletnią amerykanką. Byłam młoda szczęśliwa. Miałam kochających rodziców, przyjaciół oraz szkołę, jakiej nienawidziłam. Żyłam w tak zwanym amerykańskim śnie. Przecież jak mam nazwać życie, w jakim miałam wszystko? Ojciec posiadacz własnej firmy architektonicznej. Matka typowa kura domowych z lat 80' i ja. Posiadająca wszystko, czego pragnę nastolatka marząca o karierze medycznej. Kiedyś przecież miałam aspirację. Mieszkałam na przedmieściach dużego miasta i powiem, Ci byłam szczęśliwa. Przecież tak naprawdę niczego mi nie brakowało a wprost przeciwnie. Miałam wszystko. Do czasu. Pewnego dnia zachorowałam. Jednak to nic wszyscy chorują prawda? Tak też i ja myślałam jednak, to co wydarzyło się w dniu moich nowych narodzin,zmieniło całe moje życie, jednak tę historię już znasz, a jeśli nie zapewne się z nią zapoznasz.

Nic nie jest prawdziwe.
Uciekać. Pierwsza myśl, jaka narodziła się w chwili, gdy zobaczyłam w oczach moich rodziców strach oraz ból. Uciekaj... Ten nerwowy głos w mej głowie powtarzał to jedno słowo niczym mantrę, a ja niewiele myląc, poddałam się jemu. Biegłam, ile tylko miałam sił w nogach. Miałam piękne domy, cudownie przystrzyżone trawniki. Mijałam cały swój świat, jaki znałam, mając przed oczyma obraz moich rodziców. Obraz, jaki zdawał się moim paliwem. Obraz napędzający moje mięśnie oraz serce. Jednak kiedyś musiałam się zatrzymać. Pamiętam tamten dzień. Był chyba poranek, gdy ze zmęczenia padłam na jakimś trawniku niczym kloszard. Zamknęłam na chwilę oczy. Pragnęłam zasnąć, jednak nie było mi to dane. Do moich uszu bowiem doszedł krzyk jakiegoś faceta. Co krzyczał? Nie, nie wiem. Wtedy po raz ostatni się zatrzymałam. Po raz ostatni widziałam tak dobrze znane mi rejony. Po raz ostatni byłam Veressa. Mijały dni, a ja uczyłam się odnajdywać w nowej rzeczywistości. Porzuciłam ulice i chodniki na rzecz zarośli a później lasów. Musiałam szybko nauczyć się żyć w niesprzyjającym otoczeniu i przyznam, było to trudne. Przecież w ciągu krótkiego czasu porzuciłam wygody świata na rzecz surwiwalu. Jednak z biegiem lat nie żałuję tej decyzji. Przecież dzięki niej nauczyłam się przetrwania. Musiałam przecież. Inaczej nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. Nauczyłam się odróżniać rzeczy jadalne od tych sprawiających ból. Nauczyłam się spać na niewygodnej ziemi, jednak nadal podświadomie chciałam wrócić do cywilizacji. Do domu. Podświadomość oczywiście mówiła mi, że jest to strasznie głupi pomysł, lecz naiwność dziecinna sprawiała, iż postanowiłam sie przełamać. Czy żałuje? Tak. Żałuje. Nie wiedziałam przecież, że pojawienie się dziecka na ulicy wywoła takie zamieszanie. Nie wiedziałam, że stanę się zwierzyną łowną. Musiałam ponownie uciekać, lecz tym razem postanowiła nie wracać do świata, jaki znałam.

