you don't need to be a hero.
Pogoda i czas
Aktualna temperatura oscyluje w granicach -5 do -10°C

Mamy grudzień 2023 roku.

ogłoszenia
23-12
Życzenia świąteczne i noworoczne!
[dowiedz się więcej]
14-12
Przeskok fabularny i kilka nowości
[dowiedz się więcej]

Znalezionych wyników: 22
Caledonia Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Droga na wschód
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 256

PostForum: Inne tereny   Wysłany: 2019-02-20, 09:04   Temat: Droga na wschód
Zimno zaczęło mi doskwierać na tyle, by mimowolnie potrzeć dłońmi ramiona jednocześnie przy tym fokusując swój wzrok na dziewczynie. Czemu się tak martwiła? Dlaczego z uporczywością kozła pragnęła pozostawić mnie w domu? Nieświadomie pokręciłam przecząco głową tylko i wyłącznie po to, aby odrzucić swoje myśli, jakie nachalnie zdawały się wdzierać do mojej świadomości. Później zajmę się tą kwestią. Teraz jednak musimy coś zrobić. Nie, nie możemy tutaj zostać ani także pozostawić pojazdu, a może jednak możemy?
-Zbieraj się. Weźmiemy motocykl. -rzuciłam w jej stronę nadal nie odrywając swojego spojrzenia od osoby jaka na swój sposób mnie fascynowała.- Jest cichszy oraz szybszy. Może nie staranujemy nim niczego jednak liczy się element zaskoczenia- Miało, to zabrzmieć pewniej niż zabrzmiało jednak cóż miałam innego zrobić? Miałam tutaj zostać i pozwolić jej na rozmyślania, o jakie rzeczach zapewne zaburzają jej obraz na misję? Teraz przecież jest czas na działanie, a nie na uczucia. One zawsze zabijają racjonalne myślenie. Wiedziałam, to, a zarazem owa myśl przerażała mnie na tyle abym w końcu mogła odwrócić wzrok.
Odruchowo wyjęłam słuchawkę z ucha, jaka spoczęła w mojej opuszczonej zaciśniętej dłoni tak, aby przypadkiem nikt nie mógł podsłuchać moich słów.
-Najlepiej będzie zostawić to tutaj- odruchowo rzuciłam słuchawkę w śnieg mając w głowie słowa o nadajnikach GPS. Przecież i tak dowództwo miało nas gdzieś więc idąc tym tropem myślenia nijak nie pomogą nam jeśli coś by się stało, a ja nie miałam zamiaru być niczym ich małpka posłusznie wykonująca polecenia... Ponownie przeniosłam wzrok na urządzenie jakie miała Elena w uchu dając jej przy tym do zrozumienia by zrobiła, to samo. Czy będzie ze mną, a może okaże się służbistką i mnie zbeszta? Ponownie odruchowo wzruszyłam ramionami dodając przy tym.
-mamy dwie opcje. Pierwsza ślepo wykonać rozkaz i wrócić-zawiesiłam na chwile los, by zaraz potem kontynuować - Druga opcją jest wykonanie zadania oraz oddalenie się we własną stronę, a co dalej zależy od tego co tak naprawdę znajdziemy.- teraz zamilkłam już na dobre. Dałam jej przecież wybór. Co zrobi? Czy zechce mi zaufać czy raczej zdradzi pomimo całej tej troski, jaką widzę w jej oczach za każdym razem, gdy nań patrze, a co potęguje zimno wewnątrz mnie kwitnące. Dlaczego tak się zachowałam. Dlaczego stawiam ją w sytuacji dośc patowej? Możliwe, że chciałam ją sprawdzić badź po prostu pragnęłam innego życia niż mi dano. Przecież z każdą chwilą coraz bardziej czułam się stłamszona. Byłam instrumentem w rękach sił, jakie nie potrafiły mnie zrozumieć, a może kryło się w tym coś zupełnie innego? Może wszystko, to było już dawno przygotowane przez kogoś z góry?
  Temat: Droga na wschód
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 256

PostForum: Inne tereny   Wysłany: 2019-01-25, 19:09   Temat: Droga na wschód
Chwila ciszy jaka nastała między nami była dość irytująca przynajmniej dla mnie. Jednak co miałam jej powiedzieć? Przecież była pewna swego lecz nie ja. Dlatego właśnie milczałam długo. Zbyt długo jak na kogoś kto słynął z potoku słów wyrzucanych z siebie.
-Widzisz-podjęłam po dłuższej przerwie przerywając ciszę- Dziewczyna przyjechała tutaj jakiś czas temu. Tam dalej znajduje się pozostawiony przez nią motocykl. Silnik jest zimny co świadczy, że przybyła jakiś czas temu jednak nasyp...- przerwałam tylko i wyłącznie po to aby nabrać zimnego powietrza do płuc -Nasyp zdaje się nie być normalny. Gdy przyjrzysz się mu z bliska można zakładać że a powstał przy pomocy karabinu, b był wywołany tylko i wyłącznie po to aby ją zatrzymać, c jest wynikiem splotu zdarzeń. Obstawiam opcje C.- Ponownie zanikłam zdając sobie sprawę z faktu iż na dobrą sprawę zaczęłam się martwić. Nie chciałam przecież aby Elena skończyła jak tamta jednak jeśli dojdzie do splotu nieszczęśliwych wydarzeń, to może nawet ja skończę jak ta dziewczyna? Cholera, o czym ja myślę. Muszę szybko pozbyć się tych myśli jakie sprawiały że me dłonie zaczęły lekko drżeć. Owszem mogłam zgonić, to na zimno panujące wkoło jednak kogo chce oszukać? Chyba jedynie siebie. Tak czy inaczej ponownie przykucnęłam przy trupie nieświadomie przy tym dotykając swej towarzyszki.
-Mają nas wszystkich w dupie...-wyrwało mi się a w raz z tym myśl aby porzucić misję dla naszego dobra. Przecież mogłyśmy rzucić to wszystko w cholerę. Zostawić nadajniki, zabrać dobytek i odejść gdzieś daleko. Możliwe, że nawet do miejsca o jakim rozmawiałyśmy jakiś czas temu... Głupie myśli...
-Zabierzmy jej wszystko co może się przydać i ruszajmy. Tutaj nie jest bezpiecznie.- Oznajmiła wreszcie przyprowadzając się do porządku jednocześnie przy tym zdając sobie sprawę, z faktu wpakowania się w kabałę w jakiej nie powinnam brać udziału. Byłam przecież z wywiadu. Nigdy przecież nie byłam jedną z psów gończych do cholery.
  Temat: Droga na wschód
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 256

PostForum: Inne tereny   Wysłany: 2019-01-14, 18:51   Temat: Droga na wschód
Ja ja nienawidzę zimy... Chłód, wszechobecny śnieg oraz zimno jakie przeszywało moje ciało. Czasem wdzierało się bardziej, a zwłaszcza w chwili gdy wpadałam po pas w śnieg kląć przy tym na czym świat stoi jednak mimo wszystko warto było. Przecież coś znalazłam. Motocykl. Na pierwszy rzut oka zdawał się być dziwny jednak nie była bym sobą gdybym nie odczuwała tutaj spisku. Szybki rzut oka na skarpę, kluczyki w stacyjce, przewieszony kask. Musiałam wiedzieć więcej. Dlatego też powoli podeszłam do maszyny. Sprawdziłam stan paliwa przebieg oraz co najważniejsze dotknęłam silnika. Jeśli był ciepły, to już wiedziałam co się święci. Jeśli natomiast zimny cóż można prorokować wiele. Tak czy inaczej sam motocykl bardziej się nam przyda w podróży jeśli oczywiście zdoła się go uruchomić. No nic trzeba wracać. Nie mogłam pozostawić Eleny samej zwłaszcza tutaj na tym odludziu. Wróciłam więc po własnych śladach starając sie nie utknąć za bardzo oraz nie odczuć ponownie śniegu na swoim ciele co było najmniej przyjemną rzeczą w tej chwili.
-Mamy problem- Odezwałam sie w chwili gdy tylko znajoma sylwetka pojawiła się w zasięgu wzroku. Podeszłam bliżej i w chwili gdy miałam podzielić sie z nią swoim odkryciem ujrzałam TO. Piękne zwłoki. Wyglądały niczym panna młoda czekająca na swego adoratora przy ołtarzu. Szkoda tylko że była zbyt sztywna by powiedzieć nam coś więcej...
-To wiele wyjaśnia...- Wymamrotałam pod nosem jednocześnie przykucając obok przepięknych dam. -Ta tutaj najwyraźniej czegoś lub kogoś szukała. - Podjęłam temat przenosząc na chwilę wzrok na swoją towarzyszkę co okazało się być błędem. Przez chwile bowiem jakiego starałam się uniknąć. Przecież spoglądając nań... Nieważne. Szybko skarciłam się w myślach po czym wróciłam do kontynuowania wywodu odwracając przy tym wzrok
-Najprawdopodobniej przybyła sama jednak ktoś na nią czekał. Opad jaki znajduje się trochę dalej nie wydaje się być normalny więc albo miała wyraźnego pecha albo złapano ją w zasadzkę... - Zakończyłam podnosząc się do pozycji pionowej. Nie, nie chciałam jej powiedzieć o jednej ważnej rzeczy jaka właśnie przechodziła mi przez myśl. Przecież jeśli była, to zasadzka to gdzie jest napastnik? Żyje? Możliwe że obie właśnie wpadły w tą sama zasadzkę. Tak czy inaczej w każdym możliwym przypadku robiło się ciekawiej...
  Temat: Droga na wschód
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 11
Wyświetleń: 256

PostForum: Inne tereny   Wysłany: 2019-01-11, 15:48   Temat: Droga na wschód
Wszystko poszło błyskawicznie. Odprawa przegląd sprzętu oraz co najważniejsze sam wymarsz, ze tak to ujmę. Mimo wszystko coś nadal nie dawało mi spokoju. Każdy milimetr mojej skóry informował mnie, iż nie będzie, to przyjemna misja a wprost przeciwnie. Miałam raczej. Zawsze ją mam. Jednak gdy siedziałam za Eleną moje myśli były zajęte przez coś zupełnie innego. Nie, nie martwiłam się o misję ani nawet o siebie. Martwiłam się o naszą relację. Przecież wpatrując się w jej plecy miałam wrażenie wpatrywania się w jakąś zupełnie obcą osobę. Z jednej strony była mi bliska, lecz drugiej nie wiedziałam co mam myśleć. Zdawała się ona bowiem kimś w rodzaju przewodnika zgubnego orszaku.
Cicha przyjemna Kurwa wyrwała mnie z zamyślenia.
Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. Taki odruch. Może nie był on mile widziany w tej chwili jednak cóż miałam czynić? Tak czy inaczej również zeszłam, z quada jednocześnie uważnie rozglądając się w koło
-Jesteśmy na terenie wroga...- Mruknęłam bardziej do siebie niż do niej jednocześnie uważnie po raz kolejny rejestrując otoczenie w jakim przyszło nam przebywać.
-Możemy kopać jak oszalałe.- stwierdziłam obracając się w jej stronę. -Równie dobrze możesz tutaj zostać, a ja się rozejrzę... przecież dobry zwiad to podstawa prawda siostro? - Od jakiegoś czasu ją tak nazywałam. Oficjalnie. Jednak czy w tej chwili nieważne było nazewnictwo, lecz sam fakt przebywania w tym miejscu bez rozpoznania, czy zaopatrzenia. Jak nic jesteśmy w dupie, a ja nie chce zostać ofiarą. Jeśli miałoby coś na nas nastawać, to wolałam wiedzieć. Dlatego właśnie zgłosiłam się na ochotnika do rozpoznania. Dla jej własnego dobra. Oczywiście mogłam zostać tutaj i odkopywać przejazd jednak czy warto? Moje palce odruchowo powędrowały do rękojeści noża, jaki może okazać się bardziej przydatny niż wcześniej. Nie czekałam na odpowiedź. Wiedziałam, że każda chwila zwłoki może być naszą ostatnią. Dlatego też posłałam jej przelotne spojrzenie po czym ruszyłam parę kroków przed siebie. Mapa mapą, lecz wszystko się zmienia, gdy śnieg zalegnie.
  Temat: Domek leśniczy
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 125
Wyświetleń: 5134

PostForum: Powierzchnia   Wysłany: 2018-12-25, 17:44   Temat: Domek leśniczy
Długo nie wiedziałam co mam zabrać ze sobą. Przecież tak naradę musiałam być przygotowana na wszystko, a zarazem nie mogę się przeciążać. Cały czas bowiem towarzyszyła mi myśl o zdradzie. Gdzieś tam moja podświadomość dobrze wiedziała, że cała ta misja jest jedną wielką ściemą i chodzi o coś zupełnie innego niż cele, jakie przedstawiono nam na odprawie. Do tego dochodziła kwestia obsady...
Długo stałam bezczynnie wpatrując się w sprzęt jaki mogę zabrać. Wzrok mój przesuwał się po rzeczach tych znanych oraz nowo zdobytych jednak mimo wszystko postawiłam na minimalizm. Jeden szeroki nóż myśliwski przymocowany do uda miał być moja główną bronią. Przyglądając się przez dłuższą chwilę temu ostrzu zaczęłam wspominać czas gdy wszystko było prostsze. Czas, gdy nic ani nikt nie był dla mnie ważny. Czas, w jakim byłam bardziej zwierzęciem niż człowiekiem teraz jednak to wszystko się zmieniło. Znalazłam dom. Może i tymczasowy jednak jest. Mam rodzinę, dla jakiej jestem w stanie się poświęcić, lecz mimo wszystko nadal odczuwam pewien opór...
-Nie myśl o tym. - Szepnęłam sama do siebie w chwili, gdy w końcu dogadałam się z ekwipunkiem na biwak. Był on skromy. Zamykał się w jednym niewielkim plecaku sportowym, jaki przewiesiłam sobie przez ramię w chwili, gdy w końcu dotarłam na miejsce spotkania. Byłam spóźniona jednak nie przeszkadzało mi to. Miałam czas. Przynajmniej tak sobie mówiłam, lecz wskazówki nieubłaganie przypominały mi, iż tak naprawdę go nie mamy. Szybko w pamięci sprawdziłam stan swojego ekwipunku. Tak dla pewności czy oby wszystko zabrałam. Musiałam być pewna, że wszystko mam. Musiałam być pewna, że....
Cała pewność opuściła mnie w chwili, gdy przesunęłam wzrokiem po już zgromadzonych. Zabawny chłopak o zapędach samobójczych. Dziewczyna, z jaką nie miałam przyjemność się zapoznać albo po prostu tego nie pamiętam i Ona. Zabawne jak wiele może się zmienić przez tych parę miesięcy. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi co tak naprawdę się stanie zapewne postąpiła bym inaczej. Jednak czasu nie cofnę tak samo, jak decyzji, jakie przyszło mi podjąć.
Rusz się
Skarciłam się w myślach zdając sobie sprawę z faktu stania w jednym miejscu niczym jakaś pokraka. Szybko jednak się zreflektowałam poprawiając przy tym niedbale zapiętą kurtkę bardziej nazwijmy ją jesienną niż zimową.
-Cześć- Odezwałam się do zgromadzonych w chwili, gdy w końcu znalazłam się blisko nich
-Mam nadzieje że sie nie spóźniłam - Jak zawsze zgadywałam lekko nieporadną życiowo czy też bardziej zakręconą jednostkę niż jestem. Przecież tak było łatwiej. Niech mnie odbierają jako nieszkodliwą maskotkę. Przynajmniej do czasu. Zresztą przez ostatnich parę miesięcy nauczyłam się idealnie ukazywać światu to czego pragnie zobaczyć. Jednej osoby jednak nie oszukam...
  Temat: [3] Sala odpraw
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 127

PostForum: Poziom -3 i -4   Wysłany: 2018-12-20, 18:34   Temat: [3] Sala odpraw
-Nie zdajecie sobie sprawy z potencjału tego zadania...- Ta dwójka... Zdawała się nijak nie rozumieć jaki potencjał drzemał w tej misji, pomimo iż zdawała się ona być samobójczą. Otwarcie przecież nikt nie powie nam, że mają nas w dupie. Wywiad dał plamę a pośpiech jedynie działa na naszą niekorzyść jednak trzeba szukać pozytywów w tym całym szaleństwie.
-Jeśli nam się uda to poza transportem może uda nam się także pozyskać cenne informacje, a może nawet agenta... Wystarczy zaszczepić w takim człowieku chęć pomocy... Mylę się? -Znając życie nie przyzna mi racji jednak nie o nią tu chodzi. Zapewne wszyscy wyczuwali, że jest to podpucha. Cały ten plan oraz szybkość wykonania. Nikt normalny nie ryzykowałby przejęcia transportu bez rozpoznania terenu, a tu proszę... Nasze dowództwo albo jest zdesperowane, albo chodzi o coś zupełnie innego. Wnioskowałam to poprzez brak jakiejkolwiek organizacji oraz doboru osób. Jak nic zostaliśmy wylosowani albo przewidziani przez jakąś szklaną kulę!
-Cały ten plan jest jakiś szemrany- Odezwałam się końcu, ponieważ nie mogłam przejść obojętnie koło takich głupot, o jakich nam mówili. -Wywiad poległ na całej linii dzięki czemu sami musimy zając się wszystkim. Na pomoc w razie problemów też nie mamy co liczyć tak więc albo macie nas za samobójców, albo za bardzo wybitne jednostki...- Sarkazm. Tylko tak można było w kulturalny sposób oznajmić dowództwu, że są debilami.
- Mniejsza. Mamy mało czasu a wiele do zrobienia i najlepszym wyjściem byłoby w końcu wyruszyć... Więc jak? Idziemy?
Oni nas okłamują.
Owa myśl odbijała się echem po mojej głowie nie dając mi spokoju. Przecież tak na dobrą sprawę wszystko, co tutaj usłyszałam mogło być prawdą bądź co gorsza było jedną wielką ściemą. Co, jeśli jednak mam rację i cała ta misja jest kłamstwem? Dlatego właśnie nie lubię takich sytuacji. Mgliste tłumaczenia, brak wywiadu... Jak nic coś tu śmierdzi. Jeszcze nie wiem co jednak mam przeczucie iż dowiem się tego prędzej niż bym chciała. Teraz jednak nie było odwrotu. Może w innym przypadku oraz konfiguracji osobowej. Nie! Muszę tam iść. Muszę sprawdzić co tak naprawdę ukrywają i szczerze mam nadzieje, że się mylę. Tak bardzo pragnę sie mylić.
  Temat: Veressa Zoe Apsley
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 79

PostForum: Informatory   Wysłany: 2018-12-18, 22:16   Temat: Veressa Zoe Apsley
Pozostało mi 0 punktów.



Posiadane umiejętności:

PASYWNA
Odporność na prąd – zdolność pasywna, która całkowicie chroni żółtego przed obrażeniami od elektryczności. Nie straszny mu prąd, poparzenie nim, pioruny, paraliż i generalnie każdy atak innego żółtego. Niestety odporność na prąd wpływa bardzo negatywnie na wszelkie próby reanimacji przy użyciu respiratora medycznego – jest zwyczajnie niemożliwa. Dodatkowo zdarza się, że żółci wysyłają niewielkie wyładowania elektryczne wskutek nagromadzenia energii w swoim ciele. Z tego powodu przebywanie blisko takiej osoby w wodzie jest niebezpieczne.

Wywołanie spięć
Poziom 1 – awaria – na początek coś małego, a więc możliwość wywołania awarii w dowolnym urządzeniu, które jest aktualnie dotykane przez żółtego. Wówczas dochodzi do natychmiastowego odcięcia zasilania. Urządzenie zostaje wyłączone, ale bez wyraźnego uszkodzenia przewodów. Można je ponownie włączyć.

Ładowanie urządzeń elektrycznych
Poziom 1 – dotyk – na początek coś prostego, a więc zasilenie sprzętu elektrycznego o maksymalnej wielkości odkurzacza. Czas naładowania jest stosunkowo krótki (jeden/dwa posty) i wymaga dotyku żółtego oraz częściowego przekazania zgromadzonej w swoim ciele energii elektrycznej. Wyjątek stanowią urządzenia zasilane baterią. Raz naładowana przez dotyk PSI, będzie działać do momentu wyczerpania zapasów.

Tworzenie piorunów
Poziom 1 – porażenie –nazywane również iskierkami. Są to niewielkie wyładowania, którymi żółty może porazić swoją ofiarę lub zafundować jej niezłe afro poprzez dotyk. Wskutek czegoś takiego dochodzi również do nieprzyjemnego pieczenia i drżenia wszystkich mięśni ciała na czas trwania dotyku. Sztuczka jest raczej mało zabójcza, acz na pewno bolesna dla ofiary.

  Poziom 2 – wyładowania – bardziej zaawansowana wersja tworzenia piorunów. Polega ona na wytworzeniu w palcach obu dłoni żółtego, średniej wielkości wyładowań, którymi może on następnie cisnąć na średnią odległość. Każda dotknięta nimi osoba otrzymuje obrażenia, które powodują ból oraz poparzenia na skórze.

Ładowanie urządzeń elektrycznych

  Poziom 1 – dotyk – na początek coś prostego, a więc zasilenie sprzętu elektrycznego o maksymalnej wielkości odkurzacza. Czas naładowania jest stosunkowo krótki (jeden/dwa posty) i wymaga dotyku żółtego oraz częściowego przekazania zgromadzonej w swoim ciele energii elektrycznej. Wyjątek stanowią urządzenia zasilane baterią. Raz naładowana przez dotyk PSI, będzie działać do momentu wyczerpania zapasów.


INFORMACJE DLA MG


175/58

Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-12-11, 19:01   Temat: Old love never dies... Beginning
Bezsilność. Zwątpienie. Gniew.
Zabawne jak wiele uczuć mogę odkryć w sobie jeszcze, a to wszystko dzięki jednej dziewczynie. Zdawała się być niczym pasożytnicza roślina. Powoli, lecz skutecznie zmienia mój własny świat jednocześnie przyspieszając moją śmierć. Każda taka chwila zdawała się przybliżać mnie do śmierci. Emocje przecież są zaprzeczeniem przetrwania, a ja pragnęłam przetrwać dlatego też już dawno temu przestałam czuć czy choćby się przywiązywać. Jednak ona. Elena. Ta kobieta od pierwszej chwili działa na mnie niczym żarówka na ćmę. Przyciąga mnie, aż do chwili, w jakiej umrę przez nią.
Taki koniec roił się w mojej głowie nawet teraz. W chwili, gdy ta ponownie zdawała się mnie osłabiać. Atakować swoją troską jakiej nie powinno być nam dane poznać. Nie będzie boleć, jeśli się nie przyzwyczaisz... Tak kiedyś powiedziała mi pewna osoba. Zabawne. Wypowiedziała owe słowa w chwili, gdy mnie zostawiła. Zraniła, a teraz? Teraz na nowo daje wodzić się za nos. Z wolna czuję jak grunt osuwa się pod mymi nogami pomimo iż powinnam odczuwać zupełnie coś innego.
-Perspektywa, to przebiegła suka- skomentowałam jej odpowiedź uśmiechając się przy tym pod nosem. Jej dziwne zagrywki działały. Naprawdę działały, mimo iż nie wiedziałam dokładnie czemu tak się zachowuje, a zarazem nijak nie odczuwałam potrzeby odseparowania się od niej. Wprost przeciwnie pozwoliłam sobie na oparcie głowy na jej ramieniu tylko i wyłącznie po to, aby schować twarz w zagłębieniu jej szyi niczym małe dziecko. Tak przecież było dobrze.
-Wiesz... Niedługo muszę iść. -W końcu podjęłam niewygodny temat, jaki przychodził mi naprawdę trudno. Przecież nie chciałam jej opuszczać, lecz obowiązki nie wybaczają. Jednak w jakiś sposób jej to zrekompensuje. Oczywiście, jeśli dożyję kolejnego spotkania.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-12-10, 20:12   Temat: Old love never dies... Beginning
To uczucie, gdy zaczynasz tonąć. Uczucie zalewanych płuc przez wodę oraz chęć pochłonięcia choćby ostatniego chałatu powietrza. Tak się wtedy czułam. W chwili, gdy zerwałam się z objęć nie tylko snu. Gwałtownie nabierałam powietrza do płuc odczuwając przy tym ból jaki towarzyszył mi za każdym razem. Zbudziłam się ze szmaragdowego koszmaru. Byłam wolna...
Specyficzna szorstkość koca pod moimi palcami utwierdziła mnie w przekonaniu ponownego powrotu do świata, jaki znałam. Powrotu do przygnębiających miejsc oraz ludzi, których można ujrzeć po raz ostatni, za każdym razem, gdy się ich widzi. Jednak teraz nie widziałam nikogo. Wbijałam wzrok w moją skórzaną kurtkę. Potrzebowałam tego. Jednego elementu stałego. Musiałam na nowo nauczyć się oddychać.
Wdech. Wydech.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że wszystkie moje mieście były napięte i nie wynikało, to z pamięci mięśniowej wyćwiczonej, lecz ze zwykłego strachu oraz paraliży. Strachu, jaki towarzyszył mi za każdym razem... Przeżywałam to bowiem co dzień. Od chwili mojego pierwszego wspomnienia. Skąd się to wzięło? Nieważne. Przecież naglę zdałam sobie sprawę z tego że nie jestem sama. Nie tym razem....
-Widziałaś, to prawda?- Spytałam lekko drążącym głosem znając przy tym odpowiedź. Widziała... Wiedziała co się stało. Tak przeczuwałam. "Wciąż się o Ciebie boje". Te słowa. Na nowo przemknęły mi przez głowę. Słowa, jakie kiedyś wypowiedziała osoba, jakiej dane było ujrzeć to samo co Elena widziała w owej chwili. To boli... Wspomnienia. Nie! Szybko potrząsam przecząco głową starając się odrzucić od siebie tą wstrętną wizje z przeszłości.
-Najlepiej będzie, gdy zapomnisz, o tym, co widziałaś....- Przerwałam na nowo ciszę jaka nastała w pomieszczeniu. Ciszę wiercącą w trzewiach dziurę. Odczuwałam ją głęboko w swoim wnętrzu. Była wręcz tak samo dotkliwa niczym ból, jaki sama sobie zadawałam zaciskając nadal dłonie w pięści. Robiłam, to nieświadomie. Taki odruch. Jeden z wielu jakie posiadałam. Na szczęście jednak Elena nie znała mnie na tyle, by poznać moją mroczną stronę, jaką posiadałam. Tak jest bezpieczniej, a może nie?
-Powiedz... Czy prawda będąca kłamstwem nadal jest prawdą?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-12-10, 18:19   Temat: Old love never dies... Beginning
Prawda czy sen? Czy prawdziwym był obraz, jaki widziałam w tej chwili, czy może chłopak, jaki przed chwilą zawiadomił mnie? A co jeśli wszystko, to było jedynie iluzją? Obłudą, jaka nawiedziła mnie w snach oraz czasem na jawie. Chwilą, gdy dwa światy zlewały się w jeden czyniąc mnie przy tym podatną na każdy nawet najmniejszy cios? Prawda?
Czym ona jest? Gdzie jestem oraz co najważniejsze Kim jestem?
Pytania kłębiły się w mojej głowie a oczy rejestrowały każdy milimetr przestrzeni. Metal, drewno, ludzkie ciało. Wszystko to mieszało się w jeden wielki przelewający się kształt. Nie czułam w tej chwili nic poza zagubieniem. Byłam niczym szczur laboratoryjny. Odczuwałam, to samo co w chwili, gdy przyszło mi uciekać z domu. Dziwne uczucie. Nieznanie zimno paraliżujące umysł oraz ciało pomimo tych paru warstw, jakie miałam na sobie.
Głosy.
Dobiegały gdzieś z oddali mojej czaszki. Był jeden, dwa... Może nawet setka? A co jeśli nie było żadnego? Powoli zatracałam się w tej chwili. Zatracałam się we własnym świecie, jaki towarzyszył mi przez tyle lat, Był on odległy, a zarazem tak bliski. Wracał ku mnie każdej nocy. Był moim towarzyszem pojawiającym się za każdym razem, gdy umierałam. Znaczy śniłam. Gdzieś kiedyś przeczytałam taką śmieszną rzecz. Sen podobno jest najbliższy śmierci. Ciało wyłącza niepotrzebne rzeczy, a mózg się resetuje. Jednak w moim przypadku wszystko działa na opak, a półsen jest jedną z tych rzeczy, jakich wielu ludzi nie miało możliwości oglądać.
Czasem jednak są wyjątki.
Jeden z nich jest tutaj koło mnie. Tak myślę, czuję. Zabawne jak bardzo nie mogę zaufać własnym zmysłom po przebudzeniu. Co, jeśli jednak nie śnie, a cały ten świat rozmazany jest tym prawdziwym. Co, jeśli tak naprawdę leże teraz w jakimś szpitalu naćpana lekami dla psycholi, a to wszystko jest tylko urojeniem?
Nie, nie może być.
A co jeśli?
Jesteś snem... Pięknym, lecz zwodniczym. Jesteś deszczem przeciekającym przez palce... Chwila... Nie, to nie deszcz. Krew. Ta sama co z każdym razem ucieka niczym złodziej, z żył. Ile to już blizn? Ile to już minęło...
Boje się...
Boje się jutra...
Boje się teraźniejszości
Boje się Ciebie....
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-05, 19:05   Temat: Old love never dies... Beginning
Gdybym tylko wiedziała. Gdybym mogła sobie zdać sprawę, z tego, co właśnie powiedziała. Zapewne odczułabym przyjemne ciepło, lecz tak się nie stało. Przecież nie słyszałam co powiedziała. Zresztą czy musiałam? Podświadomie każda z nas wiedziała co utraciła oraz co zyskała. Każda z nas zdawała się na swój sposób cierpieć, by na końcu pokochać swoje nowe życie. Było ono jednak nader ciekawe. Zwłaszcza teraz gdy byłyśmy wolne. Na swój sposób oczywiście. Przecież wysyłano nas na misje. Mniej lub bardziej trudne czy zagrażające naszemu życiu. Byłyśmy przecież tylko narzędziami. Ja natomiast byłam bronią.
Byłam na każde zawołanie. Pobierałam misje, jakie odrzuciły inne osoby i nadal żyje. Nawet, teraz gdy beztrosko moje ciało spoczywało na pryczy mogłam czuć każde zadanie na własnym ciele. Każda blizna przecież zbliżała mnie do śmierci. Ile jeszcze ich przyjmę, zanim zakończę swoje życie? Ile jeszcze zdołam uczynić? Niewidzialna miara odmierzała każdą chwilę. Tą dobra czy też złą. Ziarenka piasku przesypywały się z każdym dniem, lecz teraz chyba na nowo zacznę zastanawiać się, czy to wszystko ma sens... Przecież tak na dobrą sprawę kiedyś całkiem się zatracę i zapomnę jak, to jest być człowiekiem.
Zapewne śniłabym dalej, zatracając się w przemyśleniach gdyby nie gwałtowna pobudka, a raczej słowa połączone z dotykiem, jakie dotarły do moich uszu. Słowa nakazujące przerwać ten błogi stan.
-Już idę- Odpowiedziałam jedynie leniwym tonem głosu w chwili, gdy dotarło do mnie, że właśnie zgłoszono mnie na chińskiego ochotnika to pewnego zadania. Niestety posłańca nie mogłam zbesztać przez wzgląd, iż było, to dziecko. Chłopak bogu ducha winny. Jak wyglądał? Nie, nie wiem. Nie zarejestrowałam takiej drobnostki. Przecież miał on jedynie mnie znaleźć oraz poinformować o tym, że wyruszam dziś wieczorem, czyli za ile? Godzina, dwie a może więcej? Zagubiłam rachubę czasu przez wzgląd na towarzystwo, jakie miałam. Towarzystwo, jakiemu zapewne w niesmak będzie nasze pożegnanie dzisiejsze. Jednak jak, to mówiła pewna osoba, jaką poznałam tutaj. Zawsze żegnaj się tak jakbyś miała nie wrócić. Były to mądre słowo zważywszy na czasy, jakie nastały. Mimo wszystko niezbyt mi się śpieszyło. Nadal bowiem nie byłam sama. Nadal odczuwałam przyjemne ciepło oraz znajomy zapach. Cholera chyba z wolna zaczynam się uzależniać... Jednak czy to aby dobrze? Jak nic muszę się napić. Przemyśleć parę spraw jednak to wszystko zrobię, gdy wrócę. Jeśli wrócę.
-El?-Spytałam niepewnie. Jakoś tak dziwnie się czułam.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-02, 06:44   Temat: Old love never dies... Beginning
Realistka. Inaczej nazwać jej nie mogłam. Przecież od razu wiedziała, że nie ma możliwości, aby taka oaza powstała, a tym bardziej zdawała się nie chcieć brać udziału w tym drobnym planie, a szkoda. Czyżby bała się odrobiny poświęcenia?
Przecież, to na poświęceniu wszystko się opiera. Nasze życia oraz to, co udało się nam przeżyć do tego miejsca. Chwili w jakiej można pozwolić sobie na beztroskę oraz dziwne rozmowy. Niby o niczym. Niby dziecinne, lecz mimo najgłupszego sensu zdawały się one być czymś magicznym, a nawet nieść za sobą jakiś przekaz.
-Możesz być kim tylko chcesz - Proste umoralniające słowa. Wiele razy powtarzana w wielu sytuacjach. Jednak teraz gdy przyszło mi je po raz kolejny powtórzyć w mojej głowie rodziła się myśl. Niesforna, a zarazem taka dziecinna. Tym razem naprawdę ona może być kim tylko chce.... Jednak czy byłaby w stanie je tak samo odczytać? Zapewne nie. Nikt przecież o takich prostych słowach nie myśli tak zawile. Komplikacja moich myśli przecież była lepsza niż koryto rzeki czy nawet fale na morzu!
-Zastanawiałaś się kiedyś co nas w życiu ominęło?- W sumie mamy sporo lat. Ile? Tak naprawdę przestałam się zadręczać tą głupotą. Przecież tak na dobrą sprawę dni, miesiące, lata zlewały się w jeden wielki strumień trwający nieprzerwanie swoim dziwnym prawem aż dotąd. Szczerze powiedziawszy nigdy nie zastanawiałam się co tak naprawdę mnie ominęło. Czego mogłam dokonać, kogo poznać czy coś w tym stylu. Jednak teraz gdy na swój sposób mogłam pozwolić sobie na rozmyślanie...
-Jednak, z drugiej strony... nigdy bym Cię nie poznała.- Ostatnie słowa, jakie opuściły moje myśli oraz usta były skierowane bezpośrednio do niej, a możne do mnie? Tak naprawdę nie wiedziałam, czy powiedziałam je na głos, czy nie. Wszystko przecież robiło się takie rozmyte, aż do chwili, gdy nastała przyjemna błoga ciemność przeplatana z odczuwalnym ciepłem.
Zasnęłam?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-01, 19:05   Temat: Old love never dies... Beginning
Słuchałam jej odpowiedzi ze spokojem co chwila zamykając powieki. Stawały się one przecież takie ciężkie, a jej głos zdawał się być lepszy niż kołysanka śpiewana przez matkę. Uspokajał, a zarazem dawał poczucie spokoju oraz namiastkę domu. Zabawne jak czasem na pozór obca kobieta może wybudzić we mnie skrajne uczucia. Przecież tak na dobrą sprawę wcześniej znałam ją z widzenia. Później zmieniło się to w rozmowy aż do, teraz gdy na swój dziwny sposób stała mi się bliska, a zarazem taka daleka. Jednak czy oby na pewno?
Nie, nie miałam pewności. Przecież nie wyobrażałabym sobie kogoś całkiem obcego w ubraniu dość specyficznym, jakie to zdawało się uzupełniać moją wcześniejszą wizję. Była ona przyjemna. Nierealna, lecz na swój sposób przyjemna. Nawet, teraz gdy po raz kolejny zamykałam oczy wyobrażałam sobie jak, to może wyglądać czy raczej jak mogłoby być, gdyby nie cały ten bajzel nas otaczający.
Nagle jednak jej słowa wyrwały mnie z błogiego stanu.
-Niech się goni- Odparłam niechętnie podnosząc się do pozycji siedzącej tylko i wyłącznie po to, by nie robić jej niepotrzebnego kłopotu. Przecież wiadomym jest, jakie są dzieciaki, a tym bardziej faceci. Oni zawsze byli opóźnieni. Wieczne dzieci, które nawet jak dorosną, to myślą głównie fiutem. No ale cóż zrobić. Od dawna wiedziałam, że to właśnie kobiety powinny rządzić światem i może kiedyś stanę się taką piękną panią dyktatorką albo przynajmniej zrobię... Och tak to idealny pomysł!
-Mam pomysł!- Wypaliłam nagle jednocześnie jednym zwinnym ruchem przenosząc się na jej pryczę -Co byś zrobiła, jeśli zaproponowałabym Ci utworzenie nowego państwa?- Spytałam uśmiechając się przy tym w jej stronę, a w mych oczach zagościł dziwny blask. Przecież nie co dzień wpada się na pomysł utworzenia czegoś własnego, a skoro świat jest do pani, to czemu nie zrobić sobie własnego świata? Przecież tyle terenów się marnuje.
Jednak ona chyba nie chciała tego usłyszeć. Zapewne pragnęła czegoś innego. Tak myślałam analizując jej spojrzenie oraz zachowanie, jakie zdawało się odbiegać od normalnego. Jednak czy ktoś był tutaj normalny? Raczej nie. Przynajmniej nie ja. Tak, ta myśl towarzyszyła mi w chwili, gdy ponownie pozwoliłam by moje ciało opadło na pryczę, a wzrok na nowo utkwił w suficie czy czym tam chciał. Tak przecież było wygodniej. Nie musiałam analizować jej spojrzenia oraz sama mogłam pozwolić sobie na chwile wytchnienia. Była mi ona potrzebna. Od tego bajzlu, wydarzeń oraz zachowania. Tak przecież nie zachowują się żadne osoby, jakie znałam, a poznałam przecież wiele dzieciaków.
-Znajdziemy jakiś kawał ziemi bądź wyspę. Ustalimy prawo, granice a na końcu damy schronienie każdej istocie, jaka będzie jej potrzebować, a jeśli ktoś zechce nam zagrozić zetrzemy z powierzchni ziemi. Mamy przecież genetyczną przewagę czyż nie wspólniczko w zbrodni?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 20:16   Temat: Old love never dies... Beginning
Wątpliwość. W tej chwili właśnie miałam tak na imię. Naprawdę. Ilość sprzeczności, jaka się tliła w mojej głowie była na tyle wielka, że mogłabym obdarować pół ośrodka czy nawet kraju, a to i tak za wiele, jak na jedną osobę tym bardziej taką jak ja. Mimo wszystko musiałam się z tym wszystkim uporać sama. Nie miałam przecież przyjaciół ani rodziny. Nie miałam nikogo komu mogłabym się wypłakać. Zresztą ja już nie płaczę. Wyrosłam, z tego a co najważniejsze nie mogłam sobie pozwolić na tego typu słabości. Dlatego właśnie ją pocałowałam. Dlatego chciałam ją na swój sposób uciszyć by nie utrudniała mi już i tak trudnego zadania, jakim było poukładanie sobie w głowie całej tej sytuacji, jaka miała miejsce oraz moich własnych uczuć. Tak było łatwiej. Przynajmniej dla mnie. Podświadomie czułam, że jej również nie jest łatwo przez moje wahania nastrojów jednak cóż mogłam zrobić? To było jedyne słuszne wyjście. Tak przynajmniej mi się zdawało w tamtej chwili.
Potrzebowałam chwili dla siebie.
Na przemyślenie czy pozbieranie własnej szczęki z podłogi. Chwile tą dał mi nasz spacer powrotny do domu. Mijane twarze oraz pomieszczenia zdawały się zlewać w jeden wieli obraz przez który nie byłam wstanie określić dokąd idę. Zresztą było mi wszystko jedno. Mogłam wylądować w kostnicy, stołówce, jakimś poligonie czy innym cudownym miejscu
-Tego się nie spodziewałam- Przyznałam z rozbrajającą szczerością, gdy tylko dotarło do mnie gdzie mnie przyprowadziła. Zabawne. Z tych wielu pomieszczeń wybrała akurat to. Znajome łóżka oraz obskurny klimat. Jak nic nikt nie ma tutaj gustu skoro projektuje wszystko na jedno kopyto. Tak czy inaczej dzięki temu zasłużonemu projektantowi mogłam szybko odnaleźć się w pomieszczeniu, jakie przypominało i to, w jakim mnie ulokowano.
-Zależy, jaką wersje wybierzesz... - mogłam przecież kłamać, mówić prawdę albo ubarwić moją odpowiedź tak by oscylowała na granicy między prawdą a kłamstwem. A może tak naprawdę zawsze kłamałam? Byłam przecież jedną, z tych osób, z jakimi trzeba się liczyć bądź utrzymać dystans, lecz dla niej, a raczej przy niej zachowywałam się inaczej. Byłam na tyle szczera na ile mogłam, a zarazem ukrywałam, to czego nie powinna wiedzieć.
-Słuchaj.... wiesz może skąd mogę zdobyć kimono?- zadając to pytanie usiadłam bezczelnie na przeciw niej na pryczy należącej nie wiem do kogo i mało mnie, to obchodziło! Przecież nie mogę sobie pozwolić na powtórkę sprzed parunastu minut prawda? Tak czy inaczej, znowu starałam się zmienić temat, a raczej powrócić do tego sprzed tamtego incydentu, jaki miał miejsce.
Przez chwilę siedziałam na łóżku, lecz stan ten nie trwał długo, ponieważ moje lenistwo wzięło górę nad dobrym wychowaniem co zaowocowało opadnięciem ciała na przyjemny, lekko szorstki materiał, jakim była prycza. I tak oto wielka Veressa leżała na cudzym łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit czy tam inną pryczę. Leżała tak czekając na jakąkolwiek reakcję jednocześnie przy tym starając się jakoś poukładać swój świat.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 19:07   Temat: Old love never dies... Beginning
Z naszej dwójki tak naprawdę nikt nie wiedział jak ma interpretować to wszystko co miało miejsce w przeciągu tych paru minut. Jednak nie, to było teraz ważne. Przecież na nowo poczułam ciepło jej dłoni oraz delikatny uścisk, który to działał na mnie niczym magnez dzięki czemu również nieznacznie zacisnęłam dłoń na jej dłoni prowadząc ją w stronę miejsca jakie było naszym domem przynajmniej w tej chwili.
Kryjówka.
Schronienie, w jakim dano nam azyl po ucieczce. Jednak czy była ona stalą? Osobiście nie odczuwałam tak tego a wprost przeciwnie. Wiedziałam, że kiedyś odejdę stąd, a to wszystko pozostawię za sobą. Jednak czy jestem wstanie to zrobić teraz? Uporczywie poczęłam się nad tym zastanawiać ignorując zbliżający się koniec oraz odgłosy tak dobrze mi znane, a zarazem świadczące o tym, że nie jesteśmy same. Gdzieś w oddali dało słyszeć się śmiechy czy nawet krzyki dzieciaków. Były one jednak inne. Bez cienia strachu. Przecież tutaj tworzyliśmy jeden dom. Jedną rodzinę gwarantującą spokój i brak strachu? Zapewne tak miało być, lecz dobrze zdawałam sobie sprawę, że tu nie pasuje, a moje myśli na nowo wróciły do rozmyślań nad zmianami, jakie mnie czekają w najbliższym czasie.
Zmiany.
-Cicho dziecko- Odpowiedziałam na jej cały wywód jednocześnie zatrzymując się w miejscu jednocześnie dając jej znać aby się zatrzymała. Byłyśmy przecież jeszcze kawałek od wejścia. Niby powoli coraz to więcej ludzi nas otacza, a z drugiej na tyle mało, abym mogla pozwolić sobie na ten drobny ruch, który to miał zamknąć temat raz na zawsze. Ruchem tym oczywiście było szybkie przyciągniecie Eleny ręką oraz obdarowanie ją darem jakim mogłam w tej chwili. Darem tym oczywiście był pocałunek nijak niepasujący do tego co miał miejsce jeszcze chwilę temu. W ten przecież włożyłam całą niepewność mieszającą się z pewnością decyzji w owej chwili. Całe nieposkromione emocje tylko i wyłącznie po to, aby zakończyć ten temat.
Gdy w końcu zakończyłam pocałunki pozwoliłam sobie na delikatny uśmieszek pod nosem oraz krótkie stwierdzenie
-Nie spekuluj więcej- Tylko tyle. Nie lubię, gdy ludzie uważają, że wiedzą lepiej niż ja. Że znają moje myśli oraz pragnienia. Dlatego właśnie ucięłam ten temat i miałam nadzieje, że jasno odczyta ten pocałunek. Nie, nie powinna już zadręczać. Jednak co ze mną? Tak naprawdę grałam dobrą minę do złej gry. Przecież byłam tą twardą, pokazującą co myśli, lecz naprawdę nie umiałam pozbierać własnych myśli ani wtedy, ani w chwili, gdy nadal trzymając ją za rękę zaczęłam ją delikatnie ciągnąć w stronę kryjówki.
Chyba, tak było prościej. Na nowo zrobić, to, czego wymagają ode mnie. Obowiązek bądź rozkaz. Tak sobie, to tłumaczyłam powolnym krokiem zbliżając się do siedliska ludzkiego jakie informowało o swoim położeniu poprzez beztroskie dzieci. Przynajmniej te, które odżyły po wielkiej ucieczce. I szczerze miło było widzieć ich twarze. Wesołe, roześmiane, spokojne. Były one prawie takie same jak twarz mojej kompanki, którą to prowadził w dobrze jej znane miejsce...
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 17:42   Temat: Old love never dies... Beginning
Mogłam je powiedzieć wiele. Mogłam użyć słów mniej lub bardziej uznawanych za przyjemne jednak nie było mi dane się już odezwać. Co gorsza, nie mogłam sobie pozwolić już na nic nad czym miała bym kontrolę. Tą przecież straciłam w chwili, gdy nie zostałam zdzielona w twarz czy choćby odepchnięta, czy bogi jedne wiedzą co jeszcze mogło się wydarzyć lecz tak na dobrą sprawę nie wydarzyło się nic. Przynajmniej, z rzeczy jakie zakładałam w chwili gdy uczyniłam, to co uczyniłam.
Było za późno.
Smak jej ust mieszał się ze smakiem mojej krwi dając przy tym dość specyficzną mieszankę. Na swój sposób przyjemną lecz zarazem złowrogą. Byłam przecież teraz zupełnie kimś innym. Pewność siebie oraz zachowanie z jakiego słynęłam zdawało się odpłynąć gdzieś na tratwie dzięki czemu pozostałam na tych kilka chwil pod jej kontrolą co tamta wykorzystała obdarzając mnie pocałunkiem oraz kolejną dawką ciepła, jaka zagościła na mej twarzy. Ciepła dzięki, któremu mogłam na chwilę przebudzić się z letargu, w jaki mnie wprowadziła.
Przerwałam więc pocałunek. Jednocześnie nieznacznie odsuwając się od niej na tyle, aby nadal móc czuć ciepłotę dłoni na twarzy co przyznać muszę było naprawdę przyjemne. Wręcz za bardzo. Chyba naprawdę nie znam do końca samej siebie skoro takie drobne gesty potrafią tak oddziaływać na mnie, a co za tym idzie odsłaniają moje słabości.
Chciałam coś powiedzieć jednak nie wiedziałam co może być w tej chwili właściwe. Przeprosiny, milczenie, a może olanie całej sytuacji i życie dalej. Tak było by najlepiej prawda? Jak nic znowu się okłamuję jednocześnie wpatrując się na czerwień zapisaną na wargach Eleny. To była krew. Ciepła, przyjemna, spływająca ciecz, jaka przez przypadek znalazła się na innej osobie.
-Chyba jednak muszę Ci ją oddać- odezwałam się w końcu pijąc do kurtki jaka nadal spoczywała na mych barkach, a która to zdawała się być zbędna w tej chwili. Chłód jaki odczuwałam już dawno ustąpił miejsca adrenalinie, a ta zadbała o odpowiednie krążenie przy małej pomocy Eleny, co raczej będzie miłym wspomnieniem i tylko nim. Tak będzie lepiej. Dlatego właśnie pragnęłam jakoś wybrnąć z sytuacji, jaka nie miała mieć miejsca. Nie powinnam była jej całować, poddać się chwili oraz słabości, jaka narodziła się przez ... Tak Ver zganiaj wszystko na barki nie wiadomo czego. Zganiaj tak będzie najlepiej dla ciebie. Jednak czy oby na pewno? Mogłam przecież robić, to co podpowiada mi racjonalny umysł jednak jak długo dała bym rade oszukiwać samą siebie? Sama nie byłam wstanie tego stwierdzić dlatego też lepiej będzie działać już teraz. Właśnie dlatego z odczuwalną niechęcią zabrałam dłoń spod jej dloni oraz powoli wstałam z kamienia, by więcej nie powielać tych głupot.
Mogłam odejść. Naprawdę. Mogłam odwrócić się i odejść, lecz mimo wszystko nie uczyniłam tego. Jedyne co byłam wstanie zrobić to włożyć ręce w rękawy kurtki czyniąc ją jednocześnie swoją drugą skórą co było zaprzeczeniem wcześniejszych słow lecz co mi tam.
-Chyba powinnyśmy wracać. Nie chcesz chyba by wysłali psy gończe?- Naprawdę było mi ciężko wypowiadać te słowa ponieważ wiedziałam czym to grozi. Powrotem do świata, jaki znamy. Obowiązki, szarość i inne tego typu gówna. Chyba że... Nie! Przestań myśleć o takich rzeczą! Ponownie skarciłam się w myślach jednocześnie wyciągając w jej stronę dłoń tak aby mogła wstać przy mojej skromnej pomocy jeśli oczywiście miała by taką ochotę. Pytanie brzmi na co tak naprawdę miała w tej chwili ochotę ta dziewczyna.
Jak nic niechybnie pewnie mi przyleje albo zechce zgładzić
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 16:53   Temat: Old love never dies... Beginning
Pocieranie dłoni o dłoń. Skojarzenie jakże trafne oscylowało wkoło tego co robią rodzice gdyż dziecko mówi im że jest zimno. Zabawne. Jak jeden gest może przywołać wspomnie z utraconych chwil, które mimo wszystko siedziały gdzieś głęboko w człowieku. Nie przywykłam do takich sytuacji. Były one dla mnie jedynie mglistym wspomnieniom i takie powinny zostać a tu proszę. Widziałam jej spojrzenie oraz troskę. Czułam jej zapach, jaki wtopił się w kurtkę oraz ciepło jakim raczyło mnie jej ciało, oraz ubranie. Wszystko to połączone razem dawało odczucie czegoś innego... Z jednej strony przecież Elena była kolejną z uciekinierów, z drugiej zaś zdawała się mi bliższa z każdym kolejnym spotkaniem, lecz to dzisiejsze zdawało się nader ciekawe? Tak, tak wmawiaj sobie. Przecież dobrze wiem co czuję, a jej zachowanie oraz odpowiedź na mój drobny pomysł zdawało się zaplanowane! Veressa o czym ty myślisz. Uspokój się kobieto. Skarciłam się w myślach jednocześnie wzdrygając się w chwili gdy poczułam jej głowę na swoim ramieniu.
Nie, nie byłam gotowa na taką odpowiedź oraz jej zachowanie. Nie byłam gotowa na nic co miało nastąpić po sobie niczym reakcja łańcuchowa tworząca jedną wielką reakcję. Jednak czy kiedykolwiek będę?
-Kto powiedziała, że będą tam ludzie?- Wykorzystałam dogodną chwilę i zadałam jej to pytanie, a raczej wyszeptałam do ucha akcentując przy tym każde kolejne słowo mając nadzieję iż zarejestruje spojrzeniem coś więcej niż jej nieodgadnione spojrzenie oraz na swój sposób urokliwe, lecz może chwilowo blade usta, jakie zdawały się na coś czekać. Chwila zaraz. O czym ja myślę? Nie. Tak być nie może. Nie mogę przecież.
Opory.
Najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Elena na swój dziwny sposób zdawała się przyciągać mnie niczym lampa ćmę, lecz każdy wie jak, to się kończy, a z drugiej strony cała ta sytuacja oszałamiała mnie niczym wcześniej wspomniane liście. Nie czułam już bowiem zimna czy obawy, a wprost przeciwnie. Czułam uspokajające ciepło oraz własne serce. Zdawało się ono z każdą chwilą bić coraz szybciej, lecz czemu? Brak wysiłku fizycznego jedynie zmęczenie. Nie, to nie to. Raczej winowajca siedział koło mnie. Trzymał me dłonie w swoich oraz spoglądał na mnie.
-Nie rób tak- Odezwałam się w końcu po dłuższej chwili milczenie nieświadomie przygryzając wargę aż do krwi tylko i wyłącznie po to, aby na nowo poczuć ból. Odkąd pamiętam ból zawsze pomagał lecz czasem niósł za sobą pamiątki w postaci zadrapań bądź innych śladów zapisanych na ciele oraz umyśle. Teraz jednak nijak nie okazał się być on pomocny, a prost przeciwnie był nieznośny niczym ten metaliczny posmak, jaki poczułam w chwili, gdy pierwsze krople krwi dostały się do mych ust.
Znajomy smak. Zapach również. Niewielu ludzi zna zapach krwi tak dobrze jak ja jednak nawet on ustępował znajomemu zapachowi jakim raczyła mnie Elena. I chcąc niechcąca w końcu uległam. Nieznacznie nachyliłam się w jej stronę tylko i wyłącznie po to, aby obdarzyć ją pocałunkiem. Czemu, to zrobiłam? Możliwe, że poddałam się chwili. Niepokornej myśli, jaka czaiła się w tle mojej głowy. Myśli pchającej ku dziwnym zachowaniom jakie zdawały się być mi obce. Dlatego taż zaraz po tym haniebnym akcie chciałam wycofać się. Zrobić coś, aby obrócić, to w żart bądź zganić na nie wiem warunki pogodowe? Cokolwiek by tylko nie odebrała tego jako coś niestosownego. Zresztą co mi strzeliło do tego głupiego łba?!
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 15:48   Temat: Old love never dies... Beginning
Gotowanie, przypisywanie sobie ról.. O co tu chodzi? O czym tutaj rozmawiamy? Czy rację bytu miały te rozmowy, czy raczej miały pozostać jedynie wspomnieniem jednej chwili, w jakiej tak naprawdę przyszło nam się znaleźć? Chwili beztroski oraz dywagacji o sprawach, jakie mają nikłe szanse na spełnienie przez wzgląd na to kim jesteśmy oraz co tak naprawdę się dzieje w świecie tak dzikim, oraz odległym.
Możliwe, że nie aż tak odległym. Przynajmniej tego złudzenie dawał mi jej śmiech, jakim skwitowała mojego bałwana, a przecież to miał być dobry bałwan. Wielki tak by mogło się najeść wiele osób, trochę słodki oraz gorzki a przede wszystkim pitny! Ha jak nic muszę napisać książkę kucharską. Mrożonki z lodu oraz pitne śnieżki czy jakoś tak. No nic znowu poddałam się mojej wyobraźni jaka pracuje zbyt dobrze. Przynajmniej przy niej. Jednak cóż mam czynić? Taka już jestem. Staram się jak tylko mogę osłodzić życie ludziom mi bliskim więc tak jakoś samo z siebie wychodzi.
-Właśnie udowodniłaś, że jestem marną kucharką- Burknęłam pod nosem przybierając na chwilę smutny wyraz twarzy lecz taki aby nie miała wątpliwości odnośnie faktu że jest to tylko chwilowy żart. Zresztą co ja wiem o kuchni? No nic nie ma co przejmować się takimi głupotami. Zwłaszcza teraz gdy chłód przeszywał moje ciało oraz co gorsze zdawać by się mogło, że także i mój umysł. Nie, to pewnie złudzenie. Często pojawiają się one wraz ze zmęczeniem wywołanym przez krótkotrwały sen jednak nagle wszystko przestało posiadać jakieś znaczenie.
Zapach.
Znajomy, delikatny zapach połączony z ciepłem, jakie poczułam na ramionach wyrwał mnie z zamyślenia oraz sprowokował do spojrzenia w stronę, z jakiej nadeszło wybawienie. W stronę kobiety, jaka właśnie zdjęła własną skórę tylko i wyłącznie dla mnie. Było, to miłe. Bardzo. Zapewne odruchowo okryłabym się szczelniej, gdyby nie ciepła dłoń spoczywająca na mej przemarzniętej dłoni.
-O wiele lepiej... dziękuję- Prosty gest, a tak bardzo rzadki w dzisiejszych czasach. Nie każdy zapewne byłby zdolny do tego poświęcenia, lecz najwyraźniej Elena miała takową zachciankę.
-I już wiadomo kto z naszej dwójki dostał wilka...- Tymi oto słowami zamaskowałam niezręczność, jaka z wolna rosła gdzieś tam w moim wnętrzu przepełniony sprzecznymi odczuciami. Z jednej strony pragnęłam ją jej oddać, lecz z kolejnej cieszyłam się na myśl o posiadaniu, choć w takim postaci cząstki tej dziewczyny, która najzwyczajniej w świecie zachowywała się teraz tak jak ja. Spoglądała na mnie tym swoim niezrozumiałym dla mnie spojrzeniem, w jakim można zatracić się. Była blisko, a zarazem daleko, a co za tym idzie mieszała mi w głowie.
Muszę coś zrobić
Przemknęło mi przez myśl, gdy już dłuższą chwilę tak siedziałyśmy na kamieniu niczym dwie sieroty pozostawione na pastwę losu. Znajdowałam się już w różnych sytuacjach. Mniej lub bardziej przewidywalnych i zawsze sobie radziłam, lecz w tej konkretnej chwili byłam niczym dziecko we mgle. Mogłam wstać, oddać jej kurtkę oraz wrócić do środka. Mogłam także tutaj pozostać i... co dalej? Niedobrze...
-Pozwiedzamy?- Zaproponowałam w końcu starając się wybrnąć z tej sytuacji a jednocześnie kupując sobie jeszcze parę chwil wspaniałego towarzystwa. Zresztą z tego co się orientuje znajdujemy się na terenie mało nam znanym, a co za tym idzie może warto było by się rozejrzeć po nim ot taka? Owszem nie mamy takiego rozkazu jednak w tej chwili nawet i one dawały się być ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę, a przecież coś musiałam zrobić. Dlatego właśnie najwłaściwszym wydał mi się spacer po terenach przynajmniej mi obcych. Kto wie co znajdziemy, o ile przekonam Elenę, lecz jak ją już przekonam czy nie będzie, to wspaniała przygoda?
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-26, 13:20   Temat: Old love never dies... Beginning
Mój sposób bycia zawsze był specyficzny. Czasem, gdy się denerwuje, to mowie wiele. Zbyt wiele. Teraz jednak nie denerwowałam się a wprost przeciwnie snułam plany na przyszłość jaka nigdy nie nadejdzie. Jednak czasem warto pomarzyć. Zwłaszcza gdy to właśnie one sprawiały, iż byliśmy ludźmi, a nie zwierzętami. Zwierze przeważnie myśli o zaspokojeniu swoich pragnień i potrzeb w przeciwieństwie do człowieka. Ten akurat czasem marzy... A skoro marzenia są jak pragnienia, to czemu nie poddać się im choćby na chwilę czy dwie?
Nie chce zwrotu?
Zaskoczyła mnie. Przynajmniej na tyle by moje źrenice nieznacznie się rozszerzyły. Taki odruch. Zwykły w swej prostocie, a zarazem subtelny. Nie byłam przecież jedną z tych panienek co beznadziejnie rozdziawiają usta. Co to to nie! Byłam ciekawą istotą. Pragnęłam chłonąć jej odpowiedzi oraz poznać dalszy część planów, jakimi zapewne mnie uraczy i nie, nie myliłam się.
-Australia, Norwegia, Azja...- Wtórowałam za nią nadal przyglądając się jej z zaciekawieniem oraz dozą fascynacji. Przecież wizja takiej podróży samej w sobie była kusząca jednak zakończenie zdawało się być niczym opium. Przez chwile nawet wyobraziłam sobie, to o czym opowiadała, a na mej twarzy zagościł uśmiech jaki przemienił się w głośny i nader spontaniczny śmiech. Mam tylko nadzieję, że nie odbierze go zbyt źle dlatego też, gdy tylko się uspokoiłam rzekłam z najpiękniejszym i najnaturalniejszym uśmiechem, jakim potrafiłam.
-Obiad i owszem, jeśli oczywiście lubisz spaleniznę bądź uganianie się za nim... Zresztą mów co chcesz ale kucharka ze mnie marna. A nie czekaj... Umiem przygotować potrawkę z wszystkiego co nie walczy o życie i nie zwiewa na mój widok- Zamilkłam na chwilę, by dodać już pół żartem pół serio
-Wynika, z tego, że nadajesz się idealnie panno Eleno.- Och tak nadawała się idealnie, a co za tym idzie spełniała wszelakie wytyczne. Po pierwsze nie uciekała na mój widok. Nie pragnęła mnie zabić i co najważniejsze chyba nawet toleruje moją obecność za co wdzięczna jej jestem. Przecież nie mogłabym pozwolić sobie na jej utratę po raz kolejny, a tak to przynajmniej w ten sposób jest moja... Jest przy mnie.
-Jeśli jednak mogłabym wybierać, to wolę już Azję przez wzgląd na piękno bądź Norwegię. Tam przynajmniej zawsze mogę ulepić bałwana na obiad- Czemu, to powiedziałam? Cholera. Muszę zacząć myśleć nad słowami jednak wizja ujrzenia Eleny beztroskiej pod spadającymi liśćmi wiśni byłaby czymś magicznym i pięknym... Prawie tak samo, jak ona... Nie! Ogarnij się dziewczyno. Owszem może kiedyś uda się to wszystko zrealizować, lecz... No właśnie co? Cóż powstrzymało by mnie przed spełnieniem takiej wizji? Jedynym ograniczeniem jestem sama dla siebie. Jednak czy na pewno odnalazła bym się, w jakiego świecie nie znam? Jestem przecież dzieckiem wojny. Znam rygor, rozkazy oraz ciągłą walkę czy też ucieczkę... Czy jestem wstanie żyć normalnie? Czy w ogóle jestem wstanie zagwarantować tą normalność innym... Elenie?
-Robi się chłodno - stwierdziłam jednocześnie z trudem odrywając wzrok od tej ciekawej dziewczyny tylko i wyłącznie po to, aby wbić go w przestrzeń przed sobą. Przestrzeń, jaka niosła chłód oraz zapowiedź czegoś nieznanego... Czegoś, co przeszywało moje ciało na tyle bym odczuwała chłód oraz dreszcz.
  Temat: Old love never dies... Beginning
Veressa Apsley

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 553

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-25, 11:44   Temat: Old love never dies... Beginning
Tak na dobrą sprawę samą nie wiedziałam. Nigdy głębiej nie zastanawiałam się nad tym, co będzie później. Więc czemu zadałam jej to pytanie? Możliwe, że przez wzgląd na okoliczności bądź, co gorsza, brak pomysłu co do rozmowy, a przecież cywilizowani ludzie rozmawiają, a ja za taką się uważałam. Jednak... Najgorszym w całej tej chwili była jedna chwila. Ten ułamek sekundy, w jakim wychwyciłam jej spojrzenie. Ono zawsze na swój sposób mnie przerażało.
-A co jeśli pozwolę sobie pociągnąć Twoje marzenie dalej?- Spytałam starając się utrzymać spojrzenie tak aby mimowolnie nie uciekało w jej stronę co trzeba było przyznać było ciężką sztuką.
-Zabiorę się z Tobą do tej Afryki czy innego końca świata gdzie Ty będziesz leczyć biedne dzieci, a ja zacznę strugać dom z bambusa czy co tam rośnie.- Podjęłam temat pozwalając sobie usiąść koło niej. Przecież ten kamień wyglądał tak ponętnie i kusząco! Tylko głupiec nie skorzystałby z takiej oferty, a ja głupcem nie jestem.
-Według moich obliczeń, to za plus minus dwa trzy lata będziesz mogła się wprowadzić do pięciogwiazdkowego domu z czego tylko tam chcesz. - zamilkłam na chwilę tylko i wyłącznie po to, aby nabrać powietrza do płuc oraz by móc w spokoju spojrzeć na jej jak mi się wtedy zdawało zatroskaną twarz
- Jeśli chodzi o umeblowanie to kolejne dwa trzy lata tak więc wiesz... Jest to oferta limitowana dla stałych klientów i oczywiście zwrotów nie rozpatruje- Zakończyłam swój durny wywód z rozbrajającym szczerym uśmiechem na ustach. Czemu akurat brnęłam w takie, a nie inne rozwiązanie owej sytuacji? Cóż tak naprawdę chciałam na nowo sprawić by uśmiech pojawił się na jej ustach, a z drugiej strony czasy w jakich przyszło nam się znaleźć były ciężkie. Dlatego też ta forma wydawała się właściwa. Chwila paplania o głupotach. Sprawach nijak związanych z tym, co posiadamy na co dzień. Odskocznia. Tego potrzebowałam, lecz czy ona także? Nie, nie wiedziałam i nie byłam pewna dlatego też milczałam. Nie chciałam zagłuszać ciszy, jaka nastała oraz tego, co akurat było między nami. Spokój. Złudna chwila normalności jaka nastała. I szczerze powiedziawszy czułam się niczym nastolatka. Przecież siedziałam bez celu z kimś na swój sposób mi bliskim, a cały świat zdawał się dryfować gdzieś tam.
Kiedyś szukałam sensu własnego istnienia. Teraz gdy zdałam sobie sprawę z bezsensu egzystencji było mi dobrze. Przecież pogodziłam się z własnym nowym życiem. Świat jak do tej pory szary zaczynał nabierać kolorów, a ludzie na nowo mnie kształtowali. Tak było z Nią. Obraz tak daleki, a zarazem wspaniały. Niedościgniony wzór upartości i chęci przetrwania. Teraz gdy bezczelnie przyglądam się jej opierając przy tym głowę na swych kolanach czułam się niczym jakiś filozof albo co gorsza badacz. Starałam się przecież odgadnąć jej myśli, cele jednocześnie przy tym kontemplując jej naturalizm, jaki wymusiła na nas chwila. Czasem nawet zastanawiam się, jaka by była, gdybym poznała ją wcześniej. Czy nadal dostrzegałabym w niej te wszystkie zależności? Czy nadal miałabym śmiałość tak się jej przyglądać?
 
Strona 1 z 2
Skocz do:  

Forum zostało otwarte 15.08.2016r. || Forum zostało ponownie otwarte 10.02.2018r.
Właścicielem kodu nagłówka oraz ogłoszenia jest Spenny, a kod dopasowała Kelly z pomocą Leen. Grafikę wykonała Lama. Zakładki należą do Noritoshiego, a system notyfikacji do Leen.
iGrowl, SweetAlerts2, Linecons