Wszystko jest dozwolone.
Dzień za dniem mijał mi tak samo. Na przeżyciu oraz podróży. Błądziłam bez celu, ucząc się samej siebie, a także otoczenia. Z pięknej sieroty stałam się prawie specjalistką od przetrwania oraz omijania siedlisk ludzkich. Do czasu.... Wszystko bowiem jest ulotne, a ja najwyraźniej byłam głupia, myśląc, iż zdołam kogokolwiek ochronić. Hm? Nie, nie patrz tak na mnie. Nie zdradzę ci kogo. Tak czy inaczej, ten nieszczęśliwy incydent sprawił, iż wylądowałam w Obozie. Teraz zapewne zaczniesz się śmiać, jednak obóz wspominam naprawdę dobrze. No co nie rób takiej miny. Nie moja wina, iż polubiłam rygor oraz życie pod wyznaczoną kreskę. Czułam się niczym w wojsku, w jakim nigdy nie byłam jednak Obóz dał mi wiele. Na nowo odkryłam siebie, nauczyłam się walczyć o swoje oraz mam pamiątki w postaci paru blizn, lecz nie pokaże Ci ich! Zresztą pewnie kiedyś sama sprawdzisz, jak zechcesz, ale ci... Proszę. Naprawdę nie patrz tak na mnie. Obie dobrze wiemy, że obóz był straszny, lecz wole wmawiać sobie, iż był niczym wakacje z psychicznym wujkiem wojskowym. Zresztą znasz mnie albo przynajmniej o mnie słyszałaś. Tak, to ta, co się buntowała i chroniła słabszych, za co dostawała manto, z czasem jedna stałam się jak reszta. Przestało. Mnie zależy, a raczej pragnęłam, aby tak wszyscy myśleli. Przecież dzięki temu byłam jak reszta. Niewidzialna aż do chwili, gdy nastały zmiany. Pamiętasz tę ucieczkę? Oczywiście, że pamiętasz. Wtedy Cię poznałam. Byłaś taka zdesperowana... Co było później? Dobrze wiesz. Dołączyłaś do Ligii, a ja poszłam w swoją stronę. Przynajmniej na jakiś czas. Ile, to minęło? Nieważne. Ważnym był fakt mojego pragnienia, jakie ciągnęło mnie do Ciebie. To właśnie przez nie ja również dołączyłam do Ligii. Nie, nie dla idei, lecz dla Ciebie. Na swój sposób bowiem chciałam Cię chronić, a może traktuje Cię jak siostrę albo kto wie co jeszcze? Zresztą nieważne. I nawet nie myśl, że poznasz prawdę okey? Dobra, na czym to ja? Ach tak. Liga... Była tworem opartej na Idei, a jak wiadomo, idee umierają szybko. Ligę rozbito. Osoby należące do niej na nowo stały się zwierzyną łowną, lecz nie ja...

Ten ogień nadal we mnie płonie.
Pamiętasz, przed czym tak bardzo się wzbraniałam? Przed powrotem do domu. Jednak gdy Liga upadła, a obława pochłonęła cały mi znany świat, ja już wiedziałam gdzie mam się udać. Musiałam wrócić do domu. Nie, nie tego, o jakim wcześniej mówiłam, lecz lasu, w którym to stawiałam swoje pierwsze kroki parę lat temu. Las ten był bowiem jedynym miejscem, w jakim czułam się najbezpieczniej, a zarazem w jakim mogłam przeczekać. Oczywiście podróż doń była niczym samobójstwo jednak w tamtej chwili nie myślałam o tym w takiej kategorii. Nie byłam przecież już tą wystraszoną dziewczynką. Wprost przeciwnie. Stałam się teraz łowcą, a moi prześladowcy byli moją zwierzyną oraz informacją. Nie mogłam sobie przecież pozwolić na całkowite odcięcie od świata. Musiałam ustalić, gdzie przebywają osoby, jakie poznałam w obozie czy lidze. Były one moimi braćmi i siostrami. Byli mi bliscy. Jednak świat był brutalny. Część osób, jakie znałam, została zabita, pojmana czy też dołączyła do nowo powstałych organizacji. Nie miałam więc wyboru. Musiałam podjąć decyzje. Nie mogłam przecież całe życie ukrywać się w lasach czy też prowadzić walki partyzanckiej, ponieważ już dawno zatarła się granica, kto jest tym złym a kto dobrym... Dlatego właśnie dołączyłam do Systemy, a raczej to oni mnie znaleźli. Byłam ranna, zmęczona oraz pozbawiona resztek woli walki. Wszystko jednak zmieniło się w chwili gdy dostałam drugą szansę od sobie podobnych. Systema przygarnęła mnie. Dała mi dom oraz rodzinę czyli wszystko, to czego brakuje osobie dotkniętej darem. Dzięki nim posiadałam środki oraz czas niezbędny na odnalezienie pewnej osoby. Oczywiście układ nie był tak prosty. Oni dali mi rzeczy wyżej wymienione, a ja dałam im siebie. Czy żałuję? Nie. Wprost przeciwnie. Jestem na swój sposób im wdzięczna za wszystko co mi zaoferowano, a było tego wiele. Wyrzeczenia, treningi, ból wewnętrzny lecz mimo wszystko wytrzymałam. Nie, nie dla siebie lecz dla innych. Dla takich jak ja.
Veressa Zoe Apsley
21
175/58
Silver Circle
 
Skocz do:  

Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons